poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Flash news

Paintball
Było super, było krwawo i było kamikaze. W pierwszej grze, oberwałem headshota i to tak nieszczęśliwie, że jeden z metalowych wywietrzników w moim kapeluszu "US Army Bonnie Hat" wbił mi się w łeb. Schodzę sobie z pola i myślę: "ale mokra ta kulka". Gdy na szybkę, od wewnątrz padła mi duża, rubinowa kropla - wiedziałem już, że to nie kulka. Jak ściągnąłem maskę to się dosłownie zalałem krwią (brew, oczodół, po nosie...). Chłopaki w szoku, ja też, maska cała zakrwawiona. Na szczęście szybko była apteczka, woda utleniona, przestało wreszcie lecieć, a next 10 minutes miałem ostre czyszczenie maski.

Przez całą grę zmagaliśmy się ostro z chłopakami ze Skierniewic (team F.S.Z.A.), ale ostatnia gra była nasza - no, też nie chwaląc się: dzięki mojej brawurowej akcji a'la kamikaze wewnątrz budynku :D Czyli szturm zza rogu na umocnioną pozycję wroga (w liczbie 2 szt.). Ostrzelałem ich zdrowo, wyglebiłem się na stertę cegieł, oni ostrzelali mnie również i mój własny kompan ostrzelał mnie też. Wynik - schodzę ja, 2x unfriendly, a budynek został w rękach naszego teamu!

Motorstorm Apocalypse
Za całe 66 pln przyszła do mnie nówka sztuka z banderolą gra. 3 odsłona szaleńczych wyścigów ofroadowych na PS3. Myślałem, że nic nie przebije genialnego Motorstorm Pacific Rift i grę na 3 pady na raz (ekran podzielony na 4 części), ale okazało się, że w apokalipsie gra się w ten sposób jeszcze obłędniej! By odblokować inne pojazdy pograłem trochę w kampanię (tzw. "festival"). Ku memu zdziwieniu, na końcu każdego rozdziału jest porównanie online z kumplami i tu muszę stwierdzić, że zajmuję 1-2 pozycję (period!), a taki Skipper ma wyniki 10x... wait... 20x gorsze od moich (wg nru w rankingu... 463 pozycja (moja) vs Skippera 13144 (no... c'mon ;)).

Pustkowia Nevady
Druga odskocznia to rpg Fallout:New Vegas. Też za niesamowitą jak na PS3 cenę 68 pln (w sklepie wciąż okupuje półki w cenach 139-199). Fallout jak to Fallout. Długi, mroczny, przygnębiający, wciągający i fajny! Z beznadziejną muzą country w radiu, ale zapowiada się kilkadziesiąt godzin przygody :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Shoot em!

Narazie w EvE przerwa na jakieś 20-30 dni może? Skille muszą się zrobić. W ramach grania w realu - spotkanie w Andrespolu, testowałem maskę z szybką bursztynową. Nie dość, że antytermiczna to jeszcze podbija kontrast jak elektroniczne naprowadzanie celów! Jestem bardzo happy z tego powodu :). Dodatkow, granie bez munduru i w kapeluszu w upały wymiata. Wreszcie się nie przegrzałem.

Za to kulki Bang, yellow-green mi nie podpasowały. Co mecz - kisiel z lufy i czyszczenie tego. Są zbyt mocno dopasowane do wkładki 0.686 i niestety trafia się czasem taka która pęka :( Tomahawki Classic za to działały bez zarzutu. Może zdobędę wkładkę 0.688-0.689 i będzie lepiej dla Bangów? Elastyczne podejście, kulek jakich chce nie zawsze znajdę.

A jak sama gra? Ba :) fragów dużo, zejść mało i praktycznie każdy jeden mecz wygrany. Szczególnie, że przeciwnik ANI RAZU nie zajął budynku, niezależnie od strony z której zaczynał.

Assault Skill+
Skok przez przeszkodę+
Wspinaczka+
Celność+
Odporność na temperaturę+
Odporność na zmęczenie+

I jest dobrze :D

czwartek, 18 sierpnia 2011

The Drake is dead, long live the Drake!

