czwartek, 21 lipca 2011

Ostatnio

    Coś ostatnio nie wychodziło mi wogóle granie (może dlatego, że byłem na urlopie? ;)) stąd taka cisza. Jednak ostatnie dwa dni - udało mi się wreszcie polatać z piratami. Pierwszy dzień to raczej setup kolejnego stealh bombera (o tym zaraz) a wczoraj to już polowanie pełną gębą (choć nie wiem jak się zakończyło, bo jednocześnie ostatnie dni miałem dość wyczerpujące, więc już przed północą...skończyła mi się energia i poszedłem spać).


    Kilka dni wcześniej...


    Po tym jak utknąłem w low-sec któregoś dnia (bo nie wróciłem do Dziury i następnego dnia następne wejście było... 34 jumpy dalej) postanowiłem swoim tempem udać się w tamtym kierunku, nieśpiesznie, wykorzystując sytuację na solo-roaming po low-sec'ach. Słabo trzymałem się trasy - brak konsekwencji w EvE jest moją cechą nadrzędną ^_^, więc wreszcie wylądowałem w pętli Hevrice-Old Man's Star (tej SŁYNNEJ pętli zwanej jako "Pirates Battleground Arena"). Co parę dni sprawdzałem też gdzie jest kolejne wejście do Dziury, a jako że najmniejszą odległością było 17 jumpów to stwierdziłem "co się odwlecze to nie uciecze" i nie ruszałem się z "areny".

    Któegoś wieczora ruszyłem w roaming mijając głównie mniejsze lub większe campy złożone z battlecruiserów. Mój sposób latania stealh bomberem (o ile NIE POMYLĘ KLAWISZY) pozwala mi na w miarę EASY ucieczkę z takiego gate-campa:


  1. Wbijam się do systemu i wiszę w cloaku i rozglądam się, obowiązkowo stukając w scanner kierunkowy.
  2. Niezależnie od tego czy ktoś na gacie jest czy nie - orientuję się gdzie jest dziub statku i klikam dwukrotnie w przestrzeń (co powoduje ruch do przodu i początek zrzucania jump-cloaka)
  3. Od razu wbijam F5 - pod tym klawiszem mam zawsze podpięty własny Cover Ops Cloak II, który pozwala mi latać w niewidzialności.
  4. Cloak się włącza, tak, że moja sygnatura miga na 1 sekundę na overview
  5. Wybieram cel, lub najbliższy (kątowo) obiekt niebieski (to w przypadku gate campa) i skaczę na 100 km.
  6. Skok na 100km - nawet w pustym systemie wydaje się być upierdliwy, ale robię to wtedy gdy nie mam bookmarka. Możliwy byłby równiez skok na 0, ale w zatłoczonych systemach nie daje gwarancji, że gate-camp na docelowych wrotach nie jest tak ustawiony by uniemożliwić mi skok. Stąd - 100km lub bookmark jeśli jest. Sprawdzę d-scanem i wiem czy skakać czy kombinować.
  7. Gdy trzeba kombinować, to skaczę na obiekt niebieski w poblizu wrót i dopiero po tym, skaczę na 0 na same wrota. Dzięki temu przybywam pod innym kątem (i udało mi się w ten sposób uniknąć campa złożonego z Hurricana i Drake, którzy ustawili się dokładnie w miejscach gdzie skończyłby mi się warp z wrót wejściowych do tego systemu.

    Anyway, taki jest mój sposób latania i to dość rutynowy - może nawet za bardzo, bo raz zdażyło mi się nacisnąć F5 omyłkowo, gdy zrobiłem skok (na szczęście na bookmarka) wyłączając w ten sposób własnego cloaka. Ponowne włączenie zajmuje 12 długich sekund (kiedyś tak nie było!!) i jest "słabe", bo zdradzam swoją pozycję komuś, kto akurat kliknął na D-scanner.


