Zombie
Jak się zapomni o życiu rodzinnym, o tym, że coś trzeba zrobić w domu, Homo Playerus może przeistoczyć się w zombie. Albo no-life'owca jak mawia mój przyjaciel. Kiedyś, miałem takie tendencje, szczególnie wtedy, gdy trafiała mi się "wolna chata". Gra od świtu do nocy, z przerwą na pracę. Gorzej, gdy zombie pojawia się, wtedy, gdy rodzina jest w domu. Na szczęście, zgodnie z zasadą "real life first" nie dopuszczam do tego. Ba, ostatnio nawet zwalczyłem zombie w sytuacji "wolnej chaty". Oczywiście, nie obeszło się bez pomocy mej lepszej połówki :-). A najlepsze jest to, że wpasowanie gier jako jeden z elementów życia zaczyna wychodzić mi coraz lepiej (tj. gry nie dominują nad innymi przyjemnościami, bo to, że nie dominują nad obowiązkami - tak jest już od dawna, i w tym obszarze notuję stały postęp). Ostatnio miałem "wolną chatę" (parę dni). Udało mi się porozwieszać pranie, poprawić uszczelnienie kabiny prysznicowej, zdemontować stare i zało...