Nekromancja - czyli odkopywanie "starych" gier
Lubię Empire City Przed długim weekendem zakończyłem inFamous jako "dobry". Zakończenie mnie wgniotło. Nie powiem oczywiście co w nim było, bo to byłby spoiler, ale spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Ba, wiem, że zakończenie gry ze złą karmą daje je zupełnie inne. Zobaczę, bo dopingowany przez młodego adepta parkoura (synka), przechodzę grę jeszcze raz. Pomysł, by wrócić do zarzuconego te 3/4 roku temu inFamous'a okazał się strzałem w dziesiątkę. Przez ten czas, nauczyłem się po prostu efektywnie wykorzystywać pada. Nauczyłem się grać. Stąd, rwanie przed siebie w singleplayerze stało się przyjemnością - czystą, bo jest łatwiej. Oczywiście nie super łatwo, ale też nie ma tej frustracji, że się ginie ileśtamset razy. Tylko kilka ;-) Poza tym, gra się jakoś tak... pełniej. Zwracam uwagę większą na szczegóły grafiki, otoczenia. A to w inFamousie zrobiono z pietyzmem i dbałością o szczegóły nie spotykane w innych grach. Wgniotło mnie z wrażenia np. odkryci...