wtorek, 22 listopada 2011

Gdy gra rodzi frustrację

Czasem mam problem z określeniem w co tak naprawdę chciałbym pograć. Są gry co pociągają klimatem, a są gry które mnie nakręcają sposobem w jaki łatwo osiągam satysfakcję z rozgrywki. I tu dochodzimy do sedna. Bo czasem jedno nie idzie w parze z drugim. I wtedy jest źle.


Najfajniej gra mi się w gry, w których mam wolność wyboru - w mniejszym lub większym stopniu, ale zawsze wolność. Wolność która polega na tym, że jeśli czegoś nie mogę zrobić, na czymś się zatnę - gra daje mi możliwość zrobienia tego w inny sposób. I wtedy nie zawsze klimat jest tym, co trzyma mnie przy grze.


Stąd pewnie - dlatego tak fajnie gra mi się w multiplayery, bo tam można wszystko. No, ale gry to też historia, przemycana w postaci kampanii singlowej i tu traktuję to zawsze jak film czy książkę. Jeśli dobra, lub ciekawa - chcę wiedzieć co będzie dalej. Gorzej, jeśli film się urywa, książka nie ma części kartek, a gra... nie pozwala grać dalej.


Nie jestem graczem hardcore'owym. Nie mam czasu, cierpliwości oraz chęci by w kółko robić to samo tylko po to by nabić jakiś tam wynik. Stąd tak krótko czasem wytrzymuję w multi - "bo wszystko już widziałem". Gorzej, gdy gra singlowa jest tak zrobiona, że odechciewa się grać. Mimo fajnego klimatu.


Alice - the Madness Returns.


Napaliłem się na tę grę, bo uwielbiam takie klimaty. Psycho-groteski. Po obejrzeniu trailera, krwawego, niepokojącego, gdzie urocza Alicja zmienia się w horror - byłem ostro ciekawy, jakieżto wytwory pokręcone będą dalej? Ok, zakupiłem i lecimy!


Gfx na unreal engine jest - no wiadomo, jak wyglądają gry na tym silniku. No nic, klimat się liczy. Gram sobie, gram, w grze jest jedna, jedyna słuszna droga, ale póki mi idzie, nie jest to problemem. Niestety, moja prywatna tragedia objawia się już w 2gim epizodzie, gdzie Alicja trafia do Krainy Czarów i skacze sobie po grzybkach czy lewitujących kostkach domina.


Ja czasem lubię gry w których można poskakac, polatać czy wykonywać mix obu tych czynności. Np. w inFamous - tam, wielki otwarty świat, postać - parkourzysta - więc sposób poruszania się przeniesiony z poziomu ulic również na dachy. Podobnież w the Saboteur czy Assasin's Creed. Tyle, że w każdej z tych gier, do osiągnięcia celu było milion dróg. Nie da się tak, to można spróbować inaczej.


Niestety, Alicja to gra jedno-liniowa. Przejdziesz tak, jak chce twórca i zero szans na alternatywę. ZERO. Skakanie w Alicji jest łatwe - wystarczy nacisnąć X. Można też podlecieć - skacząc i przytrzymując X. Z lądowaniem jest już gorzej, bo Alicja nie potrafi się złapać niczego, a grawitacja okrutnie skraca lot. A skoków między znacznie oddalonymi od siebie kostkami domina, krawędziami, czy grzybkami jest okrutnie wiele. I to ułożone tak, że najmniejszy błąd, o który nietrudno, jeśli odległości są tak duże, że trzeba wykonać skok, podlecenie, i skok W-TYM-JEDYNYM-WŁAŚCIWYM-MOMENCIE niweczy wszystko, całą drogę. Nawet, jeśli była ona absurdalnie długa.


Skakałem w kółko po tych kostkach domina, raz po raz spadając i wracając do początku ścieżki. Co kilka minut zwiedzałem (na dole) całą lokację, bo może gdzieś jest ukryta ścieżka do następnej sceny, która pozwoliłaby mi ominąć te przeklęte skoki. Niestety - nic. Jako, że klimat mnie trzymał, próbowałem absurdalnie długo pokonać JEDNĄ ścieżkę. Wg zegarka - prawie godzinę. Godzinę psu w dupę... bo jestem w wieku, gdy gry wyliczam na godziny, a każda z nich, kiedy mogę pograć jest cenna.


Być może to kwestia tego, że mam za mały skill w padzie? Po 3 latach grania - i don't think so. Inne gry dają radę, a mam ich ogranych naprawdę dużo. I w żadnej nie spotkałem się z aż taką blokadą - nawet w osławionych oskryptowanych kampaniach singlowych Call Of Duty - można praktycznie każde miejsce przejść na wiele sposobów, zawsze jest jakaś alternatywa. No i checkpointy - być może, one uratowałyby tę ścieżkę?


I tak... fajna gra, ale chyba pójdzie na sprzedaż. Nie mam ochoty wracać, szczególnie, że pewnie takich kretyńskich rozwiązań będzie więcej. A czas to pieniądz. A ten może zostać wykorzystany inaczej, np. na MW3 ;)

wtorek, 15 listopada 2011

Przerwa w multi ;)

Nie wiem czy to przeżyję...


...ale już spróbowałem wejść w Wonderland. Groteska, a właściwie... gore-teska ;)

środa, 2 listopada 2011

Killing Machine część 2: k/d=16/1!!

