Ćwiczenia statkowe. Oraz - nienormalny czynnik determinujący wybór...

czwartek, sierpnia 16, 2012


Mój wieczny problem z czasem sprowadził się do tego, że mam mało okazji do polatania, tak samemu. By się otrzaskać, sprawdzić, coś upolować. Więc, gdy nie gram - kombinuję, myślę nad fitami i zastanawiam się jaka będzie następna walka. Z kim, w czym, gdzie i kiedy. 

Musikkk ON! (zgodnie z obietnicą złożoną wcześniej...)

Małe statki
Mam parę małych statków, które w zasadzie są podporządkowane jednemu celowi - złapać kogoś na minor plex'ie. Milicyjnym. Te statki to Imperial Navy Slicer oraz Caldari Navy Hookbill. Idea jest prosta - orbita na 18-20km i jedzemy. Slicer, mimo moich gorszych skilli w gunnery (2,14 mln SP vs skille pociskowe 6,04 mln SP) jest chyba lepszy do tej roboty, bo jest długi (24km) punkt, który przepalony, wraz z prędkością tego stateczku daje szansę na złapanie kogoś w plexie (trzeba przebyć te 50-60km by złapać).  Oraz na szczęście mam Small Pulse Lasers II na V, więc jest zasięg i jakieś dmg. Hookbill natomiast jest oparty o trochę inną ideę: 2x Remote Sensor Dampener, który powinien zdusić zasięg celowania wroga do wielkości poniżej mojej "roboczej" orbity, czyli mocno poniżej 14km, więc jakikolwiek ogień, scrambler czy web teoretycznie mi nie straszne. Statek 2x droższy (z fitem) od Slicera, ale poza wadą (20km punkt, przepalony tylko 24km) jest też dużo bardziej wytrzymalszy, czyli odporny na błędy, trochę wolniejszy (3,3km/s vs 3,46km/s). A slicer jest z papieru.

Tyle teoria. A praktyka...

...praktyka wygląda tak, że gdy tylko pojawi się jeden bądź drugi, wszystko znika i na drzewo ucieka. Albo mam pecha, albo trafiam na bardzo ostrożnych pilotów. Tylko raz udało mi się złapać kogoś na plexie (post o Kestrelu), ale tylko dlatego, że to była pułapka. Albo... latam za mało. I to pewnie jest największy czynnik, który powoduje ogólnie pojętego "pecha" i skutkuje brakiem killi ;)

Choć czasem nie:


Duże statki
Duże statki są o tyle ciekawsze, że teoretycznie pozwalają na więcej na przykład - teoretycznie - szybko kogoś złapać na wrotach. O ile są dobrze wytankowane. W celach udziału w gangach przygotowałem sobie Curse, który już do tej roboty się nada (dusi, lata, tankuje), do ewentualnego solo się jeszcze słabo nadaje ze względu na moje słabe drony (skille dronkowe wymagają pracy jeszcze).

Uwiedziony wizją duszenia zasięgu statków podwójnymi sensor dampenerami, przygotowałem sobie Caldari Navy Ospery'a (tak, bohater poprzedniego posta o atrakcjach turystycznych). Statek ten ma taką zaletę, że poza (zajebistym kamuflażem - szaro  niebieskie metro camouflage zawsze mnie kręciło) możliwością zamontowania 2x RDS, shielda, MWD i warp disruptora potrafi też szybko (jak na rakietowy cruiser) latać i skręcać.



Dane katalogowe (nudaaa.... Ziew;)) Jeśli poświęcę damage na kożyść prędkości, to mam statek, który skręca w 4,6 sekundy i lata na wprost 2191 m/s (przepalony 3132 m/s). Gdy jednak zdecyduję się zwiększyć salwę z 946 HP na 1041 HP (CN heavy missile) , a dps z 138 na 170, wtedy prędkość spada do 2002 m/s (overheat 2863 m/s), skręt wzrasta do 5,5 sekundy. Jakiś shield buffer na błędy jest, ale tankiem tego statku jest jego prędkość oraz podwójne RDSy.

Tyle teoria. A praktyka...

...praktyka. Hmm... nie było jej za dużo (poza wycieczką z ostatniego posta i przestraszeniem jakiegoś Falcona, który czmychnął w momencie gdy dostał 2x RDS).

Małe statki cz.2 (czyli: ALE TERAZ TO JUŻ  BĘDZIE AKCJA!!!)
Gdy wyszedł update wywracający nogami mining barges i exhumery (tak, zakupiony parę dni wcześniej covetor z 3 rigami zwiększającymi cargo hold stał się teraz śmieciem w oczach mych, na szczęście nowy retriever spłacił się, w tym wszystkie moje błędy inwestycyjne (w mining) oraz jeszcze zarobił z nawiązką), więc... patch przyniósł też zmiany we frigach T1, konkretnie m.in. Condor dostał 4 sloty hi, 4 sloty med, 2 sloty low, bonus do MWD (mniej żre paliwa) co przy prędkości bazowej 410 m/s zrobiło z niego... taniego kruka (Crow, interceptor). Od razu wyczułem nosem, że to będzie dobry statek.

