poniedziałek, 30 maja 2011

Samotny łowca, część 2

Kolejny dzień w EvE minął mi na przemierzaniu rozległej przestrzeni low-sec rozciągającej się w regionach Placid i Black Rise, po to by znaleźć cel do walki. Nie, to jeszcze nie była planowana zemsta - na tę przyjdzie czas. Od ostatniego, prawdziwego pvp minęło tak wiele czasu (początek 2009) oraz sama gra zmieniła się tak bardzo, że potrzebowałem się wpierw sprawdzić. Na czym kolwiek zdolnym do walki, czymś co da mi przedsmak tego co mnie czeka. I co czeka Cajko. Taki był plan.

W systemie Innania zamarudziłem trochę, bo było tu trochę pasów asteroid oraz strutur obronnych Federacji Gallente, co jak podejrzewałem przyciągało graczy robiących misje oraz polujących na rzadkie przedmioty ukryte w deadspace'ach, do których prowadziły warp-gate'y z takich miejsc.

Na local-chat widziałem parę potencjalnych ofiar (wysoki standing, przynależnośc do korporacji NPC), gdy nagle do systemu skoczyło sześciu kolesi. Sprawdziłem co to za jedni. Ta sama korporacja, wysokie standingi, za to bio każdego z graczy biło po oczach bielą i czerwienią oraz ogonkami na literach. Postanowiłem się przywitać.

Ezoko > pochwalony!

Po chwili padła odpowiedź.

Hoogles > i z duchem Twoim

W międzyczasie latałem sobie po systemie robiąc safespoty. Na skanerze pojawiła się grupka battlecruiserów - dwa Drake i Hurricane. Jeden z nich nosił wdzięczną nazwę "Z dupy..." więc byli to moi nowi przyjaciele. Gdy skoczyłem na czwartą planetę układu, ku mojemu zdziwieniu wylądowałem 100 km od trzech sygnatur trzech battlecruiserów. Z dupy... pomyślałem i dałem w tył zwrot.

Mr Unk > amen, bracie....
Ezoko > not yet ":)

Nawet się nie spociłem. Sto kilometrów to odległość na którą battlecruiser z MWD potrzebuje co najmniej półtorej minuty (1000 m/s). Bezpiecznie wylądowałem na safespocie. Pogadaliśmy jeszcze chwilę na localu, po czym oni rzucili "fly safe" oraz "szerokości, przyczepności" i tyle ich widziałem.

Godzinę później skoczyłem do systemu Kehjari. Ze względu na to, że każdy skok w low-sec jest skokiem w nieznane, zawsze włączam nagrywanie. Oto co się wtedy stało:



EvE Online PVP: Ezoko as a Bounty Hunter (Maller... przez Ezraa_Ezronymius

Pierwsza walka była zaskoczeniem, ale nie straciłem zimnej krwi. Widząc, że to Loki, zmartwiałem. To ostatni krzyk mody w EvE - krążownik strategiczny Tech III, jedyny którego systemami można dowolnie szafować i stworzyć za każdym razem unikalny design - w 99% dostosowany do zadania jakie ma spełnić. Poza tym wściekle drogi wymaga bardzo dobrych skilli, ale spłaca to z nawiązką - jest bardzo niebezpieczny i nosi miano niezniszczalnego.

Ale jak było widać na filmie - dałem radę! Przegoniłem go, przez brak zasięgu mój warp scrambler puścił i koleś mógł uciec. Uciec! Tech III o wartości 750 mln ISK nie dał rady Tech I za 15 mln!!! Pilot fregaty, która nam towarzyszyła w czasie walki (ale nie uczestniczyła - działa wrót rozerwałyby ją na strzępy, w końcu to low-sec) skwitował to dosadnie:


Valentine Caldor > Ezoko gf! ) Bacil is a coward slut._)
BacuJlek > валя иди нахуй уже
Valentine Caldor > ололо._
Ezoko > ggf


Rozochocony walką i zwycięstwem, gdy stan mojego statku wrócił do normy (armor repairer naprawił zbroję, tarcze wróciły do poziomu wyjściowego, a energii miałem 100%) zdecydowałem się na kolejny strzał adrenaliny.

