niedziela, 31 maja 2009

Dobrze jest być złym

Ostatnio, mam coś kryzys w graniu. Nie chce mi się sięgnąć po jakikolwiek tytuł, prawie, bo w każdym chodzi o jedno. Krzywdzenie. A wszystkie one są mroczne, czasem aż do przesady. Odstawione Killzone 2, Fallout 2 i Dead Space leżą i kwiczą z ukończeniem 2 i 1%. Dema inFamous, Red Faction Guerilla i 15tu innych nie chce mi się odpalać. Pewnie przemęczenie. I zmęczenie "schematem" (gość + spluwa + super poważna misja, bla, bla, bla...).

Nie... nie zamieniam sie w suchara, który sięga po poezję i ogląda filmy moralnego niepokoju :D Remedium na moje zniechęcenie okazały się gry w innym typie.

Overlord: Raising Hell

Świat fantasy. Ludzie ciemiężeni przez okrutnych hobbitów szukają pomocy u okrutnego lorda ciemności. A ten wprowadza porządek za pomocą szkaradnych i prześmiesznych w swym zachowaniu minionów (sam je nazywam gremlinami, ze względu na podobieństwo). Tak! W tej cukierko-kolorowej krainie, my jesteśmy tym okrutnym lordem, który popycha hordy minionów do walki z okrutnymi hobbitami. Ale, wszystko to, by rozwijać swoje królestwo, a przy okazji chronić ludzi (tj. czasem oni sarkają, że jesteśmy gorsi niż hobbici, ale kto by się przejmował ;-)). Stara gra. Bez trofeów, ale broni się "ładnością", grywalnością i prześmiesznym humorem!

PAIN

A potem, mój poziom korupcji wewnętrznej spadł na tyle, że siegnąłem po.... PAIN. Czyli demolowanie miasta za pomocą człowieka wystrzeliwanego z katapulty :D Wiariactwo czystej wody, ale nie jest to gore. Nasz bochater jest ultra mega wytrzymały, nie roni ani kropelki krwi, ale za to repertuar dźwięków: au, ołć, uch ma przebogaty (poza tym, że można doładować sobie innych bohaterów czy bohaterki - takoż uczyniłem, by wzbogacić swój fun). A fizyka - powala. Co zresztą lepiej oglądać:

Flower

Oczywiście, nie można być tak do końca złym. Wybrałem na samym końcu poezję, i... skończyłem Kwatka. Symulator wiatru, w którym wiejemy po to, by ożywiać smutną krainę płatkami kwiatów. Uspokaja. Mimo ukończenia gry, z trofeów mam tylko 25% czyli... wymasterować to muszę.

(właściwy gameplay zaczyna się od 1:22).

PEACE!

niedziela, 24 maja 2009

Kreator

Pochorowałem się, więc pół tygodnia w domu spędziłem głownie łykając dragi i walcząc o czas w edytorze Little Big Planet. Tak, walcząc. Bo w dwójkę, edycja kończy się albo kłótnią albo rozwalaniem sobie ludzików dynamitem lub wielgachnymi blokami lanego żelaza.

W czwartek, patrząc sobie jak Maks tworzy kolejny szybki poziom, wziałem kartkę do ręki i zacząłem projektować poziom. Pomysłem było odwzorowanie w LBP mojego ulubionego poziomu z Killzone multiplayer - Krwawy Kanał. I tak od pomysłu - do realizacji. Namówiłem Maksa byśmy zaczęli robić go razem. Trochę ponaklejkował, trochę poprzeszkadzał, aż wreszcie udało mi się go przekonać, by zajął się LEGO :-) A ja wpadłem w szał pracy. 

I mając pusty ekran, w którym można stworzyć dowolny kształt, korzystając z elementów podstawowych (sześcian, trójkąt, koło, śruby, naklejki, przedmioty) i dowolnych materiałów, po 3 h stworzyłem coś takiego. Polecam oglądać w HQ (dzięki youtube za to!!):

Killzone 2 Blood Gracht.

