niedziela, 29 listopada 2009

M)assive A)ction G)ame - kocham tę grę!!

MAG Beta v.1.46. Udało się nam (Andrzej, Maciek, Szymon, ja) pozdobywać beta-key'e i mogliśmy sprawdzić naocznie o co chodzi na 256-graczowym polu walki.

By było śmiesznie, nie udało nam się jeszcze pograć razem, w jednym oddziale (w kilku grach jako SVER, widziałem Szymona a to w innym oddziale, a to nawet w innym plutonie). Mimo to... jak się trafi na oddział, w którym ludzie wiedzą co robić, gra zmienia się w coś, czego w żadnym FPS multiplayerowym nie doświadczyłem. No, w SOCOMie parę razy, ale to TPS :D

Teamplay!

Tak, w grze zespołowej tkwi klucz do zwycięstwa w tej grze. I klucz do własnego rozwoju. Nie jest ona nastawiona na jak najwyższe wyniki we fregach, lub super-duper kill/death ratio. W niej chodzi o cele, a każdy oddział ma własny, i jeśli jest to przestrzegane na poziomie plutonu czy kompanii (utrzymanie w ryzach 127 kolesi przez dowódcę kompanii to nie lada wyczyn) - wtedy wygrywamy, wtedy dostajemy duże bonusy w punktach doświadczenia, wreszcie wtedy - nasza postać śmiga z doświadczeniem (i wpadają szybciej skill-pointy, za które kupujemy upgrade'y do nas lub do broni).

Grałem każdą frakcją

Początkowo umówiliśmy się, by grać S.V.E.R., jako, że to takie "przaśne" i słowiańskie. Ja, jako wielka przekora, po pierwszym meczu, gdzie moje wrażenia z gry były... takie sobie, przerzuciłem się na Raven.


Raven

Bardzo podobają mi się ich mundury oraz wysoka jakość broni. Prawdziwe oddziały specjalne. Jako, że lubię sobie postrzelać z pistoletu, często go używałem, szczególnie wtedy, gdy przeciwnik był bardzo blisko. O ile pamiętam, zescorowałem chyba z 19 kill'i, z czego połowa to były headshoty. Dość fajnie wygląda każda z klas postaci (w sensie ubioru), szczególnie, że można dobrać naprawdę fajne, zakręcone kamuflaże, których jest sporo - nocne, miejskie (szary, niebieski), leśne -(moje ulubione to Sky Matrix - taki szmaragdowy niebieski, z rysunkiem jak ścieżki z płytki drukowanej). Nakrycia głowy też wyglądają mega profesjonalnie, szczególnie w wersji ciężkiej zbroi, gdzie lądujemy na polu jako żołnierz z HALO :D Przepiękne.

Grałem nimi do 5tego levelu, potem, nie chcąc zdradzać kumpli - przystąpiłem ponownie do SVER (narzekając odpowiednio głośno - "o nie... znowu te brudasy!")



S.V.E.R.

Co mi się nie podoba w nich, to właśnie wygląd. Sorry, ale dresy? Jeansy? I to możliwość wyboru "kamuflażu" mnie najbardziej załamała - niebieska bluza z szarym pasem, albo w białe czaszki? Zgniło zielona z pomarańczowym paskiem u dołu? Zielone jeansy, z neonowo zielonymi maziajami? K..wa. I do tego dochodzą hełmy z radzieckiego demobilu, szczególnie rozbroiły mnie hełmofony tankistów. Buuuueeaaaaa.... Tak. Narzekam i narzekać będę. Bo wkurzają mnie jeszcze poklejone taśmami i posprajowane na czerwono kałachy. Na szczęście, ich APC jeszcze jakoś wyglądają (aczkolwiek znam je z walk... przeciw SVER :D jako trudny orzech do zgryzienia).