    Wten sposób dotarłem do systemu Ladistier. I stwierdziłem, dobra, wieczór się kończy czas na zabawę. Bujałem się od pasa asteroidów do pasa asteroidów, ale mimo tego co pokazywał D-scanner - nikogo nie znalazłem. A d-scanner pokazywał... Riftera i Ishkura (fregaty). Chłopaki mówili, że bomber na torpedach, nawet z target painterem będzie miał problem ze zniszczeniem fregaty. Ja musiałem sprawdzić to sam, bo 3 LATA temu, gdy latałem bomberem na cruise missilach - jedna salwa wystarczyła by fregata wyparowała. I to bez target paintera, który zwiększa sygnaturę celu przez co obiekt trafiony pociskami dostaje dużo więcej uszkodzeń niż bez tego ustrojstwa. No... i nikogo nie znalazłem. Poza jednym pełnym wrakiem jakiegoś krążownika na pierwszym pasie asteroidów. Nie mając nic innego do roboty, stwierdziłem... A co mi tam, okradnę wrak, może coś będzie.


    Zbookmarkowałem go, wróciłem na bookmarka taktycznego którego zrobiłem sobie w drodze na ten pasek asteroid i wróciłem... lądując wprost na asteroidzie, który mnie bumbpnął i odrzucił na 10 km od wraku (WTF??? Przy warpie asteroidy są ignorowane, ale ten był tuż przy wraku - może dlatego?). I oczywiście.. Zdecloakował. Zamiast uciekać... Ja włączyłem afterburner i z jako-taką prędkością (ok 800 m/s) zbliżałem się od wraku, otworzyłem go...


    To głupie okienko ostrzegające przed kradzierzą przesłoniło mi część ekranu i zanim je zamknąłem, Rifter był już na moim overview (trudno było go niezauważyć bo flashował na czerwono) i mnie... targetował. To ja stargetowałem go wzajemnie, wrzuciłem orbitę, włączyłem target painter, odpaliłem salwę torped, wyłączyłem torpedy...


    WTF?!? WYŁĄCZYŁEM torpedy bo mi palec drgnął nad F4 (torpedy) włączając je i od razu wyłączając! Fuck! Rifter coś tam dostał, ale ja zacząłem obrywać naprawdę szybko (bo na overview pojawił się Ishkur i wyrzucił drony które rzuciły się na mnie) i po chwili wielka eksplozja oznajmiła światu koniec mojego bombowca. Ledwo udało mi się odwarpować kapsułą. Dałem się złapać po raz kolejny :/


    Pobujałem się trochę kapsułą z miejsca na miejsce w tym systemie zastanawiając się - co teraz. W końcu zadockowałem na stacji i logoff. Next day wdałem się w pogawendkę na corp-czacie "jak mi to granie nie wychodzi". R4kez stwierdził bym nie marudził, tylko wskakiwał w tego Imperial Navy Slicera co pokrywa się kurzem w Tortudze (dziura) to wtedy polatamy. Odzyskałem wiarę w siebie i ... udało mi się wrócić do Dziury. Punisherem, w którym przywiozłem sobie stuff do tego Slicera (m.in. Gisti-B Microwarpdrive za niecałem 14 baniek). Mimo drogiego ładunku, dotarłem do Dziury bez przeszkód.


    Przedwczoraj...

    [ 2011.07.19 19:37:13 ] Col Cherryman > masz prober na bomberze ?

    [ 2011.07.19 19:37:34 ] Col Cherryman > core prober

    [ 2011.07.19 19:37:38 ] Ezoko > ni mom bombera

    [ 2011.07.19 19:37:46 ] Col Cherryman > zepsul sie?

    [ 2011.07.19 19:37:51 ] Ezoko > yep

    [ 2011.07.19 19:37:52 ] Ezoko > tandeta

    [ 2011.07.19 19:37:58 ] Col Cherryman > uu

    [ 2011.07.19 19:38:04 ] Col Cherryman > sprowadz kolejnego

    [ 2011.07.19 19:38:18 ] Col Cherryman > pokaze Ci jakie to ma przeznaczenie ;]


    Więc resztę wieczoru pracowicie spędziłem na wyleceniu z dziury, zakupach i powrocie do dziury. I gadaniu. Nauczyłem się też - jak kopiuje się bookmarki (w sumie... niezłe osiągnięcie po ... 3 latach grania w EvE ;-))


    Wczoraj...