Potem, co kilka godzin robiłem auktalizacje tego poziomu (tj. poprawki błędów lub dodawanie features) i dziś poziom został "ugrany" przez ok. 100 osób. Wynik nie jest zły, zważywszy na to, że na początku kwietnia, w Little Big Planet gracze stworzyli 725 tyś. poziomów, a chodzą słuchy, że co tydzień dochodzi 35 tyś. kolejnych. Niesamowita liczba :-)

Mały robi i publikuje poziomy szybciej niż karabin szturmowy dziury w betonie. Jednym z ciekawszych poziomów (ma aż 4 gwiazdki na 5, gdy mój level tylko 3 jak narazie!), mającym już z 60 odwiedzin (muszę go bardziej promować) jest, jak to Maks nazwał: "pułapki w pułapkach w pułapkach i w pułapkach..." (Traps on traps on traps on traps):

Oczywiście, norma, mi nie udało się przejść, Maks dokończył ;-)

Ta gra czy w zasadzie edytor gier jest niesamowity. Oczywiście po każdym nowym dziele stworzenia poziomu, mam w głowie milion nowych pomysłów.

Chcę kiedyś Maksa przydybać jak w zapamiętaniu tworzy sobie coś w edytorze i go z nienacka zfilmować...

poniedziałek, 18 maja 2009

Pad lepszy niż mysz i WSAD

Tym kontrowersyjnym tytułem dzisiaj się witam.

Z niedawnej rozmowy na temat shooterów, jadna z rozmówców - nazwijmy ją "hostessa" stwierdziła, że granie drużynowe w Counter Strike'u to przejaw najwyższej taktyki ever. Przykładem może być "celuj w 3 cegłę od lewej, to trafisz headshota trzem naraz". I dawało to najwięcej punktów zespołowi. Do tego dochodzi cały super sprzęt, na którym grają zawodowi gracze. Ultra dokładne, kosztujące kilkaset dolków myszki, super klawiatury ze wspecjalnymi wzmocnieniami klawiszy WSAD i takie tam duperele.

A potem nastąpiła kłótnia o fizykę. Tzn. jej brak w CSie. Weźmy teraz nieszczęsnego konsolowca. Killzone 2. Największy nacisk na fizykę w samej grze. Strzał w cegłę spowoduje w najlepszym przypadku jej rozłupanie i pocisk zboczy z toru. Trzech gości biegnących gęsiego nie będzie biegło z taką samą prędkością (a to jeden się potknie, a to karabin szturmowy STA-52 jest trochę cięższy od karabinu szturmowego M82, a to jeden z żołnierzy jest z klasy szturmowców i ma po prostu więcej pary w nogach). Sztuczka ze strzelaniem trzech headshotów, nawet bez tej papierowej ściany z CS'a po prostu nie wyjdzie. Ot, po przebiciu pierwszej głowy, zwyczajnie hełm może zrykoszetować kulę. Fizyka w grze, by zwiększyć realność gry. System klas postaci, doboru broni i rozszerzenia możliwości taktycznych (wsparcie powietrzne, medykamenty, dodatkowe respawn-pointy) są regulowane przez zaawansowanie samego gracza. Każdy ma pada - tu różnic w zasadzie nie ma. Sony oferuje dwa modele, oba wireless - Sixxaxis oraz DualShock. Ten pierwszy jest lżejszy, drugi kopie w czasie gry co jeszcze bardziej podnosi realizm. Tym pierwszym gorzej mi się gra, bo go nie czuję. Ten drugi, cięższy, kopiący - daje namiastkę trzymania prawdziwej giwery. Ba, oba modele mają żyrskopy, co odbija się również na grze - np. przechylenie pada w pione, to zmiana przycelownia w przypadku używania snajperki. Efekt porównywalny z "umoszczeniem policzka na kolbie"! Być może ktoś tam gra na FragFXie, kontrolerze trzeciej firmy, który udaje WSAD+mysz, ale nie jestem pewien, czy Killzone toto dopuszcza. 

W każdym bądź razie, z początku niedało się na padzie grać. Kierujem kciukami, nie całymi dłońmi, tracąc na czułości. Ale... podbicie czułości gałek do 90 a potem 100% na oś (jedyny tuning jaki dopuszcza gra), a potem granie, granie, granie... powoduje, że wreszcie pojawia się efektywność. Oko + kciuki = frag. Odkrywamy też, że ciężar wirtualnego karabinu ma znaczenie. Jeśli się przez całą kampanię i 4 godziny online'a szarpało z STA-52, to przesiadka nawet na broń tego samego rodzaju - M82 - nie jest prosta. Różnice w wadze obu karabinów, odrzucie po wystrzale są na tyle wysokie, że tym drugim, obcym, nie da się grać. Gdy odblokowałem shotguna i pistolet maszynowy STA-11 (taka pomniejszona i szybciej strzelająca wersja STA-52) to wprost nie mogłem się doczekać by jedno i drugie wypróbować. Szczególnie - drugie. STA-11 strzela szybko (na szczęście mniejszy kaliber i 2x więcej amunicji w magazynkach), ale nie ma praktycznie odrzutu i jest lekki. Efekt. Strzelam po ścianach, a potem ginę. Kilka razy dawałem za wygraną i wracałem do starej dobrej szturmówki. Ale w sobotę nastąpił przełom.

