niedziela, 26 czerwca 2011

Drugie koty ;)

Piątkowy wieczór rozpocząłem szybkim, ledwie półgodzinnym meczem. Na dwie mapy, Wzniesienie Pyrrus oraz mój ulubiony Krwawy Kanał. W kill/death ratio pobiłem swój osobisty rekord z KZ2 robiąc 36/27. Takich wyników w KZ2 kiedyś nie było :) It's good to back!

*

2h z lekkim hakiem później byłem już w initial warpie do środka POSa w wormhole, gdzie rezyduje Voo Doo. W planach była szybka wycieczka po sprzęt, gdzieś do hisecu (gdzieś, bo życie w "dziurze" oznacza, że wejścia do wormhola zmienianją się kilkadziesiąt godzin), ale plany nie wypaliły. Wypaliło coś lepszego - quick roam po low-secu.

Miałem tylko maciupkiego Executionera, fregatę Tech 1 która chciałaby być interceptorem. Chłopaki stwierdzili, że taka też się nada. Pożyczyli 2x150 mm Autocannons Tech 2 ze sporym zapasem amunicji, a ja nauczyłem się fittować statek będąc w POSie. Executioner jest naprawdę małym statkiem. Poza działkami, do kompletu miałem jeszcze MWD, Warp Disruptor II i Damage Control II (jako swoistego rodzaju "pancerz" - dało mi to "imponujące" statsy - po 300 HP na shielda i armor ;-)). Tak wyposażony frig, nadaje się jedynie na zwiadowce i łapacza i też taka była moja rola. Ja byłem gotowy (4000 m/s prędkości z MWD!) i po chwili - nasz dość sporawy gang (3x cynabal, phantasm, blackbird i coś jeszcze - nie pamiętam) znalazł sie w low-secu, gdzieś w regionie Kor-Azor. Tu, trochę zmartwiałem bo nie miałem wydrukowanej mapy tego regionu i nie wiedziałem, gdzie jestem :/

Lataliśmy po kilku systemach, szukając guza. Ja wprawiałem się w rolę drugiego ze zwiadowców - sprawdzaliśmy na przód często po dwa systemy na raz. W jednym z takich systemów, na local-czacie było tylko dwóch pilotów, o identycznie brzmiącej ksywie (druga rozszerzona o coś tam). Oznaczało to, że ktoś gra sobie tu na dwóch kontach. Czyli prawdopodobnie robi jakiś complex, misję lub anomalię. Szybki skan, przy jednej z planet systemu ujawnił battlecruisera Tech 2, klasy o ile pamiętam Claymore oraz krążownik logistyczny Scimitar. Duo, które się sprawdza przy ciężkich misjach. Do systemu wskoczył nasz prober, a ja sprawdzałem znane obiekty w przestrzeni (pasy asteroid), ale właściciel combo Claymore-Scimitar pewnikiem też sprawdzał d-scannerem przestrzeń, i widząc w akcji combat-probe (sondy, dzięki którym można wykryć obcy statek) spitolił na jedną z trzech stacji w systemie. Daliśmy sobie z nim spokój i ruszyliśmy dalej, szukając guza.

Znaleźliśmy go w systemie Ami, który roił się od ludzi normalnych i tych o szemranej przyszłości. Chwilę bujaliśmy się z poszukiwaniami różnych battlecruiserów należących do złych ludzi. Wreszcie na wrotach, jeden z naszych przydybał battlecruisera klasy Hurricane i akcja się rozpoczęła. Trochę chaotycznie i mocno nieskładnie (w zasadzie całkowicie nieskładnie) przez co, straciliśmy jednego cynabala :/ Ale cóż, pvp to okrutna forma gry i takie straty wpisane są w żywot pirata.

5 minut po tym niefortunnym zdarzeniu, pierwszy scout namierzył na jednym z beltów samotnego kolesia, który otoczony kilkoma wrakami lokalnych NPCów kosił sobie kolejnych nieświadom, w jak bardzo niebezpiecznym systemie się znalazł. Mi przypadło sprawdzenie, czy uda się kolesia złapać...

Mój maleńki stateczyk wyparzył w warp jak pies spuszczony ze smyczy. Wpadłem w pas, 10km od jego środka, mając krążownik Tech 1 klasy Stabber trzydzieści parę km ode mnie. Ale od czego mam MWD. Dałem na przód, po chwili miałem namiar i rzuciłem Warp Disruptor II. Ustawiłem sobie orbitę, nie patrząc wcześniej na maksymalny zasięg celownika (!) przez co po chwili... namiar straciłem! Na szczęście korygując kurs już ręcznie złapałem go znów. Jeden z naszych krążowników był po chwili koło mnie i rezultat mamy poniżej:


Spadek security status spowodował, że znalazłem się pod kreską. Leciutko. Mam całe -0.04 ;-)

Odczekaliśmy 15 minut, aż minie mój i Maritny Jejardo global criminal counter i gang udał się do domu, a ja skorzystałem z okazji, że byłem blisko hi-secu - po swoje rzeczy. A jako, że było już późno... machnąłem wszystkim na pożegnanie i logoff!

czwartek, 23 czerwca 2011

Pierwsze koty za płoty

Ostatnie dni spędziłem... poza EvE. Zupełnie zapomniałem, że był release Incarny, więc jak pojawiłem się w środę wieczorem, to przywitał mnie długi patch. A potem...

*

"Oh, jakie mam ładnie wypolerowane paznokietki!" - pomyślała Ezoko odrywając się od terminala, bo ledwo skończyła robić zakupy, kurier już dał znać, że towar pojawił się w hangarze.

Warp Scramblery II, Disruptory II, pełen zestaw blach pancerza i nowy typ auto-cannonów... i przede wszystkim nowy model krążownika klasy Maller. Całość przygotowana na specjalną okazję, jaką jest... pierwszy rajd z nowymi wspólnikami! Tak, kolejny krok by stać jeszcze bardziej złą, najźlejszą postacią w Nowym Edenie został wykonany. Korporacja Voodoo czekała z otwartymi ramionami.

Rande-vous point ustawiony został w systemie low-sec Ikoskio, na wrotach do hi-secowego systemu Samanuni. Tym razem przeskok był bezpieczny, dzięki friendly intel ze strony Voodoo. Ba, nowy, ciężkozbrojny Maller miał zostać gwiazdą wieczoru gdyż pełnił zaszczytną rolę przynęty na grubsze ryby, które pływały w mętnej wodzie systemu Prism jump dalej. 46 tyś EHP to nie jest szczyt możliwości krążownika Tech 1, ale jakby nie było - 2x więcej niż zafittowane było w wersji solo i statek powinien przetrwać wystarczająco długo, by kawaleria zdążyła z odsieczą.

Taki był plan. Pierwsza wspólna operacja. W zasadzie... wkupne. Z Ezoko w roli zwiadowcy. Przynęty. I co by nie mówić... mięsa armatniego.

Col, szef operacji cierpliwie tłumaczył wszystkie zawiłości planu, praktycznie do zdarcia gardła, ale chciał mieć pewność, że wszyscy zrozumieli szczegóły. Niewidoczne kiwania głowami, potwierdzające mruknięcia przez voice-commy i operację czasz zacząć.

Ezoko, mająca w pamięci jeszcze niedawne samotne wyprawy, postępowała wg wyuczonego schematu. Wywołało to lekkie nieporozumienie, ale na zgranie się z innymi jeszcze przyjdzie czas. Do decydującego skoku do Prism pozostały jedynie sekundy... jump.

Gdy Maller pojawił się w systemie Prism, overview wyświetliło dwie tłuste, krwisto czerwone sygnatury. Battlecruisery klasy Hurricane. Ich skanery pewnie szalały przeczesując przestrzeń wokół wrót, których aktywność zanotowały przed chwilą. Sekundy mijały, a skryty w cloaku Maller tkwił nieruchomo niecałe 15 km od pierwszego ze statków.

