Posty

Wyświetlam posty z etykietą Fallout 3

Fallout - jak to się zaczęło

Obraz
- Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia - powiedział chłop w jednej z wiosek w Wiedźmin 3 Dziki Gon. - Sam się nie zmieniasz, leniu śmierdzący jeden! Do roboty byś się jakiejś wziął, a nie bajdurzysz od rana! - odkrzyknęła chłopka biorąc się pod boki. Na taką scenę natknąłem się grając, tuż przed tym zanim ogłoszono Fallout 4. Best timing! :) Fallout Zaczęło się w 1997 roku, jesienią. Przywiozłem Fallouta na CD'ku, do domu bo ktoś mi na studiach to polecił. I wsiąkłem. Brat również. Wręcz biliśmy się o to, kto będzie grał i jak długo. Potrafiliśmy rozmawiać o tej grze, o jej misjach, odkrytych ciekawostkach i easter egg'ach godzinami. Pamiętam, że grę przechodziłem kilkukrotnie - najbardziej podobało mi się, gdy zamiast w prawo, w kierunku Vault 15, polazłem w lewo, wprost na pustynie. Miałem gdzieś to, że jestem cienki bolek, że byle rad-scorpion mnie pojedzie jak burą sukę. Próbowałem parę razy, zawsze save/reload i w pewnym momencie natrafiłem na rozbity spodek UFO. ...

Pełne zanurzenie w świecie gry

Obraz
Niewiele jest gier, które u mnie wywołują szybsze bicie serca. Tzn. mam na myśli takie, o których choć wzmianka, a ja już zaczynam się ślinić i zaczynam mieć chcicę na granie. Jedną z takich gier jest seria Killzone. Dziś, natrafiłem na takie arcydzieła - obrazy wiszące na ścianach, gdzieś na Helghanie (podobno z Killzone 2), w którejś misji. Socrealizm pełną gębą ;-) Pomyślałem sobie właśnie, że może mój ojciec namaluje mi do domu coś podobnego... choć może się takie dziełko nie spodobać mojej małżonce ;-). Wracając do tematu - w świecie Killzone jest coś co przyciąga mnie jak magnes - mroczna przyszłość, konflikt, "wieczna wojna", być może to samo, czego zawsze szukałem w Warhammer 40000 - społeczeństwo o charakterze imperium, totalitarne, okrutne, ale gdzieś w głębi - osamotnione, na dnie, bliskie katastrofy i walczące o przetrwanie. I zawsze odrealnione, umiejscowione w świecie alternatywnym, fikcyjnym. Tak jak Imperium Człowieka w Warhammer 40000 i genialna...

Granica możliwości

Uświadomiłem sobie ostatnio, że dotarłem do granicy własnych możliwości w graniu. Czyli standardowo - jest w co pograć, ino nie ma kiedy. Pomysłem na to (ku uciesze znajomych graczy) było ustanowienie Wielkiego Noworocznego Wyzwania: zero kupna nowych gier na PS3 (dla siebie) w 2011 . "Dla siebie" jest tu słowem kluczowym ;-) bo przecież dziecko czeka na LBP2, więc gierki mu nie odmówię... Realnie, moje wyzwanie uda się zrealizować mimo atakujących zewsząd nowych gier, bo na półce trochę gierek jeszcze czeka na litościwe me wejrzenie. Po drugie - odcięcie się od gazet o grach i ograniczenie mego zainteresowania publikacjami na portalach o grach, by nie napalać się na nowości. Po trzecie - gry pożyczane. Wszystkie te rzeczy jak narazie udaje mi się robić. Przede wszystkim ukańczam gry posiadane obecnie. Na pierwszy ogień poszedł singiel Call of Duty World At War . Ukończony wraz z lekkim pożegnaniem się z multiplayerem w tej grze (defacto te...

...i samotny wędrowiec odszedł.

Skończyłem Fallout 3. Wczoraj, zupełnie się tego nie spodziewałem (wszak tyle jeszcze miałem do zwiedzenia - tym bardziej, że jak strzelił 20 level to zakupiłem sobie perk'a Explorer co odblokowało wszystkie lokacje na mapie). Ascheron się pewnie nadziwić nie może, bo to kolejna gra którą udało mi się (wreszcie) skończyć :D Przez ostatnie dni spędzone z F3 nachodziła mnie często pewna refleksja. Tak, początkowo, Fallout 3, dla tych których nie wystraszył nowy engine, wydawał się idealnym odwzorowaniem klimatów z dwóch pierwszych części. Niestety, im dalej w las, tym gra stawała się... nudna. Może to trochę za mocne słowo, ale nie był to taki rpg, jak poprzednie dwa. Zauważyłem, że poza początkowymi lokacjami - w tej grze jest bardzo mało questów. A jeśli już są, to typu "idź i zabij wszystkich". Czego mi najbardziej brakowało? - urozmaicenia graficznego - nie tylko palety kolorów, ale do bólu takie same, robione od stempla lokacje, od których w głowie si...

po MAGii czas wypełnić, czym?

