Szef w piaskownicy

poniedziałek, grudnia 21, 2015

Dziwnym jest, że oto trafiłem na grę, która zupełnie przypadkiem okazała się być tą grą, której długo szukałem. I jeszcze dziwniejszym jest fakt, że jest to gra z serii, którą skreśliłem bardzo dawno temu - Metal Gear Solid. 4ka mi nie podeszła, mimo wielu prób - być może winnym byłem ja sam, albowiem chcąc nauczyć się jak dobrze grać (w Metal Gear Online) - odpaliłem MGS4 na najtrudniejszym poziomie trudności, rozumując tak, że jak dam radę podkręconej AI, to i ludziom dam. W błędzie byłem wielkim. Dobrnąłem jakoś do drugiej misji, męcząc się okrutnie, to i nie dałem rady i odpuściłem grę zupełnie. Włącznie z MGO. To były dawne czasy.

Dzisiejszymi czasami, pod ciśnieniem będąc wielkim (Fallout 4, Just Cause 3) tłumaczyłem sobie, że mam w co grać, więc nie potrzebuję ani F4, ani JC3 - mam i Star Wars Battlefront i Warthunder i wygrzebany ostatnio Fallout New Vegas. Ale jakoś tak się złożyło, że każdą z tych gier powoli i stopniowo... porzuciłem. Zamiast grać, przeglądałem net, gazety, ba... nawet PSN Store i wygrzebałem po raz kolejny Metal Gear Solid 5 Ground Zeroes. I przypadkiem natrafiłem na parę recenzji, które przykuły moją uwagę. I tak to zaciekawiłem się MGS 5 Phantom Pain, czując przez skórę, że chyba powinienem zainteresować się tą grą.

Wpierw nadrobiłem zaległości w historii Metal Gear Solid, bo chciałem zrozumieć, jakim cudem, w 1984 roku Snake miał sztuczną cyber dłoń, używał cyber-holo sprzętu, no i wreszcie, gdzieś, w jakiś trailerach mignęły mi mechy! Zaintrygowany, poznałem historię z netu. A potem zobaczyłem parę gameplay'ów. A potem odkryłem, że gra jest w całkiem ciekawej cenie na rynku...

A potem odpaliłem i wsiąkłem. Dziwiąc się okrutnie, muszę przyznać.


Może tego nie widać, ale gra miażdży ładnością grafiki. Prawdziwa nowa generacja!


Fabuła MGSa z tego co się orientuję zawsze była pogmatwana, a gry obfitowały w szalone pomysły swego twórcy. W szpitalu zapada decyzja o zmianie naszego wyglądu, więc jest to okazja do stworzenia swojego awatara. Potem wydarzenia toczą się tak, że nadal nie wiem po co mi awatar, skoro gram Big Bossem (Snake), który wygląda jak Snake z MGS4, tyle, że jest młodszy. Dużo młodszy. Być może, dowiem się później - narazie mam przegrane całe 5% gry czyli... 19h.

Awatar w Metal Gear Online. Pograłem raz i narazie bardzo dziękuję - wolę otwarty świat singleplayer'a


Awatar (a właściwie jego brak) jest moim najmniejszym zmartwieniem, albowiem potem dzieją się rzeczy niezwykłe:


Ognisty człowiek nie jest halucynacją, która zalęgła się w potrzaskanej głowie Snake'a.


Żołnierze też widzą dziwne rzeczy.


Dziwne rzeczy, przy których skrzydlaty, ognisty koń wydaje się być zupełnie normalnym. Przez dłuższą chwilę (pierwsza misja - jedyna jak narazie "korytarzowa") trwa ponad godzinę i mam wrażenie, że gram w F.E.A.R. 2 (horror), zamiast obiecanej gry w operacje taktyczno-szpiegowskie!

Później przyjdzie mi się dziwić wielokrotnie.

Ale ogólnie, w grze jest mrowie (normalnych) operacji taktyczno-szpiegowskich. W otwartym świecie, którego regiony - Afganistan i Angola - mają ponoć wielkość map Skyrim'a. Zobaczymy.


Póki co, można połazić w nocy...


oraz w dzień. Trzeba się skradać, gdyż liczy się każdy krok, a nieostrożny dźwięk, może zwalić nam na głowę wroga i jego reakcję, kończącą się najczęściej zatruciem ołowiem, bądź napadem nerwów ;)

Zanim jednak do tego dojdzie, to trzeba dolecieć na misję...


...podziwiając widoki z pokładu śmigłowca.



Lub z grzbietu konia. Opcja zmotoryzowana też jest, aczkolwiek jazda drogą jest raczej hazardowa.

Gdy dotrzemy na miejsce misji, naszym głównym zadaniem jest zinfiltrowanie okolicy. 


Dzięki wypasionej lornetce mamy możliwość oglądania nawet z dość daleka...


...a zoom oraz autofocus ładnie działają - część obiektów jest nieostra, ale obiekt na którym skupimy wzrok szybko się wyostrza. Bardzo mi się to podoba - gdy patrzymy naprawdę daleko, obraz jest rozmyty i lekko faluje (efekt rozgrzanego powietrza). To, w połączeniu z udźwiękowieniem gry - nadaje jej niesamowitego klimatu!