Shotgun jest bodajże drugą, najbardziej opluwaną bronią w Killzone. Poza rakietami, traktuje się ją jako noob-weapon (błąd, bo by ją odblokować, trzeba się dobić do rangi sierżanta pierwszej klasy). Bo jest efektywna. Ma oczywiście wady, którą rozeźleni, słabsi gracze zdają się nie zauważać. Magazynek mieści tylko 8 nabojów. Maksymalnie, żołnierz, nawet po odwiedzeniu skrzynki z amunicją, może ich zabrać tyl 24 sztuki. Czas ładowania tego ustrojstwa jest 2x dłuższy (prawie 10 sekund!!) niż w przypadku karabinów szturmowych). I jak strzelasz - trzeba trafić. Zaletą jest to, że dobrze odmierzony strzał to martwy wróg. Gorzej jak nie trafisz. Wtedy albo szybkie schowanie się, albo trup.

Pokochałem shotguna. Nie można nim pruć po ścianach 40 pocisków na 2 sekundy jak w STA-18 czy 3 jak w szturmówce. Trzeba umieć się "znaleźć" na polu walki. Wybrać osłonę, unikać jak ognia otwartych przestrzeni, gdzie śrut się nie sprawdza. Walka tylko w pomieszczeniach i ciasnych korytarzach. A jak ze strachu walniesz w żołnierza który wpada do pomieszczenia (ułamek sekundy), to okaże się, że to... swój. Martwy swój i -3 punkty w plecy :(

Teraz, po 8 godzinach online, jestem 473 642 na milion kont online. Kill ratio 0,47. Muszę popracować nad nieginięciem. Zdobyty medal: Urodzony Morderca. Zdobyte baretki: wzorowa postawa x3, walka wręcz x1, liga zamachowców x1 i sojusz obrońców x1.

A tu, więcej: http://www.killzone.com/kz/mykillzone.psml?kz_user_id=ezronymius

Klan the Dogs Of War, którego jestem członkiem, powoli się rozkręca (rzekłbym w tempie zabójczym, jak na graczy casualowych). Nie pretendujemy do ligi, meczy i innych takich. Gramy dla czystej zabawy!

I lecząc zgarbione plecy (odkryłem, że pochylenie się w fotelu do przodu zwiększa moją koncentrację), wszystkim zatwardziałmy WSADowcom polecam sprawdzenie się na padzie. Reality nad brakiem tejże.

A na koniec video (nie moje) z mojej ulubionej mapy Krwawy Kanał. Co prawda gość tu gra używając karabinu M82, ale oddaje klimat tej mapki.

czwartek, 14 maja 2009

Trophy bitch

Wsiąkam w multiplayer Killzone 2 na dobre. Prawie 5h grania online i za chwilę odblokuje mi się stopień sierżanta 1 klasy. Bonusy tego stopnia, to odblokowanie możliwości wzięcia shotguna (bueee.... aczkolwiek raz toto podniosłem i oddałem 3 strzaly, z czego 2 śmiertelne i kill ratio na tym skoczyło do 0.67 :)) oraz SMG - submachine gun, czyli coś a'la P90, uzi czy mp5. Ja lubic szturmówki, a SMG to typowa szturmówka do walk na krótki dystans. 

Uwielbiam close-combat, tj krótki dystans. Gdy widzę wroga parę metrów ode mnie, nawet nie celuję (i tak nie trafię, a propos - kill ratio ogółem mam 0.37 pkt) tylko lecę w zwarcie i atakuję kolbą. We wtorek w ten sposób pozbawiłem życia 3 ISA pod rząd (w tym taktyka i rakietowca). A... i nowość. Jako, że lubię community, znalazłem dla siebie klan - The Dogs Of War. 26 ludzi, grających od czasu do czasu (stąd klan nie ma żadnych osiągnięć) by się dobrze bawić, a nie frustrować w przypadku, gdy przeciwnik stosuje najgorszy możliwy sposób walki - atak na krótkim dystansie z rakiet (ginie on i ktoś, słabe punktowo i bardzo noobowe. ZERO klimatu). Niestety, z klanem nie udało mi się jeszcze pograć (nikt online gdy ja). Wybieram teraz plansze, w których stricte, ktoś przytomny zaznaczył "no RPG". Oczywiście, zdarzają się ludzie tego nie respektujący, ale przynajmniej całość gry polega na zagrywkach taktycznych i multi-broniowości a nie na tępym napierdalaniu rakietami. 