Eh... ostatnia moja bitwa w MAGu, tuż przed zamknięciem wersji beta była idealnym przykładem czym tak naprawdę jest ta gra. Trafiłem na mapę "Sabotaż" jako obrona obozu Valoru na Alasce. W moim plutonie, 3 z 4 oddziałów były całkowicie opanowane przez klany. W moim oddziale były "zrzutki", ale team leader i dwóch kolesi było również z jednego klanu. Pozwalało to sądzić, że gra będzie mocno zorientowana na dyscyplinę i zachowanie łańcucha dowodzenia, tj. wypełnianie rozkazów. Gdy zaczęło się, moje przypuszczenia były słuszne. TL spokojnym głosem wskazywał kierunek - mówił co potrzebuje i gdzie - ludzie potwierdzali jego rozkazy. Ponadto, w przypadku zagrożeń (np. pojawienie się respawn-campera) - raz, że były one zgłaszane, dwa, ludzie informowali, że biorą tę "sprawę" bo są blisko. Reszta oddziału nie musiała się w panice cofać ze swych pozycji. Dzięki temu, wróg, mimo zaciekłych walk o cele A i B (w Sabotażu - jest jeszcze trzeci cel, ale odblokow...

Płacz PROsów.

Powrócił u mnie Fallout 3. Wcześniej - problemem był dysk, który włożyłem zamiast oryginalnych 40GB. Teraz, z nowym dyskiem - wszystko śmiga, szybciej i lepiej, a Fallout 3, po 8h grania - ZERO problemów, co mnie cieszy. Kiedyś, znajomy znajomego, obaj WoWowcy, stwierdził, że Fallout 3 jest za krótki i za łatwy, a przez to... nudny. Pozwolę się z tym nie zgodzić. Ponowną przygodę z grą, rozpocząłem od starych zbackupowanych save'ów. Niestety, nie z levelu 16tego, który osiągnąłem przed moimi kłopotami z dyskiem i grą, ale z 6tego. Wizja powtarzania questów za bardzo mi się nie uśmiechała, ale co tam. Seria Fallout (RPG, nie tactics) zawsze była dla mnie bardzo fascynująca, przez co jedynkę i dwójkę kończyłem po parę razy. I poszło. Ku memu zdziwieniu, podróżowanie przez (wydawało mi się) dobrze znane lokacje okazało się wcale nie-powtórką-z-rozrywki. Odkryłem rzeczy, które wcześniej umknęły mej uwadze. Znajomy znajomego się mylił. Poza głównym questem jest milion innych, poboczny...

Ciwilizacjomania.

Rozpętałem w robocie i okolicach zarazę. 3 osoby grają w Civ 4. Kumpel dołączył z Civ:Revolution. Jest o czym poGGadać i przy kawie również. A ja... po  3 nacjach w Revolution, zapragnąłem zmienić grę i wrócić do Fallouta 3. Bo 2 inne osoby wciąż grają w Fallouta, jeden sobie kupił, inny skończył, a jeszcze inny pożycza XBoxa z Falloutem by pograć. A ja niestety, mam issues z tym związane, co rodzi frustrację :( http://www.ps3info.pl/forum/Fallout-3-z-patchem-wiesza-si-t16166.html Pozdrawiam wszystkich współgraczy :) (a zebralo mi się na sentymentalizm) Andrzeja (Civ:Rev, F3 na horyzoncie), Piotrka (Prothoenora z Eve - Civ 4), Adama (Civ 4), Anię (której chłopak nie pozwala grać w Dreamfall'a bo męczy ją z początkami w Civ 4), Michała (który nakręca na Fallouta), Tor Meev'a (który skończył Fallouta), Skippera (który dryfuje w Eve), Aleksa (który smakuje Eve)  i Dox'a, który ma generalnie wszystko gdzieś :D

50h... 120h... 180h grania?!?