AK47 jest silny - jak się uda nim trafić :-) To chyba najmocniejsza szturmówka w grze (tak twierdzą ludzie na forach), aczkolwiek dla mnie nie ma większej różnicy - poza tym, że jest bardziej bezwładny niż spluwa Ravenów i M4 Colt Valoru. Natomiast poklejony duck-tape'em pistolecik jest beznadziejny. Albo mialem pecha, i zawsze strzelałem w ciężkozbrojnych Ravenów czy Valorów albo po prostu moc tej spluwy jest taka jak jej wygląd. Tragedia.

SVERem zamierzałem grać do końca, niestety, wczoraj spotkała mnie niespodzianka. Odpalając grę, zamiast 5 lvl i zmienionego wyglądu - zobaczyłem standardową postać startową z lvl 1. WTF??? I oczywiście jej załadowanie zakończyło się klęską (wielokrotny błąd). Postanowiłem założyć nowy profil... jako, że to w końcu beta, postanowiłem sprawdzić jak się gra Valorem.



Imperial Guard Catachan "Frost Ghosts" Regiment!!

Wait... nie ta gra :D Oczywiście Valor! Ale tak bardzo przypominają mi Catachanów z Warhammer 40k, że nie mogłem się opanować. W kamuflażach, miłośnik Rangersów i Navy Sealów będzie wniebowzięty. Wszystkie obecne kamuflarze (poza tigerem) są i prezentują się naprawdę fajnie. Wybrałem leśny digital. Ich szturmówka - wariacja M4 Colta jest świetną bronią - celuje się z niej naprawdę łatwiej niż z AK47, ale trzeba przytrzymać cyngla dłużej (lub podnieść lekko i siać po głowach). Daje radę ciężkozbrojnym SVERom i Ravenom, więc jest baaardzo ok. Pistolem M9 Colt, w starciu z ciężkozbrojnym Ravenem również daje radę (tu naprawdę ciężko mi powiedzieć jak bardzo... bo nie wiem jakie mam stasty w Valorze, bo i ten profil mi znikł, za to powrócił profil SVER z 5 lvl). Valorem grałem 3 gry, raz przeciw Ravenom i dwa razy przeciw SVER.

Miałem niesamowite szczęście, bo trafiłem na drużynę, która wie co to teamplay. By było śmieszniej - początkowo pomyślałem - co za głupki. Bo gadali. Gadali, jak kilku murzynów z L.A. South Central. Normalnie, głosy jak Samuel Jackson do spółki z Ice-T. Ale... gdy zaczęło się, dzięki nim, po jednej grze miałem już level 4!!!!. Była to półgodzinna Dominacja - Raven zaatakowali siedzibę Valoru. Przez cale pół godziny, w naszym sektorze mapy trwały mordercze walki o Burnoff Tower (cel A). Nie odblokowali, żadnego celu! Dzięki niggersom, cały oddział wiedział co robić. Prośby o medyka nie wisiały w powietrzu, a największym utrapieniem dowódcy (nazwałem go Samuel Jackson) było "don't bleed out, man!". I zawsze, ktoś pojawił się i niósł ratunek. W tym meczu były i gazy bojowe, i miny, i bombardowania. Nie daliśmy się. Wygraliśmy! Niestety, po grze kolesie mi przepadli, więc w następnym meczu wylądowałem w oddziale raczej milczącym.

Na szczęście, zdyscyplinowanym, i wygraliśmy ze SVERem (w trzeciej grze - również). Prawdopodobnie grałem przeciw Szymonowi!

Beta kończy się w piątek, buuuuuuuuuu!!
Jedno jest pewne. Jest to moja, naprawdę ulubiona gra. Stała się dla mnie tym, czym kiedyś było EvE. Oczywiście w kwestii dobrze zorganizowanych i dowodzonych walk. Modern Warfare 2 jest kompletnie inną grą. Ba, wszystkie te "małe" gry-shootery, skupiają się tylko na jednym aspekcie walki - fragi. Cel, jeśli jakiś jest, wpada przypadkiem (poza tym, jest w kółko powtarzany).

