niedziela, 26 czerwca 2011
Drugie koty ;)
czwartek, 23 czerwca 2011
Pierwsze koty za płoty
"Oh, jakie mam ładnie wypolerowane paznokietki!" - pomyślała Ezoko odrywając się od terminala, bo ledwo skończyła robić zakupy, kurier już dał znać, że towar pojawił się w hangarze.
Warp Scramblery II, Disruptory II, pełen zestaw blach pancerza i nowy typ auto-cannonów... i przede wszystkim nowy model krążownika klasy Maller. Całość przygotowana na specjalną okazję, jaką jest... pierwszy rajd z nowymi wspólnikami! Tak, kolejny krok by stać jeszcze bardziej złą, najźlejszą postacią w Nowym Edenie został wykonany. Korporacja Voodoo czekała z otwartymi ramionami.sci-fi rulez i tyle w temacie :D
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Vu Du people, Vu Du!!
piątek, 17 czerwca 2011
Ucieczka
Sięgając do przeszłości - drugi raz już. Pamiętam, wtedy dokładnie przerobiłem ten sam schemat: 0.0 zaczęło wychodzić mi bokiem, bo nie widziałem juz funu w pvp na kilkudziesięciu luda i nikt praktycznie nie chciał latać w małych 3-4 osobowych grupkach by powalczyć po swojemu, z bliska. Wtedy odkryłem jaki fun mi daje bycie solo piratem w low-secach. Aż wreszcie zauważyłem, że 0.0 nic dla mnie nie znaczy i pożegnałem się ze wszystkimi i wyniosłem. A potem założyliśmy People’s Navy Of New Haven i gdzieś tam też śmignęło Centrum Badań Chaosu.
Wracając do AD 2011: czytając wiele blogów o piractwie (Flight Of Dragons, EvE FNG, Confessions Of Wormhole Killer - linki z boku) kiełkowała we mnie decyzja by uwolnić się na stałe od 0.0. Opuścić Blueprint Haus i sojusz Get Off My Lawn i pójść na swoje. Oczywiście lepsze od solo-piracy jest small-gang piracy, bo czasem tłuste i smakowite kęski trzeba było odpuścić z braku pomocy jednego czy 2 tak samo jak ja myślących piratów. I pomocy ich statków. Idąc za radą jednego z blogerów - “jak znaleźć dobrą korporację piracką: polecieć do low-secu i powalczyć. I przyłączyć się do tego, kto cię pokona.” - rzuciłem okiem na killmaile. Konkretnie na ten gdzie straciłem Mallera dzięki chłopakom z VU-DU. Przeczytałem ich stronę, zagadałem in-game i … decyzja podjęta.
Trudniej z realizacją.

Największy kłopot miałem z górą materiałów wyrzucanych przez drony. Na stacji w EL8 nie było reprocessing factory, więc nie miałem jak ich przerobić i nie było na nie sensownych zleceń kupna. Na szczęście 2 jumpy dalej, w przyjacielskiej stacji taka fabryka była, więc zapakowałem wszystko do czegoś z dużą ładownią (plus hangaru korporacyjnego) i poleciałem przerabiać. Na miejscu był skup minerałów i to po normalnych cenach, więc wróciłem zadowolony z 20 mln ISK w kieszeni.
Początkowo chciałem pobrać z hangaru korporacji fregatę Punisher - jako statek na ostatnią podróż, ale jej zbyt mała ładownia mnie zniechęciła. Jednak trochę stuffu miałem (named i Tech II) i nie chciałem się pozbywać tego za free, więc zmieniłem friga na Inquisitora. Ponad 300 m3 dało radę. Z hangaru pobrałem jeszcze 3 warp core stabilizers (by uciec warp scramblerom), zapakowałem wszystko (montując jeszcze capacitor recharger oraz microwarp drive) i poleciałem. Na jump bridge’a. Miałem ich do pokonania kilka, a chciałem wyskoczyć wejściu do Torrinos, w hi-sec (mając pełne łądownie ISKów daleki byłem od puszczenia się przez low-sec).
Gdy jump bridge wyrzucił mnie do systemu - local zamiast przyjaźnie niebieski, bił po oczach czerwienią wrogów. Próbowałem innej drogi i nic z tego - wszędzie niebezpiecznie. Wróciłem więc do stacji i wylogowałem się na jakiś czas.
