niedziela, 28 marca 2010

MAGpatia

"Mapathy". "Mapatia". Słowo wymyślone z okazji nowego DLC do Modern Warfare 2, które określa mocne już znudzenie mapą, podsunęło mi określenie na odczucie, jakie mnie dotknęło po powrocie do MAGa, po 3 tygodniach absencji.

8 kalendarzowych tygodni poświęciłem MAGowi (wliczając w to dwie bety). Nie wykręciłem jakiegoś super wyniku, ot, ledwie 31 level. Niestety - gdy wróciłem (z okazji darmowego DLC i weekendu z podwójnym doświadczeniem), gra nie była już taka fajna dla mnie, jak w dniu, w którym porzuciłem ją dla Bad Company 2.

Swoją drogą, 6-8 tygodni kalendarzowych to u mnie norma na shootery online. Zawsze sprowadza się to do zachłyśnięcia nowością i graniem w nie non-stop (czyli na ile życie pozwala). I kończę z wynikiem... kilkunastu h czasu gry. Czasem jest to więcej. I zawsze wygląda tak samo - mniej więcej po takim okresie, ukazuje się gra, której nie mogę się oprzeć, mimo wcześniejszych solennych zapewnień - że nic poza tym w co aktualnie strzelam - mnie nie interesuje.

MAGpatia... pojawiła się już po 3h powrótu do gry. Zawsze to samo, zawsze ta sama taktyka, trasy, złamanie frontu, oni nacierają, my dajemy odpór, w końcowej fazie jest piekło. Brakowało mi tej lekkości i niepewności, jakie znalazłem w Bad Company 2. By nie wychwalać w tym miejscu "kolejnej nowej gry" powiem tylko, że zniszczalność środowiska - to jest to. Sięgając pamięcią do Battlefield 1943 mogę śmiało to potwierdzić: 3 mapki lądowe i dla mnie - nieprzerwane 6 tygodni zabawy! Fakt, z reguły wytrzymywałem 0,5h dziennie, ale co się nagrałem to moje.

MAGpatia. Gdy zdecydowałem się skończyć - prawie definitywnie - z MAG, stwierdziłem, że pójdzie pod młotek. Razem z innymi grami - jak Resistance 2 (które nie wciągnęło) i z Modern Warfare 2. Tak z sentymentu - zapuściłem MW2 jeszcze ostatni raz. Odpaliłem kampanię - którą, ku swemu wielkiemu zdziwieniu - skończyłem (!). Potem poszalałem trochę z "dziećmi ADHD". 2 mecze online. Fajne. Tylko wtedy, gdy mam ku temu klimat.

A reszta weekendu upłynęła na BC2 (wolna chata! ;-))

W sobotę, skojarzyłem sobie, że pograłbym w Saints Row 2. Taaak, rok temu opisywałem o niej sporo. Niestety, sprzedałem gierę, a teraz żałuję. 56% ukończone było. Choć nie ma tego złego - kupię ją za niższą cenę, niż wtedy sprzedałem :-)

A żona zakazała mi sprzedaży gier. I dlatego i MAG i MW2 powróciły na półkę i będą czekać na "mój" klimat.

czwartek, 18 marca 2010

Paluchy mnie bolą

Ostatnio, walcząc z przedwiośnianą chandrą, która objawiła się m.in. tym, że nie chce mi się strzelać w multiplayerach - zakupiłem sobie Guitar Hero: Metallica!

Świetna zabawa. Dla kolesia, który całe swe nastoletnie życie marzył o graniu w kapeli, ale g... z tego wyszło (próbowałem i nauki na gitarze i nauki na basie). Wyszło... bo brak talentu. Simple.

Teraz, dzięki plastikowej atrapie gitary, która wygląda tak:


mogę swe marzenie choć częściowo spełnić. I gram! Co prawda na poziomie "easy" czyli 3 strunach zaledwie (Ascheron twierdzi, że na 3 strunach to zagra nawet pies jego teściowej, a prawdziwi macho grają na 4 strunach), ale i tak gra się ciężko.