To co mi się podoba w MAG, to poczucie walki na dużym froncie. Na dużej mapie, są skupiska walk, często aż o 8 celów na raz! Wreszcie klasy żołnierzy - medycy, inżynierowie - wykonują swoje prawdziwe zadania. Medyk - jako, że respawny są daleko od linii walk - jest kluczowy, przy okrążeniu i utrzymaniu obiektu. Nie ma tego co było w Killzone 2, że rzucimy respawn-point i voila, posiłki w drodze. W MAG, oddział musi się przebić do obleganych. Inżynier - nie stawia głupawych wieżyczek strzelecki. On naprawia - od pojazdów, poprzez baterie plot i moździerzy (dzięki nim, uniknąć można zrzutu spadochronowego), wreszcie - bramy do chronionych obiektów. Wczoraj, bez inżynierów, Valor nie obroniłby się przed wściekłymi atakami SVERów na pozycje C, D, E, F :D

Jak wyjdzie wersja finalna...
... ja wybiorę Raven. Bo tak.

poniedziałek, 23 listopada 2009

ARMA! Multi w MW2

Założyłem klan - ARMA się zwie. Wczoraj Maciek się pojawił i od razu dołączył. Powalczyliśmy trochę :-)




A tu, trochę wcześniejsze me, samotne zmagania:

niedziela, 22 listopada 2009

Smuteczek

SOCOM ledwo ą. W ciągu jednego tygodnia od premiery Modern Warfare 2, z i tak już niskiej średniej graczy online = ok. 9000 liczba ta spadła zaledwie do 2000! Masakrycznie mało, zważywszy, że mowa jest o wszystkich kanałach, z całego świata.

Zapowiadany dodatek "Cold Front" wciąż nie jest na rynku, a błędy jakie trapią grę od dnia premiery (już rok!) wciąż nie są poprawione. Sam się o tym przekonałem, parę razy - gdzie akcje i fragi nie zostały wogóle uwzględnione w statystykach. Smutne, bo jeśli już są - to powinny być i coś pokazywać. Najlepiej realny postęp gracza. Eh...

Tymczasem, MW2 świętuje - pół miliarda zysku w USD po pierwszym tygodniu sprzedaży. Szokujące. Ale to widać. W czwartek, wieczorem, w multi na PS3 zauważyłem ok 220 tysięcy graczy online. Już dzień później liczba ta wzrosła do 318 tysięcy (pograłem 2h i wychodząc z gry widziałem... 358 tysięcy). Masakra. Do tego dodajmy liczbę graczy grających wogóle, ktora zamyka się pewnie grubo ponad 3 mln (nie sprawdzałem dołu leaderboardsów, dość, że ja, mając już rank 10 spadłem z miejsca 2 milionowego, do 2 mln 400 tysięczno-z-kawałkiem).

Czy miliony much mogą się mylić?

Nie wiem jak inni, mi się MW2 podoba coraz bardziej. Wypasiony rozwój gracza, który skupia się nie na odblokowaniu coraz to lepszych spluw, ale na doskonaleniu umiejętności i sprzętu często używanych. I liczba upgradeów jest naprawde imponująca. W samym MP5K odblokowałem wpiew zwiększoną serię, później celownik kolimatorowy. Można użyć jednego upgradeu na raz i z kolei jego dalej rozwijać. Używanie smg to akcja często bardzo szybka, w ciasnych pomieszczeniach. Więcej miałem zwiększonych serii (w sensie skuteczności) niż używań kolimatora. W efekcie, odblokowałem zdolność "akimbo". Nic mi to nie mówiło ;-) a okazało się zdublowaniem broni, i używaniem ich w obu rękach. Double-smg-Neo do dzieła! Oczywiście, przycelowanie w takim układzie jest nie możliwe, a używanie dwóch MP5K nie tak skuteczne, jak mogłoby się wydawać, więc wróciłem do pojedynczej broni i przycelowań. Może odblokuję lepszy celownik - termowizyjny?