Inni też. Cena przed patchem ze standardowych 30 tyś ISK skoczyła do 100 tyś i rosła (ja kupiłem 12 sztuk za 89 tyś), by po patchu ustawić sie na ponad 200 tyś. W międzyczasie Slicer wraz z kapsułą padł ofiarą station docking lag'a i się przetransportowałem, WBREW MEJ WOLI do składowiska klonów, w Torrinos V Medical Facility For Retarderd PVP-Pilots.

Głos Aury wciąż mi brzmi w uszach "Docking request accepted"... I tak sobie brzmiał i brzmiał i chuj. 

Więc, mając 12 condorów gdzieś (TM) zakupiłem byłem w Torrinos ten oto statek:



...w cenie 200k ISK. Jako, że EFT i EvEMOn nie były jeszcze przygotowane na nowe dane Condora, musiałem fittować staroszkolną metodą - czyli na ślepo, licząc na kartce, w głowie i patrząc na zielone i czerwone znaczki przy danej rzeczy na markecie. Wpierw, nie wierząc napisowi "cap stable" w oknie fittingu, zaopatrzyłem go w rigi zwiększające zasięg rakiet, rakiety, MWD, punkt oraz cap rechargery, power laye i inne podobne cap-wynalazki. I poszło toto szybciorem znów do regionu Black Rise by polować na milicyjne plexy.


Pilot bantama okazał się kłamać, mówiąc: how could you broke my tank? (a potem nazwał to sakrazmem; a jak Ascheron wie, ja sarkazmu nie rozpoznałbym nawet wtedy, gdyby wyskoczył z krzaków i kopnął mnie w dupę), bo miał tank z papieru. Przy okazji, testowałem też zachowanie statka bez dodatkowych cap-cudeniek i okazało się, że toto jest tak dobre, że jest długo cap stable, i mogę mu włożyć weba!

...parę systemów, prób zabicia (i ucieczek celów) później...

Udało mi się złapać kolejnego Merlina zmagajacego się z armią caldarskich sił zbrojnych. Koleś MUSIAŁ dać mi się złapać, a dzięki ZAJEBIŚCIE WIELKIEJ PRĘDKOŚCI INTERCEPTORA Tech 1 klasy "Condor". Ustawiłem orbitę i dbałem  o to by nie przepalić punkta, na szczęście koleś był na afterburnerze, więc łatwo go było korygować i ten - bidny.. nie mógł uciec. A ja pakowałem w niego swoje 75 DPSów (salvy od 113 do 160 HP). Poszło nawet dobrze, tarcza mu puściła (Mjolnir rokkats!!) i zaczęła schodzić mu zbroja, gdy mi na plexa wskoczyły dwa destroyery.

W dupę, pomyślałem i patrzyłem tylko ze zgrozą jak mi zaczynają zagrażać, z każdym kilometrem przeżartym przez ich przepalane MWDki. W te pędy dałem "warp to..." na bookmarka i ze smutkiem patrzyłem jak oddalam się od merlina, który jak na złość wszedł właśnie w strukturę:(. Niestety, destroyery były z tej samej milicji, więc pilot merlina zachował swój statek.

...trochę czasu minęło...

I znalazłem kolejnego plexer'a, tym razem w Incursusie, którym sam latałem na plexy milicyjne Alien Vampires. Czyli twardą sztuką. Tu, moje rakiety szybko zjadły mu tarczę i niestety zatrzymały się na jego armorze. Co mu go popsułem, cwaniak naprawiał. Zbliżyłem się więc by założyć mu web'a, by go spowolnić i by go zaczęły NPCe dziabać. Niestety, w wyniku tego manewru taktycznego moja prędkość spadła tak, że mój papierowy condor zaczął obrywać bardziej. Musiałem więc poszerzyć orbitę, by zwiększyć prędkość, co spowodowało, że nie mogłem utrzymać weba. Zdecydowałem się na jego przepalanie, tak by trzymać go na 13 km... I szło nawet dobrze (włączanie i wyłączanie overheata też), ale... zaczęły kończyć się mi rakiety! A koleś nie spadał.