Za to przyjemnie! Mega przyjemnie. Drugi dzień zmagań z grą, i mam już "Donnington Arena" odblokowane, a wczoraj w karierze grałem już Slayera "War Ensemble". Sprawdziłem, też jak zagram "For Whom The Bell Tolls" Metallici - pierwszy song, który dzień wcześniej ledwo wyszedł mi na 3 gwiazdki, w dniu następnym - już bardziej "zmasterowany" i 4 gwiazdki wpadło.

A z braku własnego wideo, przedstawiam ten utwór grany przez kogoś na easy:


Dziś - dzień trzeci. Ale mnie paluchy już bolą, więc pewnie będzie pass...

niedziela, 7 marca 2010

Szybkie wrażenia z Bad Company 2 (vs MAG)

kwik-info o BC2:
  1. singiel - wymiata! Wciąga i chcę wiedziec co będzie dalej (intrygująca historia bo zaczyna się (1sza misja) w 1944 a potem rzuca nas na syberię 2010.
  2. multi - Maciek ma rację - idealne na szybką grę z doskoku. Pojazdy i rozwalanie środowiska - miodne. Mapy - wydłużone "drogi" - jest sens w trybie rush, przynajmniej nie ma tego irytującego latania na około jak w MW2. A warto poczekać (w pojeździe) na innych graczy, bo np. w czołgu mieści się ile... 4 graczy? Driver, wieża, i sponsony z gunami po bokach.
  3. gfx - jest ładna, ale na poziomie 1943, czyli nic super-duper. Poza paroma bajerami z filtrami, to gfx w MAGu nie ma się czego wstydzić. W BC2 często zdarzają się "uwięzieni" w teksturze, co wygląda mega irytująco, jeśli ze ściany dystają ręce z karabinkiem z którego cię właśnie zabili. Pod tym względem, najlepiej prezentuje się... MW2
  4. gameplay - z tym jest jak z każdą grą. Musi mieć haczyk, i BC2 go ma. Grafika stawia na mocno kontrastowe cienie, przez co, przedzieranie się w kamuflażu przez zarośla ma sens. Dodatkowo, trzeba ważyć strzały czy rzuty granatami, bo ammo jest niewiele. Ogólnie, w wielu aspektach (zabezpieczanie obiektu-celu), BC2 mocno przypomina mi MAG, z tą różnicą, że jest dużo spokojniej. Łatwiej się gra w stylu CQB (walka na bliski dystans) oraz snipuje, bo jest mniejsze prawdopodobieństwo, że sprzątnie nas wroga (lub przyjacielska) kula, co jest normą w MAG (w MW2 też, ale tam są mikro-mapki i panuje wszechobecne ADHD)
  5. ergonomia - nie miałem okazji grać tak naprawdę w pełni - ze słuchawką i ludźmi do pomocy, ale wiem (od Maćka), że BC2 daje radę i to z dużą jakością. Natomiast rozłożenie klawiszy na padzie jest (te domyślne) bardzo ok. W MAGu, jest takie zestawienie - podobne, więc nie będę miał problemów z przełączaniem się na MAG.
Ok, tyle podsumowania. Powiem szczerze, gdyby nie cena (169 w Saturnie), BC2 długo bym jeszcze nie kupił. Ale to plus pęd do nowości (i lekkie zmęczenie ciągłą kanonadą w MAG) spowodowało, że nabyłem. Początkowo, z mocnym postanowieniem olania kampanii dla jednego gracza. Gdyby nie awaria serwerów multi w piątek, nie spróbowałbym! Misja z 1944, na Pacyfiku, jest wspaniałym prezentem dla graczy w Battlefield 1943. Bardzo mi się to spodobało, choć w BF1943 mam niewiele ponad 13h.