    Była akcja. Polowanie. W łańcuchu dziur na 3 bombery (Sakul, Ay3n, ja) i T3 Loki (Col). Probeowaliśmy, lataliśmy, sprawdzaliśmy... namierzyliśmy wreszcie carebearów dosiadających Hurricany (2x) i Typhoona i zastanawialiśmy się jak ugryść te battlecruisery i battleshipa. Równolegle latał sobie Noctis (salvager) i coś transportowego, ale skupiliśmy się na tej trójce.


    Trójka tłukła NPCów (Sleepersów) na jakimś dziwnym complexie . Wlatywaliśmy tam kolejno rozpływając sie na boki i oglądając całość z ponad 200 km. W cloakach oczywiście. Carebearzy uciekli w pewnym momencie z complexu - zostawiając furę wraków i tłustych, żywych Sleepersów. Długo nie wracali. Stwierdziliśmy, że może nie dają im rady?


    Po jakimś czasie na d-scannerze zaczęły pojawiać się inne statki (prawdopodobnie wskakiwały z wejścia do tej dziury z hi-sec). Co spowodowało, że trójka carebearów nie wracała do "swojego" complexu i nie wracała. Było już za 20 min północ więc stweirdziłem - logoff.


    Dzisiaj...


    Gdy siadłem do pisania tego bloga, stwierdziłem, że jednak sprawdzę tego swojego loss-maila z nieszczęśliwego, pierwszego i żałosnego ataku bomberem na... wrak. Rzuciłem okiem na Battleclinik i...


    http://eve.battleclinic.com/killboard/killmail.php?id=13802144


    ...zauważyłem, że nie zgadza mi się liczba moich killi. O ile sięgam pamięcią, Ezoko odniosła tylko jeden sukces (opisany wcześniej na blogu), a Battleclinik pokazywał ich... 2.


    WTF? Sprawdziłem drugiego killa i... lol! Rifter dostał wklepy od Ishkura po mojej eksplozji. A jako, że trochę tego Riftera też uszkodziłem to:


    http://eve.battleclinic.com/killboard/killmail.php?id=13802142


    :D


    Rzeczywiście, rejon Hevrice-Old Man's Star to prawdziwa arena walk pirackich (szczególnie między nimi).

niedziela, 3 lipca 2011

Niewidzialny

Ostatni tydzień spędziłem w EvE mało aktywnie (zmiany skilli, kopanie asteroid bez żadnego nadzoru z mojej strony) - ot, typowy sposób grania wielu "starych" ludzi ;-). Do wczoraj naszczęście.

Udało mi się zagrać po raz kolejny z moimi kumplami-piratami. Nasza siedziba w przestrzeni nieznanej, w której mamy naszego POSa o wdzięcznej nazwie "Tortuga" (lub DZIURA) co dziennie jest w... innym miejscu. Wszystko przez to, że tunele podprzestrzeni, które łączą przestrzeń nieznaną trwają średnio dobę. Jeden dzień łączą się z low-sec'iem kilka jumpów od Jita, drugiego dnia - wyjście do znanego low-sec'a jest 45 jumpów dalej. Wczorajszy wieczór zastał mnie w hi-sec Onamon/Black Rise, a wejście do DZIURY było w Dal. Ot, 20 jumpów w wersji shorter i 28 jumpów w wersji safer.

Wypakowałem swojego nowiuśkiego NIEWIDZIALNEGO stealh bombera klasy Purifier w kilkaset frakcyjnych (czyli lepszych niż zwykłe) torped oraz, kontynuując swą przeprowadzkę - sprzęt do użycia w innej fregacie (R4keZ nie wierząc, że stealh bomber będzie się sprawdzał - sprezentował mi Imperial Navy Slicera za co wielkie DZIĘKI!). Innymi słowy - new ride full of juicy fruits! Wypakowany więc ponad miarę, wybrałem się moim DROGIM statkiem w podróż.