Przeczekanie nic nie dało - wszędzie kręcili się wrogowie. Dość długo tkwiłem na POSie czekając by konwencjonalnie, przez wrota, móc skoczyć do systemu, w którym był jump bridge łączący się bezpośrednio z systemem EC-cośtam (przylega do Torrinos). Gdy wreszcie mi się udało, jump bridge do EC- odmówił posłuszeństwa.
Wait, jak to odmówił posłuszeństwa??? Może hasło źle wpisałem...
Nie, nie działa! Po krótkich konsultacjach na kanale sojuszu - dlaczego JB odmawia działania - dowiedziałem się, że tak się dzieje w przypadku, gdy w systemie docelowym jest incrusion (czyli zmasowany atak piratów NPC - Sansha). Daaaaaaamn!
Przez kolejną godzinę główkowałem na mapą jump bridgey i regionu Pure Blind i starałem się znaleźć jakąkolwiek drogę do Torrinos. Skakałem tu i tam, latałem konwencjonalnie unikając jak ognia wrogich gangów i nic. Pięć najbliższych Torrinos systemów, gdzie były umocowane jump bridże było pod atakiem Sanscha, więc te systemy były najzwyczajniej w świecie zablokowane. Można było wlecieć tam jedynie przez wrota systemowe. A jako, że te systemy były “hot” - to miałem problem.
Po północy straciłem już cierpliwość. Już miałem dać sobie spokój, gdy odkryłem na mapie bardzo długi ciąg jumpbridży, zachaczający nawet o kolejny region głębokiego 0.0, ale na końcu prowadzący do systemu, który był ledwie o dwa systemy od EC-. Wg mapy, statsy pokazywały bardzo mało skoków w przeciągu ostatniej godziny w tych systemach, co oznaczało, że wrogowie tamtędy nie latali. Jednocześnie okazało się, że tym razem wrota do Torrinos są kampowane, ale przez naszych! To była moja szansa.
Pokonanie ciągu jump bridży oraz kilka objazdów między nimi zajęło mi równo pół godziny i obyło się bez adrenaliny :) Będąc już bezpiecznym po stronie hi-sec udałem się do Jita na wielką sprzedaż. W między czasie rozpocząłem procedurę wyjścia z obecnej korporacji. Ku memu zdziwieniu - nie dzieje się to natychmiastowo, a trwa 24 h.
Wielka sprzedaż... okazało się, że takie rozszerzenie tarczy “Medium F-S9 Regolith Shield Introduction” kosztuje (i to w skupie!!!) 5.5 mln ISK, gdy tym czasem jej większa wersja “Large F-S9 Regolith Shield Introduction” - jedyne 750k ISK. Zarówno wysoka cena medium jak i rozbieżność między medium i large wprowadziły mnie w osłupienie. Ale i w zadowolenie, że właśnie taki stuff przywiozłem z 0.0 :)
Logoff!
środa, 15 czerwca 2011
Dość mam już
Atak DDOS wczoraj na serwery EvE pominę milczeniem. Nie zrujnowało mi to wieczora, w planie miałem odlot w nieznane* ;)
* nigdy nie wiem co mi się przyśni.
Ale dzień wcześniej... Rzuciłem się w 0.0 by zrobić coś z moimi battlecruiserami. Dzień wcześniej latałem sobie fregatką rakietową Inquisitor po low-secu, ale szczęścia (lub nieszczęścia) mi to nie przyniosło. Potrzebowałem chwili przerwy i znalazłem ją właśnie w... PvE. Konkretnie - zbijaniu ISKów na odstrzeliwaniu tłustych rattów w rodzinnym systemi.
Robiłem kolejny nawrót z łupami do stacji, gdy "zagrzmiał róg Gondoru". Rozesłano wici, że wróg idzie ku nam, wróg podąża ze wschodu. Pomyślałem sobie "koniec przerwy" i "zrobię wreszcie coś sensownego z jednym z tych battlecruiserów, co je mam" i zgłosiłem się do armii. Tj. odpowiedziałem na info o flocie obronnej "Gnomeland Defence Fleet" (tak, "Gnomeland" - w końcu sojusz nazywa się "Get Off My Lawn!!!" ;)). Po kilku minutach byłem już w locie, uzbrojony w słuchawkę bluetooth.

