czwartek, 31 grudnia 2009

Team! [renew]

Solo to se można... pograć w singla. Z Maćkiem i Andrzejem robiliśmy teamy w Modern Warfare 2 oraz w SOCOM, i choć jeszcze to nie było to - wiedza kto gdzie jest i co się dzieje jest mocno bezcenna.

Szkoda, że raz dźwięk w MW2 jest tak beznadziejny, że właściwie ciężko kogokolwiek zrozumieć, dwa, nie ma podziału na regiony - przez co ludzie mówią wszystkimi językami tylko nie po angielsku. W SOCOMie jest odwrotnie, oraz jest push to talk. Z drugiej strony, jak się ludzie porozłażą po mapie, to ciężko połapać się gdzie kto jest i jak określić dany region. Na szczęście - w miarę to działa. Nie zapomnę, jak mi koleś krzyknął "za tobą, szybko!" i udało się rozwalić wroga zanim zrobił to on.

MAG. Jeszcze parę dni do BETY 5, która rusza 4tego. Nie mogę się doczekać. Przede wszystkim tego niesamowitego uczucia, że gra się w jednym zespole, i ludzie naprawdę się przykładają do gry.

Oczywiście, w nocy, nie mogę zakrzyknąć "meeeeeeediiiiic!!!", gdyż raz, przesterowałbym mikrofon, dwa, wszystkich w bloku pobudził. Wystarcza, "medic, please". Gdy avatar leży i się wykrwawia, można się jeszcze rozglądać na boki. Póki wróg nie ubije - sprzedać info dowódcy, co się dzieje. MAG bardzo szybko przesiewa "samotnych wilków" od graczy mających we krwi działanie zespołowe. Solo, teoretycznie, snajper pogra, ale, powinien mieć ochronę. Jak w realnym wojsku, gdzie teamy snajperskie są 2,3 a nawet 4 osobowe.

Nie ma bardziej irytującej rzeczy, jak koleś z tubą RPG strzelający na małej mapie. Szlag mnie trafia, jak widzę w KZ2, MW2 czy w SOCOMie takich "wymiataczy". Ich taktyka polega na sianiu rakietami gdzie popadnie. Podobnież, granatniki automatyczne. Masakra, frag festival, a gdy jeszcze friendly fire jest wyłączony - to już na całego.

W MAG ktoś rozsądny pomyślał, i RPG jest przeciwpancerne. Średnio nadaje się na cele "ludzkie", ale cuda robią ze sprzętem. RPGowiec jest ciężki, wolno się porusza (na szczęście w każdej z gier). Efektywny team RPG powinien składać się z min. 3 osób - dwóch szturmowców oraz operatora RPG (z reguły w ciężkiej zbroi). Szturmowcy - karabiny, być może również ciężka zbroja, by nie zostawić w tyle RPGowca. A być może nie, lepiej, by skryci w krzaczorach, trzymali obie flanki rocket-mana.

Wspomniany wcześniej medyk, to król pola bitwy. Oczywiście, każdy 8-mio osobowy oddział powinien mieć, co najmniej 2 mocno wyskillowanych i 2 z podstawową umiejętnością leczenia. Wtedy, taka grupa wzajemnego wsparcia ma sens. Pamiętam, jak w czasach BETY 4, miałem okazję przekonać się jak działa wirtualny mechanizm "no man left behind". Do rannego lecę, jako medyk. Zanim dobiegam, bang, dostaję i leżę koło niego. "Medic, please, 2 casualties...". Widzę, leci dwóch koleżków. Jeden ostrzeliwuje się z RKM, drugi nas dopada. Leczy, kolesia, leczy mnie. Sam dostaje. Ja leczę jego, i cała czwórka szczęśliwie się cofa. Punkt oporu - utrzymany, a potem odpieramy natarcie. Gdyby nie ten "łańcuch", wróg raz by się przebił, dwa, musielibyśmy lecieć z pół kilometra z miejsca respawnu, co nie jest fajne.

Najważniejsza rzecz - nie wykrwawiać się. Nie ma gorszej dla medyka, gdy z narażeniem swego wirtualnego ja biegnie do rannego... a ten się wykrwawia.