Voice comms zawrzały. "Ujawnij się, ale nie atakuj!". Gdy silniki Mallera ruszyły, oba Hurricany rozpoczęły namierzanie, a chwilę później jednoczesny ostrzał.

"Jak długo wytrzymasz?" - pewny głos Col'a zabrzmiał w słuchawce.

"Poszły tarcze, zostało 2/3 pancerza". Przez hałas panujący na własnym statku - alarmy, brzęczyki i komunikaty ostrzeżeń płynęły z głośników obwieszczając, że praktycznie każdy z systemów ma poważne problemy - Ezoko nie mogła zebrać myśli. W tym momencie przybyły dwa dodatkowe statki.

"Jeszcze jeden Hurricane i Falcon". Chwila konsternacji i dyskusji w słuchawkach. Z Falconem możemy nie dać rady.

"Zbieraj się do wrót i skacz!" - Maller, ociężały jak pijany bawół powoli obrócił się i majestatycznie zbliżał do wrót. Wreszcie upragnione 2 km i skok. Połowa zbroi została.

"Ożesz kurwa, jeden z Hurricanów skoczył za Ezoko!" - jeden z pilotów rzucił gorączkowo.
"Jak to, przecież nie mogli!" - Col był wściekły. "Ezoko, mówiłaś, że wszyscy cię atakują!"
"Nie wszyscy, a dwie. Dwie z trzech". Nie ma co, "pkp" po prostu. Ezoko przypomniała się stara, wojskowa maksyma: Żaden plan nie wytrzyma kontaktu z wrogiem.

"Spadaj z tamtąd!" - powrót do systemu Ikoskio trwał szokująco długo. Natomiast dla odmiany, szokująco krótko trwało, nim trzecia z Hurrican ujawniła się na overview. Dla ustawiającego się do warpa Mallera było to wręcz tragicznie za szybko! Niestety, Hurricane zarzucił warp scramblera, energy neutralizera i o jakiejkolwiek akcji można już było zapomnieć. "The capacitor is empty" przebijało się przez harmider brzęczyków i bipnięć. W sterówce krążownika nie było już Ezoko. Ta właśnie odpalała sekwencję startową kapsuły, licząc na to, że battlecruiser nie zdąży tym razem przerwać warpa.

Nie zdążył. Kapsuła Ezoko wystrzeliła w przestrzeń zostawiając daleko w tyle to, co zostało z krążownika.

Witamy po ciemnej stronie EvE!
:)

*

Wyciągając wnioski z tej akcji, stwierdziłem, że było ok. Początki zawsze są trudne. Gdy błysnął portfel, oznajmiając, że ubezpieczenie za krążownik przyszło - gdy zobaczyłem ile (!), stwierdziłem, że czas na podsumowanie błędów.

1) podstawowy - cargo (4x Large Shield Extendery II dla jednego z corp-mateów) należało zostawić w hi-secu PRZED akcją
2) podstawowy do bólu, ale chyba pierwszy raz mi się zdarzyło: Maller kosztuje ok 9 mln, a ubezpieczenia przyszło... 2,5 mln. Oznacza to, że.... DAMN!!! zapomniałem go ubezpieczyć! Albo - pomyliłem się przy ubezpieczaniu i wybrałem najniższą, podstawową stawkę. Na jedno wychodzi.
3) ocena sytuacji - za nerwowo, zbyt niejasny opis sytuacji dla dowódcy... poprawi się w przyszłości i będzie lepiej
4) fit... tu jednak muszę zaufać instynktowi swojemu - samotnego łowcy. Double-plated jest ok bo daje duży bufer, ale z drugiej strony o ile ciekawiej by było, gdybym miał cap boostery... wtedy walka z samotną hurricaną na wrotach do Prism mogła by wyglądać ciutkę inaczej (choć nie, aż tak pięknie jak na video z tamtym Lokim). Tym razem, Maller które mam - zfittuję z cap-boosterem. Działało wtedy, to zadziała i teraz, a przy pomocy przyjaciół... będą cuda :)

Podsumowując... bardzo ciekawie wydane ok 35 mln ISK :)

*

"...by crushing armies of our enemy..." - głos Visariego jeszcze raz rozległ się po moim pokoju. Niedzielne popołudnie, w ramach chilloutu spędziłem na upewnianiu się czy nadal lubię i potrafię zagrać w... Killzone. Bo nie wiem, czy podobałoby mi się multi w Killzone 3. Single demo - nie podoba mi się, a dema multi już nie ma na PSN. Sprawdziłem więc multi w dwójce.

Pewna osoba, z którą często-gęsto dyskutuję o fpsach i zdaję się na jej osąd (bo ma bardzo dobre kill-death ratio... a nie wygląda ;)) twierdzi, że za mną nie da się nadążyć. I ma rację. Niedawno dyskutowaliśmy o serii Call Of Duty, szczególnie o nadchodzącej nowej MW3 i ostatniej części - Black Ops (albo Lag Ops) i wyszło na to, że najlepiej gra mi się w CODy właśnie. Że KZ3 nie będzie fajne. Ale... coś w tym jest. W tym cholernym "bliiiip" oznaczającym fraga. Fast-paced action taka sama jak w CODach. Tylko z niesamowicie zajebistą grafiką. I tym klimatem...

Dla pewności - "jak bardzo NIE będzie mi się podobało KZ3" spędziłem na mapach KZ2... 2 godziny! Co jest tak naprawdę rekordem. Przy okazji sprawdziłem statsy - o dziwo, bardzo mało grałem w KZ2 wogóle, ledwie 28h total (w porównaniu ze 100h w MAG i z 60-70 BC2) to ledwo ciutkę więcej niż przeznaczyłem na MW2. I o kilkanaście godzin mniej niz w COD:World At War i Black Ops. Pomyślałem sobie... po kij mi KZ3, jak tak naprawdę nie ugrałem nic w KZ2?

Stan multi KZ2 na dziś? Dużo, dużo i jeszcze raz.. dużo meczy. "Wzniesienie Pyrrus" mapa, której kiedyś nie lubiłem nagle stała się fajna, ciekawa i zabójcza (dla czasu). Wprost oderwać się nie mogłem. Z początkowych k/d = 0/14, gdy wreszcie przypomniałem sobie jak się gra skończyłem na kd=21/30. Czyli przyzwoicie. Ludki z pierwszych miejsc mieli 88/55 ale trzeba pamiętać, że KZ2 to rzeźnia. Gdy podlejemy ją taktyką (tak, gdy zacząłem grać taktycznie - to w sposób magiczny zielone cyferki (fragi) zaczęły rosnąć, a czerwone (zgony) zatrzymały się w miejscu!) gra nabiera zajebistych rumieńców. Bliiiiip!

Dla pewności uruchomiłem jeszcze Battlefielda Bad Company 2. Mimo nowych, darmowych mapek - typ razem NIC. Gra mnie kompletnie nie porusza już. I dobrze, bo zapowiedzi i filmy z BF3 też nie. Musi... przejadło mi się.

sci-fi rulez i tyle w temacie :D

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Vu Du people, Vu Du!!

Sobotnią noc spędziłem na przygotowaniu sobie pięciu punisherów z fittem Tech 2 - wszystkie z małymi autocannonami 200mm. Tak! Amarrski ship ze Minmatarskimi karabinami. Potwarz?

Czy ja wiem... dawno temu jako Caldari, zakochałem się w żabojadzkich statkach (Gallente) i to do tego stopnia, że wyskilowałem je bardziej, niż swoje, rodzime. A przecież Caldari toczą odwieczną wojnę z Gallente. Tak jak i Amarr zaciska pięść na chuderlawym gardle Minmattarskiego niewolnika. Skąd za tem ta... zdrada?

