wtorek, 24 stycznia 2012

Powrót! I to jaki ;)

Dawno mnie nie było tu.

Zawalony pracą, wolne chwile poświęcałem na granie (Assassin's Creed Brotherhood, Infamous 2, Skyrim, Uncharted 3, F.U.E.L, Test Drive Unlimited 2, Modern Warfare 3) i nie miałem kompletnie chęci na pisanie. I to nawet tak, że pojawiła mi się nie raz i nie dwa myśl by zamknąć bloga. Ale... dziś, w pociągu, natchnęło mnie :)

Powrót nastąpił do...
M.A.G.!!!!

Po tym hitchcockowskim wstępie ;) .... wyjaśnię fenomen tej gry której na youtubie pełno kiepskiej jakości filmików ze źle postawionymi stopami na dachu (jakby engine do CODów były takie super ;P)


Gfx - porównałem sobie na gorąco, bo Maksiek zażyczył sobie partyjki w MW3 1 vs 1 więc się poprzyglądałem. Ugh... te rozmazane tekstury i słabej jakości rośliny (i na tym zakończę porównanie bo nie o tym miało być ^_^ pod względem roślin, to MAGa pobija jedynie SOCOM, ale za to zniszczenia wszelkiego rodzaju - to Bad Company 2 / BF3 rządzi.


Pod względem realizmu - BF3 pobija wszystkie gry, pod względem textur natomiast mag ustępuje jedynie Uncharted 3 i Killzone 3 (ale tym to ustępują wszystkie gry...). Tym razem naprawdę kończę porównywać ;)


Tu chodzi o gameplay - Mariusz dostał BF Bad Company 2, ale stwierdził - "nuda, mało ludzi".

Właśnie, pod względem kreowania chaosu lub odwrotnie - porządku, Mag nie ma sobie równych.


To już nie takie chaotyczne bieganie i krzyczenie do voice-commów "medic!" jak było tuż po release gry (po MW2 i przed BF Bad Company 2). Teraz, w AD 2012 squady w obrębie plutonów często-gęsto okupowane są przez klany. A nawet jeśli nie - to ludki trzymają się razem, by być w pobliżu dowódcy i wypełniać jego rozkazy. Wciąż gram najemnikiem Valoru - 65 level w drodze, jeszcze kilka i będzie "veteran" i okazja na zmianę strony. Kuszą mnie hi-tec'owi najemnicy Raven.


Już nikt nie krzyczy "medic!" - ludzie widzą krzyże (symbol medyczny z paskiem wykrwawiania się, więc widać czy medyk zdąży uleczyć), czasem "las krzyży" i odpowiednio do tego reagują (w drugim przypadku las krzyży jest oznaką, że jakaś ekipa zrobiła pułapkę i ostro ścina każdego kto podejdzie). Niemniej, poza najmniejszymi mapami lub postrzałem poza linią frontu na dużych mapach - już się nie zdarza by ktoś popełniał samobójstwo. Jednak przewaga jaką daje przywracanie do życia jest nieoceniona (i przeciwnik często dobija, głównie nożami by nie ujawniać swojej pozycji hałasem).


Mini mapka i oznaczanie wrogów - mimo, że w MAGu jest permanentny tryb hardcore (choć przy mocnych zbrojach i słabym kalibrze trzeba czasem sprzedać kolesiowi kilka strzałów, za to na nieosłoniętej głowie jedne headshot i po sprawie), to mapka pełni ważną rolę - "identyfikacja wrogów na słuch" (swoją drogą jest też inny patent - napisy nad głowami swoich nie zawsze są widoczne, szczególnie przy postaciach na skrajach ekranu - rozpoznawanie wrogów po sylwetkach ma znaczenie!). Stąd - generowany i wykrywany wcześniej hałas jaki czyni wróg ma istotne znaczenie.


