Krew, pot i łzy
Doświadcza mnie los okrutnie, oj doświadcza! Droga przez mękę, narastająca frustracja, gniew, chęć ciśnięcia padem o ścianę i... na samym końcu, mega banan na twarzy :D To jest gra! Gra, w jaką dawno mi nie było pograć. I nie chodzi tu o poziom trudności jaki wybrałem (choć ten jest jak wisienka na torcie). Co z tego, że łażę głodny, pokrwawiony i byle ghul mnie kopnięciem posyła do Val-Haa-Lli, bym godnie reprezentował świat, gdy nadejdzie białe zimno i nastanie Raag-Naar-Ogh (z pamięci mej piszę, a poza tym w Temerii i tak większość luda nieczytata jest...). Za każdym wszak loadingiem, postanawiam sobie. że tym razem będę pamiętał o tarczy, o odpowiednich olejach, o blokach, odskoku i zmianie Znaków. A gra nagradza mnie... niespodziewanością . Owo zjawisko to nic innego, jak lekka zmiana tego czego się spodziewamy w... niespodziewane. I dlatego durne wilki w południowych odstępach półwyspu na Velen pokonywałem 10 razy. Tak, jak wreszcie z nich wypadło mięso, jak pokonałem ósmego wilk...