Czyż Niemcy w czasie WWII nie pożądali radzieckich pepeszek? Jako z gruntu lepsze niż MP40? Brzydkie, byle jak zrobione, wrogie, ale jednak... lepsze. Amerykanie z dumą obnoszący się zdobycznymi AK47 (Wietnam) czy AK74 (Irak). Dalczego? Bo efektywniejsze. W walce o życie... niezastąpione!

Wielu doświadczonych amarrskich pilotów pvp wybiera jednak stosowanie działek rasy niższej (oj, grabię sobie u Skippera ;-)) niż rodzime dzieła sztuki "laserników". Chodzi tylko i wyłącznie o efektywność. Amarrskie lasery żrą prąd jak kot karmę po przymusowym poście. Natomiast AC - nie! Nie wymagają prądu wogóle (jak rakiety) i są przez to... niezastąpione. Fakt, mają wady, śmieszny optimal i ok 20% mniejszy zasięg niż ich konkurencja w postaci laserów, ale mając do wyboru 2 min capacitora vs 4 minuty capacitora - wybieram oczywiście 4!

Pierwszy punisher wyposażyłem w 200m prototype autocannons. Tech II byłyby dużo lepsze, ale jeszcze nie były wyskillowane. Tech 1 named musiały wystarczyć. Do spółki z Afterburner II, 400mm rolled tungsten plate, Small Armor Repairer II, Damage Control II, Warp Scrabler II i small "Knave" Nosferatu (spijacz energii wrogiego statku) powinny być... efektywne. A... i dwa tanie jak barszcz rigi dla uskutecznienia DPS autocannonów.

Jeszcze nie śpieszyło mi się do VU-DU: krótkoterminowym celem było zdobycie solo-killa, bo zaczęło mnie to już lekko irytować, że jedynym sukcesem było przegnanie Tech 3. Ja chciałem mieć pierwszego killmaila! Wyruszyłem więc na pierwsze łowy.

Długo bujałem się po Black Rise (low-sec). Pracowicie robiąc bookmarki. Parę razy serce mi szybciej zabiło, gdy trafiła się jakaś potencjalna ofiara, niestety... miałem pecha. Zarówno pilot Thrashera (klasa niszyciel), Omena (krążownik) jak i dwóch kolesi w Rupture i Caracalu (krążowniki) wiedzieli co robią. Gdy tylko się pojawiałem, oni dawali nura w warp. Punisher z 400mm płytką jest dziadowsko wolny (ok 830 m/s!!). Zaczynałem żałować, że nie mam krążownika (Maller miał 1080 m/s z płytą 1600mm). I to nie dlatego, że był szybszy... celów dla fregaty było naprawdę mało - i nie chodzi mi o wyżej wspomniane krążowniki, ale o szereg transportshipów, które widziałem na wrotach. Fregatą to mogłem ich co najwyżej walnąć z byka :(

Po kolejnej próbie, w kolejnym systemie zobaczyłem na radarze górniczy krążownik Exequor, który sobie kopał asteroidy otoczony chmarą górniczych dron. Serce zabiło żywiej. Poza mną, w systemie było jeszcze trzech innych kolesi. Rosjan dwóch i Polak. Po chwili jeden z Rosjan zniknął. Ja poleciałem do stacji, zadokowałem i spotkałem tam drugiego Rosjanina. Oznaczało to, że górnikiem był ziomek.

Gnany falą adrenaliny rzuciłem się na łów. Podniecony walką zrobiłem szereg błędów.

Uno - nie sprawdziłem dokładnie bio, korporacji i aliansu górnika.

Due - gdy wpadłem na pas asteroidów, ostrzegawczy dzwonek w mej głowie nie zadzwonił. A powinien - żółte tło wokół sygnatury statku jasno pokazywało, że koleś był na bakier z prawem.

Tertio - mój wolny punisher powoli się zbliżał do górnika, a ten nie bardzo kwapił się z ucieczką.

Nic to. Walka się rozpoczęła - point, web, autocannony i krążownik powoli zaczął obrywać. Skupiony na walce, nie zwróciłem uwagi, że nagle na local chat pojawiło się parę nowych twarzy. A po chwili na moim overview - nowe sygnatury o czerwonym tle. Na ucieczkę było już za późno, bo nie zwróciłem uwagi, że Exequor położył na mnie warp scramblera. Gdy wrogi Dramiel i Pilgrim rozpoczęli ze mną taniec śmierci, skupiałem się już tylko by warpnąć gdzieś kapsułą.

Próżny trud... Dramiel to naprawdę szybka i skuteczna fregata. Złapali!

Po chwili zobaczyłem zaproszenie do czata, a nawet dwóch. Będzie okup. I nagle ksywa jednego z kolesi wydała mi się mocno znajoma.

[ 2011.06.18 14:34:55 ] Ezoko > lol
[ 2011.06.18 14:35:12 ] WEBINFO > heja
[ 2011.06.18 14:37:09 ] WEBINFO > niechaj moc bedzie z Toba!

Webmaster ze strony VU-DU ;)

[ 2011.06.18 14:34:42 ] Marcus Ishaar > polak?
[ 2011.06.18 14:34:45 ] Ezoko > tak
[ 2011.06.18 14:35:03 ] Marcus Ishaar > 50 milionow i cie puszczamy
[ 2011.06.18 14:35:17 ] Ezoko > voodo :-)
[ 2011.06.18 14:35:21 ] Marcus Ishaar > tak
[ 2011.06.18 14:35:30 ] Ezoko > siedze na waszym kanale rek ')
[ 2011.06.18 14:35:35 ] Marcus Ishaar > jak nas znasz to wiesz ze cie puscimy
[ 2011.06.18 14:35:40 ] Ezoko > wiem
[ 2011.06.18 14:35:44 ] Marcus Ishaar > placisz?
[ 2011.06.18 14:35:44 ] Ezoko > nie pyli mi sie
[ 2011.06.18 14:35:48 ] Ezoko > mozecie strzelac
[ 2011.06.18 14:35:59 ] Marcus Ishaar > ostatnia oferta
[ 2011.06.18 14:36:00 ] Marcus Ishaar > 30
[ 2011.06.18 14:36:04 ] Ezoko > 10
[ 2011.06.18 14:36:22 ] Marcus Ishaar > 20 i lecisz
[ 2011.06.18 14:36:30 ] Ezoko > ok
[ 2011.06.18 14:36:32 ] Ezoko > tobie
[ 2011.06.18 14:36:34 ] Ezoko > ?'
[ 2011.06.18 14:36:35 ] Marcus Ishaar > ok
[ 2011.06.18 14:36:43 ] Marcus Ishaar > 20 secund
[ 2011.06.18 14:36:56 ] Ezoko > poszly
[ 2011.06.18 14:36:56 ] Marcus Ishaar > ok
[ 2011.06.18 14:36:59 ] Marcus Ishaar > see you
[ 2011.06.18 14:37:06 ] Ezoko > narka

I tak oto zakończył lot pierwszy punisher. Ja uboższy o 20 mln ISK udałem się w powrotną drogę do granicy... To się popisałem przed przyszłą korporacją, nie ma co! :D

Następnego dnia zagadałem z szefem VU-DU i rozpocząłem proces rekrutacji. Wczorajszy dzień zakończyłem przewożąc już stuff pod granicę z low-sec'iem, gdzie operuje moja przyszła korporacja, fittując Mallera pod przyszłe działania już razem z VU-DU. I słuchając sobie, jak nowi przyjaciele pracują. A niefortunne zdarzenie z soboty odeszło w niepamięć (finansową), dzięki miłemu gestowi z ich strony :)

Fly safe!

piątek, 17 czerwca 2011

Ucieczka

Mając już dosyć tego marazmu, ciągłej strefy wojny w 0.0, która tak naprawdę sprowadza się do dwóch rodzajów aktywności: capital ships online oraz flot, których piloci to bezwolni naciskacze F1..F8 na komendę fleet commandera (kiedyś tak nie było!), gdzie trzeba mieć raz - jeden, jedyny, właściwy i niepowtarzalny statek (Maelstrom), dwa - jeden, jedyny i najlepszy setup tego statku (1400mm artylery i shieldy), trzy - nie odzywać się najlepiej na Team Speaku... powziąłem decyzję by zakończyć ten etap gry.

