poniedziałek, 30 marca 2009

Nie Święci garnki lepią...

4 dni dziś będą jak nie grałem w Świętych. To chwila odpoczynku, która "spowodowała się" mega nawrotem zainteresowania EvE Online, który na szczęście (dla mnie) się wypalił dnia drugiego.

Eve Online

Ale po kolei. Po nowym dodatku Apocrypha, strach na wszystkich padł, bo miał być tylko jeden klient - premium. Co oznaczało wycięcie starszych komputerów ze świata Eve. W moim przypadku, nie poszło tak źle. Desktop i tak chodził w premium, a na notebookach da się grać (na pracowym to i śmigać!). Co dał nowy kontent? Śpiochów i ich dziwną technologię (Tech3).

Anomalie tworzące wormhole z hi-sec do 0.0 (forum dwellers twierdzą, że mimo iż czas ich życia wynosi parę godzin, to generalnie nie są campowane). Moja zajawka EvE'm spowodowana została przez wiernego grze Szymka. Początkowo, uknuł on spisek mający na celu wyciągnięcie ze mnie wiedzy o stealhbomberach. A spowodował, że założyłem sobie rookie-postać (i tu kolejna zmiana po update gry - zamiast 900 tyś skill pointów, dostajemy tylko 50 tyś, ale... bonus w postaci 100% prędkości do 1,6 mil Skill Pointów, co prowadzi do lepszej i szybszej ścieżki specjalizacji postaci. Dodatkowo - raz na rok można pozmieniać sobie główne atrybuty! Ciekawe czy na Ezronymius'ie też...). W każdym bądź razie, po zapodaniu kolejki szkoleń Ezoko (nowa)[kolejka - też fajna rzecz, do 24h można odpuścić zmienianie szkolenia w środku pracy/nocy bo automat za nas to zrobi]. Ezoko miała zostać frigate-pirate. Ale w sobotę doszedłem do wniosku, że Ezronymiusa nie sprzedaję (miliardy ISKów wart jest) bo szkoleń mi szkoda. I tu się zawiesiłem. Jednak pomysł grania nową postacią jest lepszy (bo i baza graczy się zwiększyła prawie 2 krotnie, więc będzie kogo kroić). A Ezoko - z bagażem 9 mld ISK na wydatki to już mi się bardziej podoba gra taką postacią :D

Little Big Planet

Ale, jak pisałem... przeszło mi. W niedzielę, przy "bitwie" z Maksiem o kontrolę nad edytorem LBP (przegrałem, cóż ;-)), stwierdziłem, że na powrót do Stillwater City i Świętych jeszcze za wcześnie, bo mam chęć na mega edytowanie o północy w LBP. I zrobiłem! Chołd dla stareńkiego, 8-mio bitowego, pixelowego Indiany Jonesa - czyli Montezuma's Revenge (aka Panama Joe, Preliminary Monty). Poziomu w LBP szukajcie pod nickiem ezronymius. Acha, literówkę "s" w słowie Montesuma poprawię na dniach na "z". W każdym bądź razie, poziom(ek) wyszedł mi krótki bo drążenie góry kamienia (piramidy) by zrobić poziom, dość szybko kończy się komunikatem "object too complicated". Dziś, metodę swą zmienię i poziom rozszerzę. Maks stwierdził, że poziom fajny (btw, twierdzi też, że moje kotlety z kurczaka są lepsze niż te co Eliza robi, więc może to być faza "taty - to lepsze"), aczkolwiek przyznał się Elizie (nie mnie! mówiłem...), że jest za ciemny (bo zrobiłem lochy oświetlane tylko pochodniami).

Będzie z tego wideo.

Yakuza 3

Szymek narzekał, że przestałem pisać o grach. Tylko Ci Święci i Święci. No cóż.... te kilka dni poza Stillwater pozwoliło mi trochę się pozastanawiać... co dalej? W sensie grania oczywiście. Dziś, poza dokańczaniem edycji w LBP mam zamiar podszkolić się trochę z... japońskiego. Bo muszę się dobić do japońskiego PS Store, bo tylko tam, jest Yakuza 3 - w wersji japońskiej of coz... i demo na dodatek. Ale w gazecie tak ładnie o tym pisali. Patrzcie!\