Kierowca. Zły kierowca APC czy jeep'a to tragedia. Nie ma do tego jakiś specjalnych umiejętności, które dodaje gra. Trzeba po prostu, jako gracz, umieć obczaić sterowanie w widoku TPP lub FPP. Osoba zmyślna, nie złapie pojazdu i nie odjedzie "pusty". Ale gdy się poczeka, i to jeszcze na innych zmyślnych, którzy złapią się za działka, czy CKMy, wtedy - trza się modlić, by wróg nie wypróbował na nas RPG. Podjazd APC pod bramę, zatrzymanie pojazdu najlepiej bokiem - to taki ruchomy bunkier. Nawet wrak, będzie stanowić osłonę. Dla piechociarza, wpełznięcie pod pojazd, "scampowanie" się za oponą i ostrzeliwanie się (najlepiej z pistoletu) wychodzi nadzwyczaj sprawnie. Oczywiście, jeśli w momencie desantu, dostaniemy z 4 rakiet, to nie ma przebacz :-). Mimo to, nie ma lepszej metody na zdobywanie celu (szczególnie, jeśli APC jest miejscem... respawnu!). Dzieje się tak, gdy pluton (czy cały batalion - nie wiem) ma dobrego dowódcę, który ma takie atuty w rękawie (tj. wyskillowane).

Atak na pojazdy ze zwykłym karabinem w ręce to proszenie się o kłopoty. Nic się tym nie wskóra, poza ujawnieniem swojego znacznika na radarach wroga. Unikać za wszelką cenę! Lepiej "ważyć" każdy strzał, przed jego oddaniem, by nie zdradzić swej pozycji.

Ludzie narzekają na grafikę MAG, a w wersji BETA już spełnia swoje zadanie. Da się kamuflować, zniknąć w krzakach czy dymie. Ponadto, chodzą słuchy, że pod względem obrazu - wersje beta są uboższe od wersji finalnej, ze względu na objętość właśnie. Beta to 2,5GB danych. Wersja finalna, to minimum 25 GB przestrzeni dysku BlueRay do wykorzystania.

A na zakończenie, 2 filmy z rozgrywki. Lepsze niż ten co był - z komentarzem, voice chat oraz wreszcie - grą zespołową, aczkolwiek koleś też nie czeka na medyka, tylko się wykrwawia. A końcówka drugiego filmu (tak od 6tej minuty chyba) to bajka - Raveni atakują pozycje Valoru w helikopterach, koleś używa RPG by strącić ważkę :D.

druga część:
Jeszcze 4 dni niecałe!!!!

środa, 30 grudnia 2009

Zabawki dla grzecznych chłopców (i niegrzecznych też)

Maksiński wpierw dostał od Mikołaja/Dzieciątka pod choinkę rózgę. Taką długą witkę leszczynową, przewiązaną czerwoną kokardką. Ryku było co niemiara. Ale i zapewnień poprawy też. A potem spod choinki wyjechali oni (tzn. godzinę później, jak udało mi się to poskładać - 1541 części!!! COBI jest mordercze pod tym względem).





środa, 23 grudnia 2009

Styl grania cz.2 i statsy w różnych grach

Spróbowałem pograć na nowych stylach - niestety, nie idzie mi. Bez lekkiej wagi i maratonu czuję się jak mucha w smole. Jedyne z czego zrezygnowałem to "zakłócanie" - wolę mieć "komandosa" bo nie ma obrażeń za upadki z wysokości.

Alleluja i do przodu!

Odblokował mi się heart beat sensor - wziąłem więc podwójny gadżet, by mieć to i tłumik. I od razu poszło... gorzej. Tragedia po prostu - nie mój styl grania. Masakra i męczeństwo.

Ascheron wreszcie się obudził z zimowego snu i zapowiada powrót do SOCOMa. Ja, w sumie - doczekać się nie mogę, bo troszkę MW2 zaczyna mnie męczyć. Mapki mi się opatrzyły, również ten dziki "rush", nawet przy trybie Dominacji (cele) czasem mnie męczy.

