Kocham ten kawałek. Btw, ten fragment z Mad Max I też kocham.
czwartek, 30 lipca 2009
wtorek, 28 lipca 2009
Powrót do ZONY

Choć jest gdzie się schować w razie deszczu bądź... emisji. Aczkolwiek, te zrójnowane szklarnie + duża dawka ultrafioletu pochodzą z rodzinnej farmy mej małżonki.
Trzeba uważać, gdzie się lezie. Parę nieostrożnych kroków, i można się znaleźć w... nieciekawej sytuacji. Anomalie widoczne są wszędzie.

Czasem często odróżnić co jest florą, a co fauną - szczególnie gdy upada się twarzą w błoto.

PC mój nawet daje radę ze STALKER: Czyste Niebo. Co prawda z oświetleniem statycznym (DX8), ale za to w normalnej rozdzielczości (1440x900). Szkoda, że Stalkera nie ma na PS3. Tak się przyzwyczaiłem do pad'a, że szlag mnie trafia gdy muszę grać WSADem. Trzeba mieć 7 palców, by efektywnie się poruszać. O mylących się klawiszach nie wspomnę.
Zdjęcia strzeliłem kiedyś na wsi - szklarnie (dość... zużyte), brzoza i jakiś mech w makrofotografii.
Btw, wrzucałem zdjęcia na imageshack.us celem pokazania kumplowi, oczywiście bez rejestrowania się, więc się wrzuciły... gdzieś :-) Dałbym jeszcze sopla, ale nie pasuje do bloga, bo jak narazie, w Stalkerze zimy niet.
poniedziałek, 27 lipca 2009
Plaża, słońce, miła bryza od morza...
Megafun! Co z tego, że tylko 4 mapy ("panie, jak grałem w Warhawka to 10600 killi zdobyłem na nastu mapach"), co z tego, że uproszczone łażenie i strzelanie ("e panie, bida. W porównaniu z CoD:WaW to nuda jest, bo za mało dynamiczne"), ale właśnie może przez to - tak fajnie mi się gra. W pierwszym odczuciu - jak Saints Row 2, tyle, że z widokiem FPP. Nawet w pojazdach (choć można włączyć TPP). Akcja toczy się na wyspach Pacyfiku: Wake Island, Iwo Jima, Guadalcanal i Coral Sea. Piękna pogoda, błękitny ocean, palmy (do czasu, aż ktoś nie zrówna ich z ziemią). A my - biegamy, latamy, pływamy w pław, pływamy na łodziach, strzelamy z zamontowanych tu i ówdzie karabinów maszynowych lub działek przeciwlotniczych, jeździmy jeep'ami oraz czołgami. Świat zbliża się do realnego dzięki całkowitej zniszczalności środowiska. Oczywiście, żelbetonu bunkra to nic nie ruszy, ale zwykły mur, worki z piaskiem, zbiorniki na benzynę czy drzewa nie oprą się rozpędzonemu Shermanowi, strzałowi z działka ppanc lub 500 kg bombie zrzuconej z bombowca.
No nic. Słońce zaszło za chmurę ciężkiego, czarnego dymu z płonących czołgów. Nad kikutami drzew widzę, plażę. Połamane pomosty i fundamenty domków w porcie są słabą ochroną dla 4 marines którzy właśnie wysypali się z łodzi desantowej. Dźwięki syren ostrzegają przed zbliżającym się nalotem dywanowym, a ja... spokojnie ładuję karabin snajperski. Nabój za nobojem.
Oto moja pocztówka z wakacji.


A! Dziś, na odprawie puszczono nam film z walk na Iwo Jimie. Celem instruktarzu, gdyż my będziemy oddziałem wsparcia. I jak narazie, wsparcie idzie nam dobrze.
Ku chwale Cesarza!
środa, 22 lipca 2009
Królowa Śniegu
Wczoraj zapodaliśmy sobie ucztę wizualno-muzyczną. Pożyczyłem od kumpla blue-ray'a z koncertem Within Temptation "Black Symphony". Słuchaliśmy głośniej niż zwykle, mimo wieczora (Maksiek ma twardy sen). Kot był w lekkim szoku. My też.
Obraz - full HD. Dźwięk DTS 96kHz/24bit.