Znalazłem go w systemie obok - Ashitsu. Niestety, i Herkules dupa, kiedy wrogów kupa, tym bardziej, że oba recon cruisery spowodowały kompletny pad systemów mojego statku. Falcon zagłuszył systemy celownicze, a Pilgrim pozbawił mnie energii. Capacitor booster i ładunki po 200 MAh dały przez chwilę radę, ale było już za późno. Oba Stabbery (w wersjach elite Fleet Issue) oraz chmara dronek zmieniły mnie w kupę płonących odłamków. Widząc co się dzieje, wduszałem raz po raz "warp to..." na najbliższym safespocie, stąd po eksplozji okrętu moja kapsuła wystrzeliła jak z katapulty w obięcia bezpiecznego warp'a.

Będąc już na safespocie napisałem na local czacie "gf" otrzymując w zamian pozdrowienia od korporacji VUDU. Sprawdziłem ich bio, co potwierdziło, że nazwa jednego ze Stabberów - "Twardziel" nie była przypadkowa. Skroili mnie rodacy. Swoją drogą to zadziwiające, jak dużo naszych kręci się w pobliżu :)


Wieczór skończyłem docierając do "Domu opieki" nie nękany przez nikogo. Dla bezpieczeństwa wracałem... shuttlem. Tak - "bezpieczeństwa". Założyłem, że samą kapsułą mogę zginąć, jeśli natrafię na takiego Cajko, który jednym strzałem smartbomby pośle moją kapsułę wartą 50 mln ISK w niebyt. Ale gdyby coś takiego przytrafiło się shuttlowi - to on przestanie istnieć, a kapsułą zdążę uciec.

Test musiałem przeprowadzić na granicy Black Rise i Pure Blind, gdy okazało się, że nasze wrota do 0.0 - system 93PI-4 jest "hot". Niestety nasz intel-channel nie precyzował dokładnie jacy wrogowie są w systemie, i wszyscy podniecali się nadlatującymi gangami wymiataczy z Evoke i Pandemic Legion. Po półgodzinie czekania stwierdziłem, że kij z tym, raz się żyje i skoczyłem.

Wredniak w battlecruiserze Hurricane wisiał sobie 13 km ode mnie. Obok - wyłączony mobile warp disruptor zwany bubble. Bańka o średnicy do kilkudziesięciu kilometrów, która uniemożliwia skok w warp. I jest śmiertelną pułapką. Zareagowałem szybko - wybrałem warp to na safe spot, który zrobiłem kilkanaście dni temu na tych wrotach. Wylądowałem całe 187 km od Hurricane, który, gdy tylko pojawiłem się na jego overview, zaczął mnie namierzać. Na szczęście dla mnie - byłem szybszy :) A potem skoczyłem sobie na jedną z naszych "gwiazd śmierci" wiszących w tym systemie i korzystając z jump bridge'a skoczyłem wgłąb 0.0.

Po 10 minutach byłem już w "Domu opieki". Rzuciłem okiem na listę moich kill-rights. Okazji do zemst przybyło :)


I na koniec - mój losemail.

Kolejny statek - gallencki krążownik Thorax już czeka sobie w moim hangarze na kolejną podróż po low-sec. A potem przyjdzie czas na battlecruisery i Cajko.

sobota, 28 maja 2011

Samotny łowca, część 1

Pamiętacie tytana, bohatera jednego z ostatnich postów? Przeszedł niedawno do historii. To ten pierwszy, prowadzony przez Dwarfisha - tytan klasy Erebus.


Walka ciutkek nierówna - 116 naszych vs 187 wrogich gości z Northern Coalition, Pandemic Legion i Evoke. A pod wględem jakości - 1 tytan Erebus vs 6 tytanów (3 Avatary, 2 Erebusy i jeden Leviatan). W sumie, sama walka była dziwna, bo zakończyła się tylko zestrzeleniem 8 statków wroga (na łączną sumę ok 5 mld ISK) i stratą naszych 3 (na kwotę... 57 mld ISK). A 1 mld ISK na Allegro kosztuje 100 PLN.

Ot, taka mała, krótka bitwa za 6 klocków. Pikuś. 20 marca rozegrała się inna bitwa. Wielka bitwa o system 020-2X (nazwy systemów w 0.0 są po prostu boskie!).

http://kb.lawnalliance.org/?a=kill_related&kll_id=9183564

852 naszych vs 1595 pilotów (głównie Red Alliance, czyli Ruskie). Łatwiej wymienić zestrzelone tytany, niż wypisać wszystkie, które uczestniczyły w bitwie. Tytan - statek, będący ukoronowaniem szkolenia postaci oraz owoc pracy setek ludzi przez kilka miesięcy. Tu, odeszło ich w niebyt 22 sztuki! Kiedyś, gdy padł pierwszy tytan - CCP Games zdecydowało się pozostawić jego wrak, jako pomnik (normalnie, wraki znikają po kilku godzinach). Czasy się zmieniają...

