447tysięcznoktóryś na battlecliniku

poniedziałek, listopada 05, 2012

Trzeci concord FTW!!!

Ale po kolei. Najpierw muzyka w tle: Agonoize "zmarznięty do szpiku kości" (zimno!)

- 1 -

Pierwszym był "kiter" na MWD i light missile'ach. Czyli statek-latawiec, o prędkości max. ok 4000 m/s (bez przepalenia), którego taktyką było trzymać się na granicy przepalonego punkta (24-28 km) i powoli rozbierać cel za pomocą dalekosiężnych pocisków (light missiles). Niestety, nie są one moją mocną stroną (tą są rakiety), ale na rakietach zasięg jest za mały (max z 18-20 km jeśli zastosować rigi) i spada prędkość (rakiety javelin - bonus do zasięgu, większa precyzja i to wszystko okupione mniejszą prędkością statku). Jak ten statek wyglądał w praktyce?

Ano... tak.

By oddać sprawiedliwość, koleś który mnie pojechał jest 186 na Battleclinic. Tak. Wymiatacz z "top ranked". Ja, w tym samym czasie byłem na zaszczytnym 454tysięcznoktórymś miejscu ^_^. A koleś nawet stał się sławny. Przy pomocy noobshipa rozwalił niszczyciel!

Walka:
jego Atron bardzo szybko złamał zasięg, który próbowałem utrzymać. Pociski powoli go "rozbierały", niestety, wyłączył mi prędkość, założył web, miotałem się jak karp w siatce i w momencie gdy skończyły mi się akumulatory na tarczy, jego blastery dokończyły dzieła zniszczenia. Uciekłem kapsułą.

*

- 2 -

Drugim był "AB rocket brawler". Czyli statek o prędkości maksymalnej ok 1300 m/s. Miał naprawić, to, co popsuło się w 'latawcu' czyli moje braki w utrzymaniu zasięgu, i wejście w bliski zasięg. Musiałem się przekonać. Przez ponad godzinę latałem i szukałem celu, jeden był, ale połączenie afterburnera i warp scrambla nie działa w łapaniu. Za krótkie rączki, za krótkie nóżki. Uciekał, ilekroć próbowałem, a próbowałem kilkarazy. A potem local spuchł od pomarańczowych kurtek.Oddaliłem się na pozycję taktyczną, by przemyśleć to i owo.

Dotarło do mnie, że ten mój AB-rockat-brawla ma dać się złapać. Niestety, kilka prób zastawienia pułapki nie zadziałało. Nie było nikogo, kto by się skusił i mnie zaczepił. W desperacji w gęsto zaludnionym systemie Ezzara udałem się na minor plexa, na którym spostrzegłem destroyera klasy Catalyst. Stwierdziłem, że na AB dam radę unikać jego morderczego dla fregat ognia.

I tak... spotkałem się z nim przed plex'em - campił na wrotach. Z wrażenia włączyłem i WYŁĄCZYŁEM (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) Afterburnera. Więc co z tego, że złapałem go na przepalonym webie, jak koleś po prostu mi odpłynął na MWD zanim zdąrzyłem WOLNO zbliżyć się bez napędu w zasięg przepalonego scrambla... Gdy AB się włączył, okazało się że nie mogę zbliżyć się bliżej niż na 18 km... Mój statek był za wolny. A catalyst uruchamiał swe MWD i się nie zbliżał. Udało mi się za to przegnać jego dronę i generalnie unikać ognia, ale w momencie gdy skończyły się akumulatory do tarczy, pojawił się jego kolega w Imperial Navy Slicerze. 

I booom, test się nie udał..... uciekłem kapsułą.

*

- 3 -

Trzeci.
Trzeci miał być ponownie "AB rocket brawlerem", ale tuż przed wskoczeniem do Kamela (tak, statki mam zeskładowane w Ohide (hi-sec)) coś mnie tknęło i wróciłem na re-fit. Sprawdziłem, czy pasuje MWD. Pasowało i statek był capacitor-stable. Latał do 4km/s, a taktyka... na bliskość. Tak, zakładałem na dzień dobry, że wyłączą mi MWD, to samo ja zrobię potencjalnej ofierze, założę jeszcze web i będę liczył upływające sekundy do wyłączenia Medium Ancillary Shield Booster'a. A rakiety miały dokonywać dzieła zniszczenia.

W między czasie zdecydowałem się opublikować ostatniego lossmaila na kanale milicji. Po chwili miałem request o rozmowę, który ochoczo przyjąłem. TO BYŁ BARDZO DOBRY POMYSŁ ^_^

Rozmówcą okazał się milicjant z korporacji Koza Z Piekła. Korsarze walczący dla Imperium Amarr. A zupełnie przy okazji - znajomi, bo dawno, dawno temu, jako Ezronymius byłem przez chwilę w Centrum Badań Chaosu, KOZA latali z nami! Przyjąłem zaproszenie na ich kanał. Okazało się, że walczą o utrzymanie w rękach Amarru systemu po drugiej stronie frontu (front - systemy stojące na drodze do przestrzeni minmatarskiej, tj wąskie gardła Auga i Vard).


Dużo jumpów niestety nas dzieli, ale to kwestia czasu by połączyć siły. Na razie łączyć można intel-reports.

W czasie rozmówek z nowymi przyjaciółmi, patrolowałem okolicę na trasie Kamela-Sosala-Anka-Tannakan-Sahtogas-Oyonata-Sosan. W tym ostatnim stwierdziłem, że suwerenność systemu jest bliska upadkowi, więc zatrzymam się i polatam po minor complexach celem zwiększenia kontroli Imperium Amarr nad tym systemem. A jednocześnie... zobaczę czy nowy, 3ci Condor zadziała, tak jak chciałem, by zadziałał.

