Nekromancja - czyli odkopywanie "starych" gier

wtorek, maja 04, 2010

Lubię Empire City

Przed długim weekendem zakończyłem inFamous jako "dobry". Zakończenie mnie wgniotło. Nie powiem oczywiście co w nim było, bo to byłby spoiler, ale spodziewałem się czegoś zupełnie innego.
Ba, wiem, że zakończenie gry ze złą karmą daje je zupełnie inne. Zobaczę, bo dopingowany przez młodego adepta parkoura (synka), przechodzę grę jeszcze raz.

Pomysł, by wrócić do zarzuconego te 3/4 roku temu inFamous'a okazał się strzałem w dziesiątkę. Przez ten czas, nauczyłem się po prostu efektywnie wykorzystywać pada. Nauczyłem się grać. Stąd, rwanie przed siebie w singleplayerze stało się przyjemnością - czystą, bo jest łatwiej. Oczywiście nie super łatwo, ale też nie ma tej frustracji, że się ginie ileśtamset razy. Tylko kilka ;-)

Poza tym, gra się jakoś tak... pełniej. Zwracam uwagę większą na szczegóły grafiki, otoczenia. A to w inFamousie zrobiono z pietyzmem i dbałością o szczegóły nie spotykane w innych grach. Wgniotło mnie z wrażenia np. odkrycie, że za brudnymi szybami sklepowych wystaw nie ma prostej tekstury przedstawiającej wnętrze sklepu - za to jest pełne, trójwymiarowe odwzorowanie wnętrza sklepu! Aż chce się tam wejść, tylko się nie da rozbić szyby. Szkoda, może w zapowiadanym inFamous 2 będzie można zbić szybkę?

Lubię Helgan

Drugą grą, odkopaną, jest Killzone 2. Kiedyś, prawie ją skończyłem. Było to rok temu. Niestety, pad wymienionego dysku posłał do piachu save'y, więc się mi nie udało. Wczoraj zapuściłem KZ2 po dłuuugiej niebytności w tej gry w konsoli. Oczywiście, musiałem z kilkadziesiąt minut poczekać, aż przelecą patche.

Zacząłem od początku. Trochę musiałem pogrzebać w ustawieniach pada, by móc grać tak, jak się nauczyłem na innych shooterach. I poszło. Tym razem, znając mniej więcej poziomy, mogłem pokusić się o delektowanie grafiką i odwzorowaniem świata. Wcześniej tego aż tak bardzo nie widziałem, dopiero doświadczanie innych gier pozwoliło mi docenić kawał dobrej roboty, jaką odwalili chłopaki z Guerilla.

Wyrąbując sobie drogę przez Helgastów, dotarłem wczoraj aż do 3ciej misji. Przy okazji odkryłem dużo więcej skrzynek z materiałami wywiadu oraz zniszczyłem kilka symboli Helgastów. Nie wszystkie - ale z przyjemnością wrócę do poprzednich poziomów, by to zrobić. A przyjemność płynie z tego, że singlowe poziomy to wersje mapek multiplayerowych, które dość dobrze poznałem wcześniej. Teraz, przechodząc singla, czuję się jak... w domu :-) A te smaczki graficzne... mniam (Killzone 3 nadchodzi!!!)

Jak ja widzę gry...

Ludzie i recenzenci (czy recenzenci to ludzie? ;-)) narzekali na miałkość fabuł obu gier. A ja myślę, że to zależy od osobistych upodobań. Osobiście, jako fan military SF bardziej przedkładam wszelkie fabuły konfliktów przyszłych nad przeszłe czy teraźniejsze. Fakt, Modern Warfare 2 jest mocno filmowe, ale dla mnie, fana SF, nie ma w tym tego "pieprzu" który jest w KZ2. Podobnież, przedkładam historie postapokaliptyczne nad porachunkami mafijnymi. Nie twierdzę tu, że przekreślam od razu Saints Row 2 i GTA 4 na korzyść inFamous'a! Przyłapałem się na tym, że przechodzenie ponowne inFamous'a sprawia mi większą radość, niż misje w pozostałych dwóch sandbox'ach. SR2 i GTA to jak komedie kryminalne - oglądam raz i zapominam. Ale filmy sci-fi, szczególnie o upadku cywilizacji, lubię sobie od czasu do czasu powtarzać.

Wzorem bohaterów filmu Rejs - lubię to co znam, a jeśli czegoś nie znam, to nie lubię. Stąd, moje gry, nowe, nietknięte które zakupiłem w ciągu paru ostatnich miesięcy, jeszcze sobie poczekają, aż będę miał dość "odkopanych gier-zombiaków".

PS: z postapokaliptycznych filmów, najbardziej lubię filmy o zombiakach :-), mimo to, nie trafiają do mnie gry survivalowe (Resident Evil, Deadspace, Siren's Blood:Course).

PS2: mała konsolka narazie odpoczywa. W Monster Hunter pękło aż 22h!

Mogą Cię zainteresować...

0 komentarze