poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Wielka gra w małym formacie



Zupełnie dla siebie nieoczekiwanie, natrafiłem na info o Monster Hunterze na forum pspoland.pl i gra ta mocno mnie zaintrygowała. Tym bardziej, że kiedyś ściągnąłem demko i trochę pograłem, lecz dostałem wklepy i nic z tego nie wyszło. Nie poznałem się na grze.

Natomiast to co pojawiało się na forum, w wątku poświęconym tej grze - przykuło moją uwagę. Wieczorem, expresem zassałem z PSN demko i zasiadłem do niego kolejny raz. Tym razem straciłem poczucie czasu. Potem, przez PSN, stałem się lżejszy o 75 zł, a obecnie, mój czas spędzony z tą grą przebił grubo 10h, co jest rekordem w mym zabieganym życiu. Co prawda, duża tu zasługa szybkiego włączania i wyłączania PSP (ma taki bajer - zrzut pamięci na memorkę i potem instant-rozpoczęcie nawet, jeśli mamy 10 min, np w kolejce do okienka w urzędzie...).

Przez weekend nosiłem się z zamiarem nakręcenia wideo z gry (mam kabel do TV, więc nie było by to "trzęsawisko" jak większość filmików z youtubki), ale... nie wyszło (i dobrze, bo nie mam się jeszcze czym chwalić!).

Konkretnie, o czym jest ta gra?
Jesteś myśliwym. Trafiasz nieprzytomny, po nieudanym polowaniu, do wioski Pokke i tam, po rekonwalescencji stajesz się etatowym myśliwym wioski. Roboty jest dużo. W skrócie od zbieractwa ziółek do pacyfikacji smoków (wyvern), zagrażających okolicy. Brzmi banalnie... ale w szczegółach, okazuje się, że gra jest bardzo, bardzo skomplikowana. Do czego sam ją porównuję, to taki mini, offlineowy World Of Warcraft, Guild Wars czy ROSE Online, gdzie zamiast prawdziwych graczy - mamy szeroką ekipę NPCów lub kolegów (w liczbie do 4 sztuk) łączących się ad-hoc lub po internecie (w trybie symulacji ad-hoc, np poprzez ad-hoc party na ps3 lub poprzez odpowiedni soft na peceta), a walczy się głównie ze stworami, przypominającymi bossów z gier mmorpg, jak we wspomnianym wcześniej WoW).

Jest i levelowanie postaci i odblokowywanie skilli. Jest tworzenie i upgrade broni, poszczególnych elementów zbroi (hełm, napierśnik, kolczuga, spodnie, buty, rękawice), które nie tylko można zmienić, można stworzyć nowe wersje, można wreszcie doczepiać ozdoby, które mają wpływ na cechy postaci. Są usługi - we wiosce czy w siedzibie Gildii Łowców od quest giverów, poprzez kowali, sprzedawców broni, sprzedawców różnego rodzaju towarów pierwszej potrzeby oraz elementów do produkcji innych różnych rzeczy. Mamy własny dom, w nim zarządzać możemy ubiorami, broniami, towarami. Jest duża (i powiększająca się w czasie gry) biblioteczka książek i artykułów prasowych o świecie gry (tak, prasowych: prezentacja jakiejś rośliny jest przedstawiana w formie urywków z pracy naukowej jakiegoś super znanego łowcy czy botanika). A czytać jest co - do kilku, do kilkunastu stron tekstu!

Dla mnie, z godziny na godzinę pojawia się coraz więcej fajnych rzeczy w grze. Wpierw odkryłem, że opis każdego z przedmiotów, to od kilku linijek do kilku stron nawet. Elementów RPG tu więcej niż w Falloucie! Nawet dialogi ze sklepikarzem zaczynają się od plotek (głównie wynikających z naszych questów) i jest tego parę stroniczek. Potem, odkryłem, że poza łowiectwem, można również zbierać ziółka, grzybki, kryształy, miód. Można zabawić się w górnika i kopać. Można również siać... wnioskuję po opisie nasion, ale jeszcze nie wiem jak.

Tereny gry, od pokrytych śniegiem gór i mroźnych jaskiń (trzeba się ubierać w futra i popijać ciepłe napoje by nie zamarznąć) do wilgotnych dżungli i suchych pustyń (gdzie, trzeba dobrać sobie ekwipunek tak, by się nie... zgrzać).