Uwielbiam latanie w trybie stealh (czyli po EvEowemu - "w cloaku"). Gdy skaczę do obcego systemu, wykorzystuję tę chwilę w której jestem nie widoczny by zorientować się w którą stronę ustawiony jest mój okręt, kto jest w pobliżu i czy przede mną są jakieś sygnatury obiektów astronomicznych. W normalnych warunkach (czytaj BEZPIECZNYCH) wybieram cel, wduszam "warp to..." i sekundę po tym, gdy Aura wypowie "warping to..." włączam CZAPKĘ NIEWIDKĘ. Dla kogokolwiek, kto jest w pobliżu wygląda to tak, że nagle pojawia się Purifier i równie nagle znika.

W mej wczorajszej podróży do DZIURY, miałem do przeskoczenia 4 systemy low-sec. Piraci moi bujali się za ofiarami parę systemów dalej i nie mogli mi pomóc w wejściu do pierwszego z low-seców (granicę hi/low-sec określić jako STRZEŻ SIĘ TYCH MIEJSC). A biorąc pod uwagę to, że mój czas jest cenniejszy niż pieniądze (albo po prostu brawura u mnie bierze górę nad rozsądkiem), sprawdziłem po swojemu czy system jest HOT. Wg moich (przestarzałych o 30 min) informacji - nie był HOT, miał całe 5 jumpów w ostatniej półgodzinie. Stąd, włączając video-rejestrator (jakby co ;-)) wskoczyłem.

Gdy ustabilizował się obraz nowego systemu, na local-chat ujrzałem 25 xywek (trochę z... 5x więcej niż miało ich być) i nie przejmując się zbytnio, skoczyłem na 100km do najbliższej planety - migając swą sygnaturą ledwie na 1-2 sekundy. Rutyna, bez nerwów, bo na gate nie było nikogo ^_^. A potem skoczyłem sobie na wrota do następnego w kolejce low-sec'a... również na 100km, robiąc po drodze safe-spota. Choć teraz, latając w cloaku może nie jest to hiper-super konieczne, ale ten nawyk kilkukrotnie uratował mi ŻYCIE.

Swoją drogą... wszystkie straty jakie miałem ostatnio, były na moje życzenie (czyt. MÓJ ATTACK!!). I zastanawia mnie też, dlaczego inni piloci stealh bomberów i covert opsów dają się zauważać na overview i d-scannerach? Lecąc sobie, zawsze klikam d-scanner i widzę często gęsto fregaty tej klasy, które mając stealh - zupełnie go nieużywają. Albo używają go źle?

Skoki do ostatnich dwóch low-seców były już przy asyscie FRIENDLY SCOUNT ze strony moich piratów. Aaa... system przed, dzięki mojej rutynowej DRODZE LATANIA uniknąłem gate-campa w wykonainiu Dramiela i Riftera. Wiem, że frigi nie są dobre do atakowania przy wrotach, ale nigdy nic nie wiadomo. Szybkie fregaty to idealni DECLOAKERZY. Mój sposóby wejścia do nowego systemu mógłby się nie udać, gdybym skoczył do innego systemu, oni za mną, a tam już czekał battlecruiser sfitowany tak, by łapać i szybko targetować FRIGI. Czyli DEATH-ON-SIGHT TO ME.

Wreszcie... w dziurze. Zrzuciłem stuff do mojej beczki, przycumowałem obok Imperial Navy Slicera i byłem gotów dołączyć do polowania. W stealh bomberze oczywiście. I jak to w życiu bywa...

...było NUDNO :-)

Czyli nikt nie zginął, wszyscy uciekali, skakało się to tu, to tam i ZDJĘCIE SŁOŃCA MAM.

Wormhole do Tortugi był już na wykończeniu więc musieliśmy się zwijać do środka. Gdy tunel się zapadł, chłopaki aktywnie szukali następnego. Ja też. Na moim SB mam core probe launcher po to by szybko znaleźć właśnie wejście do wormhole'a. Nigdy nic nie wiadomo. Jeszcze trochę brakuje mi do szybkiego skanowania, ale po 15 min dumny z siebie jak paw - znalazłem. Wyjście do low-sec rzuciło nas do regionu Tash-Murkoon na TOTALNE ZADUPIE WSZECHŚWIATA.

Bookmark, bookmark i... logoff!