Sięgając do przeszłości - drugi raz już. Pamiętam, wtedy dokładnie przerobiłem ten sam schemat: 0.0 zaczęło wychodzić mi bokiem, bo nie widziałem juz funu w pvp na kilkudziesięciu luda i nikt praktycznie nie chciał latać w małych 3-4 osobowych grupkach by powalczyć po swojemu, z bliska. Wtedy odkryłem jaki fun mi daje bycie solo piratem w low-secach. Aż wreszcie zauważyłem, że 0.0 nic dla mnie nie znaczy i pożegnałem się ze wszystkimi i wyniosłem. A potem założyliśmy People’s Navy Of New Haven i gdzieś tam też śmignęło Centrum Badań Chaosu.

Wracając do AD 2011: czytając wiele blogów o piractwie (Flight Of Dragons, EvE FNG, Confessions Of Wormhole Killer - linki z boku) kiełkowała we mnie decyzja by uwolnić się na stałe od 0.0. Opuścić Blueprint Haus i sojusz Get Off My Lawn i pójść na swoje. Oczywiście lepsze od solo-piracy jest small-gang piracy, bo czasem tłuste i smakowite kęski trzeba było odpuścić z braku pomocy jednego czy 2 tak samo jak ja myślących piratów. I pomocy ich statków. Idąc za radą jednego z blogerów - “jak znaleźć dobrą korporację piracką: polecieć do low-secu i powalczyć. I przyłączyć się do tego, kto cię pokona.” - rzuciłem okiem na killmaile. Konkretnie na ten gdzie straciłem Mallera dzięki chłopakom z VU-DU. Przeczytałem ich stronę, zagadałem in-game i … decyzja podjęta.

Trudniej z realizacją.


W 0.0 zgromadziłem trochę stuffu, którego sprzedaż nie wchodziła w grę ze względu na to, że Ezoko nie ma skilli do sprzedawania (tylko 5 slotów na sprzedaż) oraz ceny skupu - nawet salvaged materials były śmiesznie niskie. Jedynym sposobem było spakować się i przenieść z dobytkiem. Problem dwóch battlecruiserów rozwiązałem następująco - poleciałem pustymi na jakąś anomalię, tam poczekałem chwilę i NPCe przerobili je na kasę z ubezpieczenia. Może niezbyt efektywna metoda, bo sumarycznie na każdym straciłem jakieś 70% kwoty ubezpieczenia (dlaczego tylko tyle? bo kupione były z dużą, korporacyjną zniżką).

Największy kłopot miałem z górą materiałów wyrzucanych przez drony. Na stacji w EL8 nie było reprocessing factory, więc nie miałem jak ich przerobić i nie było na nie sensownych zleceń kupna. Na szczęście 2 jumpy dalej, w przyjacielskiej stacji taka fabryka była, więc zapakowałem wszystko do czegoś z dużą ładownią (plus hangaru korporacyjnego) i poleciałem przerabiać. Na miejscu był skup minerałów i to po normalnych cenach, więc wróciłem zadowolony z 20 mln ISK w kieszeni.

Początkowo chciałem pobrać z hangaru korporacji fregatę Punisher - jako statek na ostatnią podróż, ale jej zbyt mała ładownia mnie zniechęciła. Jednak trochę stuffu miałem (named i Tech II) i nie chciałem się pozbywać tego za free, więc zmieniłem friga na Inquisitora. Ponad 300 m3 dało radę. Z hangaru pobrałem jeszcze 3 warp core stabilizers (by uciec warp scramblerom), zapakowałem wszystko (montując jeszcze capacitor recharger oraz microwarp drive) i poleciałem. Na jump bridge’a. Miałem ich do pokonania kilka, a chciałem wyskoczyć wejściu do Torrinos, w hi-sec (mając pełne łądownie ISKów daleki byłem od puszczenia się przez low-sec).

Gdy jump bridge wyrzucił mnie do systemu - local zamiast przyjaźnie niebieski, bił po oczach czerwienią wrogów. Próbowałem innej drogi i nic z tego - wszędzie niebezpiecznie. Wróciłem więc do stacji i wylogowałem się na jakiś czas.

Przeczekanie nic nie dało - wszędzie kręcili się wrogowie. Dość długo tkwiłem na POSie czekając by konwencjonalnie, przez wrota, móc skoczyć do systemu, w którym był jump bridge łączący się bezpośrednio z systemem EC-cośtam (przylega do Torrinos). Gdy wreszcie mi się udało, jump bridge do EC- odmówił posłuszeństwa.

Wait, jak to odmówił posłuszeństwa??? Może hasło źle wpisałem...

Nie, nie działa! Po krótkich konsultacjach na kanale sojuszu - dlaczego JB odmawia działania - dowiedziałem się, że tak się dzieje w przypadku, gdy w systemie docelowym jest incrusion (czyli zmasowany atak piratów NPC - Sansha). Daaaaaaamn!

Przez kolejną godzinę główkowałem na mapą jump bridgey i regionu Pure Blind i starałem się znaleźć jakąkolwiek drogę do Torrinos. Skakałem tu i tam, latałem konwencjonalnie unikając jak ognia wrogich gangów i nic. Pięć najbliższych Torrinos systemów, gdzie były umocowane jump bridże było pod atakiem Sanscha, więc te systemy były najzwyczajniej w świecie zablokowane. Można było wlecieć tam jedynie przez wrota systemowe. A jako, że te systemy były “hot” - to miałem problem.

Po północy straciłem już cierpliwość. Już miałem dać sobie spokój, gdy odkryłem na mapie bardzo długi ciąg jumpbridży, zachaczający nawet o kolejny region głębokiego 0.0, ale na końcu prowadzący do systemu, który był ledwie o dwa systemy od EC-. Wg mapy, statsy pokazywały bardzo mało skoków w przeciągu ostatniej godziny w tych systemach, co oznaczało, że wrogowie tamtędy nie latali. Jednocześnie okazało się, że tym razem wrota do Torrinos są kampowane, ale przez naszych! To była moja szansa.

Pokonanie ciągu jump bridży oraz kilka objazdów między nimi zajęło mi równo pół godziny i obyło się bez adrenaliny :) Będąc już bezpiecznym po stronie hi-sec udałem się do Jita na wielką sprzedaż. W między czasie rozpocząłem procedurę wyjścia z obecnej korporacji. Ku memu zdziwieniu - nie dzieje się to natychmiastowo, a trwa 24 h.

Wielka sprzedaż... okazało się, że takie rozszerzenie tarczy “Medium F-S9 Regolith Shield Introduction” kosztuje (i to w skupie!!!) 5.5 mln ISK, gdy tym czasem jej większa wersja “Large F-S9 Regolith Shield Introduction” - jedyne 750k ISK. Zarówno wysoka cena medium jak i rozbieżność między medium i large wprowadziły mnie w osłupienie. Ale i w zadowolenie, że właśnie taki stuff przywiozłem z 0.0 :)

Logoff!

środa, 15 czerwca 2011

Dość mam już

Atak DDOS wczoraj na serwery EvE pominę milczeniem. Nie zrujnowało mi to wieczora, w planie miałem odlot w nieznane* ;)


* nigdy nie wiem co mi się przyśni.