Wygląda miodnie. Free-roaming w stylu japońskim. Nie mogę się doczekać, tym bardziej, żeza niedługo wychodzi manga Heat #7, którą ostatnio pożarłem z wypiekami na twarzy (btw, moja najmilsza przeryła się przez wszystkie mangi i komiksy jakie są w domu, bo jej się "spojrzenie zmieniło". OMG! I wreszcie nie mam poczucia, że mi się te mangi na półkach marnują :D)

Tom Clancy's EndWar

AFAIK, na dniach to ma wyjść w polskiej wersji językowej. Wciąż myślę o tym tytule, tym bardziej, że sposób podejścia do sterowania jednostkami oraz łańcuch dowodzenia w jednostkach (jakże inny od "normalnych" RTSów, gdzie jednostki powstają ad hoc i nie ma śladu prawdziwego, wojskowego podejścia (o dowódcach i morale nie wspominając)) przypomina mi bitewniaki figurkowe. A poza tym, tęsknię za Battle Isle I, II, III (nie.. 4 już nie). Tak to były turówki, a tu mamy RTS'a (a właściwie RTB - real time battle). Tylko ta idea- sterowanie jednostkami oraz szybkość rozrywki, bardzo mi się podoba i strasznie kusi. Poza tym, osadzenie samej fabuły w WW III to jest to co lubię. Tylko... obiecałem sobie, że wpierw skończę Saints Row 2. I Dead Space, i Killzone 2. Bo szczególnie ta ostania, zostały ostro zaniedbane!

Sacred 2 Fallen Angel

Fantasy w grach średnio lubię (wyjątki jak zawsze są - vide Arcanum). Ale wizja otwartego świata (40 mil kwadratowych plus podziemia!!), co-op ad hoc (do 4 graczy!) i 500 questów oraz kolorowość grafiki - pozwalają mi sądzić, że tytuł mnie przykuje na długo do konsoli. A ma wyjść w kwietniu. Pamiętam, jak co-op na 4 graczy wciągał nas (Andrzeja, Fergusia i kogoś ze świata) w Guild Wars. Trochę przeszkadzało nam dziwne podejście do pvp (tj. jego brak praktycznie), ale w dobie dziesiejszej, gdzie nie chcemy sie uzależniać od mega-levelowania-i-ustawiania-życia-po-grę, takie podejście do grania "ad hoc" jest dużo lepsze. A tu krótkie przedstawienie gameplay'a z konsol (na PC gra zebrała baty, a na konsole ma być mocno...inna).

Tu również, solennie obiecałem sobie pokończyć to co na półce. Cholera. 

czwartek, 26 marca 2009

Video: Saints Row 2 chaos ukończony. Zły odlot też.

Cześć i czołem. Powrót do kooperacji z Asceronem zaowocował paroma fajnymi akcjami.

Jedną z nich, było ukończenie misji Chaos (po zakończeniu wpadł gratis... 15% zniżki na meble ;-)).

Muzyka:

Turmion Katilot - z Finlandii, utwory "Rautaketju", "Paha Ihminen" i "Teurastaja". 

A drugą - misja Synów Semedi, która solo napsowała mi nerwów. Zły odlot. Filmik niezbyt to oddaje, ale bohater widzi wszystko jak przez... galaretę (efekt odlotu jaki zafundował mu Generał Semedi). I obraz się kołysze na boki. Fajnie...

Muzyka:

KMFDM "Son of The Gun"

niedziela, 22 marca 2009

yyy..... 35 godzin

Granie długo w jeden tytuł (35h w Saints Row 2, gra toczy się od końcówki lutego) spowodowało, że na jakiś czas straciłem ochotę na poznawanie nowych tytułów. Zniknęły gdzieś rozsterki - co kupić, w co pograć, nawet co miesięczne magazyny o grach z dnia na dzień straciły swój urok.

I dobrze! :-)

Święci wciągają (szczególnie w dawkach 1,5 h na dobę). Ba... ostatnio nawet, starań nie czynię o co-op'a z Asceronem, bo nie chce mi się pc-ta włączać i skype po bluetooth'ie uruchamiać. Solo też ma swój urok. Bo to wolność (choć wtedy nie chce mi się kamery wyciągać i wyczynów swych nagrywać). Takie ostatnio - przedwiośniane klimaty mam.