No i... pojawiła się krew. Co prawda moja (jak zwykle), ale tym razem staranniej przygotowałem się do jej upuszczenia. Tzn. tak mi się wydawało, że staranniej :)


Mimo tego, że jestem do tyłu równe 31 mln ISK, bawiłem się świetnie.


Nowy Drake będzie lada chwila kupiony, a wszystkie błędy taktyczne zapamiętane i poprawione będą. Szczerze mówiąc zdziwiony jestem jak fajnie (mimo błędów) mi się walczyło, fajne było uczucie jak inne statki przede mną pryskały, wreszcie... zwrotność tego bydlęcia mnie zaskoczyła.

Tego na filmie nie widać, ale do wrót dolatywałem 3 razy, za każdym razem przedłużałem czas mojego postoju dając "się złapać". Hurricane był jednak zbyt wolny, a moje zwroty szybkie więc udawało mi się uciec. Stąd - zabawa w kota i myszkę.

Powtórka... hmm... z przyczyn niezależnych, będzie trochę później. Raz, pojawiła się u mnie chęć na RPGa, konkretnie na Opad Radioaktywny w rejonie New Vegas i dalsze levelowanie w misjach specjalnych w rejonie Korei, podkręcone trochę tym, że właśnie skończyłem czytać military fiction Marcina Gawędy "Kaukaskie Epicentrum" o innej wersji wojny rosyjsko-gruzińskiej z 2008, tym razem w wersji z udziałem Gromu, USAF, Litwinów i SEALsów :D. Z rozpędu zanabyłem kolejną książkę tego autora - "Rebelia" o naszych wyczynach w Karbali (Iraq). Ta, poczeka, bo w kolejności mam kolejne military-fiction, tym razem o wojnie białorusko-polskiej kolejnego autora z warbook.pl - Vladimira Wolffa, konkretnie drugi tom "Czerwona apokalipsa" (wcześniejsza książka - "Stalowa kurtyna" wgniotła mnie w fotel z siłą szarżującego T-91 "Twardy"). Uwielbiam modern warfare!

Btw, kolejny tom z serii Honor Harrington jest w księgarniach, a nie na mojej półce! Więc klimaty EvE książkowo też sobie zapodam. Aaa... zapomniałbym, Drake poczeka chwilę, aż mi sie wyskilują Heavy Missile Launchers Tech II - czyli za 11 dni. Dlaczego? Teoretycznie, mógłbym użyć najlepszych na rynku wyrzutni Tech I - tzw. "Arbalestów" bo do nich pasują super-mocne Caldari Navy Heavy Missiles. Tylko...

...ceny (w kolejności od najgorszej do najlepszej):
  • Heavy Missile Launcher I - ok 30 tyś ISK
  • 'Malkuth' Heavy Missile Launcher - ok. 300 tyś ISK
  • Advanced 'Limos' Heavy Missile Launcher - ok 650 tyś ISK
  • XR-3200 Heavy Missile Launcher - ok.... 3,5 mln ISK (WTF?)
  • 'Arbalest' Heavy Missile Launcher - ok..... 12 mln ISK (WTF?!?!?)
  • Heavy Missile Launcher II - ok 850 tyś ISK
Dla porównania, battlecruiser kosztuje tylko 27 mln ISK. A potrzebuję takich wyrzutni 7 sztuk. Stąd, nie mając jeszcze skilli na Tech II, i nie chcąc zrujnować się finansowo użyłem kiepawych Limosów. Jaka różnica? Rate of fire. Tyle i tylko tyle. Na Limosach, damage per second (DPS) mam 248, na Arbalestach i Tech II (obie wersje mają identyczne RoF, Tech II ma większe wymagania na power grid i CPU oraz skille, za to jest tani i gorzej się "przepala") powyżej 300. Przepalenie zwiększa to o 20-25%. Czyli... nie dość, że taniej (T2) to jeszcze efektywniej. Jako bonus, można użyć rakiet Fury lub Precision. Pewnie tańsze od frakcyjnych Caldari Navy, a wg statsów jedne mają większy damage, drugie lepiej biją mniejsze statki. A wiadomo co wygrywa tak naprawdę - KASA i efektywność :D

