poniedziałek, 27 września 2010

W oparach mrocznej sztuki

Dawno, dawno temu, w 1996 roku, prowadzony przez mą wampirzą Siostrę_W_Mroku, sięgnąłem po ołówek, żelpena i tusz. I zakochanym (wciąż) w Hieronimie Boshu, narysowałem tę oto kopię jednej z jego prac:



Moja wampirza Siostra_W_Mroku, wciąż tę pracę ma, u siebie, na ścianie powieszoną, w otoczeniu krwi starej czerwieni, daleko za oceanem, w Wietrznym Mieście...



Dwa lata później, znów żelpena, ołówek i tusz chwyciłem i pospołu dla siebie, pospołu dla Tej_Która_Teraz_Przez_Życie_Mnie_Prowadzi namalowałem kolejną grafikę... (którą wrzucę następną razą ;-)).

Ale wciąż pamiętam posępne grobowce, gdy Siostra_W_Mroku zaprosiła mnie do siebie...

wtorek, 7 września 2010

Just Cause Chaos!!


Filmik nagrało moje dziecko korzystając z wbudowanej w grę możliwości video capturingu.

Gra jest przezabawna. Osobiście uważam że PEGI 18+ dla niej to typowo amerykańskie przegięcie... już Ratchet jest bardziej hard-core'owy :D Ale fakt, dla typowego zjadacza hamburgerów tyle wolności to miażdży... sandbox, w kraju z dyktaturą, przemoc na drodze, nierealna fizyka, dosyć upierdliwe NPC, wreszcie..... najczarniejszy z czarnych rynków, bo koleś z którym się kontaktujemy nazywa się Sloth Deamon (o ile dobrze pamiętam).

Fajny jest ten "pseudoparkour" (linka) oraz latanie śmigłowcem (dwie gałeczki + L2/R2 do obniżania i podwyższania - powolny przelot przydaje się nad dużym miastem w poszukiwaniu "znajdziek").

Z ciekawszych absurdów - amunicja do dowolnej broni ręcznej szybko się kończy, natomiast można sobie zdemontować gatling-guna i łazić z nim na piechotę. Powoli, ale i efektywnie, bo ma nielimitowaną amunicję i to wielkokalibrową, więc NIC nie wytrzyma takiej nawały ognia.

Inną, poza fizyką rzeczą jest nieskończona ilość spadochronów, które można otwierać co sekundę, ale akurat na to cierpi również Bad Company 2.

W gierce aż się prosi o multiplayera.

Sam sandbox jest mega-rozległy - od pustyni po wioski w dżungli i miasta z centrami biznesu; od ośnieżonych szczytów gór po 30 m poniżej lustra wody, w buszowaniu wśród rafy koralowej. Od latania na piechotę (lub lince/spadochronie) poprzez skutery, motory, quady, jeepy, SUVy, sedany, hatchbacki, sportowe, rajdowe, wózki z lodami, autobusy, traktory, ciężarówki, samoloty rolnicze, śmigłowce w 3-4 wersjach, aż do odrzutowców wojskowych, śmigłowców apache z gatlingami wreszcie samolotów rejsowych oraz kutrów rybackich i innych większych jednostek :D

Badziewie potrafi wciągnąć.

czwartek, 2 września 2010

Mięso armatnie

Ascheron wyjechał mi wczoraj, że nie ma zamiaru być mięsem armatnim i to w grze, która jest TPP. Chodziło o Lost Planet 2. Zachwycam się ostatnio tym hard-Sci-Fi tytułem, ze względu na kampanię singlową, którą odbieram z takim samym zachwytem, jak w film "Starship Troopers" na podstawie książki Roberta A. Heinlein'a "Kawaleria kosmosu" (z lat 70tych bodajże). Ludzie na obcej planecie kontra robale. DUŻE robale.


Parę postów wcześniej pisałem o multi w LP2, jako tym czymś, co w ogóle zwróciło moją uwagę na tę grę. Wczoraj, dosyć gwałtownie zmieniłem zdanie o 180 stopni. Bez bluzgów, nie mogę się szczerze odnieść do tego "doświadczenia".


O ile singiel jest naprawdę zachwycający i wciągający: fajnie wyreżyserowane cut-scenki (normalnie - Metal Gear Solid 4 mi się przypomniał) oraz sam gameplay (z otwartym co-op'em do 4 graczy), który przypomina czasem inny produkt Capcomu - Monster Hunter, a to dlatego, że w obu grach występują potwornie wielkie istoty, które niełatwo jest pokonać (jest system klasyfikacji tych bestii, za co wpada odpowiednia kasa, exp itd…), to multi… jest mega-frustrującą żenuą.


Opanowany w 95% przez panów z Kraju Krótkich Penisów I Wąchania Zużytych Fig, którzy normalnie pograć nie potrafią, tylko jadą non-stop na lag-switcherach. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Mecz za meczem, 9 na 10 strzałów moich (ba, kilkukrotnych nawet!) czy granatów nie kończy się zgonem, a lekką teleportacją trafianej postaci w inne miejsce, zakończone moim z gonem od pierwszego ich strzału.


Wcześniej, na różnych forach różnych gier widziałem narzekania na tego typu oszustów, ba, nawet na tubce film z zastosowania lag-switchera w Killzone 2 był, ale jakoś tak, nigdy…masowo. Może miałem pecha, a może nie, ale na wielogodzinnych sesjach w MW2, CoW:WaW, MAG i BC2 czegoś takiego nie było.


Z początku myślałem, że nie ogarniam trybu multi LP2 przez układ TPP, ale parę dni temu skończyłem Uncharted 2 i pograłem trochę w tamtejsze multi, gdzie też jest TPP i było fajnie. Tak jak w SOCOMie, gdzie, też jest TPP. Niestety, mimo naprawdę ciekawych map Lost Planet 2 (dżungle, pustynie, miasta, walki podwodne, na stacji orbitalnej (nieważkość!) oraz nawet na… stadionie (tak, z publicznością i komentatorem (!) - mapa "Cube"), multi w Straconej Planecie jest dla mnie stracone.


Na szczęście - singiel błyszczy i jest znakomitą opowieścią SF (i gdyby nie to, gra dostała by kopa w rzyć na allegro…).


Nie jestem jakimś mięsem armatnim i mam za mało czasu, by się frustrować. Do multi mam kilka sprawdzonych gier, na nowe będę patrzył bardzo ostrożnie. Ostatnio mam jazdę na dobre opowieści, więc w tym sezonie, rządzą single ;-)