Przez kolejną godzinę... wiesieliśmy na wrotach (o mało nie usnąłem z nudów; na obrazku jak widać multum Maelstromów, a między nimi wsparcie - czyli m.in. mój battlecruiser Harbinger).
I tak sobie lecieliśmy i lecieliśmy, a ja myślałem sobie o tym jak MAM CHOLERNIE DOŚĆ TEGO DURNEGO 0.0!!!!!
Następnego dnia, w mej głowie wykluł się... plan.
niedziela, 12 czerwca 2011
Kolejna nemezis
W piątek i sobotę, by odreagować stres z tygodnia rzuciłem się aktywnie w pvp. Czyli w próbę złojenia skóry komuś. Próbę. Dobre słowo. To jak skok w nieznaną głębinę, "spróbuj na główkę!" "hell, yea, raz się żyje!".

W low-sec nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć. Intel-channels nie istnieją. Nie ma od kogo zdobyć info co też może czaić się w następnym systemie - low security systems to bardzo niebezpieczne miejsca. Regiony 0.0 dzięki intelligence channels są bezpieczne jak rodzinny dom.
Na filmie jest zapis niektórych zdarzeń z tych dni:
EvE Online PVP: Ezoko's unhappy mistakes przez Ezraa_Ezronymius
General Thunderbolt - tak się nazywa moje kolejne nemezis. Koleś bywa w systemie Kinakka sąsiadującym z hi-sec systemem Onnamon, w którym zrobiłem sobie bazę wypadową. Jednego dnia znalazłem go jak robił COŚ ludkom z zaprzyjaźnionego z moim sojuszu (byli "blue to me"). On świecił po overview krwistoczerwoną sygnaturą kryminalną, taką do odstrzału. Ale obserwując to co się działo przy stacji - lotniskowiec, chmara dron reperujących jego pancerz, kolesi w battleshipie klasy Skorpion i battlecruiserze klasy Drake - nie wiedziałem co o tym myśleć. Czy moje overview nie płata mi figla i czy Global Criminal Flag tego kolesia nie przysłania niebieskiego plusa przy jego imieniu, i czy przypadkowo nie strzelę do friendly?
Oczywiście zwlekałem zbyt długo. Zamiast od razu sprawdzić - po imieniu pilota i opcji show info co to za koleś i czy rzeczywiście jest friendly, ja czekałem bezczynnie. Co prawda koleś od początku był w zasięgu dokowania do stacji, więc uciekłby wcześniej - ale moja ocena sytuacji pozostawiała dużo do życzenia.
Po tym zdarzeniu, gdy on uciekł, a ja wybrałem się na safe spot w odległości 60 tyś km od tej stacji, zrobiłem kolejny błąd. Nie zagadałem do tych niebieskich! Dostałbym pełen obraz sytuacji oraz może wsparcie, gdybym jednak zdecydował się zaatakować go ponownie, po tym jak pojawił się o 83 km od stacji w krążowniku typu Combat Recon Cruiser klasy Curse. Być może wystraszyło mnie to co sam wiem o tej klasie... bo sam chcę takie coś mieć! Możliwość zabrania na pokład 3 oddziałów (po 5) średnich dron dawała mi wyobrażenie - 5x drony do walki (tech II, bo sam takie miałem) lub 5x drony ECM (by zajammować mnie) lub 5x drony neutralizujące energię (by zrójnować zasilanie mojego statku). Jakby tego było mało, Curse posiada bonus do tracking disruptora, czyli urządzenia uniemożliwiającego prowadzenie ognia z wieżyczek - np. takich laserów jakie miał mój statek.
Niemniej, niebiescy przy stacji mieli Skorpiona (battleship, bonusy do ECMów) oraz Drake'a (battlecruiser, bonusy do walki pociskami) więc nawet nie wchodząc w kontakt, miałbym od nich wsparcie gdybym tylko zagadał! Damn me... Rzecz do poprawy, ot co.
Potem spotkałem go jeszcze na wrotach do Onnamon - niestety, był aż 250 km od nich i niestety, nie w kierunku, w którym mógłbym szybko zrobić bookmarka. Szczwany lis. Jako, że koleś polewał z moich Medium Pulse Laserów II (small guns) zamontowanych na moim battlecruiserze (powinny być medium guns) stwierdziłem, że może ma rację i zrobię sobie wycieczkę na zakupy do hi-sec.
