MAG - jak dobrze poprowadzić bitwę… albo dlaczego niektórych odpycha ta gra

wtorek, lutego 09, 2010

Czytam sobie różne recenzje MAGa i w większości powtarza się ten sam schemat: "biegnę tam gdzie wszyscy… ginę wciąż… gra kładzie nacisk na grę zespołową, ale ja tego nie zauważyłem… BC2 zmiecie MAG…" itd. w podobnym tonie. Smutne. Wiem z autopsji, jak ciężko jest trafić na zespół, w którym ludzie grają zespołowo. Szczególnie w wersjach beta było to trudne. Ale też w wersji finalnej - różnie z tym bywa. Celowo jeszcze nie piszę, że odpowiedzią na to jest klan. Wpierw, każdy gra z "randomami" czyli jak wpadnie… tak ma. I zawsze, jest to najprostszy tryb - Sabotaż (32 vs 32).

Któregoś dnia po premierze, wciąż zachwycony grą, wpadłem na 3h w "anty-MAGa". 7 meczy. 7 przegranych. ZERO game playa. Jakiś koszmar po prostu. Gdybym wcześniej nie grał z ludźmi, którzy headset noszą nie od parady oraz potrafią go używać, gdybym wcześniej nie trafił na dowódców, którzy jasno i precyzyjnie określali cele (i potrafili użyć mapy taktycznej i oznaczyć je jako aktualny cel dla zespołu - tzw. FRAGO), to bym pewnie zraził się do MAGa jak inni.

Gdy dobiłem do 15 lvl, założyłem wraz z 5cioma śmiałkami klan. Dwa dni później połączyliśmy się z innym klanem i jest nas teraz z 9ciu i będzie 2 kolejnych, a wiem już, że kilku posiadaczy PS3 z mojej firmy też zainteresuje się MAGiem. Im więcej - tym lepiej.

Klan nadal nie rozwiązuje problemu "randomów" w drużynie - wczoraj, było nas ledwie 4 online. Normalka - każdy ma swoje życie. Natomiast… wiem już na czym polega sekret dobrego dowodzenia. A co za tym idzie. Odbioru samej gry.

Przypadek 1: "O jeden most za daleko".
Było to, panie, w 2010tym, 6tego lutego chyba. Mroźna zima. Zamarznięty śnieg utrudniał poruszanie się po drogach… Po drugiej stronie globu, nad dżunglą unosił się rój wiecznie głodnych krwi komarów.

Stworzyłem grupę (Skipper, Ferdydurke, Dew_Inhand i ja). Wrzuciło nas na mapę 128 graczy - przejęcie pojazdów z bazy Raven (tzw. Aquisition). Będąc młodym szczypiorkiem (15lvl), mimo, że mogłem aplikować na dowódcę, stwierdziłem, że jeszcze nie czas. Uczę się i uczyć będę. Dowódcą był jakiś NIEMY random. PKP, normalnie. Nic gorszego spotkać nas nie mogło.

Minęło 5 minut nawalanki, Raveni okrążają nas ze wszystkich stron, a atak stoi w miejscu. W końcu mówię otwarcie: "Sugeruję rozwalić ten bunkier". Mimo, że nie jestem dowódcą, drużyna atakuje i po ciężkich stratach udaje się bunkier wysadzić. "Dupa z uszami", tj. team leader nawet nie ustawił FRAGO! Zmarnowane pot, krew i łzy - bo bonus w punktach poszedł się j…ć.

Z milszych chwil tego tragicznego meczu było to, że nasz klan (wtedy jeszcze POL "Ogniem i mieczem") trzymał się razem. Odkryliśmy, że nasz respawn point jest atakowany z boku, przez most. Postanowiliśmy stawić im opór. Często gęsto padały trupy i ranni. "Medic!!!" krzyczane przez headsety odnosiło skutek, czasem odwrotny od zamierzonego. Sytuację ratowało trochę "It's a trap, 4 hostiles behind this crates, on right bank of river". Biegliśmy też korytem rzeki, by nie wpadać pod karabiny maszynowe Ravenów. I odnosiło to skutek. Na koniec, nawet TL się obudził i postawił na mostku "rally point" za działania wokół którego zaczął wpadać FRAGO bonus. Wreszcie.