Ostatnio widziałem bardzo dobrze zorganizowane akcje przyszpilania respawn-pointa przez odziałek 8 Raven'ów uzbrojonych w karabiny szturmowe z tłumikami. Na mapie "sabotage" Valoru (tej z kopalnią na Alasce) bardzo szybko zdobyli punkt A, a potem przecięli drogę między respawn-pointem, a punktem obrony C (ostatecznej obrony) i likwidowali wszystkich nadbiegających perfekcyjnie. W tym czasie inne oddziały ogarnęły punkt C i gra skończyła się po niecałych 5 minutach (z zakładanych 20tu!).


Dla odmiany, Valor pokonał Raven i SVER na mapie "escalation", na pustyni pełnej zrujnowanych radarów - to tryb dla 3 stron walczących o dominację i zdobycie punktów A, B, C i głównego - D. Mapa pustynna jest dziwna - tylko pagórki, liche krzaczki, te radary, budowla na środku i piach. Łyso, zupełnie inaczej niż w dżunglach, na których obsadzono mapy Ravenów. Wbrew pozorom, nie był to camp-festival dla snajperów, ale dobrze zorganizowany rajd "od wydmy do wydmy". Afrika-corps w wykonaniu obdartusów ze SVER, marines z Valor i czarnych Kruków ;) And guest what? Valor wygrał na tej mapie po 10ciu minutach (z planowanych 20tu!). Najbardziej utkwiły mi w pamięci dwa komentarze, wygłoszone w voice-commach jeden po drugim:


"omg, we're gonna win this time!"

"ja pierdolę, koleś nie nawalaj tak!"


Niestety, ja nie mialem włączonego voice-comma, ale chyba zacznę, między innymi po to by przywitać się z naszymi :)


Poczucie "walki na froncie" jest w MAG bardzo silne. Przez jednoznaczne przypisanie do jednej strony, przez rozległość map i mnogość celów i jasne, wspierane przez grę rozkazy. Fakt, na niektórych mapach i trybach w BF3 też tak jest, ale tam, szczególnie w wersji PS3 i 12 ludkach na stronę, walki są raczej kameralne. Ja, po wielkim tourne od ostantniej gry w MAG na wiosnę zeszłego roku, gdzie zaliczyłem wiele lub chociaż kilka godzin w grach SOCOM 4, COD Black Ops, Resistance 3, Killzone 3, Battlefield 3, Uncharted 2, COD Modern Warfare 3 i Uncharted 3 trochę obawiałem się powrotu do starego, dobrego MAGa. MAGa nie lubianego przez większość ludzi ;) Ale... gdy w najnowszym numerze PSN "Pulse" zobaczyłem gameplay z DUST514, shootera osadzonego w świecie EvE Online i tak jak MAG - rozgrywanego w meczach na 256 graczy coś we mnie drgnęło. I powiedziało "sprawdź MAG". No i sprawdziłem.


I... Wsiąkłem znów.


Jest mi dużo lepiej. Skill podskoczył. Celowanie przez zwykły kolimator i headshotowanie (padem!!!) ludków, których głowy mają może milimetr na ekranie 50" tv wychodzi mi znakomicie :) Również wyczucie i strzelanie w warunkach zerowej widoczności (dym) czy przez krzaki. Perfect! Pierwsze gry po powrocie zdumiały mnie - byłem w czołówce graczy w squadzie pod względem punktów, raz otarłem się o MVP (most valuable player), a już następne gry... również nie zauważyłem spadku formy. Z niecierpliwością czekam na kolejne levele, co przy 2600 XP za mapę "domination" na terenach Valor (obrona rafinerii)- tak, Skipper, 2600 punktów!!!! - nie będzie trwało długo ;)


Cieszy mnie fakt, że kolejny z kumpli - świeżynka w świecie gier, poznała sie na MAGu. "Gameplay jest po prostu fajny" jak twierdzi Mariusz. "Inne gry jak Bad Company, może i mają fajniejszą grafikę, ale w MAGa gra mi się po prostu... fajniej!".


Szczerze mówiąc, mi też. A muszę dać Mariuszowi grę w piątek bo mu obiecałem!! :D

wtorek, 22 listopada 2011

Gdy gra rodzi frustrację

Czasem mam problem z określeniem w co tak naprawdę chciałbym pograć. Są gry co pociągają klimatem, a są gry które mnie nakręcają sposobem w jaki łatwo osiągam satysfakcję z rozgrywki. I tu dochodzimy do sedna. Bo czasem jedno nie idzie w parze z drugim. I wtedy jest źle.