Obraz
Kiedyś to były gry... Na taką dyskusję natrafiłem wczoraj na necie. A przy okazji, mogłem zweryfikować doświadczenie, któremu poddałem się w ubiegłym tygodniu. Otóż, zarzuciłem sobie urlop "tacierzyński" i spędzałem dzień po dniu z Maksem. Żona zyskała trochę oddechu i rzuciła się w wir pracy, tak, że mieliśmy chatę wolną. Nie... nie spędzaliśmy całego dnia przed konsolą :-), raczej... połowę. Mały tak ostro wymiatał w Little Big Planet, że... kiedyś o tym napiszę. A drugą połowę dnia spędzaliśmy w "fikolandzie" (komercyjny plac zabaw dla dzieci/kawiarnia dla rodziców). A mając dość czytania tam mangi, polazłem tam z laptopem, uzbrojony w... Arcanum - Przypowieść o Maszynie i Magyi. I koszmar powrócił. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, Arcanum jest grą tak świetną i wciągającą, że mimo jej starości (2001) oraz wielokrotnego grania, wciągnęła mnie znów. Wykorzystałem ten tydzień haniebnie. Bez umiaru, do pierwszej, drugiej w nocy, przy śniadaniu i kolacji, w Fikola...

Ale się pograło!

W piątek zarzuciłem się demami z PSN - Killzone 2, Resident Evil 5, "stareńki" Dead Space oraz Bioshock. Zacznijmy od początku. Bioshock Nagły wybuch, katastrofa lotnicza i lądujemy w wodzie. Bohater zaczyna się topić, a wokół szaleje piekło płonącego paliwa. Jest nieźle! Tak zaczyna się Bioshock. Podobnie, jak w  Another World  przejmujemy kontrolę nad postacią, która właśnie się topi. Trzeba szybko wypłynąć na powierzchnię i gdzieś się udać. W oddali majaczy światło latarni morskiej, więc płynę tam. Okazuje się, że wewnątrz, jest zacumowany batyskaf, gustownie urządzony w klimatach kapitana Nemo. Czerwona tapicerka, okrągłe bulaje, mosiężne wykończenia. Uruchamiam urządzenie i zaczyna się zanurzanie. W między czasie odpala się projektor filmowy i wyświetlany jest film czarnobiały. Klimat a'la lata 50te-60te w USA. Hmm... znów "Fallout", cholera mnie bierze, bo mam dość stylistyki śmiesznych rysunków z tamtych lat ("komiksowe" triody, żarówki i taki...

Zombie

Jak się zapomni o życiu rodzinnym, o tym, że coś trzeba zrobić w domu, Homo Playerus może przeistoczyć się w zombie. Albo no-life'owca jak mawia mój przyjaciel. Kiedyś, miałem takie tendencje, szczególnie wtedy, gdy trafiała mi się "wolna chata". Gra od świtu do nocy, z przerwą na pracę. Gorzej, gdy zombie pojawia się, wtedy, gdy rodzina jest w domu. Na szczęście, zgodnie z zasadą "real life first" nie dopuszczam do tego. Ba, ostatnio nawet zwalczyłem zombie w sytuacji "wolnej chaty". Oczywiście, nie obeszło się bez pomocy mej lepszej połówki :-). A najlepsze jest to, że wpasowanie gier jako jeden z elementów życia zaczyna wychodzić mi coraz lepiej (tj. gry nie dominują nad innymi przyjemnościami, bo to, że nie dominują nad obowiązkami - tak jest już od dawna, i w tym obszarze notuję stały postęp). Ostatnio miałem "wolną chatę" (parę dni). Udało mi się porozwieszać pranie, poprawić uszczelnienie kabiny prysznicowej, zdemontować stare i zało...

Nie pozbywajmy się starych gier

Ostatnio Maks, na babcinym komputerze rysuje obrazki w stylistyce Railroad Tycoon II. Tj. bawi się tylko edytorem plansz. To zrobi zimę, to narysuje buzię i oczka na istniejącej planszy przy pomocy rzeki, ułoży zapętlone niemożebnie linie kolejowe lub odkryje, że można stawiać domki i fabryki oraz najważniejsze - drogi. I malec buduje miasteczka za miasteczkiem. Czasem zbuduje stacje i puści parę lokomotyw. On jeszcze nie wie, ale w domu czeka na niego Lego Star Wars "the Complete Saga". Pozwolę odkryć mu ten "prezent" za jakiś czas, by tak od razu, po powrocie od babci, nie rwał się do konsoli. A u mnie? Chęć oddania Ezronymiusa (moja postać z EvE Online) obcym ludziom została (na szczęście) storpedowana przez moją małżonkę oraz przez większą część korporacji w samej grze. A miałem taką piękną wizję wyciągnięcia kilkuset ojro za gadżet doczepiony do tej postaci… ale też znając siebie, za tydzień bym żałował. To jakby sprzedać część siebie. Nie napisałem ...