Ale dzień wcześniej... Rzuciłem się w 0.0 by zrobić coś z moimi battlecruiserami. Dzień wcześniej latałem sobie fregatką rakietową Inquisitor po low-secu, ale szczęścia (lub nieszczęścia) mi to nie przyniosło. Potrzebowałem chwili przerwy i znalazłem ją właśnie w... PvE. Konkretnie - zbijaniu ISKów na odstrzeliwaniu tłustych rattów w rodzinnym systemi.


Robiłem kolejny nawrót z łupami do stacji, gdy "zagrzmiał róg Gondoru". Rozesłano wici, że wróg idzie ku nam, wróg podąża ze wschodu. Pomyślałem sobie "koniec przerwy" i "zrobię wreszcie coś sensownego z jednym z tych battlecruiserów, co je mam" i zgłosiłem się do armii. Tj. odpowiedziałem na info o flocie obronnej "Gnomeland Defence Fleet" (tak, "Gnomeland" - w końcu sojusz nazywa się "Get Off My Lawn!!!" ;)). Po kilku minutach byłem już w locie, uzbrojony w słuchawkę bluetooth.




Flota jak to zwykle bywa zebrała się w miejscu najbezpieczniejszym, czyli POSie (tak jak to widać). Gdy wreszcie (po... pół godzinie!!) wszyscy się zebrali (ok 65 okrętów, głównie battleshipy Maelstrom) flota skoczyła przez jump bridge, a potem przez kolejny jb i jeszcze kolejny... by wylądować po drugiej stronie regionu, w miejscu gdzie czaił się wróg.

Przez kolejną godzinę... wiesieliśmy na wrotach (o mało nie usnąłem z nudów; na obrazku jak widać multum Maelstromów, a między nimi wsparcie - czyli m.in. mój battlecruiser Harbinger).

Potem przez te wrota skoczyliśmy, ustawiliśmy się w szyku i skoczyliśmy do kolejnych wrót. Przejście przez nie to było coś... I tylko tyle. Pusto w systemie, więc wróciliśmy z powrotem. I skoczyliśmy na innego POSa, gdzie ustawiwszy się w szyku (jak na obrazku poniżej)... lecieliśmy sobie ok 80 km/s w kierunku oddalonego o miliard km systemu HGW-WTF...


I tak sobie lecieliśmy i lecieliśmy, a ja myślałem sobie o tym jak MAM CHOLERNIE DOŚĆ TEGO DURNEGO 0.0!!!!!

W między czasie przylecieli sojusznicy (to ta zbieranina kolorowych sygnatur poniżej; głównie... Maelstormy i trochę command shipów).


I tak sobie lecieliśmy te ok 80 km/s dalej.

Całość operacji "Róg Gondoru zabrzmiał" skończyła się rozwiązaniem floty po dwóch godzinach.... :/

*

Wróciłem do macierzystego systemu już o własnych siłach. Skroiłem 4 battleshipy NPC i poszedłem spać.

*

Następnego dnia, w mej głowie wykluł się... plan.

niedziela, 12 czerwca 2011

Kolejna nemezis

W piątek i sobotę, by odreagować stres z tygodnia rzuciłem się aktywnie w pvp. Czyli w próbę złojenia skóry komuś. Próbę. Dobre słowo. To jak skok w nieznaną głębinę, "spróbuj na główkę!" "hell, yea, raz się żyje!".



W low-sec nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć. Intel-channels nie istnieją. Nie ma od kogo zdobyć info co też może czaić się w następnym systemie - low security systems to bardzo niebezpieczne miejsca. Regiony 0.0 dzięki intelligence channels są bezpieczne jak rodzinny dom.


Na filmie jest zapis niektórych zdarzeń z tych dni:



EvE Online PVP: Ezoko's unhappy mistakes przez Ezraa_Ezronymius


General Thunderbolt - tak się nazywa moje kolejne nemezis. Koleś bywa w systemie Kinakka sąsiadującym z hi-sec systemem Onnamon, w którym zrobiłem sobie bazę wypadową. Jednego dnia znalazłem go jak robił COŚ ludkom z zaprzyjaźnionego z moim sojuszu (byli "blue to me"). On świecił po overview krwistoczerwoną sygnaturą kryminalną, taką do odstrzału. Ale obserwując to co się działo przy stacji - lotniskowiec, chmara dron reperujących jego pancerz, kolesi w battleshipie klasy Skorpion i battlecruiserze klasy Drake - nie wiedziałem co o tym myśleć. Czy moje overview nie płata mi figla i czy Global Criminal Flag tego kolesia nie przysłania niebieskiego plusa przy jego imieniu, i czy przypadkowo nie strzelę do friendly?


Oczywiście zwlekałem zbyt długo. Zamiast od razu sprawdzić - po imieniu pilota i opcji show info co to za koleś i czy rzeczywiście jest friendly, ja czekałem bezczynnie. Co prawda koleś od początku był w zasięgu dokowania do stacji, więc uciekłby wcześniej - ale moja ocena sytuacji pozostawiała dużo do życzenia.


Po tym zdarzeniu, gdy on uciekł, a ja wybrałem się na safe spot w odległości 60 tyś km od tej stacji, zrobiłem kolejny błąd. Nie zagadałem do tych niebieskich! Dostałbym pełen obraz sytuacji oraz może wsparcie, gdybym jednak zdecydował się zaatakować go ponownie, po tym jak pojawił się o 83 km od stacji w krążowniku typu Combat Recon Cruiser klasy Curse. Być może wystraszyło mnie to co sam wiem o tej klasie... bo sam chcę takie coś mieć! Możliwość zabrania na pokład 3 oddziałów (po 5) średnich dron dawała mi wyobrażenie - 5x drony do walki (tech II, bo sam takie miałem) lub 5x drony ECM (by zajammować mnie) lub 5x drony neutralizujące energię (by zrójnować zasilanie mojego statku). Jakby tego było mało, Curse posiada bonus do tracking disruptora, czyli urządzenia uniemożliwiającego prowadzenie ognia z wieżyczek - np. takich laserów jakie miał mój statek.


Niemniej, niebiescy przy stacji mieli Skorpiona (battleship, bonusy do ECMów) oraz Drake'a (battlecruiser, bonusy do walki pociskami) więc nawet nie wchodząc w kontakt, miałbym od nich wsparcie gdybym tylko zagadał! Damn me... Rzecz do poprawy, ot co.


Potem spotkałem go jeszcze na wrotach do Onnamon - niestety, był aż 250 km od nich i niestety, nie w kierunku, w którym mógłbym szybko zrobić bookmarka. Szczwany lis. Jako, że koleś polewał z moich Medium Pulse Laserów II (small guns) zamontowanych na moim battlecruiserze (powinny być medium guns) stwierdziłem, że może ma rację i zrobię sobie wycieczkę na zakupy do hi-sec.


MPL II nie zamontowałem ot tak sobie. Rozważałem długo mediumy (konkretnie lasery z serii Focused...) ale ze względu na ich energożerność, nijak nie mieściło ich się tyle by pobić DPS czyniony przez maleństwa MPL II. Oczywiście, mógłbym się pokusić na lekką modyfikację setupu mojego battlecruisera, ale ostudziły mnie ceny. Z takimi myślami zadokowałem sobie w Quafee, a jako, że obok był Pleasure Hub stwierdziłem, że koniec na dziś.


Następnego dnia miałem w planach ninja salvaging, ale jakoś tak... wrzuciłem się znów w Harbingera i pognałem - do low-secu. I tak sobie obmyślając marszrutę, skacząc do Kinakka zupełnie nie byłem przygotowany na to, że mój kolega z wczoraj przywita mnie salwą honorową, którą a jakże - oddał na mój widok. Resztę widać na filmie.

Kolejne rzeczy do poprawy. Mimo, że mam jeszcze 2 takie same battlecruisery (w 0.0) to... jakoś straciłem wenę. Mój naprawdę nieźle opancerzony Harbinger (53k Effective Hit Points tank) zszedł tak naprawdę od 24k Hit Pointów zadanych z battleshipa. Dalej, medium drony mam jakieś takie nieruchawe, wygladające dobrze na papierze DPS z Medium Pulse Laserów II w rzeczywistości już takie nie było, poza tym zupełnie zapomniałem o tym by zmienić ammo na mocniejsze!