Najfajniej gra mi się w gry, w których mam wolność wyboru - w mniejszym lub większym stopniu, ale zawsze wolność. Wolność która polega na tym, że jeśli czegoś nie mogę zrobić, na czymś się zatnę - gra daje mi możliwość zrobienia tego w inny sposób. I wtedy nie zawsze klimat jest tym, co trzyma mnie przy grze.


Stąd pewnie - dlatego tak fajnie gra mi się w multiplayery, bo tam można wszystko. No, ale gry to też historia, przemycana w postaci kampanii singlowej i tu traktuję to zawsze jak film czy książkę. Jeśli dobra, lub ciekawa - chcę wiedzieć co będzie dalej. Gorzej, jeśli film się urywa, książka nie ma części kartek, a gra... nie pozwala grać dalej.


Nie jestem graczem hardcore'owym. Nie mam czasu, cierpliwości oraz chęci by w kółko robić to samo tylko po to by nabić jakiś tam wynik. Stąd tak krótko czasem wytrzymuję w multi - "bo wszystko już widziałem". Gorzej, gdy gra singlowa jest tak zrobiona, że odechciewa się grać. Mimo fajnego klimatu.


Alice - the Madness Returns.


Napaliłem się na tę grę, bo uwielbiam takie klimaty. Psycho-groteski. Po obejrzeniu trailera, krwawego, niepokojącego, gdzie urocza Alicja zmienia się w horror - byłem ostro ciekawy, jakieżto wytwory pokręcone będą dalej? Ok, zakupiłem i lecimy!


Gfx na unreal engine jest - no wiadomo, jak wyglądają gry na tym silniku. No nic, klimat się liczy. Gram sobie, gram, w grze jest jedna, jedyna słuszna droga, ale póki mi idzie, nie jest to problemem. Niestety, moja prywatna tragedia objawia się już w 2gim epizodzie, gdzie Alicja trafia do Krainy Czarów i skacze sobie po grzybkach czy lewitujących kostkach domina.


Ja czasem lubię gry w których można poskakac, polatać czy wykonywać mix obu tych czynności. Np. w inFamous - tam, wielki otwarty świat, postać - parkourzysta - więc sposób poruszania się przeniesiony z poziomu ulic również na dachy. Podobnież w the Saboteur czy Assasin's Creed. Tyle, że w każdej z tych gier, do osiągnięcia celu było milion dróg. Nie da się tak, to można spróbować inaczej.


Niestety, Alicja to gra jedno-liniowa. Przejdziesz tak, jak chce twórca i zero szans na alternatywę. ZERO. Skakanie w Alicji jest łatwe - wystarczy nacisnąć X. Można też podlecieć - skacząc i przytrzymując X. Z lądowaniem jest już gorzej, bo Alicja nie potrafi się złapać niczego, a grawitacja okrutnie skraca lot. A skoków między znacznie oddalonymi od siebie kostkami domina, krawędziami, czy grzybkami jest okrutnie wiele. I to ułożone tak, że najmniejszy błąd, o który nietrudno, jeśli odległości są tak duże, że trzeba wykonać skok, podlecenie, i skok W-TYM-JEDYNYM-WŁAŚCIWYM-MOMENCIE niweczy wszystko, całą drogę. Nawet, jeśli była ona absurdalnie długa.


Skakałem w kółko po tych kostkach domina, raz po raz spadając i wracając do początku ścieżki. Co kilka minut zwiedzałem (na dole) całą lokację, bo może gdzieś jest ukryta ścieżka do następnej sceny, która pozwoliłaby mi ominąć te przeklęte skoki. Niestety - nic. Jako, że klimat mnie trzymał, próbowałem absurdalnie długo pokonać JEDNĄ ścieżkę. Wg zegarka - prawie godzinę. Godzinę psu w dupę... bo jestem w wieku, gdy gry wyliczam na godziny, a każda z nich, kiedy mogę pograć jest cenna.