Brak rozsterek co do gierek (rap - lol ;-)) odbija się na... blogu. Bo jeśli nie ma czego porządać, nie ma dwóch żłobów i potrzeby wyboru, to i nie ma potrzeby by się tym dzielić. Choć... jest jeden tytuł, który uważnie śledzę. Sacred 2 Fallen Angel - oczywiście w wersji na PS3. PC-towcy flekają na ten tytuł, bo rozczarował ich i zawiódł nadzieję. Sam, Diablo kiedyś zlałem, bo rpg'a mi to nie przypominało. Teraz, gdy zabawę z gry chcę czerpać przez godzinkę czy dwie, tasiemcowe rpgi stają się... niegrywalne (już "krótki" Fallout 3 traci urok ze względu na swoje... dłużyzny). A w Sacred - hack'n'slashowanie przez godzinkę lub dwie, solo, w dwójkę lub nawet online w czwórkę (! to jest co-op) na gigantycznym terytorium - otwartym sandboxie na 40 mil kwadratowych, zdaje się tym, czego mi od dawna w rpg'ach brakowało. Coś jak Święci, tylko w fantasy.

A za oknem syf-deszcz, w 2gi dzień wiosny, psia mać.

A w LBP już Indie zwiedzamy (nawet nie wiem ile procent i trofeów odblokowaliśmy).

Tchuss!

czwartek, 12 marca 2009

Kręcę video: Saints Row 2 znów w kooperacji.

Wczoraj to w sumie na youtubce zamieściłem, ale bloga o to nie updateowałem. Dla odmiany, muzycznie jest odwrotnie niż w poprzednich wersjach - cięższa muza najpierw. A tu:

Arch Enemy "Nemesis"

H.I.M. "Sweet Pandemonium"

Co prawda, nie jest to misja "chaos", a jedynie odbijanie dzielnicy z rąk wrażych Roninów, ale przypadkowo, zamienia się to w ostrą przeprawę z policją. W pewnym momencie, już po zakończeniu misji - ścigają nas (znów w kooperacji z Andrzejem) zarówno glinarze jak i yakuza.

Masakrycznie się steruje samochodem (policyjnym, bo taki był pod ręką), którego połowa opon jest przestrzelona (w sumie, niezły wraczek z tej bryczki pozostał ;-)). Przy okazji, okazało się, że Ascaron mógł zakończyć misję w mojej grze, którą rozpoczął w swoim singlowym graniu. Kudos dla twórców co-op'a tej niesamowitej gry!

środa, 11 marca 2009

Kreatywne dziecko

Media Molecue, twórcy Little Big Planet pewnie nie przewidzieli, albo przewidzieli, jak społeczność graczy weźmie się ostro do roboty i zacznie produkować poziomy. Moja 5-cio letnia pociecha, po usłyszeniu, że poziomy, poza tworzeniem, można również publikować "do internetu" - również zachciał tak. No i zwiększyliśmy o 1 liczbę poziomów dostępnych (pewnie jest ich już grubo ponad 350 000). Zgodnie z tradycją rodzinną, przetestowaliśmy go w trójkę:

Na życzenie synka, wersja zawiera muzykę ("przypadkowo" jest to muza z... Little Big Planet). Wersja surowa - do wygrzebania na moim profilu z youtuba :P.

A jak to wygląda na codzień? Granie staramy się w miarę kontrolować (akurat tak się złożyło, że do przedszkola dopiero od kwietnia idzie). Efektem ubocznym stało się wykorzystanie konsoli jako elementu discyplinującego lub motywującego (co oczywiście nienadużywane - działa bardzo dobrze). Od strony kreatywności dziecka - on częściej siedzi w edytorze i eksperymentuje z różnymi materiałami, kształtami, połączeniami, interakcjami (np. "co się stanie jak połączymy za pomocą sprężynki metalowy krążek do styropianowego sześcianu, który jest przymocowany za pomocą silniczka do drewnianej deseczki i prędkość obrotową tegoż, zwiększymy 20-to krotnie?") niż zwiedza poziomy "z internetu" czy związane z "osią fabularną" gry. W tym ostatnim przypadku, to nauczywszy sie już co oznacza procent ("że 68% to sporo mniej niż 100%") masteruje dany poziom, by wyciągnąć z niego wszystkie poukrywane obiekty do edytora, naklejki lub ubranka dla sackboyów. Ofiarą takich działań jest Eliza, która chcąc nie chcąc,  musi mu w tym towarzyszyć (mastering "spania on-line w czasie gry z Maksem" zrobiony w 80% ;-)) . A największą frajdą, jest gdy dziecko zgromadzi oboje rodziców z padami w rękach przed LBP (jak widać na załączonym vid). Wtedy może się pochwalić tym co stworzył w edytorze (obiekt czy poziom) lub co uzyskał z innych poziomów. Wiadać, że zaszczepiła się w dziecku ambicja (by coś skończyć, coś osiągnąć).