OMG!!! Fcuking, awesome, dudes!
Dwie godziny przykuło nas do TV. Muzyka wypełniała cały pokój, a Sharon den Adel, mimo wigibasów na scenie, nie dostała nawet zadyszki. Jej mocny i czysty głos oczarowywał, a wszystko to przy akompaniamencie gitar, perkusji, orkiestry symfonicznej i kilkunastogłosowego chóru. Wszystko krystalicznie czysto, z idealną separacją każdego instrumentu - było tego pełno wszędzie, w każdym kącie pokoju. Bosko. W życiu, czegoś takiego nie słyszałem. Wizualnie - realizator czasem przesadzał z "migotaniem" obrazu, ale efekty spowolnień-przyspieszeń (szczególnie, gdy anioły w utworze "Angels" uniosły skrzydła) - opad szczęki. A sama choreografia - były i ognie, i szron. Ogromny ekran nad sceną dodawał swoje. Czasem było jak w piekle, a czasem jak w środku zamieci śnieżnej. Sharon wpierw wystąpiła w czerwonej jak krew sukni z 20to metrowym trenem, potem się go pozbyła. Gdy doszło do kawałków mniej dynamicznych ("Memories") - było kameralnie - fortepian, biała suknia, czarno-biały obraz i tysiące ogników na widowni. A potem znów, powrót do mroczniejszych kawałków i Sharon pojawia się w kruczoczarnej sukni. A potem - jako Królowa Śniegu - w błękitnej.
Niespodzianki - duety z Keith'em Caputo (Life Of Agony; wyglądał śmiesznie - o dwie głowy niższy od niej. Eliza twierdzi, że koleś skiepścił ten utwór swoim słabym głosem), z Anneke van Giersbergen (ex-vocal The Gathering; IMHO, Sharon zagłuszała Anneke - obie mają zupełnie inne tembry głosu, ale, sumarycznie - miodna niespodzianka) oraz black-duet, z growlingującym George'em Oosthoek (Orphanage; para zrobiła mały spektakl, a miny George w czasie "śpiewania" bezcenne).
Trailera zarzucę, choć to jest jak lizanie cukierka przez szybkę.
Z technikalii obrazu - obraz w pełnej rozdzielczości 1080 jest idealny. Ostry jak żyletka, żadnych rozmazań w tle - co często na dvd się zdarza. Aż boję się oglądać bonusowe DVD dołączone do tego wydawnictwa, choć wiem, że upscaler PS3 da radę i będzie znośnie.
Płyta pożyczona, że aż żal oddawać. Muszę kupić swoją.
czwartek, 16 lipca 2009
Ciwilizacjomania.
Rozpętałem w robocie i okolicach zarazę.
3 osoby grają w Civ 4. Kumpel dołączył z Civ:Revolution. Jest o czym poGGadać i przy kawie również.
A ja... po 3 nacjach w Revolution, zapragnąłem zmienić grę i wrócić do Fallouta 3. Bo 2 inne osoby wciąż grają w Fallouta, jeden sobie kupił, inny skończył, a jeszcze inny pożycza XBoxa z Falloutem by pograć. A ja niestety, mam issues z tym związane, co rodzi frustrację :(
http://www.ps3info.pl/forum/Fallout-3-z-patchem-wiesza-si-t16166.html
Pozdrawiam wszystkich współgraczy :) (a zebralo mi się na sentymentalizm)
Andrzeja (Civ:Rev, F3 na horyzoncie), Piotrka (Prothoenora z Eve - Civ 4), Adama (Civ 4), Anię (której chłopak nie pozwala grać w Dreamfall'a bo męczy ją z początkami w Civ 4), Michała (który nakręca na Fallouta), Tor Meev'a (który skończył Fallouta), Skippera (który dryfuje w Eve), Aleksa (który smakuje Eve) i Dox'a, który ma generalnie wszystko gdzieś :D
poniedziałek, 13 lipca 2009
Co za Civka, damn!
Weekend spędziłem znów częściowo pogrywając w CivIII na lapie. Wszechpotężna IV Rzesza upadła w 2012 roku, bo Ghandii wysłał w kosmos statek kosmiczny! Niebywała to rzecz! A mój naród się cieszył, że właśnie założono instalacje elektryczne w ich domach.