Ale inne drużyny sobie też nie radziły. Bitwa była stracona. Mimo to, następnego dnia, ze Skipperem, przy kawie, przeżywaliśmy wszystko jeszcze raz! Było bosko!

Przypadek 2: "Wróg u bram"
Jak sięgam pamięcią, było to Roku Pańskiego 2010, 8 dnia lutego. Siedziałem w bazie, w Zatoce Łosia, gdy monitor radaru rozbłysnął wściekłą wysypką czerwonych punktów. "Wróg u bram!"

Już w nowym klanie [PL''], ale tylko ze Skipperem w grupie. Tak się jakoś złożyło, że pozostali albo offline byli, albo grali już w jakiejś innej grze (do której nie mogliśmy dołączyć, bo była pełna). Tym razem, ustawiłem na sztywno "aplikuj na dowódcę". 16 level, i za chwilę wpadnie 17ty. I nie będzie to pierwszy raz! Skoczyliśmy, w lobby widzę, że jesteśmy 4 drużyną 1 plutonu. A dowódcą jest niżej podpisany. Hell, yeah!

Gadatliwy jestem. Skipper może zaświadczyć. Nie był to mój pierwszy przydział, więc już wiedziałem co robić. I co mówić. Po respawnie, szybki rzut oka na mapę taktyczną. Ojej, celów co nie miara. Tym razem się bronimy, więc wszystkie niebieskie. Wzrok mój przykuł most. "Set charges on that bridge!" I ku memu zdziwieniu, "randomy" z drużyny szybko udali się w tym kierunku. Krzyczę "blow up the bridge!" i to się dzieje! Po chwili, widzę, że bateria przeciw lotnicza dostaje ostre cięgi. Zmiana celu. Mimo, że wskaźnik FRAGO u ludzi się zmienił, krzyczę: "Triple AAA under fire, I need security here!". Dostaję headshota, ktoś obok krzyczy "medic!". A Raveni (bo to oni atakowali) mocują C4 na panelu sterującym baterii AAA (Anti Aircraft Artilery). Gigantyczne "bum" i ląduję na spawnie. Znów zmiana celu, tym razem krzyczę: "I need repairers and medic on AAA!". Sam dobiegam i naprawiam. Gadam bez przerwy - skąd wróg nadchodzi, że ludzie potrzebni, że "OMG, I need medic!". Frago bonus wpada. Po chwili AAA stoi i działa! Nalot dywanowy wroga został udaremniony!

Łapię trochę oddechu. Niestety, front łamie się na drugim moście, i wróg wyprowadza nam pierwszy pojazd. Przy okazji, tracimy bunkier, i rzuca nas na inny spawn - w głębi naszej bazy. Na mapie taktycznej już nie jest niebiesko, jest czerwono od zniszczonych moździerzy, bram, pojazdów. "Nasze" AAA jest znowu pod ostrzałem, niestety - jesteśmy pół kilometra dalej, i to otoczeni przez wrogów. Ze Skipperem próbujemy przebić się do "hummerów" - 3 osobowe jeep'y z działkiem. Średnio to wychodzi, bo Raveni podjechali APC (Armored Personel Carrier) i robią w tamtym miejscu "jesień średniowiecza". Zanim kończy się mój respawn, drugi z pojazdów zostaje ukradziony i kończy się gra. Mimo to jestem zadowolony. Nałapaliśmy EXPów za cele, dowodzenie jest fajne i przyjemne. Wiem, że następnym razem (może już z samym klanem?) będzie lepiej!

Wnioski
Mimo bardzo dobrego nastawienia na samą grę, przyjemność jest średnia lub żadna, jeśli drużyna nie działa w ogóle razem. Ale obraz gry zmienia się diametralnie jeśli występuje współpraca. Nawet, jeśli formalny dowódca zupełnie sobie nie radzi z dowodzeniem. W drużynie jest 8 graczy, w armii - dużo więcej. Jeśli tylo ludzie grają na cel - wszystko pójdzie dobrze. Jeśli ktoś, nie koniecznie dowódca mówi co robić - choćby proste, "don't bleed out, I'm a medic, I'll recover you!", wtedy buduje się zaufanie dla pozostałych graczy.