Staram się unikać postowania dzień po dniu, ale w powyższym przypadku nie mogłem się powstrzymać :). Dołączyłem do gry w którą grał Maciek, wylądowaliśmy w tym samym teamie. To tryb podbój na mapie nocnej "autostrada do Teheranu".

Wpierw udałem się do flagi B, która jest na autostradzie, a później po naprawieniu konającego tam wozu pancernego - wsiadłem do niego i dołączył do mnie zmyślny KaeMista. Pojechałem wprost na stację benzynową (flaga C) bo ten cel nam umierał. I tam... manewrując bwp tam i nazad, strzelając z działka w nadjeżdżającego t-90 oraz BWP oraz próbujących nas ściągnąć z RPG wrogów spowodowałem, że do końca gry cel był nasz!

W między czasie musiałem często opuszczać wóz, naprawiać go razem z kolegą, jednocześnie strzelać z karabinku i przeżyć.

Po pewnym czasie wóz przestał istnieć więc pozostało kryć się w gruzach i często zmieniać pozycję. Aż wreszcie skończyła mi się amunicja w karabinku i został pistolet. Żadnego wsparciowca który by rzucił ammo jak na złość nie było w pobliżu.

Śmierć przyszła wtedy gdy napadło mnie dwóch i to na sekundę przed końcem!

Reasumując, 8 killi ze karabinku SCAR-H, 2 z pistoletu M1911 z tłumikiem, 2 z RPG oraz 4 z wozu pancernego.

I luv BF3!!!

wtorek, 1 listopada 2011

Pole Walki - killing machine!


Takie mecze lubię :) bo kto nie lubi, z kill/death ratio = 2.4... Punktowo też nie najgorzej, choć częściej ląduję w środku teamu niż na jego wierchu.

BF3 poprzez swoją różnorodność - wciąga mnie tak jak kiedyś wciągnął MAG i BFBC2. Co prawda teraz dopiero zaczynam, bo nabiłem ledwie 7 godzin i do ok 150 godzin MAGa oraz 70+ godzin w Bad Company 2 trochę brakuje, ale wtedy, te dwie gry można powiedzieć walczyły ze sobą o mój czas. Teraz sprawę mam można powiedzieć - czystą. BF3 nie ma w tej chwili równie wciągającej konkurencji.

Prawda - mam też na celowniku inne gry włącznie z pecetową Call Of Duty Black Ops. To w ramach testu i sprawdzenia się w warunkach PC-towych nolif..., tzn pro-gamerów ;). Po zaledwie 3 godzinach (nie wiem dokładnie bo "karta postaci COD" z historią gry odblokowuje się dopiero po 10 lvl a ja mam 8) jedno co mogę stwierdzić: nie ogarniam myszy. Paradoksalnie, najlepiej mi się grało na pececie padem, mimo iż ten zachowywał się zupełnie nie tak jak pad zachowywać się powinien. Innymi słowy - jest mega różnica w odczuciu grania padem na konsoli i pececie. A mowa jest o tej samej grze!

Podsumowując Black Ops PC: jak narazie jestem failing machine, a sama gra mnie zniechęca i rodzi frustrację. Jak ma nie rodzić, jeśli moje mecze kończą się k/d = 0,11 ;)

W Black Ops PS3 dochrapałem się 34 levelu w multi i zorientowałem się, że niektórzy gracze brzydko grają. Miałem już kilka wywaleń z meczu i to zawsze wtedy gdy byłem 1-2 w teamie, ale w innych meczach i przed i po, gdy byłem taki sobie - toto się nie zdarzało. A może to przypadek? Obojętnie co by to nie było - przerwane mecze i wyniki z nich szlag trafia, więc trochę niefajnie. Sama gra nie jest zła, szczególnie jeśli grać w dual-screen na dwa pady i jest dobrą odskocznią od BF3.

Inni pretendenci do multi tej jesieni w moim prywatnym rankingu: Killzone 3 oraz Resistance 3. Killzone 3 - to co ugrałem, to kilka godzin i odblokowanie dokładnie połowy rzeczy do odblokowania na klasie Taktyk. Pewnie jeszcze wrócę do gry, ale tu czuję efekt KZ2 - tam zrobiłem ledwie kilkanaście godzin. Bardziej w obu grach wciągnął mnie single (KZ3 ukończony, KZ2 - 3 razy prawie ukończony).

Natomiast Resistance 3 to głównie niesamowity single. Wciąż jeszcze nie dokończyłem, ale to zrobię jak się trochę nasycę BF3. Spróbowałem też multi - mocno CODopodobny, ale po kilkugodzinach mi się znudził. Single lepszy. W obu powyższych grach ogólne k/d utrzymuje mi się na poziomie 0,7-0,8 więc nie jest źle. Również w BF3 na dzień dzisiejszy ogólne k/d jest 0,79 i jeśli będzie więcej takich meczy jak 24/10 (tego samego wieczora było - 15/10, 6/5 ale i 6/13) to pewnie się podniesie.

Podsumowując te multi zestawienie
Gry które trzymają mnie swoim multi mają dwie cechy - albo są do bólu taktyczne (BF, MAG) albo są szybkie, w sam raz na 10 min i mają mnóstwo nagród (COD). I muszą być "modern". Zestaw sci-fi sprawdza się, ale na dłuższą metę ciekawsza jest tam historia niż wyrzynka.