A przechodząc dalej - polując, można skupić się na trawożercach, ale prawdziwa fajność gierki leży w tych najbardziej niebezpiecznych monstrach - tych, do pokonania których, potrzeba się doskonalić i doskonalić swój sprzęt. Aczkolwiek - nawet trawożerca może nas pogruchotać. Natomiast z każdego zabitego stwora mamy coś. Ale nie są to jakieś "dropy" znane z Diablo. Tutaj, pada zwierz i leży. My, musimy schować broń, a następnie sięgnąć po nóż i go oprawić. W ten sposób można pozyskać surowe mięso, kości, rogi, skóry lub pancerz. Z jednych - zrobimy potrawy (odkryłem, że są sprzęty o nazwie... BBQ - użyłem raz grilla, ale spaliłem mięso i wyszło mi coś, co lekko podnosi punkty życia, ale zaniża siłę... wiadomo, spalone kotlety tylko dla desperatów), a z innych elementy ubioru lub broni.

Jestem wciąż na etapie, gdzie nie mogę się pochwalić "jakiego to wielgachnego stwora ubiłem". Pierwsi mięsożercy, to podobne do dinozaurowych Velociraptorów - zimnolubne Gelociprey'e lub ich ciepłolubni kuzyni - Velociprey'e. Ubicie w jednym z questów ich boss'a - przewodnika stada, kończyło się kilka razy pobytem na przymusowym leczeniu (fajnie to wygląda, gdy NPCe przywozą na wózku naszego pobitego bohatera i zrzucają go przed namiotem w naszym obozie na danym terenie). Wiem, że dla szczególnie ciężkich stworów stosuje się różnego rodzaju pułapki lub środki odurzające. Raz, w czasie polowania na Poppo (takie wielkie łagodne jaki - 0:21 na filmiku (nie mój)), zostałem zaatakowany przez Tigrex'a czy jak to się ta potwora zwała - wielki rogaty łeb a'la tyranozaur, do tego kolczasty ogon, cztery silne pazurzaste łapska i wielkie skrzydła. Bestia była tak wielka, że łapała jaki do paszczy z gracją nastolatki jedzącej pączki...

A... przydługi opis wychodzi, a o broniach i kotopodobnych NPCach-pomagierach nie wspomniałem. Kotołaki to rasa rozumna mieszkająca razem z ludźmi. Można sobie takiego wynająć np. by wspomagał w walce lub kucharzył. Natomiast broni - wachlarz jest szeroki:
  • miecz / tarcza
  • wielki miecz (on naprawdę jest wielki)
  • dwuręczny miecz
  • podwójne miecze krótkie
  • lanca z tarczą
  • lanca z działkiem
  • działko
  • łuk / kusza
  • i jakieś dziwne instrumenty bojowe których działania nie jestem pewien.
Przy każdym, zasada postępowania jest inna, gdyż bardzo wiele współczynników jest brane pod uwagę - od ciężaru, bezwładności, długości, aż po klasę ostrości oraz stanu utrzymania broni i ostrza (tak, są ostrzałki, a broń po walce trzeba naostrzyć). Bronie miotane natomiast - tych nie znam jeszcze, poza faktem, że liczba typów amunicji i strzał oraz specyfików do nich przyprawia o zawrót głowy.


Z forum wiem, że ludzie wykręcają dzikie czasy w tej grze - po 200, 300 godzin. Na ile mnie wciągnie - ciężko powiedzieć. Po tych 10+ godzinach, mam level... 2gi, i dostęp wreszcie do misji 2giego poziomu. Poza tym... czuję, że przede mną taka droga jak na początku zabawy w Eve Online. Czuję, że brak mi trochę online, ale być może to dobrze. Przez przenośność PSP mogę sobie pozwolić na szybkie wejście w skórę łowcy prawie wszędzie.

Tak sobie myślę - szkoda, że nie ma (jeszcze?) tej giery na PS3 (w pełnej krasie, jej gfx by porażała - wersja na PSP już wygląda obłędnie). Patrząc na gry podobne, myślę ciepło o zapowiadanej Final Fantasy XIV - mam nadzieję, że będzie jakieś demo.

Kurczę, polevelowałbym znów...


środa, 14 kwietnia 2010

Coś tak jakoś.... rzuca mnie.