Ech, CivIII z pewnej perspektywy to gra koszmarna. Za długa, za żmudna. Po kilkuset turach - za nudna. W zeszłym tygodniu przeprowadziłem małą rewolucję. Civilization:Revolution trafiła do mej konsoli. Wbrew pewnym obawom (że gra za prosta, że za krótka, że wykastrowana "4"ka itd) okazało się, że jest ona... idealna. Syndrom jeszcze jednej tury - oczywiście występuje. Rozgrywka na 5 cywilizacji + barbarzyńcy nie zamyka się, jak szacowali recenzenci w 2-3 godzinach, ale, realnie w 6-8. Czyli można się nacieszyć swoją cywilizacją.
Rozpoznanie bojem rozpocząłem od ufundowania stolicy V Rzeszy. Animowani doradcy, animowane jednostki, animowany świat (kula) - wszystko to nastrajało do przyjemnej gry (pamiętam 4kę - która mimo nacisku na grafikę, okazała się całkiem przyjemną grą). Fakt, jest dużo uproszczeń: nie ma robotników (ale w obrębie naszych granic tętni życie - jak w Settlersach - sieje się, orze, doi krowy, robi wino, a w miastach, tura z turą rozwija się budowa jakiegoś obiektu). Jest mniej jednostek militarnych. Jest mniej terenów (kultura rozszerza granicę o jedno pole, a nie o okrąg o średnicy 1 pola jak w CivIII). Jest mniej konkurencyjnych cywilizacji (tylko 5). Ale są za to: państwa barbarzyńców, opuszczone świątynie (w tym Atlantyda), które można eksplorować i zdobywać fanty (HoMM się kłania). A jeśli już mamy naszą cywilizację - niechybnie dochodzi do wojny. Tu mechanika jak z Civ4. Doświadczenie jednostek procentuje unikalnymi zdolnościami. Każdy kwadrat terenu dodaje/odejmuje wartość ataku/obrony. A założenie obozu w szczerym polu, po kilku turach procentuje całkiem fajną twierdzą o realnej wartości obronnej (pojawiają się ostrokoły, mury lub worki z piaskiem, jakieś namioty, kuchnia polowa itd...). Gdy wreszcie dojdzie do walki - jej przebieg wygląda milusio (jednostki w czasie walki próbują się okrążać, chować za przeszkodami, zachodzić z boku).
I tak, Bismarck szybko wdał się w konflikt z Anglią. Jednocześnie, jednostki szpiegów uderzyły na stolice pozostałych sąsiadów (Francja, Grecja) dokonując aktów sabotażu (padła katedra w Paryżu i baraki w Atenach). Prosperity mojej cywilizacji, mimo trwającej wojny przyciąga w jej granice sławnych ludzi. Rzesza kwitnie, budowane są kolejne cuda. Pojawiają się nieokrzesani Amerykanie, których zachowanie ubiega się o karę. Po wojnie stuletniej, Abracham Linkoln z płaczem ucieka z piaskownicy. A Elżbieta coraz częściej błaga o wybaczenie (swojego zachowania sprzed pół milenium). Świetną zabawę, przerywa mi moje zwycięstwo kulturalne w 1985 roku... damn!
W Civce, zawsze lubiłem grać od początku, od roku 4000 BC. Stroniłem od scenariuszy (raz zagrałem w wojny napoleońskie). Tym razem, postanowiłem zobaczyć jakie scenariusze przygotowano w Rewolucji. Blitzkrieg, Era Dominacji, WWII i takie tam. Czyli nic nowego. Poza "Beta Centauri" - kolonizacja nowej planety. Zabrzmiało zachęcająco. Wybrałem (z premedytacją) cywilizację Mongołów. Jej unikalną cechą jest zakładanie miasta w miejsce podbitej wioski barbarzyńców. Bez settlera, za "free" (i jeszcze jednostkę wojska się dostaje). Biorąc pod uwagę, że Betę Centauri zamieszkuje dużo autochtonów - był to dobry pomysł. A zaczyna się w erze nowoczesnej, mając wszystkie technologie odblokowane (poza Future Technology). Oczywiście, wszystkie budynki, jednostki i cuda dostępne od początku gry.