Po jakiś N minutach (N=wieczNość), gdy przepalił mi się web (jednak) i widać było już dno cargo bay'a (zostały mi tylko badziewnie zwykłe scourge rockets, które mam na trening na NPCach), plan trzymania go w nieskończoność musiałem porzucić, bo local zaczął puchnąć, i na skanerze w pobliżu zaroiło się od rifterów, merlinów, cormorantów, thrasherów i innego tałatajstwa, które mogło wlecieć mi i mojej ofierze na complex, stąd zdecydowałem się oddać pola i oddaliłem się w nieznanym (im) kierunku.

Wredny Incursus dał mi do myślenia, co mogę zrobić by było łatwiej? Web był dobry, ale orbita poniżej 10km okazywała się być niewystarczającą. Nowy fit był już przygotowany - small ancillary shield booster, 90 ładunków cap booster 25 do napędzania tarczy, web oraz 2 BCU dawały, przy rakietach typu rage dużo większy DPS. Być może wystarczający, tym bardziej, że taktycznie zamierzałem wyłączać MWD na bardzo ciasnej orbicie - ewentualnie go pulsować, zostawiając obronę przed NPCami shield boosterowi...

Małe i duże... kłopoty
...w międzyczasie, dziura się otworzyła o kilkanaście jumpów od mojej aktualnej pozycji!!! I to jeszcze dostępna z hi-sec'a, więc wyczułem możliwość dostarczenia do Dziury swojego statku marzeń, czyli Curse wraz pełnym fittem do działań w gangu. Blood, vampirism & sadism w jednym ;)

Elizunia załadowała do transporta spakowanego Curse, fitty i wio, lecimy. Morvoren mnie poprowadziła aż do samej Tortugi, zrzuciłem fitty do swej beczki i... dumałem długo nad tym, co zrobić z NIEPOSKŁADANYM Curse'm. Bo nie da się go włożyć do Ship Maintenance Array jeśli nie jest assembled, nie było też nikogo z szefostwa, kto by problem rozwiązał (jakoś...). Więc zawróciłem mego galaktycznego TIR'a z powrotem do hi-secu, zdeponowałem Curse'a na stacji i...

...przełączyłem się na Ezoko, by puścić ją w spacer po hi-sec'ach do dziury, zanim ta się zamknie. Mój akualny security status wynosi -5.7 co nie nastraja na wycieczki po hi-seku, albowiem KAŻDY CHCE MNIE ZABIĆ. A najbardziej - policja. Condor załadowany rakietami, boosterami, pastą nanitową i wogóle wszystkim co mogło się przydać w walce z milicjantami na plex'ach (m.in. Tracking Disruptor, extra web, Small Shield Extender II - gdyby shield booster nie działał) udał się w podróż. 16 jumpów.

Przy 11tym... trafiłem na korek. Zostałem poinformowany "Jumping...." oraz informacją, że traffic control ustawiło mnie w kolejce do skoku i wykona się on za 169 sekund. No i sobie tak wiszę, nie mogąc nic zrobić. W hi-sec'u. Jako wściekle czerwony outlaw:



Za to mój komputer zrobił mi psikusa: disconnected!! 59 sekund przed końcem postoju na poboczu...

Reload gry przywitał mnie informacją:
Aboarding ship: capsule.

Nożkurwamaćjegogajowegojakisyfffffffffff!!!!
Zastanawiałem się przez chwilę, czy Caldari Custom Officer Sukinkotainen rozwalił mnie przed disconnectem czy po...

Zapadłem więc w zadumę nad swoim losem i zmuszony byłem (Real Life) wylogować się na parę godzin.

...parę godzin później...

Dziura do której zmierzałem właśnie się zamknęła, co spowodowało sporą dozę smutku oraz jeszcze większą dozę myślenia CO DALEJ? Widząc przyszłość w czarnych barwach, postanowiłem zmienić outfit Ezoko na coś innego (bo aktualna fotografia mi się znudziła) wydając trochę AURUMów m.in. na... buty ;)



A swój żal i smutek postanowiłem przekuć na żal i smutek innych graczy. Postanowiłem, że SPOŁECZNOŚĆ EVE ZAPŁACI ZA STRATĘ MEGO CONDORA!!! (i stuffu weń przewożonego). Alien Vampires udała się na łowy - po zdobyciu 15 mln w stuffie ukradzionym misjonarzowi, byłem znów w stanie myśleć o piractwie.

Jest jeden statek który przetrwał disconnecta...
...i to będąc pod ostrzałem - tak sobie myślałem, że warto przesiąść się w coś pewnego i polatać nim.  A co z tego wynikło - Soon (TM) ;)

Fly dangerous!!

Post umuzykowiony dzięki Tactical Sekt "Left 4 Dead". 

Mogą Cię zainteresować...

1 komentarze

  1. Już się nie mogę doczekać :) Nie ma to jak kosmiczne piractwo. Kiedyś też tak będę latał ;)

    OdpowiedzUsuń