Świat gier (LBP, wyścigów samochodowych), Maks często przenosi poza ekran. Eliza uszyła mu sackboy'a i razem z czeredą innych "materiałowych ludzików/piesków/kotków" skacze po różnych sprzętach czy buduje własne poziomy z klocków, lub tworzy miasta i tory wyścigowe. Co cieszy! Wszak gry, jak książki czy filmy są odbiciem rzeczywistośći (co prawda, Lego Indiana Jones - aż za bardzo. A braki w 100% zgodności z ekranowym "oryginałe" nadrabiane są zamiennikami lub wyobraźnią).

Efekty naszej kontroli dostępu Maksa do gier są też takie, że na hasło "to gra dla dorosłych", dziecko od razu przestaje się interesować tym, co np. oglądam na laptopie (nawet przy tak niewinnej scenie jak wybór samochodu w garażu w Saints Row 2, mimo, że wygląda to podobnie do wyboru samochodu w grze, w którą on dobrze zna i lubi - Burnout Paradise). Oczywiście, bez długich dyskusji, tłumaczeń, opowiadań, przywoływań przykładów czy wreszcie samego grania z dzieckiem lub u jego boku - nie dałoby się uzyskać takiego efektu (tj. wiedzy o grach jako medium rozrywki - "gry dla dzieci, od pewnego wieku, dla dorosłych" itd).

Mimo wszystko, przy pewnych tytułach trzeba się zastanowić i przedstawić dziecku cały konstekst Dobra i Zła. Z autopsji, nawet medium klocków LEGO, do niedawna przyjaznych dziecku - niedawno straciło tę zaletę ("bezpiecznych"). Z gier które mamy i znam, mogę się pokusić o analizę:

  • Little Big Planet - gra prawie idealna dla dziecka, bo bardzo kreatywna (uważać jednak na poziomy z internetu, bo czasem mogą być... mroczne - jak np. różnego rodzaje Silent Hill'e i Dead Space'y).
  • LEGO Indiana Jones - z początku gra niewinna, ale trzeba dobrze wytłumaczyć - szczególnie kontekst II wojny światowej i hitlerowców, poszukiwania skarbów i kto to są "ci źli" i dlaczego
  • LEGO Star Wars - dopiero po wiedzy z Indiany, i tu również nacisk na Dobrą i Złą stronę
  • Ratchet & Clank - tu wytłumaczenie, dlaczego należy bronić własnego miasta. Generalnie, unikamy tej gry (i zawsze gramy razem), bo jest... wyczerpująca
  • Burnout Paradise - auta. Wersja którą mamy PEGI oznaczyło jako 3+, teraz dostępne jest jako 7+. Generalnie, dobrze że nie pokazują co się dzieje z człowiekiem w momencie zderzenia. I dobrze, że pokazują co się dzieje z samochodem w wyniku zderzenia (mocne, ale prawdziwe - inaczej niż głupie (i szkodliwe) Need 4 Speed). Inne pozytywy - pokazuje, że trzeba się napracować (wygrywać) by zdobyć nowe auta. Oraz, że stacje benzynowe, mechanicy mają sens. Super muzyka (od popu do Mozarta i bez przegięć w rodzaju death metalu). Maks najbardziej lubi motyw przewodni, czyli Guns'n'Roses. Minus - misja typu "takedown" (strącanie przeciwników).

Takie przesłanie na dziś...

wtorek, 10 marca 2009

Kręcę video: Saints Row 2 w kooperacji

Oto wczorajsze zmagania z 6tą misją zbierania dziwek w Saints Row 2. Może mało to wygórowane zadanie, ale na tym poziomie (ostatnim) daje mnóstwo zabawy. Szczególnie w trybie kooperacji. Andrzej a.ka Asceron zgłosił się na ochotnika do pomocy ;-)) (dziś mu się odwdzięczę, ratując jego dzielnicę przed wrogim przejęciem). Niestety, poziomu nie udało się zakończyć, a nasze starania możecie zobaczyć tu (pierwsze x sekund filmu to chata, jaką urządził sobie Ezronymius w grze...)