MPL II nie zamontowałem ot tak sobie. Rozważałem długo mediumy (konkretnie lasery z serii Focused...) ale ze względu na ich energożerność, nijak nie mieściło ich się tyle by pobić DPS czyniony przez maleństwa MPL II. Oczywiście, mógłbym się pokusić na lekką modyfikację setupu mojego battlecruisera, ale ostudziły mnie ceny. Z takimi myślami zadokowałem sobie w Quafee, a jako, że obok był Pleasure Hub stwierdziłem, że koniec na dziś.

Następnego dnia miałem w planach ninja salvaging, ale jakoś tak... wrzuciłem się znów w Harbingera i pognałem - do low-secu. I tak sobie obmyślając marszrutę, skacząc do Kinakka zupełnie nie byłem przygotowany na to, że mój kolega z wczoraj przywita mnie salwą honorową, którą a jakże - oddał na mój widok. Resztę widać na filmie.
Kolejne rzeczy do poprawy. Mimo, że mam jeszcze 2 takie same battlecruisery (w 0.0) to... jakoś straciłem wenę. Mój naprawdę nieźle opancerzony Harbinger (53k Effective Hit Points tank) zszedł tak naprawdę od 24k Hit Pointów zadanych z battleshipa. Dalej, medium drony mam jakieś takie nieruchawe, wygladające dobrze na papierze DPS z Medium Pulse Laserów II w rzeczywistości już takie nie było, poza tym zupełnie zapomniałem o tym by zmienić ammo na mocniejsze!
Zbyt dużo czasu minęło, gdy solo pvp robiłem na porządku dziennym i miałem obcykane wszystko. Teraz, jeśli chodzi o skille - to wciąż jestem w lesie by latac ciężkim sprzętem, w zasadzie nie powinienem latać niczym cięższym od fregaty. Kiedyś jak latałem krążownikiem klasy Thorax to skill Gallente Cruisers miałem na V (obecny poziom - to IV tylko). Oczywiście pozostałe skille, tzw supportowe, miałem wymaksowane i może dlatego, zwykły krążownik był tak dobry?
Niewesołe myśli, ale ja się tak łatwo niepoddaję. Sprawdziłem, jak daleko mam do najbliższego systemu gdzie mam jakikolwiek sensowny statek. Okazało się, że 7 jumpów dalej, w systemie Amarr mam swoją starą fregatę Tech 1 z którą zacząłem grę w marcu tego roku. Już chciałem szukać dalej, gdy do głowy wpadł mi pewien pomysł: pvp w tym maleństwie. Dobrze rozegrane może przynieść killmaila dla Ezoko (wreszcie! Losemaile zaczynają mnie już nudzić). Lecąc do Amarr jednocześnie na Eve Fitting Tool sprawdzałem co też mogę wpakować w to maleństwo (fregata rakietowa klasy Inquisitor). Okazało się, że całekiem sensownie: 24km zasięgu na warp disruptorze II, 3x wyrzutnie pocisków o zasięgu 34 km, do tego Afterburner II i wspomagacze: 2x nanofiber structure II i 1 szt. Ballistic Control Unit - po to by, zwiększyć obrażenia zadawane przez moje pociski.
Doleciałem, zfittowałem, przetestowałem na sucho predkość i zasięg. Przyzwoicie! Było już późno więc logoff.
*
Specjalnie dla Skippera - wygląd POSa. W środku wierza, tarcze podniesione, a poza tarczami - seria baterii i dział (sygnatury zgrupowały się na górze ekranu).

Fly dangerous!
środa, 8 czerwca 2011
Modern Top Gear Solid
Sprzęt. Jestem czasem gear-freakiem. Tak jest w przypadku aut o zacięciu sportowym, tak jest w przypadku broni palnej wszelkiego rodzaju i tak jest w przypadku okrętów w EvE. Ich mnogość oraz możliwości rozbudowy na różne sposoby są fascynujące - setki kompromisów, które podejmuje się w momencie setupu statku, setki sytuacji w których mógłby znaleźć się lub nie powinien znaleźć się dany statek... takie pytania pojawiają się za każdym razem gdy coś zmieniam. I nie mogę się doczekać, gdy sprawdzę sprzęt w boju.