Zbyt dużo czasu minęło, gdy solo pvp robiłem na porządku dziennym i miałem obcykane wszystko. Teraz, jeśli chodzi o skille - to wciąż jestem w lesie by latac ciężkim sprzętem, w zasadzie nie powinienem latać niczym cięższym od fregaty. Kiedyś jak latałem krążownikiem klasy Thorax to skill Gallente Cruisers miałem na V (obecny poziom - to IV tylko). Oczywiście pozostałe skille, tzw supportowe, miałem wymaksowane i może dlatego, zwykły krążownik był tak dobry?


Niewesołe myśli, ale ja się tak łatwo niepoddaję. Sprawdziłem, jak daleko mam do najbliższego systemu gdzie mam jakikolwiek sensowny statek. Okazało się, że 7 jumpów dalej, w systemie Amarr mam swoją starą fregatę Tech 1 z którą zacząłem grę w marcu tego roku. Już chciałem szukać dalej, gdy do głowy wpadł mi pewien pomysł: pvp w tym maleństwie. Dobrze rozegrane może przynieść killmaila dla Ezoko (wreszcie! Losemaile zaczynają mnie już nudzić). Lecąc do Amarr jednocześnie na Eve Fitting Tool sprawdzałem co też mogę wpakować w to maleństwo (fregata rakietowa klasy Inquisitor). Okazało się, że całekiem sensownie: 24km zasięgu na warp disruptorze II, 3x wyrzutnie pocisków o zasięgu 34 km, do tego Afterburner II i wspomagacze: 2x nanofiber structure II i 1 szt. Ballistic Control Unit - po to by, zwiększyć obrażenia zadawane przez moje pociski.


Doleciałem, zfittowałem, przetestowałem na sucho predkość i zasięg. Przyzwoicie! Było już późno więc logoff.


*


Specjalnie dla Skippera - wygląd POSa. W środku wierza, tarcze podniesione, a poza tarczami - seria baterii i dział (sygnatury zgrupowały się na górze ekranu).



Fly dangerous!

środa, 8 czerwca 2011

Modern Top Gear Solid

Sprzęt. Jestem czasem gear-freakiem. Tak jest w przypadku aut o zacięciu sportowym, tak jest w przypadku broni palnej wszelkiego rodzaju i tak jest w przypadku okrętów w EvE. Ich mnogość oraz możliwości rozbudowy na różne sposoby są fascynujące - setki kompromisów, które podejmuje się w momencie setupu statku, setki sytuacji w których mógłby znaleźć się lub nie powinien znaleźć się dany statek... takie pytania pojawiają się za każdym razem gdy coś zmieniam. I nie mogę się doczekać, gdy sprawdzę sprzęt w boju.


Wybieram najczęściej okręty Tech 1, gdyż dzięki pełnemu ubezpieczeniu, równemu mniej więcej cenie rynkowej taka inwestycja jest bezpieczna. W przypadku zestrzelenia traci się tylko równowartość wpakowanego doń sprzętu. To często wystarcza (bo musi), ale tak jak w przypadku samochodów sportowych - chciałoby się mieć i latać te statki, które mają dużo większe możliwości a przez to są droższe. Często dużo droższe i nieubezpieczalne (gdyż cena rynkowa statku jest dużo wyższa niż kwoty wypłacane przez system ubezpieczeń, który rynkowy niestety nie jest).


Tech 2. Okręty oparte o kadłuby swoich odpowiedników Tech 1, ale różniące się w wielu, wielu parametrach i szczegółach wyglądu. Inna tekstura i inne możliwości. O kilkadziesiąt procent lepsza odporność pancerza, większa prędkość, specjalne cechy jak możliwość montażu specjalnych, dedykowanych pewnej roli urządzeń. Czyniących ze statku istną maszynę śmierci. Prawie perfekcyjną. Przez to drogą. I trudno osiągalną, bo wejście do elity kosztuje nie tylko pieniądze, ale i czas - często kilkadziesiąt dni przeznaczone na odpowiednie doszkolenie się.


Moim celem jest krążownik typu Tech 2, klasy Force Recon - czyli Pilgrim, który od chwili obecnej wymaga ode mnie poświęcenia 29 dni na specjalistyczne szkolenie bym mógł wogóle nim polecieć. Kosztowo, maszyna ta kosztuje ledwie 50x więcej niż jej odpowiednik Tech 1 - Arbitrator. Miesiąc szkolenia to sporo czasu, a ciągnie mnie do lepszego sprzętu, szczególnie po tym, gdy poznałem uroki latania naprawdę dobrym statkiem - frakcyjną fregatą Imperial Navy Slicer.


Statki frakcji występujących w EvE - flot poszczególnych imperiów, wersje specjalne czy też statki pochodzące od NPCowych piratów to klasa sama w sobie. Statek (jak i sprzęt frakcyjny) trudny do zdobycia, oferujący nowe możliwości kosztem wysokiej ceny, ale i nie wymagający specjalnego szkolenia. Często ich posiadanie jest powodem do dumy, to jak wersje specjalne drogich samochodów. Albo jak złoty kałasz.


Weźmy takiego Imperial Navy Slicera. To fregata amarrskiej floty imperialnej. Ma unikalny kształt, nie oparty na żadnym ze znanych kadłubów fregat Tech 1. Gdy gracz wykonuje misje przeciwko Imperium Amarr często widzi tego typu fregaty pilotowane przez NPCów. Kadłuby te same, oczywiście parametry zupełnie inne, ale przez to, że o znacząco innym wyglądzie, niż standardowe statki graczy - nadają kolorytu grze.


Jednak tu pojawia się możliwość oddania takiego cacka w ręce graczy. Czy tylko innego od normalnych fregat pod względem wyglądu? Bolączką każdej fregaty jest zasobożerność zamontowanego sprzętu: brakuje wszystkiego - CPU, power grida, odpowiedniej ilości slotów hi, medium, low, wreszcie energii w czasie samego działania. Stąd kompromisy - jedno działko mniej, ale zmieści się lepszy pancerz. Mniejsze zadawane obrażenia, bo dzięki temu zyskamy większą szansę na przeżycie.


Co gdy dostaniemy do rąk okręt specjalnego przeznaczenia? Fregatę, która przewyższa wszystkie fregaty Tech 1 pod względem pancerza, tarczy, struktury, ilości slotów na sprzęt, wielkości dostępnego CPU, o szybkości, której nie powstydził by się Interceptor (fregata Tech 2) oraz potężnych bonusach - 10% per Frigate level do większego zasięgu laserów i 25% do zadawanych uszkodzeń, również mnożony przez poziom umiejętności latania fregatami. I to wszystko za ZEROWY czas szkolenia (gdy tym czasem Interceptor wymaga kilkanaście dni dodatkowego szkolenia oraz ma gorsze niektóre parametry) i jedyne 25 mln ISK. Widzieliście to cudo na filmie, parę postów wcześnej. Małe, zwinne i o morderczej sile zadawanych obrażeń.


Moim długoterminowym celem jest posiadanie jak największej ilości okrętów frakcyjnych, którymi będę mógł latać w pvp. Drogie hobby, ale cóż - kolekcja to kolekcja :) Powiadają, żeby "nie latać statkiem, na który nas nie stać". Powiadają, żeby w przypadku wydokowania ze stacji, gdzie celem jest pvp uważać już taki statek za zniszczony. Powiadają, że jeśli nie możesz wystawić 2 lub 3 takich samych statków z dobrej jakości fittingiem przeznaczonych do pvp - to nie stać cię na taki statek.