Przywitałem się (niemo) z NPCowymi rezydentami latającymi wokół ruin amarryjskiej stacji kosmicznej i rozpocząłem procedurę przejmowania systemu. 5 statków imperialnych sił zwiadowczych (niemo) przyglądało się moim poczynaniom. Zegar zaczął tykać, gdy dotarłem do punku kontroli... 9m 59s.. 58s.. 57s...

By nie marnować prądu, wyłączyłem MWD i latałem sobie po 7 km orbicie. Po ok 5-6 min w dalekim skanie (na 14 jednostek astronomicznych) pojawiła się fregata klasy Slasher, a potem widziałem jeszcze niszczyciel klasy Coercer. Poza tym w systemie nagle zaczęło być tłoczno - lotniskowiec klasy Archon, krążownik zwiadu elektronicznego Falcon i coś równie strasznego (ale niemogącego wlecieć na minor complex). Ustawiłem się w gotowości na skok na safe-spot, gdyby Coercer dołączył do Slashera. Ustawiłem skan na zasięg 250 mln kilometrów. I czekam.

Okazało się, że niszczyciel poleciał dalej. A slasher pojawił się w skanie! Czyli leciał do mnie. Serce me poczęło szybciej bić, a oczy zwężyły się w szparki. Pochyliłem się do przodu, by lepiej widzieć, kontrolować!!! Tyle reakcja organizmu. W samej grze nie zrobiłem NIC i spokojnie orbitowałem punkt kontroli. Nie włączałem MWD, jeszcze nie. Miałem plan. Dobrze przemyślany PLAN.

PLAN.
Ten narodził się w momencie, gdy zawróciłem od wrót Kamela by wrócić na stację i zamienić AB na MWD. Całość miała być tricky dla niedoszłej ofiary. Byłem nawet pewien, że będzie.

Pojawił się na overview. Wiedziałem, że nie będzie to wrogi milicjant, gdyż nikt z lokalnych nie miał przy xywie pomarańczowego znaczka. I zgodnie z oczekiwaniami - wpadł pirat. Czerwone tło, aż wrzeszczało I WANNA KILL YA,  BITCH!

Wyskoczył z warpa te 100 km ode mnie. Czekam. Jest 75 km. Zaznaczyłem jego sygnaturę myszą i czekam, cierpliwie orbitując plex control point z prędkością jakieś 500 m/s. Gdy był już 50 km ode mnie, wdusiłem F1 i napęd microwarpdrive wyrzucił mnie z orbity. Przyspieszenie i lecę prosto w niego, na approach te 4 km/s. Gdy 2 sekundy później odległość zmalała do 40 km, zacząłem go namierzać. Zasięg mego condora to ok 34 km więc po chwili był locked. Przy dwudziestu kilometrach zmieniłem podejście na orbitę 8 km. Przepalone warp scrambler i stasis webifier czekały na osiągnięcie granicy 13 km.

Jest! Web. Scram. Rakiety.
On - scram, web. Gdy minąłem go poniżej 6 km - nosferatu wampyrious! Inercja wyrzuciła mnie po chwili poza zasięg jego ssawki prądowej. I rozpoczął się wyścig z wymianą ciosów.

Gdy on był w połowie struktury, ja byłem w połowie pancerza i wtedy właśnie skończyły mi się baterie w tarczy. MASB wykonał masywny capacitor drain pozbawiając mój statek prądu w 5 sekund. Wyłączyło to  web'a i scrambla (!!) pozostawiając cel bez uwięzi. Ale rakiety to zmyślne bestie...

Trzeci condor For The Win!!!

Probowałem jeszcze namierzyć uciekającą kapsułę, ale bez rezultatu.Wymierzenie sprawiedliwości pani pirat, Valatie, która piastuje 24978 pozycję w rankingu musi poczekać.

Wnioski
Gdy opadły emocje... rzuciłem okiem na local. Poza kapsułą, w systemie był falcon i archon więc stwierdziłem... że poczekam, aż załadują się baterie do tarczy i dokończę zdobywanie systemu. Wg zegara zostało półtorej minuty do końca.

Myślałem gorączkowo o tym co się stało - moment, w którym moja tarcza daje za wygraną. Muszę to lepiej kontrolować. Wyłączyć to, by nie rujnowała kondensatora mojego statku? Odpowiedź przyszła z olśnieniem:

ZNÓW DO KROĆSET FUR BECZEK KISZONEJ KAPUSTY ZAPOMNIAŁEM O WŁĄCZENIU OVERHEATa WYRZUTNI!!!!

Gdybym to zrobił, slasher poszedłby boooooom zanim tarcza by mi siadła.

Odleciałem na ss'a. I wróciłem z powrotem na zdobyty już kompleks, bo... zapomniałem o wraku ^_^.
A jak widać z killmaila, 5 mln "bounty" za tego pirata nie mogłem zostawić!

Po pochwaleniu się wszem i wobec killmailem, zadockowałem w systemie celem napraw pancerza i przepalonych systemów web i scram i poszedłem spać. Jako 447440 w rankingu pvp'erów Battleclinic!

A tak wygląda mój dom w systemie Ohide.
Piekielna planeta. Zdecydowanie... za ciepło!


I tak naprawdę to jest mój cel. Ranking na BC. Mam obsesję na tym. Solo. PVP. Nawet nie na statsach, bo przed utratą hookbilli pamiętam, że byłem na 350 tysięcznej pozycji. Straty stratami, są nieodzowne. Ale chcę mieć liczbę killi daleko większą niż liczbę strat. Chcę siać postrach. Chcę by ludzie mówili.. "OMG, Ezoko w Osprey'u, a jest nas tylko 10ciu!!!"

;)

Fly dangerous and reckless.

Mogą Cię zainteresować...

0 komentarze