Jest rok 2485. Po zasymilowaniu kilku wiosek barbarzyńskich, uporaniu się z Zulusami oraz odbiciu, podstępnie zajętego przez wpływ kultury Egiptu - Kabulu, mojego drugiego co do wielkości miasta, nastał czas na ukaranie Egiptu. Apropos, potęga kina (Hollywood) nie zna granic. Jego wpływ, w ciągu 1 tury pozwolił miastu wrócić do macierzy. Nadąsana Kleopatra, błysnąwszy cyckami i nożykiem życzy nam wszystkiego najgorszego. Sama nie wie, że w Karakorum otwiera się właśnie silos rakiety międzykontynetalnej, wunderwaffe Dżingis Hana, o pieszczotliwej nazwie "Bolec". Zataczając łuk w górnych warstwach atmosfery, pokonując pół globu, przedziera się przez chmury i uderza.
Kaaaabooom :-) Niestety, jest tylko jedna taka rakieta. Z Saladynem i Katarzyną muszę poradzić sobie innymi sposobami. Oblężeniem i kulturą osobistą!
poniedziałek, 6 lipca 2009
Starych legend czar
Jak wpaść w sidła ciężkiego uzależnienia? Jak łatwo przełamać żelazną zasadę "o 1 am do spania"? Jak zachorować na syndrom "jeszcze jednej tury"? Wystarczy wydać 12,50 zł.
W piątek, snując się po empikowych rubieżach, rzucił mi się w oczy slogan "50% extra klasyka taniej" przykrywający pudełko z "Civilization III Complete Edition". Pomyślałem sobie - a co tam, czeka mnie weekend wyjazdowy, bez konsoli. Wezmę lapka to się w coś pogra przy cieście, kawie i długich dyskusjach z teściową ;-). Civka kosztowała całe 12,50 i oferowała poza sobą (oj, kiedyś przez 2 lata w to młóciłem) jeszcze dodatki Conquest i Play The World. Wziąłem i przepadłem.
3 dni. Mało snu. Dwie gry rozegrane.
Pierwsza próba supremacji Wikingów nad światem, zakończyła się zniszczeniem ich królestwa przez połączone siły Holandii i Rosji. Biorąc pod uwagę, że wojna trwała 400 lat, i że moi pikinierzy oraz bersekerzy dzielnie stawiali odpór ciągłym nalotom bombowców, atakowani jednocześnie przez partyzantów, XX wieczną piechotę (juz w XVIII w!), a w końcowej fazie przez czołgi - było nieźle. W 1938 roku osiągnąłem erę industrialną, a 10 lat później skapitulowałem.
Gra przy poziomie "król" lub "imperator" (nie pamiętam dokładnie), ziemia w epoce lodowcowej, 5 mld lat, z wędrującymi barbarzyńcami, kontynenty, wielkość mapy - średnia.
Druga próba, na poziomie o 1 niższym, na mapie olbrzymiej, klimat ciepły i wilgotny, 5 mld lat, kontynenty, wygląda już lepiej. Bismarck prowadzi cywilizację w kierunku bardzo szybkiego rozwoju naukowego, prawie przy minimalnych nakładach na militaria (miałem szczęście - okazało się, że byłem sam na dość sporej wyspie). W tej chwili jest rok 1700 i jestem już blisko wejścia w erę industrialną. Trwa zacięta walka z Celtami o jedno z Rosyjskich miast które zdobyłem (drugie jest narazie nie do zdobycia - mam tam wyjątkowo silną i liczną obsadę). Rosjanie od jakiegoś czasu nieśmiało proszą o pokój. Jakieś śmieszne groźby innych cywilizacji odrzucam, a negocjacje prowadzę tak długo, aż będzie po mojej myśli (często jest tak, że proponuję im jakąś technologię, a oni w zamian dają jakąś swoją, kasę i 20-turowy abonament :)). Celem tej gry jest... zemsta na Rosjanach (uwielbiam to robić zawsze - masowymi atakami nuklearnymi). Narazie, jedynym problemem jest to, że nie mam prochu :( (a nie widziałem by ktoś nim handlował, poza Celtami, którzy są wrogiem). Na szczęście, silne jednostki średniowieczne dają radę.
Eh, zaraza z tą Civką :-)