W piórka też stroić się można. Nick gracza pojawia się zawsze na swego rodzaju banerze opisującym ostatnio odblokowaną umiejętność lub charakter gracza. Wpierw byłem "gwiazdą". Za zlikwidowanie całego oddziału wroga w meczu "Zdobądź flagę" 6vs6. Potem, poprzez charakter swej gry ("alleluja i do przodu") odblokowałem banner "demon szybkości". A to do momentu, gdy nie zauważyłem, że odblokowały mi się banery z flagami państw. Gdy zobaczyłem polską... banderę (tak! z orłem!) - z dumą przybrałem się w polskie barwy. A co! Całości uzupełnia aktualna ranga.

A jak z trybami gry? Lubię te, zorientowane na osiągnięcie konkretnego celu: "Dominacja" (kontrola 3 punktów na mapie), "Sabotaż" (wysadzenie czegoś). Zdobycie flagi nie kręci mnie tak bardzo. Ciekawym wydaje się "zdobycie sztabu" - nowość na mojej liście, odblokowało się podczas ostatniej sesji. Może dziś sprawdzę (będzie wideo).

A Wy?

wtorek, 17 listopada 2009

Modern combat action vs tactical shooters!!!

Pierwsze podejście do Modern Warfare 2, do multi było skażone niechęcią. I oczywiście dostałem ostre wjebki i stwierdziłem "oż ku, ale chaos, syf kiła i mogiła! Wracam do SOCOMa" mówiłem dnia następnego. Bo single w MW2 jest boskie, zaiste pięknie wyreżyserowane, jest akcja non-stop (nie ma tu takiego odczucia skryptów jak w Killzone 2).

Ale nastał wieczór kolejny. Skipper marudził od jakiegoś czasu, że nie robię filmików. Więc powiedziałem sobie - "a co mi tam" i odpaliłem MW2 w multi + kamera:


A potem, idąc za ciosem dobyłem pudelka z SOCOMem i zrobiłem sobie bezpośrednie porównanie:


I powiem Wam... cholera by to wzięła. Dawno w SOCOMa nie grałem, więc wciągnęło mnie na kolejne półgodzinki. Gdyby nie MW2, fajne, nowe i czekające - to bym siedział dalej w SOCOMie. A czemu nie siedziałem? Bo ostatnio przeszedłem całe FEAR 2: Project Origin :D

Wracając do shooterków. Socom mi się opatrzył. MW2 kusi, poza gfx'ą która jest genialna, to jeszcze ma ponad 20 mapek, a te, równie miodne jak w SOCOMie (których ta ma ino 7). Tryby gry MW2 - podobne, a nawet więcej wariacji. Kustomizacja - podobna, jedynie mundurów się nie da zmieniać, bo w MW2 stają dwa oddziały wrogich armii (lub milicji), a wiadomo - w oddziale sorty mundurowe są takie same.

MW2 ma jeszcze coś - lep w postaci rozwoju postaci. Nie jest to rozwój powolny i upierdliwy jak w Killzone 2, gdzie odblokowanie snajperki to ponad 24h ciągłej gry. Tu, w MW2 po półgodzinie miałem dostęp do wszystkich pięciu klas postaci, dodatkowo z możliwością stworzenia 5 własnych. No i grzebania w broniach i... w skillach postaci. Uczynić ją szybszą w biegu, lub dokładniejszą w celowaniu. Miodnie!

Kto zgadnie z jakiego filmu jest drugi kawałek z videa o MW2? :D



środa, 11 listopada 2009

i co dalej?

