czwartek, 24 czerwca 2010

Niepokój

Zagłębiam się w historię przedstawioną w Heavy Rain, coraz bardziej. Przygnębiająca i niepokojąca ona jest. Jako ojcu 6+ letniego chłopca, odczucia płynące z gry zwiększają mi się z 5 razy. Spoilować nie chcę, ale, na relaks w tej grze nie liczcie. Chyba, że ktoś umie odprężyć się przy "Milczeniu owiec" lub podobnym filmie ;-)

Historia wciąga, jak Twin Peaks. Czy inna autostrada lub mullholland drive. Podobno, giera ma 18 ścieżek i 5 różnych zakończeń. Narazie, dawkować sobie ją będę, jak dobrą książkę. Choć nie jest ona na każdy wieczór - teraz, jak leje, doznania z wylewającego się przygnębienia z ekranu można sobie zwiększyć. No i ... grać na słuchawkach.

Początkowo, grałem razem z żoną - tj. ja grałem, a ona próbowała coś czytać, ale ilekroć na nią zerkałem, to była wpatrzona w ekran. Ale przy kolejnej sesji - stwierdziła, że nie, dziękuje, bo zbyt smutne. Stąd przesiadka na słuchawki.

Lokalizacja - rewelacyjny dubbing, nie ma żadnej ściemy z "wypłaszczonymi" przekleństwami. Soczysta "kurwa" też się pojawia, jak to w życiu.

Widziałem na PSN Store, że jest już DLC z nową historią, a podobno mają być kolejne! W sumie, sam się sobie dziwię, bo nawet nie czekałem na tę grę cały hype zlałem, a grę zdobyłem przypadkiem.

Taki sposób rozgrywki, w sumie mocno liniowy, z interakcją na poziomie gier przygodowych point & click + QTE, chyba jest dobre, dla zabieganych, dorosłych osób, które nie mają tych kilkudziesięciu godzin na rozegranie gry (np. rpg).

O oprawie wizualnej nic nie powiem - bo zapiera dech w piersi. Wreszcie, sensownie prowadzona kamera, wreszcie sensownie wyglądające ruchy postaci, mimika twarzy oraz "mikroruchy" gałek ocznych (szczególnie, można podziwiać przy animacjach w czasie "zmian postaci").

Origami stoi na półce.
A za oknem ulewa.

środa, 9 czerwca 2010

Jestem hardkorem!

Jak zaplanować sobie efektywny mecz w trybie hardcore w Bad Company 2?


Tryb ten charakteryzuje się m.in.:

  • brakiem HUD'a czyli nie ma celownika, nie ma info ile ma się życia, amunicji, jak zniszczony jest czołg itd….
  • nie ma mapy,
  • nie ma oznaczania przeciwników (automatycznego oraz spottingu)
  • nie ma odnawiania życia
  • nie ma graczy z ADHD ;-) (czyli skoczków-run&gun, co to się kulą nie kłaniają)
  • jest Friendly Fire, więc łatwo zabić własnych żołnierzy
  • są mocniejsze bronie vs normalne życie
  • standardowe oznaczenia celów i ich zaznaczanie
  • srogie kary za zabicie swoich, poza tym standardowa punktacja
  • jest więcej krycia się i skradania
  • jest wyczulenia na hałasy (tup, tup, tup… szmer, szmer, szmer… i te sprawy)
  • jest współpraca przez headsety


Tryb ma też wadę - zauważalnie mniej graczy. Boją się, tchórze :D


By efektywnie sobie w hardkora pograć, należy przygotować sobie:

  1. Książkę dla żony by się wciągnęła w lekturę, tudzież usnęła ;)
  2. Szklankę coli - kofeina przed północą nas nakręci na wyszukiwanie ruchu na ekranie :D
  3. Słuchawy + wzmacniacz kumający DTS'a oraz Headphone Surround mode (stereo daje radę, ale może być problem z rozpoznawaniem góra/dół i kierunków przód/tył - zresztą, kwestia osłuchania się)
  4. Headset bluetooth, który ustawiamy tak, by output ustawić na system czyli przepuścić komunikaty od innych ludzi do naszych słuchaw; sam headset wieszamy sobie na kołnierzyku t-shirta, mikrofonem skierowanym ku górze. Testujemy przy ustawieniach czy i jak głośno siebie słyszymy w takiej konfiguracji. Można to zrobić wchodząc do ustawień PS3 wprost z gry (bez jej wyłączania).
  5. Zobaczyć kto ze znajomych gra w BC2 i jest online
  6. W BC2 stworzyć squad i wysłać zaproszenie do znajomych by się przyłączyli.
  7. Ustawić sobie "clan tag" na PL (by inni kolesie z PL się przyłączyli, jeśli będziemy mieć miejsce)
  8. Wyszukać grę, pamiętając o ustawieniu hardcore=yes. Można to zrobić, zanim ludzie wejdą do drużyny - początkowe ustawienie to "private" więc nawet jak wskoczymy na grę, to nikt im slotów nie zajmie.


Wczoraj i przedwczoraj pograliśmy z Maćkiem. Było miodnie, nie bawiłem się tak od czasu dużego zgrupowania naszych [PL] w MAGu na sławetnych atakach na mapie sabotage SVER :D


Niezależnie czy jest to pustynia i wokół unosi się masa kurzu wzbijanego przez śmigłowiec i jego pociski, czy też mroźne klimaty - zawsze gra w hardcore nabiera specyficznego klimatu: jest ciszej. Mniej chaotycznie. Ludzie nie biegają, tylko się skradają. Ludzie w oddziale się informują - gdzie jest dany wróg, którą stroną idziemy. Często mignie czerwony beret lub czubek hełmu wystajacy zza murka lub rogu domu. Normalnie, ktoś by tam przebiegł w pogoni za fragiem, tu… trzeba się wyczulić. "Wysłyszeć" wroga.


Zdrowie się nie odradza, więc tu pojawia się znane z MAGa zawołanie "medic"! Tylko, nie zawsze gdy już leżymy i krwawimy, ale jak idziemy z ciężkim oddechem, ledwo widząc przez niewyraźny, zakrwawiony ekran. Leczenie (apteczki) to podstawa - nie jest ono natychmiastowe, trwa parę sekund. Szyk - szturmowiec + medyk za nim - to podstawa akcji, bo wtedy mamy szansę, że medyk nas podniesie, jak padniemy przy wejściu do pomieszczenia.


Gdy w poniedziałek graliśmy w czwórkę - doceniłem wartość PL w clan-tagu. Kiedy można normalnie, po żołniersku, w szorstkich słowach przekazać info lub poprosić o wsparcie, gra nabiera innego wymiaru. Jest realniej! Będąc uwięzionym pod wrakiem abramsa na środku placu, gdy śmigłowiec AH-64 TankKiller latał jak osa wokół siejąc z karabinów i pocisków usłyszałem "niech ktoś, kurwa, ściągnie z działka tego popierdoleńca w heli!". Normalnie, Helikopter w ogniu w wersji interaktywnej!


Friendly Fire. W arica harbor kończył się mecz. Zostało nas 7dmiu przeciw… 0! Tak, kolesie ze strony wroga rejterowali, w trakcie gry, aż wreszcie zostaliśmy sami. Dwóch kolesi z wymownym GERM z naszego własnego oddziału (nie drużyny, tu było nas równo czterech z PL) zaczęło mścić się za przegraną WWII :) Pominusowali sobie ostro własne wyniki. -10 EXP za postrzał, -25 za friendly kill'a, a nawet -100 punktów (!!!) za głupie… przejechanie swojego czołgiem :)


Wczoraj miałem taką sytuację. Wyjeżdżam z bazy wozem pancernym. Po obu stronach betonowe umocnienia, których nie da się zniszczyć, przede mną wąska droga i … koleś z innej drużyny (więc nie można zagadać przez headset). Stoi na środku drogi, blokując całkowicie przejazd i strzela sobie radośnie. Pierwsze myślę: słyszy chyba, że jadę. Niestety, nie zareagował, tylko nadal stał i strzelał. Szukałem czy jest jakiś przycisk - klakson ;-). Niestety, nie dali. Gdy koleś ciut się przesunął (nadal miałem go za plecami) zdecydowałem się ruszyć, myśląc, że zejdzie. Gdzie tam! Zatrzymał się i zginął pod gąsienicami, a ja otrzymałem wątpliwe -100 punktów kary… Następnym razem wyjadę mu nad głową z działka, to może usłyszy!


