Coś tak jakoś.... rzuca mnie.

środa, kwietnia 14, 2010

Odrzuca mnie ostatnio od multiplayerowego Bad Company 2. Po prostu nie chce mi się. Ba, nawet w kwestii solo gier, tych nowych, mi nie znanych - nie chce mi się (mimo, że chęć mam je posiadać).


Zgromadziłem (bo ceny niskie były) dość dużo gier, których nie wyciągnąłem z pudełka:
  • Bioshock
  • Valkyrie Chronicles
  • Red Faction Guerilla
oraz gier lekko tkniętych, o singlu Bad Company 2 już nie wspominając:
  • Borderlands
  • EndWar (w obu wersjach - PS3 i PSP)
i... wróciłem sobie do Saints Row 2. Przerwałem katowanie tej gierki prawie rok temu, a od paru dni - jeśli gram, to tylko w nią. I prawie ją skończyłem (67% ukończone, ostatnia misja fabularna mnie czeka oraz ileśtam pobocznych). Ciepło myślę również o powrocie do fabularnej Killzone 2, GTA4. A do porzuconego dość szybko inFamous'a - wróciłem już wczoraj, i o dziwo, pękło parę misji.

Zauważyłem jedno. Czas robi swoje, więc w te stare-znane gry, gra mi się zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Po prostu - lepiej, szybciej i skuteczniej. Jednak pola multiplayerowe zmieniają w człowieku dużo - skill & manual są już zaawansowane.

Nowe gry mam też na PSP - W40k Squad Command i horror TPP "Obscure the Aftermath". I co... i wróciłem do SOCOM Fireteam Bravo 2. Głupia sprawa, bo nigdy tam nie właziłem na multiplayer'a, a zupełnie przypadkowo - poczytałem w gazecie o multi w shooterach na PSP i chciałem spróbować. Z przyczyn formalnych (brak jakiegoś durnego Network Access Code w pudełku z PSP) to mi się nie udało (SONY wysyła go właśnie pocztą polską!) więc odpaliłem fabułę, misję nr 1, na którą już patrzeć nie mogłem, bo trudną będąc - nie udało mi się jej nigdy skończyć. Tym razem, zupełnie nie wiedząc czemu - udało mi się (i to patrząc jednym okiem na Cartoon Network). Dla mnie - szok. No i SOCOM stając się przystępnym - bardziej mi się spodobał.

Do ładu z sobą dojść nie mogę, bo czuję narastające wkręcanie się w shooterki pod PSP. Chęć zobaczenia nowej, super fajnej gry jest baaaardzo silna. Tych tytułów jest trochę (Syphon Filter: Dark Mirror czy Logan's Shadow), a nawet SOCOM Fireteam Bravo 3 (jest ciut inny, grałem w demo - jest dużo lepiej niż w 2ce, poza tym, to inna firma robiła) - ale za co? I kiedy?

Mam taki priorytet. Tzn, kiedyś miałem. "Kupuję grę i w nią gram, aż mi wyjdzie bokiem lub ją skończę, dopiero potem nowa". Niestety, jestem osobą "przekupną", na nowe, "błyszczące" gierki rzucam się jak wygłodniały na suchary ;-). I nie pomaga "niekupowanie" gazet o grach. Wystarczy podróż pociągiem, by wpaść. Wystarczy wejść do media czy empika i ... znów stoję przed półką. Na szczęście ceny odstraszają, ale na nieszczęście (lub szczęście), niektóre dość szybko spadają. Ostatnio w media markcie, straszy, kusi i przyciąga mnie metka 75,99 zł przy gierce "Saboteur" na PS3. Jeszcze się trzymam, ale... :D

Jakby tego było mało, jRPGi też kuszą - i to nie FFXIII, ale White Knight Chronicles (bo ma coopa na 4 graczy w online, poza tym jest w miarę, jak na jRPG, z otwartym światem), StarOcean (bo sci-fi). Za rogiem czają się, usilnie odrzucane - Dragon Age (tu chyba pożyczę od kolegi by ugasić swój głód) i... GOTY Fallouta 3. Fakt. F3 skończyłem fabularnie, ale w sumie nie nagrałem się. A questy poboczne, a nowe-stare dodatki?

Reasumując. Da się z sukcesem wrócić do starej gierki i ją dokańczać. Nawet po dość długim czasie. Gorzej, jeśli zapas gierek się zgromadzi, i w nie się nie gra, a one tak smutno patrzą z półki...

Rzuca mnie.



Mogą Cię zainteresować...

0 komentarze