Acha... i pod żadnym pozorem - NIE REZYGNUJĘ z MAG :-) Obecnie Skipper mnie doścignął i pewnie zaraz prześcignie, gdyż 30 level w Valor stuknął. Dodatkowo, dużo nowych rekrutów przystąpiło do PL" i dzień w którym wywalimy na pole w 8, w jednej drużynie jest blisko.

Niestety, od paru dni, przez premierę BC2, liczba graczy w MAG spadła (wg szacunków o połowę). Dla mnie jest to jasne, sam jestem przykładem. Na szczęście w żadnym wypadku nie może być mowy o tym, że BC2 owns MAG. Obie gry mimo podobieństw są tak różne, że bardziej być nie mogą. A MAGowcy, od dnia premiery mieli prawo się zmęczyć :)

poniedziałek, 1 marca 2010

Małe granie - spojrzenie po półrocznym romansie

A tak się jakoś złożyło, że w mym posiadaniu jest PSP (kupione dla Maksa, jak był w szpitalu). Używane też często i gęsto przeze mnie na wyjazdach tu i tam. Żelazną pozycją jest oczywiście LocoRoco i Little Big Planet PSP - ale to synek głównie gra. LPB jest okrojone o jedną warstwę "głębi" 3D w stosunku do starszej wersji, ponadto - nie ma gier w online, co jest... smutne. Natomiast i jest edytor (trochę trudniejszy) oraz możliwość zasysania plansz z internetu na swoją konsolę (i grać można bez połączenia - co jest fajne w aucie na przykład). Edytor testowany na 6cio latku oraz 12to latce - mocno kreatywnie podchodzą dzieciaki.

A oto w co na tym gram:
1) wyrzut sumienia, czyli SOCOM: FireTeam Bravo 2:

czemu wyrzut? Bo gry nie ogarniam tak, by przejść pierwszą misję nawet. Za trudna. Shooter taktyczny. Skrywać się w cieniu, ale jedna, dwie kule - to śmierć. Oczywiście, daję grze wciąż szansę - bo 69 zł piechotą nie chodzi!

Jest tam też multi - lobby na 10tyś graczy, ale max co widziałem, to 32. Nie grałem jeszcze w multi, wszak singla nie ogarniam, więc zrobily by ze mnie mielonkę :D

W singlu, przed misją, naszych 2 dzielnych wojaków można doposażyć - w ramach dostępnego budżetu, w różne spluwy i gadżety. Pod tym względem, nie ustępuje gra MAGowi czy SOCOM: Confrontation (celowo użyłem MAGa jako pórwnania, bo Fireteam Bravo to produkcja Zipper Interactive, a SOCOM: Confrontation to produkcja SlantSix).

Gra jest w pełnym 3D i przypomina trochę pierwszego Half Life (co chyba widać na filmie). Jedyne co mnie drażni - to brak perspektywicznego rozmycia tekstury (i jej przymglenia) co jest standardem obecnie. Efekt - niezamierzona ziarnistość w głębi obrazu. Wkurza, ale cóż... taki engine.

2) Motorstorm: Arctic Edge

Uwielbiam offroad! A "3"ka Motorstorma dostarcza równie wielkiego fun'u co pozostałe dwie części - tym bardziej, że jest to kompletnie nowe środowisko. Engine 3D wyposażono już w perspektywiczne "bajery" z teksturami, więc jest pięknie. Polecam filmik od 3ciej minuty by to zobaczyć.

Pewnie padnie pytanie - jak steruje się tym maleństwem? Otóż lewa (jedyna) gałka daje radę jak jest większe siostry. To się po prostu czuje, i "mikro" ruchy kierownicą wychodzą. Gorzej jest z ruszaniem żołnierzem w SOCOM - albo idziemy, albo się rozglądamy (naciskając cyngiel L). Wkurza, ale cóż. Taki... ograniczony pad. Wada jak cholera.