Dobra, logoff, trzeba przestrzelać pukawki ;)

środa, 17 sierpnia 2011

Lol!! Beast in sandbox


Jak wyglądało moje pierwsze 30 min w battlecruiserze klasy Drake? Spróbowałem wczoraj. Wiem, mam górkę statków do pvp już, ale... to był impuls. Yep, zakupy impulsowe rządzą. Szczególnie takie za 57 mln ISK (wliczając w to 8 mil na ubezpieczenie kadłuba za 27 mil ISK i pełne osprzętowienie Tech 2, 20 dronek ECM Hornet EC-300, stos Imperial Navy Scourge Heavy Missiles oraz.... takie-sobie Tech 1 "Limos" Heavy Missile Launchers).

Oczywiście o zakupie pocisków klasy Friend Or Foe (przydatne, gdy utracimy namiar na przed chwilą stargetowany statek) przypomniałem sobie jak już się wbiłem głęboko w low-sec, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Setup bestii (tak, Drake to numero-uno i absolutny hit sezonu 2010/2011 w pvp w Eve - sprawdza się zarówno solo jak i we flotach jako maszynka do mielenia mięsa) ukradłem od Lady Shaniqua'y. Stwierdziłem, że jeśli ona potrafila atakować nim 3 inne battlecruisery na raz i wygrywać, coś musi być z tym setupem OK, że daje radę :)

Przy moich skillach jest... bardzo ok.


Cierpię trochę na brak wyrzutni tech II, ale za 3 tyg będzię już ok. Grunt, by nie zapomnieć kontrolować "overheating" wyrzutni - dzięki temu DPS drastycznie wzrasta...

Tyle teoria.

Praktyka... heh. Było śmiesznie. Wbiłem się w low-sec tą cegłą (swoją drogą, jest bardziej zwrotna niż maleńki stealh-bomber.....lol!). Przez 3 kolejne systemy było pusto. W 4tym - skaczę, i widzę, że na wrotach campi cruiser Tech 3 Legion. I to oflagowany na czerwono, czyli ani chybi pirat-wstrętny-morderca-niewinnych. Na local-chat 5 innych kolesi i myślę sobie "pięknie, więc tu będzie mój grób". Patrzę, koleś 15 km ode mnie, więc jestem w zasięgu jego Warp Disruptora (a on w moim by nie było) i myślę sobie "PKP, grób jak nic, wpadłem!".

Ok, po zrzuceniu gate-cloaka ruszam do akcji i... Legion ucieka! WTF? To ja miałem być ofiarą. Zdegustowany odlatuję dalej. Kolejny system i kolejny gatecamp. Piracki Rapier, krążownik klasy Recon Force, Tech II, określany jako "bardzo niebezpieczny". Myślę sobie znów - będzie się działo! A tu lipa. Gdy tylko koleś zauważył, że skoczyłem Drakiem - dał nogi za pas. WTF? Boją się mnie?

Przez kolejne dwa systemy było pusto, w trzecim znów napotkałem Rapiera (ale innego), w towarzystwie stealh bombera klasy Manticore. I... oni też spitolili na mój widok.

Lol :) poczułem się jak tygrys na przechadzce po lesie...