Reasumując

BC2 w hardcore ujawniło całkiem inne oblicze. Pokazało, że może być grą taktyczną, gdzie liczy się realny skill w wyczuciu sytuacji, a nie głupie latanie, wypatrywanie czerwonych trójkątów (wróg!) i strzelanie z biodra tam gdzie wskaże "sztuczny" celownik.


Btw, dopiero po paru godzinach w hc zorientowałem się, że tam nie ma celownika - mi to nie przeszkadzało, na paintballu nauczyłem się celować patrząc z boku lufy (bo na górze była "spłuczka" z kulkami) - to jest przecież "naturalny" widok broni w FPS. Poza tym są "mechaniczne" przyrządy celownicze, czyli muszka i szczerbinka i widok przez naciśnięcie L1, a te też na coś się przydają, co nie?


PS: Planuję zrobić filmik z meczy hardkorowych - już niedługo!

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Nierealne fizycznie akcje w multi-FPSach...

Grałem ostatnio namiętnie w różne multiplayery - trochę w Modern Warfare 2, troszkę w SOCOM'a, przypomniałem sobie Battlefield 1943, zachaczyłem o Killzone2, ale najwięcej w Bad Company 2.


Myśl jaka mnie naszła, była trochę… gorzka. Poza SOCOMem, wszystkie gry cierpią na nierealnie krótki czas wyrzucenia granatu. Dzieje się to praktycznie w mgnieniu oka, jakby gracz miał go w łapie cały czas. W SOCOM, zajmuje to znacznie więcej czasu - trzeba go wpierw dobyć (zmienić broń z głównej na granat), potem dopiero rzucić.


Druga rzecz - mocno wkurzające noże w MW2 / Battlefieldach. To już jest ultra nierealne. Biegnie koleś i w drzwiach spotyka wroga. Myk, R2 - wróg nie żyje bo zadźgany nożem. W ciągu sekundy. Wyobraźmy sobie realną sytuację. Biegnie żołnierz z karabinkiem w obu rękach. On.. Waży z 3-4 kg. W drzwiach zderza się praktycznie z innym żołnierzem. Obaj mają oporządzenie, kamizelki, hełmy… w ciągu sekundy upuszcza broń, dobywa noża, wreszcie - zadaje jeden cios w miejsce witalne. I to wszystko z wiszącym na ręku 4 kg karabinkiem? C'mon!


Walka wręcz powinna trochę trwać. Wydaje mi się, że uderzenia kolbą - 2, 3 by ukatrupić - w KZ2 są bardziej realne.


Podobnie ze zmianą broni… realny żołnierz szybciej zmieni zużyty magazynek, niż opuści broń i sięgnie po pistolet (nie ważne czy umieszczony na kamizelce czy na udzie). Kompletnym bezsensem są też ręczne karabiny maszynowe, które ważą po 11-13 kg, celny ogień prowadzić z nich można dopiero po rozstawieniu trójnoga. Tymczasem, we wszystkich FPSach traktowane są jak ultralekkie wiatrówki. Toporne sterowanie w KZ2 trochę oddaje bezwładność broni, lecz nie do końca. Ciężkie LMG w ogóle nie wpływają znacząco na ruch, są bardziej celne niż karabiny szturmowe i łatwiejsze w kontroli niż smg!


O obrażeniach nie napiszę - mniej więcej jest ok. Choć do życzenia pozostawia wartość hełmu, jaką na głowie ma żołnierz - stąd, w każdej z gier jest to ignorowane. Może i dobrze… aczkolwiek, przydałoby się. Im więcej ekwipunku, tym ciężej. Na zasadzie coś za coś. Trochę (choć nie dotyczy to niestety głowy) jest to zrobione w SOCOM, w innych grach niestety nie.