Wybieram najczęściej okręty Tech 1, gdyż dzięki pełnemu ubezpieczeniu, równemu mniej więcej cenie rynkowej taka inwestycja jest bezpieczna. W przypadku zestrzelenia traci się tylko równowartość wpakowanego doń sprzętu. To często wystarcza (bo musi), ale tak jak w przypadku samochodów sportowych - chciałoby się mieć i latać te statki, które mają dużo większe możliwości a przez to są droższe. Często dużo droższe i nieubezpieczalne (gdyż cena rynkowa statku jest dużo wyższa niż kwoty wypłacane przez system ubezpieczeń, który rynkowy niestety nie jest).
Tech 2. Okręty oparte o kadłuby swoich odpowiedników Tech 1, ale różniące się w wielu, wielu parametrach i szczegółach wyglądu. Inna tekstura i inne możliwości. O kilkadziesiąt procent lepsza odporność pancerza, większa prędkość, specjalne cechy jak możliwość montażu specjalnych, dedykowanych pewnej roli urządzeń. Czyniących ze statku istną maszynę śmierci. Prawie perfekcyjną. Przez to drogą. I trudno osiągalną, bo wejście do elity kosztuje nie tylko pieniądze, ale i czas - często kilkadziesiąt dni przeznaczone na odpowiednie doszkolenie się.
Moim celem jest krążownik typu Tech 2, klasy Force Recon - czyli Pilgrim, który od chwili obecnej wymaga ode mnie poświęcenia 29 dni na specjalistyczne szkolenie bym mógł wogóle nim polecieć. Kosztowo, maszyna ta kosztuje ledwie 50x więcej niż jej odpowiednik Tech 1 - Arbitrator. Miesiąc szkolenia to sporo czasu, a ciągnie mnie do lepszego sprzętu, szczególnie po tym, gdy poznałem uroki latania naprawdę dobrym statkiem - frakcyjną fregatą Imperial Navy Slicer.
Statki frakcji występujących w EvE - flot poszczególnych imperiów, wersje specjalne czy też statki pochodzące od NPCowych piratów to klasa sama w sobie. Statek (jak i sprzęt frakcyjny) trudny do zdobycia, oferujący nowe możliwości kosztem wysokiej ceny, ale i nie wymagający specjalnego szkolenia. Często ich posiadanie jest powodem do dumy, to jak wersje specjalne drogich samochodów. Albo jak złoty kałasz.
Weźmy takiego Imperial Navy Slicera. To fregata amarrskiej floty imperialnej. Ma unikalny kształt, nie oparty na żadnym ze znanych kadłubów fregat Tech 1. Gdy gracz wykonuje misje przeciwko Imperium Amarr często widzi tego typu fregaty pilotowane przez NPCów. Kadłuby te same, oczywiście parametry zupełnie inne, ale przez to, że o znacząco innym wyglądzie, niż standardowe statki graczy - nadają kolorytu grze.
Jednak tu pojawia się możliwość oddania takiego cacka w ręce graczy. Czy tylko innego od normalnych fregat pod względem wyglądu? Bolączką każdej fregaty jest zasobożerność zamontowanego sprzętu: brakuje wszystkiego - CPU, power grida, odpowiedniej ilości slotów hi, medium, low, wreszcie energii w czasie samego działania. Stąd kompromisy - jedno działko mniej, ale zmieści się lepszy pancerz. Mniejsze zadawane obrażenia, bo dzięki temu zyskamy większą szansę na przeżycie.
Co gdy dostaniemy do rąk okręt specjalnego przeznaczenia? Fregatę, która przewyższa wszystkie fregaty Tech 1 pod względem pancerza, tarczy, struktury, ilości slotów na sprzęt, wielkości dostępnego CPU, o szybkości, której nie powstydził by się Interceptor (fregata Tech 2) oraz potężnych bonusach - 10% per Frigate level do większego zasięgu laserów i 25% do zadawanych uszkodzeń, również mnożony przez poziom umiejętności latania fregatami. I to wszystko za ZEROWY czas szkolenia (gdy tym czasem Interceptor wymaga kilkanaście dni dodatkowego szkolenia oraz ma gorsze niektóre parametry) i jedyne 25 mln ISK. Widzieliście to cudo na filmie, parę postów wcześnej. Małe, zwinne i o morderczej sile zadawanych obrażeń.