Sam SOCOM - tym razem bez stresów, tylko w trybie z respawnami. Ascheron stwierdził, że stres to on ma w pracy, po co go przenosić na głupią rywalizację o coś tam w grze. I ma rację!

Nawet na forach MAG rozgorzała dyskusja, czy będą leaderboardy personalne, czy tylko związane z frakcjami. Ktoś mądry stwierdził: "po co w grze, gdzie liczy się team play, statsy osobiste? To jakby w piłce nożnej patrzeć tylko na gole strzelane przez zawodników, a nie to, jaki klub ile meczy wygrał". Przekonujące.

Pamiętam jak wiele zła (dla teamplay'a) zrobiły w EvE Online killboardy na alliance. Zorientowane na punkty za kill'e, gdzie najwięcej dostawało się za solo-kill, skutecznie niszczyły teamplay (ratownicy nie znajdywali się na killboardach, dobrze, że byli ludzie którzy to zlewali). W multiplayerach - jeśli punktacja jest dobrze zrobiona, to team play może wystąpić.

Wg mnie, najgorzej pod tym względem jest w Killzone 2. Bycie medykiem - to bycie frajerem. Już w MAG, medyk za uleczenie - dostanie 2x więcej punktów niż ktokolwiek za frag'a. Co prawda, w KZ2 dostawało się mnożnik 1.5 za to, że zespół wygrał, ale wciąż - był to mnożnik za punkty z fragów.

W Battlefield1943, Modern Warfare 2 i MAG - rozwiązano to zupełnie inaczej. W każdej z tych gier są cele do zdobycia/obrony/utrzymania/wysadzenia...etc, tak, że dużo więcej punktów wpada za walkę "strategiczną" niż za kill-hunting. Punkty (poza BF1943) w tych grach służą do odblokowywania umiejętności oraz sprzętu.

SOCOM natomiast to... zupełnie inna bajka. Tam statsy nie służą niczemu, tylko lansowaniu się (medale, trofea), bo stuff & gear są dostępne od początku. W meczach rankingowych - wpadają punkty rankingowe, w meczach nierankingowych - punkty też wpadają, ale nie pokazują... niczego, poza skutecznością broni oraz wskaźnikiem kill/death, wins/loss i chyba najciekawszym - "most valuable player" (tzw. MVP). Takie przełożenie na grę drużynową. W SOCOMie najwięcej emocji daje fakt, czy zespół wygrał czy też nie.

Jeszcze trochę o bonusach za teamplay. W MAG rozwiązano to tak, że jest formalny dowódca, który wyznacza cele dla swego oddziału (tzw. fragos). Jeśli się je wykonuje - wtedy punktów leci naprawdę dużo i awans jest szybki. W przypadku wygranej w meczu - wylicza się też MVP oraz gazylion innych statystyk. Związane jest to z mechaniką samej gry i celem nadrzędnym wszystkich trzech frakcji - wygrać Shadow War (opanować świat). Stąd, przez ten cały "fabularno-strategiczny" smaczek gry nie mogę się doczekać! (Dobrze, że będzie jeszcze tydzień bety w styczniu).

Patrząc wstecz, grą która najszybciej się znudziła był BF1943. KZ2 natomiast zmęczył mnie tym ciągłym zmaganiem się z bardzo powolnym odblokowywaniem się sprzętu i mocno chaotycznymi rozgrywkami. SOCOM - wciąż kusi, bo ma coś w sobie (głównie, mocną stroną są rozmowy wewnątrz teamu i parcie na cele). MW2 jest idealna na szybkie, niezobowiązujące mecze, teamplay w niej istnieje w stanie szczątkowym, ale dobrze, że ma tryby z celami. Natomiast rozmów, poza friendami, nie ma co prowadzić, bo raz - jakość jest fatalna, dwa - ludzie dosłownie krzyczą we wszystkich językach, 3 - jest bardzo duży odsetek "młodych gniewnych" ("10-letni snajper na wieży!").

Do bety MAG - 12 dni, a do premiery tylko 37 dni!

