Wczoraj z kolegą Andrzejem wybraliśmy się na Bliski Wschód. Było co zwiedzać - trafiliśmy do urokliwego miasteczka, gdzie można było zwiedzić m.in. wieżę Tadż-Mahal. Miły tubylec dał nam mapę, na której zaznaczył miejsca mogące wielce nas interesować: Mi, najbardziej podobała się rzeka, która opływa centrum miasta z dwóch stron. Okolice wieży Taj-Mahal były dosyć ciekawe, niestety, w pobliskim centrum handlowym, Andrzej dał się okantować tubylcowi i dostał za dużo pestek z dyni, niż zamawiał. To na pierwszy rzut oka dobrze, ale nie dla niego - na dłuższą metę taka ilość okazała się niestrawna. Na rynku, uliczni handlarze zainteresowali nas swoim towarem. Ja wybrałem coś bardzo osobistego SA80-IW (albo IW80-SA): [Swoją drogą, prawda, że przypomina m82a z Killzone 2?] Nowa zabawka wzbogacona o uchwyt (ale już bez tłumika) bardzo się przydała, gdy w wąskich uliczkach koło ambasady, natknęliśmy się na dość agresywnych sprzedawców ubezpieczeń. Ale mimo to, miasto jest naprawdę ładne...