Ciekawe jak wielki wpływ na to, że oni uciekali ma mój aktualny security status równy... -1.0? (dla przypomnienia co to oznacza: ZŁY się stałem ;-))

wtorek, 16 sierpnia 2011

Samotny Wilk reloaded


Sprowadziłem wszystkie swoje bojowe okręty do dwóch baz w low-sec w regionie Black Rise i zacząłem aktywnie latać i szukać guza. Ciężko niestety z tym idzie. Gdy ja się loguję, to ruch w eve wydaje się zamierać, a na local straszą piraci z security status równym -10. Gdzie tam mi do nich. Pewnego razu, w systemie Eha gdy się zalogowałem, jakiś english-speaker nawoływał, że stację campi "cloaked Tengu". Po podaniu nicka campera - okazało się, że to rosjanin. Jako, że koleś gadał coś po rosyjsku na local-chacie z innym ruskojęzycznym, wdawanie się w walkę z nim i jego dwoma pomagierami (tak, wśród ludzi z Ru na localu był jeszcze jeden, trzeci, gracz) w moim krążowniku Tech 1 nie będzie miało sensu. A kusiło mnie i to zdrowo, bo już chciałem zawrzeć szybki sojusz z amerykaninem nawołującym wciąż w kółko "cloaked Tengu is camping station"). Czasu niestety nie miałem zbyt wiele.

Przy kolejnym logowaniu wybrałem się w długą podróż po low-secu, raz - szukając guza, dwa - celem dolecenia do bardzo odległego systemu w którym zostawiłem Imperial Navy Slicera po tym, jak wyszedłem tam z Dziury (wormholem, który później znikł był) opuszczając korporację VuDu. Droga była ciekawa bo wiodła przez low-sec'i oraz 0.0 - Syndicate, jeden z regionów null-space, który nie może być kontrolowany przez graczy i jest kontrolowany przez NPCów z frakcji Sansha. Czyli - dostępny dla każdego. Region, w którym dawno temu szalała moja korporacja Peoples Navy of New Haven! Stara, dobra przestrzeń.

Cruiser klasy Omen, amarrski, dla niepoznaki szybki i shield-tanked (zamiast tradycyjnego armor-tanked) jest szybki i doskonale nadawał się do takiej trasy. Wbiłem się praktycznie w sam środek tego 0.0, trochę poszukałem potencjalnych ofiar i... stwierdziłem, że wracm do domu. Po Slicera polecę kiedy indziej. Przesiadłem się we fregatę Punisher, jedną z 4 przeznaczonych do pvp i do ostrzału i zacząłem na bezczelnego szukać guza. Bezczelnego - czyli bez zachowania moich zwykłych środków ostrożności, czyli latania do obiektów na 100km, robienia pod drodzę safe-spotów by móc uciec itd... Latałem normalnie na 0km, jak jakiś noob, by wpaść w ręce piratów i trochę powalczyć. Innymi słowy - brawura plus kuszenie losu, taki byłem głodny walki.

Pierwsza okazja trafiła się szybko - rzuciłem się na sygnaturę "natural phenomenon", gdyż direct scanner wskazywał, że lata tam sobie cruiser klasy Caracal i wybija NPCów (wraki na scanerze - pojawiały się nowe co jakiś czas). Czyli - easy prey! Sprawdziłem przy okazji pilotów w przestrzeni - okazało się, że dwóch piratów (security status <0) było przelotem, bo znikli z local-chat i został tylko jeden: 3 miesięczny gracz). Easy prey!!!

Niestety nie okazał się taki easy. Próbowałem dwa razy, dwa razy mi uciekał w warp'a. Przez to, że do "natural phenomenon" prowadziły tzw. acceleration gate - nie mogłem doń podejść pod innym kontem, ewentualnie - bookmarkując jeden z jego wraków i później spadając mu prawie na głowę (warpując na 0km). Pogadaliśmy chwilę na chacie i dałem mu spokój.