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Mój styl grania w shootery na przykładzie MW2

Już grając w paintballa, nie lubiłem campić. Ja musiałem dążyć do zwarcia, do jak najszybszego kontaktu. Mam za słabe nerwy by czekać :-) Oczywiście, nie zgrywałem ramboida co się kulom nie kłania. Raczej mocno używałem dostępnego cover-systemu (włącznie z czołganiem się po szkle, czy wślizg taktyczny na korytarz na własnej dupie - mocno taktyczne, bo znalazłwszy się na ziemi, sunąc z prędkością znaczną nadaną wcześniej własnym biegiem i poślizgnięciem się na mokrej od kulek podłodze, byłem dużo poniżej korpusu - w który zaczyna się strzelać :D). Taki assault team. Szybka akcja, 50% schodzi, pozostali się przebijają.

I tak samo gram w multiplayerowe shootery. Albo się staram.

W Modern Warfare 2 stworzyłem sobie postać, która lata teraz z następującymi perkami:
1) maraton (PRO)
2) lekka waga (PRO)
3) zakłócanie radaru wroga
lub
3) komandos (PRO)

Uzbrojony jestem na modłę SOCOMową - karabin z tłumikiem (TAR-21) oraz pistolet z tłumikiem. Wcześniej, komandos (skill) był o tyle dobry, że szybciej można było podlecieć na skuteczny strzał z MP5K z tłumikiem. Teraz, przy dłuższym zasięgu, wolę być mniej widoczny.

Nie mogę co prawda się powstrzymać od nerwowego obracania się na lokacji (szczególnie, gdy trzeba zabezpieczyć cel) - przez co jestem bardziej widoczny, ale tłumiki dają to, co wcześniej można było uzyskać tylko nożem: niewykrywalność po zabiciu kolesia.

Oczywiście, idzie to w parze z wolniejszym poruszaniem się (teoretycznie, mógłbym wywalić wagę lekką, i zastąpić ją innym skillem - jeszcze nie wiem jakim - bo przestaję biegać, na rzecz skradania się). Udaje się to nadzwyczajnie - więcej widać, lepiej lokalizuje się wrogów oraz poprawia się celność (globalnie, od wczorajszego posta - moja celność zwiększyła się i wynosi już 10,20 % zamiast 10,17%). Również współczynnik wygranych meczy wzrósł i to o 100% (aczkolwiek, to raczej zasługa dobrego teamu). Wczoraj, wygralismy z 6-cioma kolesiami z jednego klanu, mimo, że u nas byli sami "losowi".

Sprzęt dodatkowy - granat odłamkowy i granat dymny (podstawa w grze na zabezpieczanie celów). TDM nadal nie lubię, aczkolwiek wczoraj poszło mi bardzo dobrze!

TAR-21 jest zdecydowanie "moim" karabinem. Nie wiem, czy będzie mi się chciało wrócić do SMG (Vectora) - nawet na ciasnych mapach (nie po to mam pistolet by go nie używać w pomieszczeniach).

I im bardziej w las, tym więcej MW2!!

niedziela, 20 grudnia 2009

Cele... nie fragi (renew)

MW2 ma tę zaletę, że rzeczywiście szybko da się wskoczyć i pograć. Ma też system motywacyjny - te wszystkie poblokowane umiejętności, odznaki oraz nowe bronie i gadżety. Gdy dać to ludziom na raz (SOCOM) jest fajnie na początku, ale szybko się nuży (może przez dziwny podział systemu awansów na ranking i mecze bez rankingu). Jednak ta nagroda, leveling (!) znany z MMO, jest sporym magnesem.

10 godzin już pękło w MW2, a ja dalej nie mam dosyć. Fakt, jak ktoś to napisał w którymś z komentarzy (i tu i na youtubie) - jestem cieniutki jak rzyć węża (k/d=0,41; celność=10,17% i rośnie). Ale mam to też w tej rzyci, dogłębnie, bo po prostu - świetnie się bawię! Nie jestem łatwym celem, wpadam z reguły wtedy, gdy "zabezpieczam" cel. Parę razy podchodziłem do "polowań" - deathmatch drużynowy (a "każdy na każdego" uważam po prostu za najgłupszy tryb gry jaki wynaleziono). Niestety, nie idzie. Koniec tabelki.