Mój Imperial Navy Slicer czeka na swoją kolej. W pełnym setupie do walki, ta fregatka kosztuje 40 mln ISK. Źle pilotowana polegnie w starciu z fregatą Tech 1 za całe 3 mln ISK. Tak jak na filmie, gdzie mój Maller, Tech 1 o mały włos nie skroił Lokiego, Tech 3 o horrendalnej wręcz cenie. Jeśli będzie mnie stać, kupię jeszcze dwa Slicery ze sprzętem i wtedy będę mógł wstąpić w szeregi "elyty", która nie obawia się stracić tak drogich zabawek w pvp. Jeśli będę miał pecha - natknę się na takiego Cajko, który jednym strzałem ze smartbomby pośle mi 40 mln ISK w niebyt.


Czy Slicer wyczerpuje moją listę bryk, które chcę mieć? Zakochałem się w poniższych, trzech okrętach pirackiej frakcji Sansha i mam zamiar kiedyś je wszystkie mieć. Po 3 sztuki:




Succubus - robalowaty wygląd, jakże różny od produkowanych przez wszystkie imperia okrętów. Najwyższej klasy opancerzenie, dodatkowe (w porównaniu z fregatami) sloty medium i low które potężnie zwiększają możliwości montażu sprzętu i bonus w postaci 100% zwiększonych obrażeń, zadawanych przez lasery. Cacko. Pitbull wśród fregat Tech 1 oraz Tech 2. Za niewiele ponad 50 mln ISK za sam kadłub. Ile czasu musiałbym się doszkalać by tym czymś polecieć? Mógłbym lecieć choćby i teraz.

Jeden dzień poświęcony na szkolenie i mógłbym wskoczyć to coś:


Zabija od samego patrzenia nań. Parametry podniesione wysoko, dorównuje możliwościami morderczym krążownikom Tech 2 klasy Heavy Assault. Cenowo również - 200 mln ISK to minimum i okazja. Ile musiałbym się szkolić do Heavy Assault? 34 dni. Gdzie tkwi haczyk? Czy opłaca się wogóle marnować czas na szkolenie okrętów Tech 2? Odpowiedzią jest... cena. I trochę większa odporność Tech 2. Zarówno Phantasm jak i Succubus kosztują 2 razy więcej niż ich odpowiedniki Tech 2. Oraz... nie da się ich produkować. Można je jedynie kupić, bądź znaleźć na misjach. A to czyni je rzadkimi.

Celem ostatecznym jest battleship. Frakcyjny Nightmare. Przewyższa inne pod każdym względem. Wygląda koszmarnie bo jest koszmarem dla każdego, kto stanie mu na drodze.


Battleshipy mają swoje wersje Tech 2, których czasy szkoleń by efektywnie nimi latać są absurdalnie długie (pół roku to norma). Są drogie, droższe niż battleshipy Tech 1 kosztujące od 80 do 150 mln ISK za kadłub, ale nie tak drogie jak BSy frakcyjne. Nightmare kosztuje jedynie 850 mln ISK. To jedynie dwa i pół miesiąca abonamentu do EvE. Albo 85 zł jak kto woli.

Pewnie, da się taki okręt stracić (jak wszystko w tej grze) ale dzięki jego możliwościom będzie to bardzo odległe w czasie. Widziałem kiedyś film o solo pvp battleshipem frakcyjnym Vindicator. To sprzęt pirackiej frakcji Angel Cartel. Gracz, który sterował tą niesamowicie wypasioną wersją gallenckiego Megathrona szukał aktywnie walki w low-sec. Wygrywał starcia sam przeciw 2, 3, 4 innym graczom w battleshipach. A potem to nagrał, okrasił fajową muzą i pokazał światu zmieniając raz na zawsze moje myślenie o pvp w EvE :)

wtorek, 7 czerwca 2011

Uzbrojony i...

Niedzielny wieczór spędziłem uganiając się za celami w low-sec. Black Rise region, okolice Onnamon. Wcześniej zdecydowałem się, że wszystkie trzy Battlecruisery klasy Harbinger, które posiadam należy wcześniej (niż później) przerobić na poskręcany złom i umieścić w zimnej przestrzeni kosmicznej.

By osiągnąć ten jakże szczytny cel, zdecydowałem sie odpuścić kolejny rajd krążownikiem. Co prawda parę dni wcześniej, tuż po stracie Mallera wykonałem odpowiednie zakupy i praktycznie przygotowałem sobie sprzęt, ale stwierdziłem, że ubezpieczenie na battlecruiserach zaraz się skończy (tj. w lipcu) i trzeba je jakoś "zutylizować".

Podstawą mojej decyzji były też nieudane próby zrobienia anomalii w 0.0. Poziom trudności jak misji level'u 4 w hi-sec. Mimo pięciu podejść - nie udało się. Pięć razy wracałem płonącym Harbingerem do naszej stacji, gdzie na szczęście rapair services były za free. Kombinowałem za każdym razem z fittingiem BCka raz robiąc super pancerz, raz super tarczę, ale zawsze kończyło się tak samo: zmasowany atak NPCowych battleshipów, battlecruiserów i dużej ilości pomniejszego śmiecia trwał krócej niż parę chwil i było to bardzo niekomfortowe. A drony zawsze zostawały na polu walki i ginęły chwalebną śmiercią. Darmowe drony fundowane przez moją korporację, więc takich to nie żal :)

Poczytałem trochę fora i dałem sobie spokój z próbami. Odpowiedzią było użycie dobrze uzbrojonego battleshipa, do którego trochę muszę się doszkolić. Naście dni.

Być może czas na grubsze ryby?

Nie chciałem już tracić czas na zbieranie sprzętu Tech II do battlecruisera (w 0.0 nie jest to easy, bo nie wszystko da się kupić na miejscu i trzeba latać po zaprzyjaźnionych stacjach - co prawda przez sieć jump-bridge'y, ale zawsze to czas zmarnowany). Skoczyłem na klona umiejscowionego w Oursualert, w samym centrum hi-sec. W hangarze stał Harbinger - sfittowany pod szybkie robienie misji poziomu 3. Wystarczyło tylko parę zmian, zakupów za 10 baniek i mordercza maszyna do robienia krzywdy innym graczom była gotowa.


Założeniem było znalezienie jakiegoś pirata na wrotach. Stąd prędkość nie była priorytetem mimo krótkiego zasięgu - wszystkiego (limit do 9 km). Wyszkoliłem się też w termodynamice, więc overheating sprzętu był założony (10-20% więcej zasięgu).


Następną godzinę czy półtorej spędziłem latając po różnych systemach i szukałem bitki. Niestety, nie było warunków (wchodzenie do bitwy na swoich warunkach to podstawa do wygranej, tako rzecze Sun-Tzu). Raz trafił się Tech3 Loki, ale coś mi mówiło, że to pułapka więc prysnałem na safespotta.


Dwa systemy dalej znalazłem latające w parze dwa Caracale - caldarskie krążowniki Tech 1. Poobserwowałem ich trochę - okazało się, że kolesie robią NPCów na pasach asteroid. Serce zabiło mi szybciej! Ratterzy! Easy prey! Mój battlecruiser zmieli takiego caracala w minutę, jeśli drugi będzie odważny i będzie próbował bronić kolegę - też dostanie (choć brak drugiego Warp Scramblera nie pozwoliłby dobić kolesia).


Przez kolejne kilkanaście minut ganiałem ich po całym systemie. Niestety, battlecruiser sfittowany do walki na wrotach, średnio nadaje się na polowania po pasach asteroidów. Wielokrotnie, byłem poza zasięgiem - potrzebowałem te 10km, a oni byli... 16 km :( Nawet overheating nie pomagał zbytnio. Po kolejnych kilkunastu minutach dałem za wygraną i pozwoliłem im żyć.