   
Wrzuciłem też wersję na YouTube'a. Z przyczyn WBMowych... musiałem wywalić z soundtracka Paramore. Przy okazji, zrobiłem inną trochę wersję, a na muzyku: Showbread i Dub Buk:
Dodatkowo, smutne, ale prawdziwe niestety (i mniej więcej dlatego kupiłem konsolę!).

poniedziałek, 9 marca 2009

Dostarczenie kontentu 128x160 px

A dziś trochę netowego śmiecia - tapetki do komórki o rozmiarach 128x160 pikseli (te czarne kreski w screenach z Saints Row 2 to mój błąd - resize do 120 px szerokości - nie chciałem tego od nowa wycinać, stąd batchowo poszło "resize canvas" o 4 px z każdej strony :D). Mam takie zboczenie, że mi komórka musi ładnie wyglądać (przy okazji sama zmienia tapetkę co minutę, więc jest czym oczy cieszyć).

Pomieszane toto, ale poza Saints Row 2, są jeszcze Killzone 2 oraz Metal Gear Solid 4/Online.













 -







wtorek, 3 marca 2009

Recenzje, recenzje...

Spłodziłem reckę do Saints Row 2, którym się zagrywam, olewając nawet Killzone 2 i Dead Space. Cóż, trafił mnie humor i grywalność :D [będziem video z tego kręcić niedługo...]

Tu, tym razem w valhalla.pl:

http://www.valhalla.pl/gracz583-recenzja-Saints-Row-2.html

Odnośnie video - trailer prezentujący głosy, jakich użyczyli znani:

A przy okazji, wzięło mnie na sentyment i wygrzebałem swoje stare recenzje muzyczne, z rockmetal.pl, gdzie udzielałem się jako Ezraa :D

http://www.rockmetal.pl/autorzy.html?author=27

I eta wsjo na today.

poniedziałek, 2 marca 2009

Kręcę video: Little Big Savage Moon

No i cycki muszą spaść w dół, bo kolejny tydzień, a przez weekend trochę nieodpoczywałem. Killzone2 sprawdzone czy działa - działa, ale w noc pogrywam w Saints Row 2. Fajne. Wyrywiście śmieszne i relaksujące. Ale... miało być wideo.

Pierwsze wideo, to skamerowane przeze mnie rodzinne zmagania w LBP. Oczywiście w wersji muzycznej trzyminutowej, bo 17ście minut surowego materiału nawet nas, odtwórców, znudziło.

W rolach głównych - Biały (Maksio), Kot Ciamajda (Eliza) i Szkiełek (czerwonowłosy szkielet - czyli ja). A muzycznie - FM Static "Definetly Maybe". Chaos reżyserski - zamierzony. 


Little Big Planet - nas troje
Załadował: Ezraa_Ezronymius

A potem, już wieczorkiem, zdecydowałem się na uwiecznienie swoich zmagań z Savage Moon'em, tj. z pierwszym księżycem (Agammemnon), w trybie globalnych wyścigów po najlepszy wynik - Vengeance. Nie wyszło mi (gra) najlepiej, bo wynik dla mnie wyszedł przeciętny - 128 000 punktów (PI*drzwi). Jako, że akcja agresywna, to muzycznie - emo-screamo-punk o nazwie Showbread, z trackiem "Dead by dawn" (nomen omen...)

Acha - technikalia: filmy nagrywane z kamerki DVD, na statywie, wpatrującej się w kran 32-calowego LCDeka. Materiał przed zmianą na WMV prezentuje się fajnie (choć mamy tu mechaniczną degradację rozdzielczości z 1080 na 575 - bo kamera zgrywa tylko w SD). Swoje jeszcze dodaje DailyMotion przy przekodowaniu obrazu - 640x480, szkoda, że nie ma opcji na panoramiczny 16:9). Zgrywanie dźwięku w ten sposób nie ma najmniejszego sensu (nawet po ustawieniu dość dużej głośności) bo po prostu - nie słychać tego co ma być słychać. Pozostaje tylko muza - mam nadzieję, że nazwa kapeli przy zamieszczonym pliku + jej wembedowanie w "napisach" końcowych będzie ok, jeśli chodzi o prawa autorskie (jakby nie było - to też jest reklama kapeli) [damn, czy właśnie nie wpadam pod kryptoreklamę?]{HGW i ch... mnie to obchodzi, szczerze mówiąc}.

Jaj! Za 3 dni inkrementuję liczbę z podtytułu tego bloga...