Przy kolejnym logowaniu stosowałem tę samą technikę aktywnego szukania walki. Wystawiając się na wrotach dłużej niż to potrzeba. Gdy trafiłem na pełny, niezłupiony wrak jakiegoś gallenckiego krążownika (gracz, który padł ofiarą piractwa ze strony innego gracza, poor guy ;))) - zabookmarkowałem go, odwarpowałem na safe-spota i WIEDZĄC, ŻE PAKUJĘ SIĘ W OCZYWISTĄ PUŁAPKĘ, postanowiłem go złupić. Warpnałem na ten wrak na 0km, sprawdzając direct scanner co 5 sekund. Gdy zobaczyłem fregatę klasy Dramiel, wiedziałem, że będzie gorąco. Dramiele to ulubiona broń piratów. Szybkie, małe i śmiercionośne diabelstwa, za jedyne 40 mln szt ;-))

Skoczyłem na wrack, zajrzałem do środka - stuff tech 2 za... 10 mln? Serce zabiło mi szybciej, załadowałem wszystko i dałem "warp to 0km..." na mój safe-spot. Dlaczego uciekłem? Mając w garści taki fajny, drogi stuff, stwierdziłem - kasa lepsza, a walka się znajdzie. Udało mi się! Być może byłem szybki, a być może nie była to pułapka. Sprzęt zrzuciłem na stacji w pobliskim hi-sec od razu wystawiając go na sprzedaż. I wróciłem do "aktywnego szukania guza".

15 min później sytuacja się powtórzyła. Znalazłem kolejny wrak jakiegoś statku, tym razem była to barka górnicza pełna sprzętu za.... 15 mil ISK!! Strip minery Tech II plus jakieś cargo expandery... Znów, szybka akcja, nikt się nie dowalił a ja w długą. I sprzedaż. Efekt całości? 25 mil ISK zarobiłem na czysto :D

Wpadłem na gienialny pomysł by spróbować walk w hi-sec. Tam, jedynie metodą kradzieży z wraków lub kontenerów można się "oflagować" dla okradzionego gracza i pozwolić mu się zaatakować. W ten sposób flota systemowa zostawi taką walkę w spokoju.

Pierwsza ofiara - górnik, któremu zakosiłem cały (!!) urobek, niestety nie dał się sprowokować mimo, że czekałem całe pół godziny! Zmieniłem system na kolejny. I na kolejny, szukając już nie tyle górników, co zwykłych graczy strzelających do NPCów na paskach asteroid. Niestety - nie miałem za dużo czasu i nikt się nie napatoczył.

Innym razem...


czwartek, 11 sierpnia 2011

Powrót do starego życia

Jednak nie wytrzymałem dłużej w regularnym corpie. Mimo, że mały, że w 100% piracki - przytłaczała mnie świadomość pewnego rodzaju powinności, które wiążą się z byciem razem. Samotny wilk nie znosi, gdy mu mówić co ma robić ;) więc... rzekłem sayonara!

Interstellar Shipment Vindicators otworzyło swe podwoje. Tzn, dla mnie i dla Dab3ra i może jeszcze dla wojownika prowadzonego przez Bartka. I tyle w temacie - "cru, not corp". Narazie jestem one man army (tj. woman) i baza jest w dwóch systemach w regionie Black Rise. Dziś pierwszy poważny roaming po regionie i okolicach, zakończony tak-sobie: przeżyłem. Pewien koleś z uporem maniaka deptał mi po piętach i gdy odkryłem, że lata on w covopsie, stwierdziłem: dziękuję, spikniemy się na tete-a-tete i za chwilę będzie tu zgraja jego przyjaciół, nie ma głupich!.

Sam mykałem to tu i tam w Omenie, krążowniku. Shield-tanked, Auto Cannon IIs + 3 maluszki ze zdolnościami ECM. Szybkie (1600 m/s), zwinne w miarę i... narazie nuda. Zobaczymy. W zanadrzu jeszcze w pełni przygotowane 5 bojowych fregat, stealh bomber i kolejny krążownik. Jest co... tracić ;)

Łaknę solo-killa jak kania dżdżu (którego notabene mam już po dziurki w nosie, bo sorry, ale jesień tego lata to jakaś pomyłka! W ramach buntu nie będę jadł naleśników z syropem klonowym. I basta. Interpunkcję i gramatykę też mam gdzieś.