Dokulałem się do systemu Kinnaka i bez stresu wbiłem się do Onnamon, by w hi-secu spokojnie przemyśleć błędy i dokonać lekkich modyfikacji okrętu. Zmieniłem to, co przeszkadzało najbardziej - krótki zasięg warp scramblera. Pomóc powinien Warp Disruptor II. Daje 24km zasięgu kosztem tego, że nie wyłączy MWD ofiary. Trudno, coś za coś. Biorąc pod uwagę, że ratterzy rzadko używają energożernych MWD, może się powieść. Oczywiście by maksymalnie skrócić dystans zmieniłem Afterburner na MWD uzyskując skok prędkości z 351 m/s na 858 m/s. Oczywiście coś za coś. Używanie MWD w przypadku ataku na wrotach nie ma sensu, gdyż na 100% ktoś mnie zescrambluje i wyłączy toto (jak w przypadku Mallera z ostatniej walki). Afterburner daje szansę trzymania dystansu walki (wtedy, Maller bujał się jakieś 180 m/s, z afterburnerem miałbym 380 m/s i szansę na to, ze ten Loki by nie uciekł mi z zasięgu scramblera). Poza tym - duża prędkość MWD daje znacznie większą sygnaturę statku, przez co tarcza jest bardziej wrażliwa na atak oraz inercja statku jest duża i wychamowanie graniczy z cudem. Prądożerność to już inna bajka.


Nowa wersja low-sec crawlera wygląda tak:



Było już późno, Jack Daniels się skończył, spać mi się chciało, więc bez zwlekania... Logoff.


*


W poniedziałek zgadałem się z Angharadem Althorem (kanał "polygamia") czy by nie chciał mi potowarzyszyć w dziele zniszczenia. Zgodził się, lecz wpierw musiał pozałatwiać parę spraw i przygotować sobie krążownik do tego celu (Thorax, 1600mm plata, small guns Tech 2 - czyli "otwieracz puszek"). W między czasie ustanowiliśmy komunikację głosową - serwer TeamSpeak mojego sojuszu byłby w miarę ok, gdyby nie to, że nie mogłem ustanowić prywatnego kanału (security issues :), więc trzeba było znaleźć alternatywę. Eve Voice wbudowany w grę pokazał całą swoją słabość przy próbach rozmów (przerywa, słaby dźwięk) i skończyło się na tym, że zdzwoniliśmy się przez Skype. Dźwięk rewelacja, więc nada się.


W czasie gdy Angharad szukał stuffu do swojej killing machine, ja obserwując jednym okiem czat "polygamia" i dyskusję o targach E3 oraz grach (tu zabrałem parę razy głos w sprawie kopanych niemiłosiernie przez chłopaków Call Of Duty) i dziewczynach z Ukrainy, szukałem okazji do solo pvp.


Trzymałem się obrzeży hi-sec kursując po low-secach między Ichoriya i Onnamon. Niestety, bez rezultatu. W systemie Akidagi (jump od tego gdzie dostałem wklepy od chłopaków z WUDU) mijałem się co chwila z oflagowanym Global Criminal Flag piratem we fregacie klasy Dramiel (pirate faction frigate, jedna z efektywniejszych do pvp) i nawet uzyskałem zaproszenie do "1 vs 1", ale wiedząc, że ta fregata będzie poza moim zasięgiem - grzecznie odmówiłem.


W pewnym momencie do systemu skoczył blob ruskich (duża flota battlecruiserów), który pomarudził trochę na wrotach zmuszajac nas do ukrywania sie na safespotach. Tu znów mijałem się z Dramielem, który migał mi na overview gdy kwitłem na safespocie - czyli moje safespoty są do bani, muszę je poprawić, bo biorąc pod uwagę odległości między wrotami liczone w milionach kilometrów oraz okienko overview, które ma ledwie 500 km średnicy - dziwnym jest, że wogóle się spotykaliśmy: on w lecąc w warpie, ja stojąc w miejscu. Muszę zapamiętać, by trochę zmieniać trasy w trakcie których tworzę safespoty. Obierać inne kierunki (a nie zwyczajowe "wrota-wrota"). Geometria się kłania :)


Gdy blob poleciał (wg moje oceny do Ichoriya), zdecydowałem się skoczyć przez łańcuszek low-seców do systemu Kinnaka. I tam zaczekać na kolegę. Niestety, zmęczenie dawało o sobie znać, a okazji do wypuszczenia adrenaliny nie znalazłem już więcej. Było pusto lub w systemach byli kolesie z mojego sojuszu, więc... nuda.



Półgodziny przed północą, dałem znać Angharadowi, że kończę na dziś. On już prawie skończył setup, więc umówiliśmy się na później.

niedziela, 5 czerwca 2011

Ninja!!! Salvaging ;-)

Dawno tego chciałem spróbować, ale jakoś nie było wcześniej takiej potrzeby aż do czasu, kiedy Szymon sobie nie zażyczył filmu z kolejnego "new EvE experience".

Dobę wcześniej skoczyłem do mojego klona ulokowanego w hi-sec, więc nie namyślałem się długo. Hi-sec to idealne warunki dla uprawiania ninja-salvagingu. WTF? powie ktoś... Już tłumaczę. Jeśli ktoś wybiera sobie misje, to pojawia się ona gdzieś w systemie. Warpuje tam, znajduje acceleration gate które wiodą go do zamkniętego kawałka przestrzeni. Dzięki temu jest tam sam na sam z NPCami, które stanowią tło lub wręcz cel misji. Po wystrzelaniu wszystkiego, zostaje w takim miejscu kupa wraków w których często-gęsto znajduje się smakowity sprzęt. Same wraki natomiast należy przerobić na komponenty (tj. "zsalvageować"), które później sprzedaje się na rynku z dużym zyskiem.

Niestety dla misjonarzy, to że gra wrzuca ich w losowe miejsce w przestrzeni - nie czyni to tego miejsca niedostępnym dla innych graczy, szczególnie jeśli się... aktywnie poszuka. Dalej, o ile kradzież sprzętu z wraku uważana jest za akt wrogi (i dostaje się 15 minutową Criminal Flag dla okradzionego w ten sposób gracza), to zsalvageowanie mu wraku statku (i skradzenie drogich salvage materials) przestępstwem już nie jest. Mając na sobie Criminal Flag oznacza, że okradziony gracz może do nas bezkarnie strzelić. Wtedy, on dostaje od nas Criminal Flag i można w ten sposób walczyć na śmierć i życie w systemach hi-sec pod okiem floty Concordu. Taki proceder nazywa się can flipping i jest jedną z dróg do pvp w hi-sec.

Ale... salvaging czyjegoś wraku takiej flagi nie daje, więc jest bezpieczne dla kradzieja i cholernie wkurzające dla okradanego w ten sposób misjonarza. Jaka jest stawka? Osobiście, robiąc misje level 3 - z salvage materials wyciągam nawet do 50% zysku z misji! Tj. z 10 mln ISK (ostatnio).

By jednak znaleźć misję czyjegoś gracza, trzeba wiedzieć jak. A ja wiem :)

*

Wsiadłem do rdzewiejącego w hangarze krążownika Omen, zamontowałem mu expanded probe launcher, microwarp drive, dwa salvagery oraz dwie nanofiber structury. Wrzuciłem w probera 8 sztuk combat probes i wbiłem undock.

Wpierw sprawdziłem jak szybki jest mój statek. 1600 m/s oraz zwrotność (2x nano!) gwarantują, że latanie od wraku do wraku będzie szybkie (tym bardziej będąc pod ostrzałem fali niechęci ze strony misjonarza oraz... NPCów - choć tu zakładam GTFO option).

Poszukałem na mapie najbliższego systemu, w którym misjonarzy powinno być jak mrówków. Peringman okazał się być najbliższym. Kilka jumpów i... rozpoczynamy zabawę.

Zobaczcie:


Muzyka: Paramore "Ignorance"