Być może to kwestia tego, że mam za mały skill w padzie? Po 3 latach grania - i don't think so. Inne gry dają radę, a mam ich ogranych naprawdę dużo. I w żadnej nie spotkałem się z aż taką blokadą - nawet w osławionych oskryptowanych kampaniach singlowych Call Of Duty - można praktycznie każde miejsce przejść na wiele sposobów, zawsze jest jakaś alternatywa. No i checkpointy - być może, one uratowałyby tę ścieżkę?


I tak... fajna gra, ale chyba pójdzie na sprzedaż. Nie mam ochoty wracać, szczególnie, że pewnie takich kretyńskich rozwiązań będzie więcej. A czas to pieniądz. A ten może zostać wykorzystany inaczej, np. na MW3 ;)

wtorek, 15 listopada 2011

Przerwa w multi ;)

Nie wiem czy to przeżyję...


...ale już spróbowałem wejść w Wonderland. Groteska, a właściwie... gore-teska ;)

środa, 2 listopada 2011

Killing Machine część 2: k/d=16/1!!

Staram się unikać postowania dzień po dniu, ale w powyższym przypadku nie mogłem się powstrzymać :). Dołączyłem do gry w którą grał Maciek, wylądowaliśmy w tym samym teamie. To tryb podbój na mapie nocnej "autostrada do Teheranu".

Wpierw udałem się do flagi B, która jest na autostradzie, a później po naprawieniu konającego tam wozu pancernego - wsiadłem do niego i dołączył do mnie zmyślny KaeMista. Pojechałem wprost na stację benzynową (flaga C) bo ten cel nam umierał. I tam... manewrując bwp tam i nazad, strzelając z działka w nadjeżdżającego t-90 oraz BWP oraz próbujących nas ściągnąć z RPG wrogów spowodowałem, że do końca gry cel był nasz!

W między czasie musiałem często opuszczać wóz, naprawiać go razem z kolegą, jednocześnie strzelać z karabinku i przeżyć.

Po pewnym czasie wóz przestał istnieć więc pozostało kryć się w gruzach i często zmieniać pozycję. Aż wreszcie skończyła mi się amunicja w karabinku i został pistolet. Żadnego wsparciowca który by rzucił ammo jak na złość nie było w pobliżu.

Śmierć przyszła wtedy gdy napadło mnie dwóch i to na sekundę przed końcem!

Reasumując, 8 killi ze karabinku SCAR-H, 2 z pistoletu M1911 z tłumikiem, 2 z RPG oraz 4 z wozu pancernego.

I luv BF3!!!

wtorek, 1 listopada 2011

Pole Walki - killing machine!


Takie mecze lubię :) bo kto nie lubi, z kill/death ratio = 2.4... Punktowo też nie najgorzej, choć częściej ląduję w środku teamu niż na jego wierchu.

BF3 poprzez swoją różnorodność - wciąga mnie tak jak kiedyś wciągnął MAG i BFBC2. Co prawda teraz dopiero zaczynam, bo nabiłem ledwie 7 godzin i do ok 150 godzin MAGa oraz 70+ godzin w Bad Company 2 trochę brakuje, ale wtedy, te dwie gry można powiedzieć walczyły ze sobą o mój czas. Teraz sprawę mam można powiedzieć - czystą. BF3 nie ma w tej chwili równie wciągającej konkurencji.

Prawda - mam też na celowniku inne gry włącznie z pecetową Call Of Duty Black Ops. To w ramach testu i sprawdzenia się w warunkach PC-towych nolif..., tzn pro-gamerów ;). Po zaledwie 3 godzinach (nie wiem dokładnie bo "karta postaci COD" z historią gry odblokowuje się dopiero po 10 lvl a ja mam 8) jedno co mogę stwierdzić: nie ogarniam myszy. Paradoksalnie, najlepiej mi się grało na pececie padem, mimo iż ten zachowywał się zupełnie nie tak jak pad zachowywać się powinien. Innymi słowy - jest mega różnica w odczuciu grania padem na konsoli i pececie. A mowa jest o tej samej grze!