Natomiast w misjach opartych o cele (inne niż "wybić wszystkich") takich jak "Dominacja" (kontrola 2 z 3 celów), "Sabotaż" (wysadzanie i obrona) czy "Dowództwo" (obrona bazy) - często gęsto zdobywam tyle punktów, że środek tabelki jest zapewniony, a parę razy cieszyłem oczy pierwszym bądź drugim miejscem w drużynie :D. Te tryby gry - są dla mnie taką "protezą" MAGa.

Jako miłośnik pistoletów maszynowych (SMG), postanowiłem przerzucić się z MP5K na UMP .45, którym za cholerę mi nie szło. Wcześniej katowałem Vectora - trochę wyzwań na nim zrobiłem, ale coś mi się nie podobał. Do wczoraj.

KRISS Vector wygląda tak:


Okazało się, że jego wściekła szybkostrzelność bardzo mi pasi w ciasnych mapach, takich jak Terminal (lotnisko) lub Favela. Ale już na większych... musiałem coś wymyśleć. Na szczęście odblokował mi się karabin szturmowy TAR-21. To izraelskie cacko jest, jakby nie było - mocno sprawdzonym w realnych warunkach bojowych. A ja mam hopla na punkcie armii Izraelskiej.

Z pewną nieśmiałością, wziąłem to w swe wirtualne ręce:

O.... żesz! Z miejsca stało się moją ulubioną spluwą. Na mapie Karaczi - tak ostro zarządziłem, że nie dość, że jako team - wygraliśmy, że trafiłem w górną część stawki w punktach, to jeszcze podgoniłem z fragami, co odblokowało mi parę wyzwań na tym karabinie i pierwszy gadżet - granatnik. Dziw nad dziwy - zarówno Famas jak i SCAR-H były dla mnie tak toporne, że nic tym nie mogłem upolować! A tu proszę - układ bullpup - i zachowuje się prawie jak SMG! Moje odczucie... that's all.
A wogóle, to królem wieczoru został poczciwy pistolet USP .45. Lubię pistolety w shooterach. W KZ2 był beznadziejnie słaby, w SOCOM - dobór właściwego to sprawa życia lub śmierci w CQB. W MAG, najmilszy okazał się M9 Colt. W MW2 - wyboru za dużego nie ma (M9 jeszcze nieodblokowana), ale USP.45 daje radę


Zescorowałem parę headshotow pod rząd, skill mi się w tej broni - poprawił, a w nagrodę dostałem tłumik. Yaaaj! Podstawa w SOCOM - gdzie bez SS 226 lub FN57 z tłumikami nie było sensu się skradać.
I z takimi fajnymi zabawkami - mogę spokojnie czekać na MAGa...




poniedziałek, 14 grudnia 2009

Brak MAGii - eh, ciężko :)

Jednak do SOCOMa trzeba mieć dużo cierpliwości. Mała liczba graczy powoduje, że mimo wybierania Quick Match'a, ląduję w meczach 8vs8 obsadzonych ledwie w 50%! Jest to smutne bardzo. A i granie niezbyt mi szło (2 mecze, po 7 rund, 1 kill chyba tylko - i to fuksem - koleś mnie ostrzegł "Turn around! Quick!" i strzeliłem w kolesia, który właśnie składał się do strzału w moje plecy). Rozczarowany, i widząc, że Maciek wciąż i wciąż katuje MW2 - zdecydowałem się doń dołączyć.

Początkowo, nie mogliśmy się znaleźć. Ale i tak fajnie mi się grało. Mój ulubiony tryb - dominacja (zdobywanie i obrona 3 punktów kontrolnych). Prawie jak MAG. A gdy wreszcie się znaleźliśmy - to udało się pogadać (jakość dźwięku headsetów w MW2 jest masakrycznie zła!!! A szkoda...) i nawet pograć... przeciw sobie. Graliśmy kilka meczy i non-stop przeciw :D Z dziką rozkoszą odnotowałem parę zestrzeleń Maćka, on ciachał mnie również (heartbeat sensor suxxx!).