Oba powyższe przypadki to gry przegrane, mimo to, czerpaliśmy z nich dużo przyjemności. Mógłbym jeszcze opisać epicką obronę bazy głównej przed agresją SVER (tryb Dominacja - na 256 graczy) i to wygraną, ale to było by dość trudne zadanie. Bitwa dłuższa (30 min), w której cele dla obrońców zmieniają się jak w kalejdoskopie, gdzie dobre zgranie inżynierów, medyków, CeKaeMistów, czy rocket-manów a nawet kierowców - pod okiem dowódców drużyn - czyni cuda. Bo MAG pokazuje pazury na dużych mapach. I to wtedy, gdy gracze zrozumieją wreszcie, że sami - nic nie znaczą!

Mogą Cię zainteresować...

15 komentarze

  1. Tak, zgadzam się! "obraz gry zmienia się diametralnie" - 100% prawdy. MAG jest nudny jeśli squad leader nie dowodzi. Nawet nie liczy się czy jest w tym świetny czy dopiero się uczy. Wystarczy jak wyznacza cele, kieruje ludzi tam gdzie są potrzebni. Wówczas roztacza się prawdziwa magia MAGa. I to własnie są te minuty dla których warto ścierpieć kilka nudnych strzelanek bez żadnej organizacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, mogę tylko żałować, że nie mogłem w tym uczesniczyć. Mało casu, kruca bomba, w weekend może się wreszcie uda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że uda nam się grać razem częściej.

    OdpowiedzUsuń
  4. niestety - życie! Nowi koledzy z PL" 30+ lvl skoczyli już na 46-47 level (!!!), mi się udało minąć wczoraj ze Skipperem (ja login, on logout) i wreszcie dobiłem do 17 levelu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wait! W "o jeden most za daleko" to przecież wszyscy w w czwórkę byliśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o most to jasna sprawa. Miałem na myśli Przypadek 2 - nie miałeś jeszcze okazji mną dowodzić ;-).
    Mało się gra, wolno idzie - ja ma póki co m 11 lvl.
    Jest gdzieś jakieś forum, gdzie moglibyśmy się porozumiewać? Tu nie chcę spamować.

    OdpowiedzUsuń
  7. http://forums.mag.com/mag/board?board.id=generaldiscussion założymy sobie wątek PL :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli byłoby zapotrzebowanie moglibyśmy założyć własne forum klanowe, na którym dyskutowałoby się zieloną taktykę i prowadziło wymianę wiadomości. To wymaga trochę zaangażowania, ale chyba MAG przy takim zaangażowaniu smakuje najlepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obawiam się, że już kiedyś to próbowaliśmy (przy EvE Online) i wyszło tak sobie. I tak kończy na dyskutowaniu albo przez gg albo przez gmaila (głównie przez pocztę właśnie). Mamy taką listę MAG-PS3-kową do dyskusji. Mój gg to 349903 (adresu mail nie chcę tu spamować :D)

    A z forum oficjalnego polecam: http://forums.mag.com/mag/board?board.id=tactics

    OdpowiedzUsuń
  10. No właśnie, dorzućcie jeszcze Dew_inhanda do PL" - ja nie mogę bo nie jestem oficerem.

    OdpowiedzUsuń
  11. dziś to nastąpi. Dawaj przez gg maila to podyskutujemy (bo już dyskutujemy :))

    OdpowiedzUsuń
  12. No masz zacięcie, dobrze się czyta. pOzdrawiam i do usłyszenia w bitwie:)sosiu

    OdpowiedzUsuń
  13. Hm... głupio się przyznać, ale mój numer GG to już chyba dawno przydzielono komuś innemu. Prześlę Ci maila przez PSN.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam, chetnie sie dolacze do klanu bo wlasnie czekam na swoja gre. Mam jednak pytanie, kupilem gre MAG ale wersje PROMO, czy wiecie moze czy jest to pelna wersja gry tylko ze bez pudelka i okladki? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. dawaj - psn_id=ezronymius (im więcej w klanie tym większa szansa spotkania, bo ostatnio się "mijamy" w godzinach :D

    Co do promo - nie słyszałem o takiej, ale jeśli jest płytka to i pograć się powinno dać.

    OdpowiedzUsuń