Tchuss!

wtorek, 2 sierpnia 2011

Duszno. I gorąco, jak w pierdolonym Sudanie


Socom4 Polskie Siły Specjalne trafiły do mnie w formie prezentu. W sumie ucieszyłem sie, bo ze dwa miesiące temu podjąłem decyzję (przy wielkiej pomocy i argumentacji TheMostBeautifulSniperInTehWorld), by gry nie kupować bo "przecież nie będziesz grał w grę, która ma grafikę sprzed pięciu lat!". Ucieszyłem się, bo pomyslałem sobie, że wreszcie wykorzystam gnijący w szafce Sharpshooter i PS Move.


Dawajcie, fiuty!

Gra może podobać się tym, którzy zagrywali się w SOCOM: Confrontation oraz tym, którzy przyzwyczaili się do engine graficznego w M.A.G. Oraz ludziom posiadającym move'a. Może, ale... nie musi.


Dalej, cioty jebane!

Gwoli wyjaśnienia - podtytuły nie są moim widzimisię, to cytaty z gry. Yep, pod tym względem Sony poszło z lokalizacją o krok dalej i w grze nie uświadczymy już choroby o nazwie cholera. "Cholera" to czy tamto napawało obrzydzeniem w Killzone 2 i w Uncharted 2, mi osobiście rzygać się chciało jak takie teksty słuchałem i nie dziwiłem się innym, którzy za nic mieli polską lokalizację i wybierali soczyste, angielskie fucki.


Fuck, dostałem!

O dziwo, kurw w grze nie słyszałem, za to pięknie wplecione są angielskie fucki w polskie teksty. Nie razi to przede wszystkim i jest bardzo naturalne. Hmm... co jeszcze mi się podoba? Z tych tak naprawdę 3 rzeczy które mi się podobają to (WRESZCIE!) kobiece modele postaci. Ale, hold on your horses! Zjebali koncertowo, bo w odróżnieniu od Socom: Confrontation tutaj, na modele trzeba zasłużyć! Całe pierdolone 40 leveli by wskoczyć w skórę JEDNEJ rebeliantki i jednej operatorki SpecOps. Female players are really pissed off!


Żryj to, świnio!

Sharpshooter, a potem z desperacji sam PS Move są.... chujowe. Ciężkie, niewygodne, w dupie mam synergię i uczenie się tego. Gramy na padzie. Dużo lepiej. Rozgrywka czasem przypomina M.A.G. lub tryb z Rush z Bad Company 2, szczególnie w trybie Last Defence gdzie mamy do zabezpieczenia punkty z łącznością A, B, C (tu - kudos dla Zippera, że to są stacje satelitarne przy których trzeba trochę pobyć - tj popisać coś na komputerze sprzężonym z nadajnikiem, a nie leżeć jak kretyn koło flagi), by potem dostać namiary na punkty N1 i N2 w których trzeba rozłożyć nadajniki. I wygrać tryb. Przy okazji, żołnierz który zabezpieczył "uplink" dostaje możliwość wezwania nalotu wroga (co jest o tyle fajne, że taktyczne - a nie jak w innych shooterach "nagrodą" za fragi).


Granat leci!

Gfx... specyficzny engine M.A.G. (twóca Socom4 to Zipper, twórcy MAGa) może się podobać, tutaj, został on dokręcony i doszlifowany, dzięki temu woda wygląda jak woda, światło w dymach i mgle rozprasza się jeszcze piękniej, a woda przypomina wodę. Tylko, po jakiego chuja, jakiś pierdolony kretyn stwierdził, że w tej odsłonie Socom tryby nocne i noktowizja będą niepotrzebne??? Tak, pod tym względem S4 ssie, a S:C dominuje. Ba, S:C dominuje również w swobodnym dostępie do broni i ich modyfikacji, do dowolnego ubierania, modyfikowania i malowania bojowego żołnierza oraz... taktycznie. W S4 z ruchów taktycznych postaci (przecież to TPS do cholery!) pozostało jedynie przyklejenie się do osłony i ... tu trzeba przyznać dosyć fajnie zrobione wychylanie się (no i lepsze celowanie przez przyrządy).