Moim długoterminowym celem jest posiadanie jak największej ilości okrętów frakcyjnych, którymi będę mógł latać w pvp. Drogie hobby, ale cóż - kolekcja to kolekcja :) Powiadają, żeby "nie latać statkiem, na który nas nie stać". Powiadają, żeby w przypadku wydokowania ze stacji, gdzie celem jest pvp uważać już taki statek za zniszczony. Powiadają, że jeśli nie możesz wystawić 2 lub 3 takich samych statków z dobrej jakości fittingiem przeznaczonych do pvp - to nie stać cię na taki statek.
Mój Imperial Navy Slicer czeka na swoją kolej. W pełnym setupie do walki, ta fregatka kosztuje 40 mln ISK. Źle pilotowana polegnie w starciu z fregatą Tech 1 za całe 3 mln ISK. Tak jak na filmie, gdzie mój Maller, Tech 1 o mały włos nie skroił Lokiego, Tech 3 o horrendalnej wręcz cenie. Jeśli będzie mnie stać, kupię jeszcze dwa Slicery ze sprzętem i wtedy będę mógł wstąpić w szeregi "elyty", która nie obawia się stracić tak drogich zabawek w pvp. Jeśli będę miał pecha - natknę się na takiego Cajko, który jednym strzałem ze smartbomby pośle mi 40 mln ISK w niebyt.
Czy Slicer wyczerpuje moją listę bryk, które chcę mieć? Zakochałem się w poniższych, trzech okrętach pirackiej frakcji Sansha i mam zamiar kiedyś je wszystkie mieć. Po 3 sztuki:

Battleshipy mają swoje wersje Tech 2, których czasy szkoleń by efektywnie nimi latać są absurdalnie długie (pół roku to norma). Są drogie, droższe niż battleshipy Tech 1 kosztujące od 80 do 150 mln ISK za kadłub, ale nie tak drogie jak BSy frakcyjne. Nightmare kosztuje jedynie 850 mln ISK. To jedynie dwa i pół miesiąca abonamentu do EvE. Albo 85 zł jak kto woli.wtorek, 7 czerwca 2011
Uzbrojony i...

Założeniem było znalezienie jakiegoś pirata na wrotach. Stąd prędkość nie była priorytetem mimo krótkiego zasięgu - wszystkiego (limit do 9 km). Wyszkoliłem się też w termodynamice, więc overheating sprzętu był założony (10-20% więcej zasięgu).
Następną godzinę czy półtorej spędziłem latając po różnych systemach i szukałem bitki. Niestety, nie było warunków (wchodzenie do bitwy na swoich warunkach to podstawa do wygranej, tako rzecze Sun-Tzu). Raz trafił się Tech3 Loki, ale coś mi mówiło, że to pułapka więc prysnałem na safespotta.
Dwa systemy dalej znalazłem latające w parze dwa Caracale - caldarskie krążowniki Tech 1. Poobserwowałem ich trochę - okazało się, że kolesie robią NPCów na pasach asteroid. Serce zabiło mi szybciej! Ratterzy! Easy prey! Mój battlecruiser zmieli takiego caracala w minutę, jeśli drugi będzie odważny i będzie próbował bronić kolegę - też dostanie (choć brak drugiego Warp Scramblera nie pozwoliłby dobić kolesia).
Przez kolejne kilkanaście minut ganiałem ich po całym systemie. Niestety, battlecruiser sfittowany do walki na wrotach, średnio nadaje się na polowania po pasach asteroidów. Wielokrotnie, byłem poza zasięgiem - potrzebowałem te 10km, a oni byli... 16 km :( Nawet overheating nie pomagał zbytnio. Po kolejnych kilkunastu minutach dałem za wygraną i pozwoliłem im żyć.