Przetrzymałem nawał hype'owy związany z Modern Warfare 2. Ba, nawet się na to obraziłem. Przez cały czas żyłem w błogiej nieświadomości, i nie wiedziałem, że w wersjach konsolowych multiplayer jest tylko na 18 graczy max. Byłem przekonany, że wzorem innych gier - będzie to standardowe 32 graczy, i że 9vs9 dotknął tylko PeCetowców. 

Bo ja nie lubię gier z małą ilością ludzi. Trochę mnie to przeraża - im mniej ludzi w oddziale, tym większa odpowiedzialność :-) Oczywiście, nie jest tak źle ze mną, bym unikał małych meczy. Najfajniej grąło mi się ostatnio w SOCOM'a gdzie, na duuuużej mapie Crossroads, w nocnych warunkach grałem 6 vs 8. Które w pewnym momencie przerodziło się w potyczkę 3 vs 5. I ja byłem jednym z tych 3. I... wygraliśmy! Nie jeden, a 3 mecze pod rząd. Nie powiem, bosko było. Jak sobie to przypomnę i porównam z gehenną ciągłych respawnów w mechach 16 vs 16, to zaczynam przekonywać się do MW2. Pociąga mnie mimo wszystko "najlepsza na świecie liga multi", która była w MW, jak twierdzą stali wyjadacze multi gier (i to ludzie, którzy trochę czasu zainwestowali również w Killzone 2).

Już uzbrojony w to przekonanie, w przeddzień premiery MW2, przerwałem na chwilę zmagania z Almą (o tym zaraz) i odpaliłem... Battlefield 1943. Mapa lotnicza, jako, że sprawdziłem też demko IŁ 2 Szturmowik - i zapałałem chęcią polatania. Ku memu zdziwieniu, trafiałem na mecze o niepełnej obsadzie ludzi - latało się nawet 4 vs 3..6, różnie. I tu znowu się przekonałem, że daję radę lepiej - mniej przypadkowych zestrzeleń i więcej punktów za ciekawsze akcje na własnym koncie. Mimo tego, chłodno podszedłem do widoku MW2 na półce w Empiku. Ale już informacja o weekendowej sprzedaży MW2 w Real'u za 159 zeta (vs 199 zł albo nawet 239 zł z empika?) okazała się elektryzującą. 

Andrzej po wysłaniu kontrolnego sms'a "i co, kupiłeś MW2?" stwierdził, że kupi, ale po tym jak skończy FEAR2. Przyznałem mu rację, tym bardziej, że jest dwa poziomy za mną :D I wbrew obiegowej opinii, że jestem osobą "która nigdy nie kończy gier" FEARa prawie kończę. Gra ma długi, 12to godzinny gameplay, i zwiedzamy 14 poziomów. Wczoraj, po północy rozpocząłem... 13ty !! Już jestem w ogródku i witam się z gąską!

Leząc sobie ostatnio przez miasto, wzrok mój przykuł napis "Alma Delikatesy". Ciarki mi po grzbiecie przeleciały, bowiem Alma to anty-bohaterka FEAR2. Największe zło z jakim zmierzyć się musimy. "Delikatesy" natomiast skojarzyły mi się jednoznacznie z rzeźnią i filmem "Delikattessen" (o kanibalach ;-)) Przebitka z krwią pokrytych ścian (z gry) i rozglądając się nerwowo, unikając kontaktu wzrokowego z innymi ludźmi - czmycham na drugą stronę ulicy.

MW2 jak MW2, a na półce czeka stary (Bioshock) i nowy (Resistance 2) nabytek. Klimatem oba mocno podobne do Fear2 (to nie tylko strach i mutacja, ale też zniszczone miasto). Obiecałem sobie też, że zaatakuję SOCOM'a, w którego tak naprawdę się nie nagrałem. By tego było mało, pojawiła się możliwość zapisu do testowania bety Battlefield Bad Company 2. A jedynka leży w sklepie cenie niskiej (za 75 zł widziałem) i też kusi (singlem i multiplayerem na 24 ludków, mocno, bardzo mocno przypominającym BF1943). A wygląda to tak:

http://badcompany.ea.com/media/mediaid/166880/

I co dalej? Osiołkowi w żołby dano...

czwartek, 5 listopada 2009

Strach

First Encounter Assault Recon.
Fakt, trochę demko FEAR2 pojechałem, ale przypadek sprawił, że gra wpadła mi w ręce. I powiem, że wciąga jak bagno.