3) Riviera

Chwila słabości... i ten "dziwny" jRPG obciążył mi portfel na 50 zł. Przeszedłem toto prawie do końca. Mimo swej prostoty (walka...) - historyjka potrafi wciągnąć. Nie polecam tej gierki nikomu (bo są tam elementy zręcznościowe - polegające na naciśnięciu w ciągu 3 sekund, we właściwej kolejności, 10ciu przycisków... nigdy mi się nie udało).

4) Metal Gear Solid AC!D

Niespodzianka - Metal Gear, ale w wersji turowo-karciankowej. Do tego mocno dziwna i wciągająca fabuła. Diabelska kombinacja. Gram w porywach, bo misje (połączone fabularnie i dużo, dużo przegadania + komiksowych wstawek) są trudne jak cholera. Bo wszystkie akcje wybierane są z losowej talii kart. Porównując to z SOCOM FT Bravo czy Metal Gear Peace Walker - wolę jednak akcję w real time. Ten MGS AC!D spowodował tylko - że zatęskiniłem do MGS4. Ale w gierkę gram - czasem.

5) Vagrant Story (PSOne classic)

Skusiłem się na tę grę, po "ochach" i "achach" jakie ludzie z siebie wydawali na portalach, po tym, jak na PSN pojawiła się ta gierka za całe 22 zł. I powiem Wam - szczerze - warta i 2x większej kasy. Mroczny dungeon-crawler. Z walką w pełni kontrolowaną - połączenie real time + action pointów (coś jak w Fallout 1 i 2). Dużo magii, dużo możliwości uzbrojenia, ba, nawet customizacji broni. W statystykach człowiek się może pogubić.

Gra jest trudna. Nie ma save'ów w normalnym tego słowa znaczeniu - są - za to save pointy (o wiele za rzadko jak na mój gust). A przeciwnicy są wymagający. Grafika - trochę kostropata (PSX wszak!), ale pełne 3D + widok z góry. Miodne. Podobno, gra ma... 270 h gameplay'a! Nie pamiętam ile ja w niej spędziłem, ale jeszcze nie uciekłem z podziemi. A łażę po nich długo. Sama historia - intrygująca. cRPG pełną gębą, mimo typowo mangowego wyglądu postaci.

6) Test Drive Unlimited

Co tu dużo mówić - PSPowa wersja przeboju z PC. Zamiast 1600 km otwartych tras, tu, mamy ich tylko 1000. Trochę inna topografia, trochę inne misje, za to model jazdy ten sam. Silnik graficzny ciut gorszy od tego co mam na PC. Ale najważniejsze... free ride. Można jechać i jechać i jechać. Gra ma jedną wadę - nieprzemyślany układ opcji po włączeniu gry - domyślnie zawsze jest new game (na load game trzeba ekstra najechać) - co może spowodować przypadkowe skasowanie sobie całego dorobku w grze (jest tylko jeden save - dla bezpieczeństwa, kopiuję go na inną kartę). Polecam - tym bardziej, że można ją zdobyć za grosze na allegro, bo gra jest stara.

7) Dungeon Explorer
Na zakończenie - najlepsza gra na PSP ever :D - po prostu, klon Diablo.

Z PSN, całe 40 zl. Wciąga jak diabli. Real time, więc trzeba się naklikać, ale ma to coś - co ciągnie przez całą grę. Levelowanie, przedmioty, kupno-sprzedaż, questy, z których wynika jakaś historia. Dodatkowo, dokoptować możemy sobie 3 pomagierów do drużyny, a nawet ma ta gra wersję multi co-operacyjną. Obczaić muszę.

Producent gry chwali się, że od pewnego momentu questy jak i labirynty generowane są losowo, przez co, gra ma "znamiona" niekończącej się. Mi to pasi - taka "nieskomplikowana" rozrywka na rozładowanie się.