Dokulałem się do systemu Kinnaka i bez stresu wbiłem się do Onnamon, by w hi-secu spokojnie przemyśleć błędy i dokonać lekkich modyfikacji okrętu. Zmieniłem to, co przeszkadzało najbardziej - krótki zasięg warp scramblera. Pomóc powinien Warp Disruptor II. Daje 24km zasięgu kosztem tego, że nie wyłączy MWD ofiary. Trudno, coś za coś. Biorąc pod uwagę, że ratterzy rzadko używają energożernych MWD, może się powieść. Oczywiście by maksymalnie skrócić dystans zmieniłem Afterburner na MWD uzyskując skok prędkości z 351 m/s na 858 m/s. Oczywiście coś za coś. Używanie MWD w przypadku ataku na wrotach nie ma sensu, gdyż na 100% ktoś mnie zescrambluje i wyłączy toto (jak w przypadku Mallera z ostatniej walki). Afterburner daje szansę trzymania dystansu walki (wtedy, Maller bujał się jakieś 180 m/s, z afterburnerem miałbym 380 m/s i szansę na to, ze ten Loki by nie uciekł mi z zasięgu scramblera). Poza tym - duża prędkość MWD daje znacznie większą sygnaturę statku, przez co tarcza jest bardziej wrażliwa na atak oraz inercja statku jest duża i wychamowanie graniczy z cudem. Prądożerność to już inna bajka.
Nowa wersja low-sec crawlera wygląda tak:

Było już późno, Jack Daniels się skończył, spać mi się chciało, więc bez zwlekania... Logoff.
*
W poniedziałek zgadałem się z Angharadem Althorem (kanał "polygamia") czy by nie chciał mi potowarzyszyć w dziele zniszczenia. Zgodził się, lecz wpierw musiał pozałatwiać parę spraw i przygotować sobie krążownik do tego celu (Thorax, 1600mm plata, small guns Tech 2 - czyli "otwieracz puszek"). W między czasie ustanowiliśmy komunikację głosową - serwer TeamSpeak mojego sojuszu byłby w miarę ok, gdyby nie to, że nie mogłem ustanowić prywatnego kanału (security issues :), więc trzeba było znaleźć alternatywę. Eve Voice wbudowany w grę pokazał całą swoją słabość przy próbach rozmów (przerywa, słaby dźwięk) i skończyło się na tym, że zdzwoniliśmy się przez Skype. Dźwięk rewelacja, więc nada się.
W czasie gdy Angharad szukał stuffu do swojej killing machine, ja obserwując jednym okiem czat "polygamia" i dyskusję o targach E3 oraz grach (tu zabrałem parę razy głos w sprawie kopanych niemiłosiernie przez chłopaków Call Of Duty) i dziewczynach z Ukrainy, szukałem okazji do solo pvp.
Trzymałem się obrzeży hi-sec kursując po low-secach między Ichoriya i Onnamon. Niestety, bez rezultatu. W systemie Akidagi (jump od tego gdzie dostałem wklepy od chłopaków z WUDU) mijałem się co chwila z oflagowanym Global Criminal Flag piratem we fregacie klasy Dramiel (pirate faction frigate, jedna z efektywniejszych do pvp) i nawet uzyskałem zaproszenie do "1 vs 1", ale wiedząc, że ta fregata będzie poza moim zasięgiem - grzecznie odmówiłem.
W pewnym momencie do systemu skoczył blob ruskich (duża flota battlecruiserów), który pomarudził trochę na wrotach zmuszajac nas do ukrywania sie na safespotach. Tu znów mijałem się z Dramielem, który migał mi na overview gdy kwitłem na safespocie - czyli moje safespoty są do bani, muszę je poprawić, bo biorąc pod uwagę odległości między wrotami liczone w milionach kilometrów oraz okienko overview, które ma ledwie 500 km średnicy - dziwnym jest, że wogóle się spotykaliśmy: on w lecąc w warpie, ja stojąc w miejscu. Muszę zapamiętać, by trochę zmieniać trasy w trakcie których tworzę safespoty. Obierać inne kierunki (a nie zwyczajowe "wrota-wrota"). Geometria się kłania :)
Gdy blob poleciał (wg moje oceny do Ichoriya), zdecydowałem się skoczyć przez łańcuszek low-seców do systemu Kinnaka. I tam zaczekać na kolegę. Niestety, zmęczenie dawało o sobie znać, a okazji do wypuszczenia adrenaliny nie znalazłem już więcej. Było pusto lub w systemach byli kolesie z mojego sojuszu, więc... nuda.
Półgodziny przed północą, dałem znać Angharadowi, że kończę na dziś. On już prawie skończył setup, więc umówiliśmy się na później.