Drabina... lubię współzawodniczyć. Nawet nie chce mi się grać w gry, które nie mają trofeów (fajny wynalazek - pozwala na współzawodnictwo w grach typowo singleplayerowych). W EvE były to killboardy. W KZ2 są to rangi, medali, wstążki, trofea. W ścigałkach - trofea. Kłopot mam z Burnout Paradise, do którego z początku nie było trofeów, a dodał je jakiś update. I efekt jest taki, że mam niby 19% gry oraz braki w podstawowych trofeach (mimo, że mam już zaawansowane trofea - np. za rozbicie 100 bilboardów mam, ale już pierwsze tego typu trofeum - za rozbicie 30tu bilboardów - juz nie...). Szkoda, że w takim przypadku system trofeów nie stosuje ponownego przypisania trofeów (jeśli ich nie było) wg liczników w grze.

No nic. Z Resistance, Colin McRae, Need For Speedem się pożegnałem dzięki allegro. Z nietrofeowych gier został jedynie pierwszy Motorstorm, ale jest fajny sam w sobie (i o dziwo trudniejszy niż dwójka!), a poza tym, ma fajną muzykę.

Chwilowo, zafascynowanie KZ2 spowodowało wejście w tryb mocno ekonomiczny, tj. ZERO kupowania nowych gier, bo i po co? Co prawda zdarzy mi się wziąść konsolę w miejsce, gdzie przez parę dni nie ma sieci, wtedy gry czekające grzecznie na swoją kolej (Dead Space, czy Fallout 3, na którego ostatnio zaczynam mieć chrapkę) mogą zabłyszczeć. 

Tak. Multiplayerowi jestem w stanie poświęcić równo godzinę, bo później krzywa zmęczenia ócz zaczyna rosnąć, a efektywność LEKKO spadać. Poza tym, muszę obalić mit "rozwalenia się na kanapie z padem w łapie". Nic z tego. Siedzę w fotelu niecałe 2m przed ekranem, na krawędzi fotela jak kura na grzędzie. Taka postawa wzmaga czujność i poprawia koncentrację. Jakiekolwiek oparcie się równa się rozluźnieniu i bang! bang!, dead. Stąd godzina. A gratis, ból pleców :D

Mimo wszystko - polecam.

czwartek, 7 maja 2009

Synowie i córy Helganu! Wzywam Was!

Oj, wczoraj się działo. Najlepsze "gaming experience" od jakiegoś pół roku. Ubawiłem się tak, że chcę jeszcze i jeszcze! A co?

Strefa Wojny

Tak, zdecydowałem się wejść na multiplayera Killzone 2. Wybrałem pierwszą mapę na 32 graczy jaka się nawinęła (mieszanina angielsko i holendersko języcznych). I wsiąkłem. Grałem raptem pół godzinki, uczestniczyłem w dwóch grach. Zginąłem naście razy w każdej. Ale - w pierwszej zaliczyłem całe 2 zestrzelenia, ale już w drugiej - postęp: 5 zabić (2 razy kolbami, 1 pistoletem i 1 szturmówką). Oczywiście - frakcja Helgańska! ISAkowcami nagrałem się przez kampanię, którą prawie już skończyłem (tj. trzy dni męczę się z durnym wejściem na drugie piętro w pałacu Visariego).

Wiem jedno. Dopiero multi pokazał, jak bardzo pragnąłem zderzenia swych umiejętności z innymi graczami. Zew krwi, który mnie tak długo utrzymywał w EvE Online (które teraz jest dla mnie kopalnią - tj. moja postać kopie, a wręcz zjada całe asteroidy! Kasy narazie z tego jest niewiele, ale Hulk i 3xStrip Miner Tech II to mój cel - osiągnę go w lipcu i będzie jak znalazł do października ;-))... Tia, pvp to było to co najbardziej lubiłem w EvE. Tu, w KZ, w multi mam tego aż nadto. Nie jest to jakaś bezmyślna rąbanka (są bardzo zróżnicowane misje - od utrzymania terenu poprzez zaminowanie celów czy też latanie z "tubą propagandową" wygłaszającą przemówienia Visariego). Trzeba się nieźle natrudzić, by wroga zdjąć/załatwić (niekoniecznie zabić - można go zranić tak, że padnie i czeka na medyka lub kulkę ;-)) O dziwo, ranni nie wliczają się do statystyk (a szkoda), co powoduje dobijanie (nie ma przebacz, to w końcu strefa śmierci!).