Gorąco jak w pierdolonym Sudanie...

...to niestety nie jest. Gra toczy się gdzieś w Korei, więc i terenowo i muzycznie NIE JEST to bliski wschód. A szkoda, bo wyjący muezini i arabska ceramika były mocno klimatyczne w poprzedniej części (i dlatego też podobał mi się Medal Of Honor 2010). Mapy... te są rozległe, szczegółowe, fajnie zrobione i mają bardzo dużo dróg, camp pointów, wąskich gardeł, pojazdów, beczek i innego syfu który potrafi się zapalić i pierdolnąć zdrowo. Co zmienia trochę sytuację taktyczną.


Żołnierz dostał!

Tego na szczęście nie spierdolili, jest nawet lepiej. Mapa miejsc w które można zranić czy zabić żołnierza jest rozległa, a w samej grze jest oczywiście stały friendly fire (więc nie ma bezkarnego nawalania po swoich), kula to kula - draśnięcie kogoś w twarz równa się wyeliminowaniu wroga, ciężko zbrojni są trochę lepiej chronieni i powolni jak ślimaki, za to lekko zbrojni szybsi. Nadal skok nie pozwala uciec przed kulą, można jedynie zmienić lokację swojej rany z klatki piersiowej na jaja i zejść szybciej. Granatami wreszcie rzuca się normalnie, a arsenał jest rozległy. Zipper odwiedził chyba targi broni Shoot 2010 bo znajdziemy tam wszystkie najnowocześniejszcze zabawki dostępne na rynku (IAR 556, ACR, AK102, SCAR) oraz oczywiście starocie też są (AK47, M4, M16, FAL, IW 80, Famas itd...). W grze bronią boczną może być dowolna brań długa lub pistolet maszynowy (Vector rządzi). Broń którą niesie lub trzyma żołnierz wygląda na nim pięknie, w najdrobniejszych szczegółach widać co ma zamontone na karabinku, a jeśli na plecach tacha coś ciężkiego - sam jest sobie winien.





[piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii....]

Dźwiękonaśladowczy tekst opisujący to co się dzieje po granacie błyskowo-ogłuszającym. Morderczy wynalazek. Za to sam dźwięk Zipper zjebał. Nie wiem co oni robili, ale S4 nie jest nastepcą Slant Sixowego Socom: Confrontation! Dźwięki broni jeszcze ujdą, choć chłopaki ze Slant Six zrobili chyba najlepiej brzmiące bronie na świecie - nic dziwnego, jak się jedzie na wakacje do bazy USMC Foxtrot w Nevadzie z naręczem różnego rodzaju mikrofonów by ponagrywać każdą sztukę broni, każde przeładowanie czy zmianę magazynka to nie ma bata, musi być zajebiście. I było. Cody, BC czy MAG to mogą się schować. S4 niestety dołączy tu do grona innych gier. W grze nie ma najlepszego chyba w shooterach wynalazku czyli proximity voice comms! Jak w każdej innej grze słychać w słuchawkach swoich graczy, niestety NIE MA JUŻ słuchania w surroundzie rozmawiających w zasięgu naszego słuchu (czyli do tych kilku kroków) graczy wroga!!! Skandal i chujnia z pętelką.


Raport!

Gra jest chujowa, ale gra się zajebiście. IMHO, powinna wejść w cenie 99 pln w dniu premiery, bo wtedy byłby sens jej kupienia. Mnie wciągają nawet głupie tryby suppression (team death match), feeling jest MAGowy może to przez to. Oczywiście - nie polecam, i nie jest to prowokacja. Sharpshootera i PS Navi wystawiam na allegro, samego MS Move sobie zostawiam, może przyda się kiedyś. Pad rządzi, można jak zwykle grać półleżąc w fotelu. Overall, k/d mam na żałosnym poziomie 0,29, ale dzięki takim akcjom jak wczoraj (7/5) idzie i rośnie. Dla mnie, jak już mi się ta giera trafiła - jest ona dobrą odskocznią od EvE :)