Odrzuca mnie ostatnio od multiplayerowego Bad Company 2. Po prostu nie chce mi się. Ba, nawet w kwestii solo gier, tych nowych, mi nie znanych - nie chce mi się (mimo, że chęć mam je posiadać).

Zgromadziłem (bo ceny niskie były) dość dużo gier, których nie wyciągnąłem z pudełka:
  • Bioshock
  • Valkyrie Chronicles
  • Red Faction Guerilla
oraz gier lekko tkniętych, o singlu Bad Company 2 już nie wspominając:
  • Borderlands
  • EndWar (w obu wersjach - PS3 i PSP)
i... wróciłem sobie do Saints Row 2. Przerwałem katowanie tej gierki prawie rok temu, a od paru dni - jeśli gram, to tylko w nią. I prawie ją skończyłem (67% ukończone, ostatnia misja fabularna mnie czeka oraz ileśtam pobocznych). Ciepło myślę również o powrocie do fabularnej Killzone 2, GTA4. A do porzuconego dość szybko inFamous'a - wróciłem już wczoraj, i o dziwo, pękło parę misji.

Zauważyłem jedno. Czas robi swoje, więc w te stare-znane gry, gra mi się zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Po prostu - lepiej, szybciej i skuteczniej. Jednak pola multiplayerowe zmieniają w człowieku dużo - skill & manual są już zaawansowane.

Nowe gry mam też na PSP - W40k Squad Command i horror TPP "Obscure the Aftermath". I co... i wróciłem do SOCOM Fireteam Bravo 2. Głupia sprawa, bo nigdy tam nie właziłem na multiplayer'a, a zupełnie przypadkowo - poczytałem w gazecie o multi w shooterach na PSP i chciałem spróbować. Z przyczyn formalnych (brak jakiegoś durnego Network Access Code w pudełku z PSP) to mi się nie udało (SONY wysyła go właśnie pocztą polską!) więc odpaliłem fabułę, misję nr 1, na którą już patrzeć nie mogłem, bo trudną będąc - nie udało mi się jej nigdy skończyć. Tym razem, zupełnie nie wiedząc czemu - udało mi się (i to patrząc jednym okiem na Cartoon Network). Dla mnie - szok. No i SOCOM stając się przystępnym - bardziej mi się spodobał.

Do ładu z sobą dojść nie mogę, bo czuję narastające wkręcanie się w shooterki pod PSP. Chęć zobaczenia nowej, super fajnej gry jest baaaardzo silna. Tych tytułów jest trochę (Syphon Filter: Dark Mirror czy Logan's Shadow), a nawet SOCOM Fireteam Bravo 3 (jest ciut inny, grałem w demo - jest dużo lepiej niż w 2ce, poza tym, to inna firma robiła) - ale za co? I kiedy?

Mam taki priorytet. Tzn, kiedyś miałem. "Kupuję grę i w nią gram, aż mi wyjdzie bokiem lub ją skończę, dopiero potem nowa". Niestety, jestem osobą "przekupną", na nowe, "błyszczące" gierki rzucam się jak wygłodniały na suchary ;-). I nie pomaga "niekupowanie" gazet o grach. Wystarczy podróż pociągiem, by wpaść. Wystarczy wejść do media czy empika i ... znów stoję przed półką. Na szczęście ceny odstraszają, ale na nieszczęście (lub szczęście), niektóre dość szybko spadają. Ostatnio w media markcie, straszy, kusi i przyciąga mnie metka 75,99 zł przy gierce "Saboteur" na PS3. Jeszcze się trzymam, ale... :D

Jakby tego było mało, jRPGi też kuszą - i to nie FFXIII, ale White Knight Chronicles (bo ma coopa na 4 graczy w online, poza tym jest w miarę, jak na jRPG, z otwartym światem), StarOcean (bo sci-fi). Za rogiem czają się, usilnie odrzucane - Dragon Age (tu chyba pożyczę od kolegi by ugasić swój głód) i... GOTY Fallouta 3. Fakt. F3 skończyłem fabularnie, ale w sumie nie nagrałem się. A questy poboczne, a nowe-stare dodatki?

Reasumując. Da się z sukcesem wrócić do starej gierki i ją dokańczać. Nawet po dość długim czasie. Gorzej, jeśli zapas gierek się zgromadzi, i w nie się nie gra, a one tak smutno patrzą z półki...

Rzuca mnie.