Tak jestem napalony na kolejną sesję, że całkowicie straciłem zainteresowanie nowymi tytułami, które za niedługo będą w stanie kusić. Pograłem trochę w demo Red Faction Guerilla. Świetne interakcje ze środowiskiem (można się przebić przez ścianę za pomocą młota i zrównać z ziemią całe miasto). Ale po zastanowieniu... nie. KZ utrzyma mnie na parędzieśiąt godzin w multi. To już wiem na pewno.

MAG

Pograłbym w jakieś fantasy w co-operacji. Jak na złość, Pan Kryzys zamyka gry i studia developerskie. Sacred 2 zostało wstrzymane (i nikt już nie wie czy wogóle będzie). Wiedźmin na konsole - zawieszony. Będzie Dragon Age, ale na takiego rpg'a to plwam, bo czasu nie starcza. 

Na jesień ma być MAG. Massive Action Game. Oczywiście, nie fantasy, ale raczej Killzone 2 do potęgi ósmej. 256 graczy, 3 strony konfliktu, łańcuchy dowodzenia, podział na 8-mio osobowe teamy, strzelanie, latanie i jeżdżenie. Coś jak Warhawk, ale w szatach zbliżonych do KZ. Narazie, projekt nie wychodzi trailer i obietnice. Zresztą, obraz warty tysiąca słów:

Szarże!

A wracając do strefy zabijania. Magnesem, jak i w przypadku Eve, jest tu "drabina". Tak nazywam wszelkie statystyki, które pozwalają wyłonić najlepszych graczy. KZ wspiera to - stopnie wojskowe, medale, odznaczenia. Trofea. Narazie, mam całe 23 brakujące punkty by zostać kapralem. Pozwala to na stworzenie pododdziału (nie wiem jeszcze jak wygląda "mikrozarządzanie" na polu walki). Daje dostęp do zbrojowni (tu też, nie wiem co).

Dla mnie, nowy stuff jest bez znaczenia. Uwielbiam tylko helgańską szturmówkę STA-52. Jej ISAkowski odpowiednik, M82, jest dla mnie za lekki, kolimator mnie wkurza i wogóle jakiś taki... hamerykański. A ja jak dziadek, za Stalingrad chcę ironcross'a...

To ona. Ze zwykłą muszką (z wykorzystaniem której i tak nie umiem strzelać ;-)). A oto i pisotlet. Wczoraj się sprawił!

Oczywście, prezentacja nie byłaby pełna bez szturmówki ISA:

Trofea.

Szkoda, że toto dopiero raczkuje i dopiero nowe (tj. od zeszłego roku) gry to mają. Głupie toto, ale realnie pochwalić się można i porównać z innymi graczami w to samo. Od prostych, procentowych informacji na temat postępu w grze, do dużo bardziej szczegółowych i ciekawszych:

  • Berserker - za zabicie w walce wręcz 30 Higów
  • Safety First - za zestrzelenie 100 hełmów Higom (sam nie wiem kiedy to zrobiłem!)
  • GiantSlayer - za zabicie Ciężkiego w czasie mniejszym niż minuta
  • TrollSlayer - za zabicie Ciężkiego z bronią energetyczną w czasie mniejszym niż półtorej minuty

Ciekawe, kiedy zaczną wpadać wstążki, medale, ranki i trofea za multi :D

Centrum dowodzenia

Strona www.killzone.com pozwala na zalogowanie się swoim PSN ID i od razu mamy dostęp do swoich statystyk w grze. Moje killratio to... 0.25. Bo 28 zgonów, 7 sukcesów :D. Targeting ratio - całe 12,5 %!!! Hell yeah! Będzie lepiej... kiedyś. A

A największym bajerem jest możliwość odtworzenia każdego meczu, sekunda po sekundzie - w formie widoku na mapę strategiczną, gdzie latają kropki (czyli gracze), widać statsy, jest log - kto kogo i czym zabił, oraz są prezentowane nawet strzały z karabinów, oczywiście - te zakończone sukcesem. Takie wsparcie dla gry online to ja rozumiem!