Podsumowując Black Ops PC: jak narazie jestem failing machine, a sama gra mnie zniechęca i rodzi frustrację. Jak ma nie rodzić, jeśli moje mecze kończą się k/d = 0,11 ;)

W Black Ops PS3 dochrapałem się 34 levelu w multi i zorientowałem się, że niektórzy gracze brzydko grają. Miałem już kilka wywaleń z meczu i to zawsze wtedy gdy byłem 1-2 w teamie, ale w innych meczach i przed i po, gdy byłem taki sobie - toto się nie zdarzało. A może to przypadek? Obojętnie co by to nie było - przerwane mecze i wyniki z nich szlag trafia, więc trochę niefajnie. Sama gra nie jest zła, szczególnie jeśli grać w dual-screen na dwa pady i jest dobrą odskocznią od BF3.

Inni pretendenci do multi tej jesieni w moim prywatnym rankingu: Killzone 3 oraz Resistance 3. Killzone 3 - to co ugrałem, to kilka godzin i odblokowanie dokładnie połowy rzeczy do odblokowania na klasie Taktyk. Pewnie jeszcze wrócę do gry, ale tu czuję efekt KZ2 - tam zrobiłem ledwie kilkanaście godzin. Bardziej w obu grach wciągnął mnie single (KZ3 ukończony, KZ2 - 3 razy prawie ukończony).

Natomiast Resistance 3 to głównie niesamowity single. Wciąż jeszcze nie dokończyłem, ale to zrobię jak się trochę nasycę BF3. Spróbowałem też multi - mocno CODopodobny, ale po kilkugodzinach mi się znudził. Single lepszy. W obu powyższych grach ogólne k/d utrzymuje mi się na poziomie 0,7-0,8 więc nie jest źle. Również w BF3 na dzień dzisiejszy ogólne k/d jest 0,79 i jeśli będzie więcej takich meczy jak 24/10 (tego samego wieczora było - 15/10, 6/5 ale i 6/13) to pewnie się podniesie.

Podsumowując te multi zestawienie
Gry które trzymają mnie swoim multi mają dwie cechy - albo są do bólu taktyczne (BF, MAG) albo są szybkie, w sam raz na 10 min i mają mnóstwo nagród (COD). I muszą być "modern". Zestaw sci-fi sprawdza się, ale na dłuższą metę ciekawsza jest tam historia niż wyrzynka.

piątek, 28 października 2011

Pole Walki - wciąga jak bagno :)

No... muszę powiedzieć, że mimo wszystkich obiekcji - gra mega wciąga i jest mega fajna. Wczoraj narzekałem trochę na brak celów (fragów), teraz po 3h gry mogę jedynie stwierdzić - MYLIŁEM SIĘ :). Ostatni mecz zakończyłem z k/d = 11/2 (!), co nie byłoby możliwe przy współudziale kogoś dobrego za kierownicą czołgu, bo ja siedziałem przy karabinie maszynowym.

Natomiast walki na piechotę - tu się pochwalę: używam tylko karabinków M4A1, AKSU-74 (powoli zastępowany przez SCAR), jedyne przyrządy optyczne to.... muszka lub kolimator i w jednej rundzie - 5 headshotów w serii :D. Z czego połowa zrobiona pistoletem. Snajpowaniem nie mam zamiaru się 'skalać', więc klasę recon omijać będę szerokim łukiem.

Andrzej, przestań grać w kampanię, tylko dawaj do Sons of Gehenna!

czwartek, 27 października 2011

Pole Walki czeka! Synowie Gehenny, c'mon!

i tyle w temacie :) Mimo ambiwalentnych uczuć (bo ZA MAŁO LUDZI!!!! 24 graczy zamiast 64 to pomyłka jakaś przy mapach większych niż te w MAG, a tam hasało 256 ludzi!) - gra wciąg.

Pluton "Sons of Gehenna" otworzył swoje podwoje i rekrutuje - Maciek, Andrzej, nie stać, nie czekać, wbijać mi sie na hardcore'a!! (i każden kto jest na PSN też :D)

Gra urzeka mnie tylko w trybie hardcore.

Hooah!