Po wczorajszym wieczorze z MW2 mam ochotę na więcej. Jednak dynamika akcji, i respawny, które wybaczają własne błędy to gra relaksująca, dla takiego casuala jak ja. Dodatkowo, niektóre mapy, wygląd postaci no i widok FPS do złudzenia przypominają mi niektóre momenty MAGa. Eh... jeszcze 43 dni do premiery tegoż!

Taktyka
Skipper mi marudził o jakieś porady jak grać. C'mon! Chopie, joł żech jest cienki jak rzyć węża! Moje kill/death ratio nie wychodzi poza 0.5. Ale co mi tam, może gdy rozpiszę, to ktoś też mi coś doradzi?

Lubię grać tak:
- szybkość (w SOCOM - lekkie ciuchy, w MW2 - maraton, lekka waga)
- czasem móc przyłożyć wręcz (MW2 - skill "commado")
- szybkostrzelność na krótkim dystansie, najlepiej cicho (SOCOM/MW2 - SMG z tłumikiem. W SOCOMie jest do wyboru dużo, w MW2 - zostaję przy MP5, którego tak wyskilowałem, że mam tłumik. Viper mi się nie sprawdzał, mimo, że bardziej szybkostrzelniejszy jest).
- cichość (stąd - tłumiki, ale i też wolniejesze poruszanie się)
- szybki obrót (gałka R ustawiona na wysoką czułość, co daje mi możliwość natychmiastowego obrotu; gorzej - z przycelowaniem)
- strzały z biodra - w przypadku submachine gunów - to wychodzi, aczkolwiek, jest mała siła przebicia. Stąd, gdy nie trafię, przeciwnik ma mnie na widelcu. Przycelowanie podnosi skuteczność, ale czasem mi nie wychodzi.
- szybkie przełączenie się na pistolet. Uwielbiam pistolety! W SOCOM są to FN57 oraz SS 226 z tłumikami, a w MW2 rozwijam USP45 - strzelam z niego często i gęsto (Maćka parę razy z tego załatwiłem) i skill mi się buduje. Nie mogę się doczekać, aż osiągnę specjalizację na tłumik. Przycelowanie z pistoletu to podstawa.

W obu grach (i w MAG również) ważny jest hałas czyniony przez gracza. Najgłośniej oczywiście słychać broń - tłumik daje to, że sygnatura dla wroga pojawia się później, stąd jest się trudniejszym do wykrycia. Również, nie zawsze bieganie jest rozwiązaniem. Lekki ruch gałki do przodu daje powolne kroki, na palcach. A ja gram na słuch. Im mniej sam hałasuję, tym więcej słychać wroga.

Niestety, nie dla mnie karabiny snajperskie, granatniki i inne duperele. Nawet karabiny szturmowe mają odrzut, dla mnie nieakceptowalny (po prostu niskie wyniki tym osiągam). Stąd, grając postacią nastawioną na CQB (close quarter battle), unikam jak ognia otwartych przestrzeni, w ciasnych uliczkach biegnę zygzakiem i chowam się we wnękach. Oczywiście, nie gwarantuje to bycia kuloodpornym, ale zawsze szansa jest.

Jedyne co muszę zmienić w swej taktyce, to zacząć używać granatów odłamkowych, bo nic nie przydaje się tak jak one w szturmowaniu pomieszczeń (albo chociaż błyskowych - choć, nie do końca - wczoraj, będąc ogłuszonym, zabiłem napastnika).

Cele - nie wiem, nie jestem maniakiem fragów, więc skupiam się raczej na utrzymaniu/zdobyciu celu niż na lataniu i polowaniu. Nie oznacza to, że kampię w jakimś miejscu! Raczej, gdy biegnę na cel, staram się biec z kimś. Gdy on trzyma pod muszką lewą stronę - ja trzymam przeciwną. Ważne jest, by na celu się położyć, lub kucnąć chociaż. Granat dymny też jest pewną osłoną.

A i tak ląduję zawsze na dole listy w każdym meczu MW2 :D


piątek, 11 grudnia 2009

po MAGii czas wypełnić, czym?