W jakiejś recenzji wyczytałem, że gra nie straszy jak kiedyś. I pewnie to mnie nastawiło trochę anty. Na szczęście, mimo, że byłem przygotowany na niespodzianki, bo kiedyś grałem w FEARa jedynkę, to powiem, że przy pierwszym kontakcie z dwójką bym popuścił. Ze strachu nawet.

Gram na słuchawach Hifi z włączonym słuchawkowym surroundem. Z początku nie mogłem się przyzwyczaić do tych ledwo słyszalnych szeptów i płaczów - myślałem, że to mi dziecko się obudziło. A jednak, to była gra. I się zaczęło. Andrzej-Asceron, który FEAR2 zaczął też - od razu stwierdził, że bez paczki pampersów do gry nie siada.

By nie spoilować - nie napiszę nic więcej o tym co się dzieje w grze :) Dość powiedzieć, że rzadko mam tyle samozaparcia by ciągnąć jakąś single-kampanię. Udało mi się to w KZ2 gdzie "prawie" grę ukończyłem. W FEAR2 zbliżam się do półmetka. Gra jest dłuższa niż Killzone 2 - zamiast 9ciu, jest aż 14ście poziomów. Tu również są liniowe, choć jak się przekonałem - nie zawsze coś trzeba zniszczyć - można to ominąć. Fabularnie - wciąga jak cholera, bo nie wiadomo co się dzieje. To thriller. Horror czasami i to taki, że ciśnienie skacze. Kierujemy kolesiem z oddziału specjalnego, który razem z kumplami zostali wysłani po odbicie zakładniczki. I jak każdy plan - ich plan nie wytrzymuje kontaktu z wrogiem. A zaczyna się już w jadącym na miejsce APC, gdzie nasz bohater dostaje pierwszą wizję od Almy... (kto nie wie - coś, z jedynki. Teraz starsze, wygląda jak toto jak upiór z "the Ring").

Nie jest tak, że brodzimy po kolana we krwi. To nie jest gore a'la Dead Space, Silent Hill czy survival horror a'la Resident Evil czy Siren: Blood Curse. Tu głównie walczymy z uzbrojonymi ochroniarzami i żołnierzami organizacji, która porwała nam zakładniczkę. Stopniowo, akcja się komplikuje. W rzadkich chwilach spokoju zapoznajemy się z porzuconymi tu i ówdzie zapiskami, notatkami. A to buduje obraz świata. Przyznam się, że u progu 7mej misji nadal nie jest dla mnie jasne o co chodzi. I dobrze, bo chciałbym wiedzieć :-)

Graficznie - jest bardziej w kierunku Killzone 2 niż np takiego Wolfensteina. Jest i pył, i fizyka, postać jak idzie to się kołysze, przeskakuje zgrabnie przez przeszkody, czuć ciężar broni (choć nie tak jak w KZ). Mamy ciut więcej opcji - aż 4 rodzaje broni, plus 4 rodzaje granatów i min. Do tego przyłożenie z kolby, lub z nogi. Scenki przerywnikowe są zintegrowane z grą, czasem nie wiadomo czy już można lub wręcz trzeba grać, czy to jeszcze film. A woda wygląda bosko. Szczególnie gdy leży w niej kawał kabla i widać wyładowania... Ogień. Napalm jest wściekły. Można też podpalić otoczenie i siebie. Jest morderczo, bo zdrowie się nie odnawia. Są apteczki.

I te szepty...