LEGO 4 Dead - fotoopowiadanie ;-)

piątek, listopada 05, 2010

Pewnej listopadowej nocy, nad Łodzią szalała wichura. Zacinał deszcz, który mimo to, nie gasił płonących tu i ówdzie wraków samochodów. Z pobliskiego cmentarza wyruszył dziwny korowód:


Marlenka, wracająca z konwentu fanów Star Wars, w porę dostrzegła dziwne postacie (ratując swe życie) i właśnie sobie zdała sobie sprawę, że miasto wygląda cokolwiek dziwnie.

Donek, Bronek, Jolka i Asia w porę zauważyli niebezpieczeństwo i postanowili stawić mu czoła! Dobrze, że Bronek był zapalonym myśliwym, więc strzelba zasmakuje dziś innego mięsa. Jolka, jako policjantka, drżąc na całym ciele po raz kolejny sprawdziła, czy celownik na jej MP5 nie stracił ostrości. Donek niepewnie dzierżył dubeltówkę po dziadku.

- Bronek! Brooonek! Mam tylko sześć ładunków! - Donek szepnął, drżąc na całym ciele. - Ich jest za dużo...

Asia zerknęła na niego z ukosa, poprawiając uchwyt na rękojeści krótkiego S&W.357 Magnum. - Weźmiesz mój toporek, Młody!

I rozpoczęło się - wściekła kanonada i potępieńcze wycie nieumarłych. Po drugiej stronie skrzyżowania, zdjęta zgrozą Marlenka nie mogła się ruszyć. "Uciekać... muszę uciekać!"

Donek miał pecha. W decydującym momencie ta feralna, stara rura się zacięła! Matka mówiła, że po każdym strzelaniu, dziadek zawsze z pietyzmem czyścił swoją dubeltówkę, bo osad z prochu mógł powodować korozję. Teraz, Donek przeklinał siebie na czym świat stoi.

Zombi, śmierdzące nieszczęściem jak siedmiodniowa padlina, w dziwnym zawadiackim kapeluszu rzucił mu się do gardła. Donek przez chwilę pomyślał, że to Freddie Kruger, a może Indiana Jones? Nie dowiedział się nigdy.

Bronek oddał pięć strzałów i właśnie zamierzał przeładować sztucer, jego chlubę i dumę, gdy potężne szarpnięcie wyrwało mu broń z ręki, a później nieumarły w pomarańczowej kurtce odgryzł mu rękę! Zamroczony, nie zauważył na wpółrozkładającej się kobiety, która potężnym ciosem swych szponiastych rąk zbiła go z nóg.

Wycie i strzały pistoletu maszynowego Jolki ucichły w jednym momencie, gdy dwa umarlaki rzuciły się na nią z obu stron, powalając dziewczynę na mokry bruk chodnika.

Marlena widząc to, prawie przegryzła sobie dłoń do krwi. Nieświadomie, by powstrzymać szloch, który bezgłośnie wstrząsał jej ciałem. Powoli zaczęła cofać się w mrok. Uciec!

Smith & Wesson Asi oddał 6 morderczych dla zombiaków strzałów i nim dziewczyna zdążyła pomyśleć, że "mordercze dla martwych" to jakiś chory eufemizm jest, zaprawiła siódmego toporkiem. Już chciała z triumfem krzyknąć do Donka "patrz, szczęśliwa siódemka!", gdy zobaczyła ciało chłopaka rozszarpane, a nad nim pożywiające się jego mięsem zombie!

To odebrało jej na chwilę sił. I nadzieję, że wyjdą z tego cało. Niestety, dawny, przedwojenny listonosz Anzelm Wróblewski, zmarły w wyniku rany postrzałowej klatki piersiowej, w marcu 1941 roku, przekreślił plany Asi rzucając jej się na plecy i wgryzając tak głęboko w szyję, że zdekapitował dziewczynę.

Bronek gasnącymi oczyma wpatrywał się w ciemne niebo nad Łodzią. To nie tak miało być... nie taaaak...

Kruk siedzący na latarni ulicznej ze spokojem wpatrywał się w szalejącą poniżej orgię zniszczenia i szaleńczą, krwawą ucztę. Gdy mieszkańcy cmentarza sobie wreszcie pójdą, on dopadnie skrawków mięsa i gdy zaspokoi swój głód, zaniesie też swoim dzieciom.

Ezronymius
Łódź, 5 listopada 2010

PS: Lego to wynik zabawy dziś z Maksem klockami, a opowiadanie... początkowo miało to być krótkie foto story, a wyszło - długie foto story :-)

Mogą Cię zainteresować...

2 komentarze

  1. Sweet! :D
    btw - w pierwszej serii losowych ludków Lego jest zombie w garniaku
    http://minifigures.lego.com/en-us/Bios/Zombie.aspx
    poluję na niego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. myśmy z tej serii trafili narazie czarownicę

    OdpowiedzUsuń