Eh... ostatnia moja bitwa w MAGu, tuż przed zamknięciem wersji beta była idealnym przykładem czym tak naprawdę jest ta gra. Trafiłem na mapę "Sabotaż" jako obrona obozu Valoru na Alasce. W moim plutonie, 3 z 4 oddziałów były całkowicie opanowane przez klany. W moim oddziale były "zrzutki", ale team leader i dwóch kolesi było również z jednego klanu. Pozwalało to sądzić, że gra będzie mocno zorientowana na dyscyplinę i zachowanie łańcucha dowodzenia, tj. wypełnianie rozkazów.

Gdy zaczęło się, moje przypuszczenia były słuszne. TL spokojnym głosem wskazywał kierunek - mówił co potrzebuje i gdzie - ludzie potwierdzali jego rozkazy. Ponadto, w przypadku zagrożeń (np. pojawienie się respawn-campera) - raz, że były one zgłaszane, dwa, ludzie informowali, że biorą tę "sprawę" bo są blisko. Reszta oddziału nie musiała się w panice cofać ze swych pozycji.

Dzięki temu, wróg, mimo zaciekłych walk o cele A i B (w Sabotażu - jest jeszcze trzeci cel, ale odblokowuje się dopiero po zajęciu przez wroga A i B), nie dał rady. Prośby o wsparcie i medyków nie wisiały w pustce. Nie bez znaczenia był też wywiad - tu moja skromna osoba udzielała się wielce, szczególnie, że grałem na szpicy i często konałem pod stopami wrogów, w wieży (cel A) - jednocześnie informując team o ilości i położeniu wrogów.

A potem...
Potem już nie miałem w co grać :(. Próbowałem dokończyć Fallouta 3, ale po dwóch wieczorach mi się odechciało. Próbowałem Modern Warfare 2, ale tylko się wkurzyłem - nienawidzę tego wściekłego "run & gun" który występuje w grach z respawnami (by to sprawdzić - odpaliłem sobie SOCOMa z respawnami - taka sama kicha). Przez chwilę miotałem się między obiema grami i już miałem dać se spokój, gdy włączyłem...

Ranked games in SOCOM
Czyli, raz, mecze rankingowe, które dają dużo fajnych bajerów w postaci medali, odznak (a nawet trofeów, które ostatnio mam "gdzieś"), dwa - są bez respawnów. Czyli jest bardzo spokojnie, taktycznie i nie ma chaosu. Gram na razie tylko 8vs8 i największą frajdę mam oczywiście wtedy, gdy nie tylko uda mi się przeżyć do końca meczu - ale też wykonać cel gry (zabicie przeciwnika jest oczywiście mocno fajowe, ale nie tak bardzo jak usłyszeć, że "team has won!").

Jak na razie, rozegrałem w ten sposób dwa wieczory, łącznie jakieś 2h gier (zdarzyło mi się raz opuścić mecz, bo trafiłem na 10 letnich dzieciaków, którzy wrzeszczeli dosłownie do mikrofonów, drugi raz SOCOM mi się zwiesił). Z początku, dostawałem ostro - minuta gry i leżę. Ale oglądanie jak grają inni, dużo mi dało. Dość szybko - 3ci mecz, praktycznie od początku - zaczęło mi iść. Było to ochrona/zabijanie zakładników. Nie dość, że zescorowałem 7 killi (gra ma 7 rund, było nas 8vs8), to jeszcze w 4 rundach dotrwałem do końca i wygraliśmy 5 do 2. Poza tym dwa razy udało mi się przyczynić walnie do zwycięztwa - raz wykańczając wroga zanim zaczął strzelać do ochranianych VIPów, drugi - jako najemnik - rozwaliłem zakładnika :D Oczywiście, bez rozmów z ludźmi z drużyny nie było by to możliwe (ostrzeganie się przed wrogiem i podawanie pozycji "kontaktu" daje naprawdę bardzo dużo).

Poczułem wtedy, że granie zorientowane na cel (a nie na fragi) ma sens. Poczułem się, jakbym grał w zubożoną wersję MAG. Bo taki sposób gry - gdzie ludzie z zespołu mówią - ma dla mnie największą wartość (przypominają mi się bitwy z EvE!).

Do MAG zostało chyba z 7 tygodni. Jakoś na SOCOMie dojadę do premiery!