Na zakończenie bolączek - skoki. A właściwie upadki. Żołnierze którymi gramy, to mega zawodowcy i super fachowcy, ale… upadek rosłego byczka z oporządzeniem ważącym min. 20kg z drugiego piętra powinien zakończyć się złamaniem nogi. Tu… hulaj dusza! Realny żołnierz skaczący z wysokości amortyzuje upadek wykonując przewrotkę. Pokażcie mi kolesia z erkaemem lub snajperką, który to wykona! W takim przypadku, broń powinna być rzucona luzem, co oznacza, że może… nie przetrwać.


Dziwne to trochę. W każdej z gier, z jednej strony pieczołowicie oddano animację zmian magazynków w broniach oraz składania się do strzału, z drugiej… kwiatki opisane wyżej.


Gdyby tak wprowadzić poprawki na fizyczne bolączki - byłoby idealnie. Gdyby tak, wprowadzić procentowy wskaźnik zacięć broni (legendarne M16 i jego felery)… ach, idylla (co prawda, najlepiej pod tym względem stoi SOCOM, gdzie można bronie zmieniać i to da się wyczuć, ale też nie ma wyszczególnionych wad danej broni).


Czy z powyższego wyłania się jakaś gra idealna? Teoretycznie SOCOM, niestety, dziwny podział na gry rankingowe i nierankingowe odbiera zupełnie radość z tej gry. Ponadto - graficznie jest… ubogo.


W pięknych gfxowo KZ2 i MW2 rządzi natomiast ADHD. Bieganie, skakanie, ciepanie granatami na lewo i prawo - piekło w pigułce, a nie operacje specjalne. Tu zdecydowanie wolę MW2, mimo głupiego i szaleńczego tempa, może dlatego, że jest tam mój ulubiony tryb "Dominacja" (czyli zdobywanie 3 flag). Ponadto, moje ulubione smg w KZ2 nie jest grywalne, natomiast w MW2 - czuć różnice.


Najdłużej przykuwa mnie BC2. W trybie Conquest dostaję to co chcę - 3 lub 4 flagi do obrony. Choć mapki przez swoją rozległość są mniej ciasne niż w MW2, przez co granie operatorem uzbrojonym w SMG jest trudniejsze, ale nie niemożliwe. U mnie wręcz tylko taki typ gry występuje. Dobrze, że pod względem wizualnym BC2 jest dobre. Są co prawda błędy, przenikania się tekstur i czasem brzydkie tekstury, ale da się to znieść (może przez to, że i tak wszystko da się zniszczyć).


Ktoś zapyta - a co z MAG? Nie wiem… nie grałem ostatnio :) Mam znów tę grę na półce, ale jeszcze nie jestem gotów, by tam powrócić. Mając mało czasu - chcę pograć sobie mega-relaksacyjnie, bez większego kombinowania. Na zasadzie trepa - "bier i rób". Szybkie gry w MW2 i BC2 to dają, MAG wymagałby więcej czasu, KZ2 jest za mroczne, a SOCOMa się po prostu boję (boję się gier rankingowych, bo są denerwujące. Natomiast respawnowe… taka sobie siekanina, gorsza niż w MW2 i BC2).


Wniosek

W sezonie wiosennym 2010 preferuję szybkie, dające dużo przyjemności gry, które nie wymuszają na mnie wyprostowanie się w fotelu celem zwiększenia koncentracji. Może dlatego, że nie cierpię siedzieć w jednym miejscu i czekać? Osobiście… cieszę się z tego. Gdy opadło odurzenie każdą z w/w gier (po ich premierach), po długim czasie grania w single, mogę wrócić do multi wybierając sobie gry, w których po prostu dobrze się bawię.


Jak na razie… celem jest nabijanie wyniku w BC2. Ale sam za cholerę nie wiem - jak długo przy tej grze wytrzymam :S