Lornetka ma wbudowany mikrofon oraz bardzo ważną funkcję - oznaczanie wrogów. Raz oznaczeni, zostają na naszej mapie do końca.


Złapanego wroga (tu akurat Snake trzyma gościa za gardło tak, że niewiele widać) można ogłuszyć, zabić, albo przesłuchać (i potem ogłuszyć lub zlikwidować). Mówią, gdzie są koledzy, albo co ciekawego jest w bazie.

A same misje? Najbardziej punktowane są działania, które pozostają niewykryte, lecz nie zawsze wszystko pójdzie gładko. Czasem spłoszymy zwierzaka, który przylazł w miejsce gdzie leżymy od paru godzin czekając na zapadnięcie zmroku... Spłoszony zwierzak może zainteresować strażnika, który przyjdzie sprawdzić co się dzieje. Jak na nas wlezie... zaczyna się krwawo. Big Boss to nie Rambo, więc starcia możemy nie przeżyć. Aczkolwiek, parę razy udawało mi się robić z misji akcję w stylu Call Of Duty - na samym końcu misja była zaliczona, tyle, że ze słabszym wynikiem. Jedną z zalet gry, jest możliwość powtórzenia misji lub wrócenia tam w otwartym świecie. By zdobyć plany broni, materiały, uprowadzić specjalistę, albo znaleźć znajdźki.



Kasety, to jedne ze znajdziek. Gdy w okolicy słychać muzykę rodem z lat 80tych, niechybny to znak, że możemy zdobyć jedną z kaset z przebojem, by potem sobie to odsłuchać. Odsłuchiwać możemy również historię - Snake'a, naszej organizacji, wytycznych misji itd - ciekawy sposób na poznawanie historii MGS wogóle, a biorąc pod uwagę, że Big Bossa gra Keifer Sutherland, to mamy popis czytania "aktorskiego" na najwyższym poziomie.

Misje w polu to nie wszystko. Fabuła - również (tym bardziej, że nie znam historii, a wstawki paranormalne nie pozwalają mi na się nudzić). Bo jeszcze są elementy zarządzania bazą.


Pomysł jak z X-Com Enemy Unknown. Rozbudowujemy naszą bazę...


...zarządzamy zasobami materiałowymi...


...oraz ludzkimi...


... prowadzimy badania (przy czym, po cholerę wynajdywać 10 wersji kartonowego pudła do chowania się - nie mam pojęcia). W każdym bądź razie rozwijamy wszystko - od broni, poprzez elementy ubioru, po zbroję dla konia (serio ;)).

Tak, gra mnie znokautowała. Grałem w weekend i ze zdziwieniem odkryłem, że poświęciłem grze 19h i nie mam dość. Niektóre misje trwały bardzo długo (2,5h!) przy czym, grę przerywałem i wracałem (są checkpointy, można skippować filmy, powtarzać misje...). Uświadomiłem sobie, że inne gry w które grałem, nawet te z otwartym światem trzymały mnie niewiele dłużej. Ludzie piszą, że w MGS5PP wsiąkli na 200h i nie mają dość. Ja patrząc na te 19h i 5% postępu - wiem, że to ledwie początek - przede mną jeszcze Afryk, snajperka Quiet, Forward Operation Base i atak graczy online oraz oczywiście pies, który powoli rośnie (swoją drogą, zabawny motyw ;-) w czasie jednej z misji znajdujemy szczeniaczka...)

Ludzie też piszą, że MGS5PP to niezbyt udana gra...ale dla miłośników serii MGS, bo kuleje fabuła.  I piszą też, że to zajebista gra dla każdego, kto po prostu lubi gry w otwartym świecie, z bardzo dużą dawką skradania i akcji. Póki co, fabuła mnie intryguję, a drugiej opinii to ja mogę jedynie przyklasnąć!

Idę przetestować wynaleziony właśnie przez ekipę badaczy - karabin szturmowy w wersji non-lethal, czyli na gumowe kule.

Serio... w grze mamy możliwość biegania z bronią ćwiczebną, z gustowną niebieską lufą...

... I like it!

Mogą Cię zainteresować...

3 komentarze

  1. Fabuła jak na MGS może trochę za mało absorbująca (moim zdaniem) i przerywniki jakieś takie krótkie, ale rozgrywka - miodzio. Fajne wrażenia, aż chce się odpalić grę ponownie. Tylko odstrasza fakt, że podobno popsuli teraz zabawę z rozbudowywaniem bazy patchami mocno "zachęcającymi" do korzystania z mikrotransakcji. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy "mocno" bo jeszcze mnie nie zachęcano ;) A na serio, nie zauważyłem, że w grze są jakiekolwiek mikrotransakcje o_O Może gram "inaczej" ;)

      Usuń
    2. Rozgrywka przedstawia się niezwykle ciekawie, a grafika jest zaskakująco dobra. Może też spróbuję dać szansę tej pozycji :). Liczę, że fabuła mnie wciągnie :D

      Usuń