Łącznie, w powyższej bitwie padło 537 statków i łącznie, ludzie ci ponieśli straty w wysokości 1,8 tryliona ISK. Czyli innymi słowy, zabawa pt. "Jak stracić 180 000 PLN w 10 minut". Luzik, a ja się martwię o głupie 10 mln na sprzęt Tech II ;-).

Poleciałem ostatnio na mały patrol po naszym 0.0. Kilkanaście battlecruiserów, ciężkich krążowników, kilka assault frigates i zwiadowcy. Wróg podobno był tu i ówdzie, ktoś tam dostał ostre wklepy, lecz nasza mała armia po godzinie krążenia wróciła nietknięta do domu. Gorzej, że nietknięte były też nasze zapasy amunicji.

Samotny łowca, część 1

Uwielbiam to! Tę niepewność, gdy samotnie skaczę do nieznanego mi systemu, uprzednio sprawdzając na mapie statystyki z ostatniej godziny - liczba statków zestrzelonych i liczba statków przelatujących przez system. Dwie dane, które tak naprawdę mówią jedynie tyle, że prawdopodobieństwo gate campu po drugiej stronie jest małe, średnie, wielkie i bardzo wielkie. Ale nigdy - żadne.

Wczoraj wsiadłem do Mallera. Krążownik Amarrski Tech 1, najlepszy w swej klasie. Zbroja podtuningowana tak, że niejeden battleship mógłby pozazdrościć. Prędkość - znośna (z MWD sięga 1100 m/s). Siła, mimo, że bez dron - znaczna. Z przyłożenia, tj. 3,5km sieje mocnymi 400 DPS, a z odległości 1okm - 289 DPS. Damage Per Second. Moja ostatnia fregata, Executioner dostała w sekundę 834 punkty i wyparowała. Tym krążownikiem zajęłoby to 2-3 sekundy. Przyzwoicie.

Oczywiście nie jest to fit idealny, nie na każdy statek. Mała, szybka fregata ucieknie mi z zasięgu i rozwali, bo Maller nie ma dron. A fit trochę scharzniłem, nie dając nic, co by pomogło w takiej sytuacji.

Niestety, zawędrowałem tak daleko od cywilizacji, że nie mam wyjścia. I mam nadzieję, że kogoś skroję, nim sam zostanę skrojony.

Wczoraj wypowiedziano memu sojuszowi kolejną, trzecią już wojnę w systemach hi-sec. Oznacza to kompletny paraliż na naszych liniach zaopatrzeniowych, bo Concord nam nie pomoże w razie ataku. Tak jak ze dwa miesiące temu ja, ktoś nieuważny skoczy do popularnego systemu (np. Jita) myśląc o zakupach i straci życie na oczach niewzruszonych Caldari Customs Officers.

Toteż ja zdecydowałem się na szybkie zakupy w tych nielicznych stacjach w moim 0.0. Dzięki sieci jump bridży dość szybko pokonałem drogę między systemem EL8-4Q (Stacja "Dom opieki") a odległym o... 42 jumpy (tak, czterdzieści dwa) systemem D2-HOS, gdzie na stacji o dźwięcznej nazwie "D2 Mine Mine Mine" zakupiłem 5x Medium Pulse Laser II, 2x Adaptive Nano Plating II, Regenerative Nano Plating II oraz Damage Control II. Następnie ignorując informacje na kanałach wywiadu o krążących w pobliżu flotach wroga udałem się na łowy.

*
Tu Rozgłośnia Człowiewieka Oświeconego, Głos Boginii W Twoim Statku. Przerywamy modły by nadać komunikat specjalny dla wszystkich okrętów sojuszu w regionie Pure Blind:

[ 2011.05.27 21:36:10 ] Solaric Tracker > 12 red AIazif CR-AQH Solar System
[ 2011.05.27 21:36:18 ] Caius Zen > 14 red
[ 2011.05.27 21:36:26 ] Admiral Majike > curse, scimitar, taranis, hurricane3, zealot, dramiel,cynabal
[ 2011.05.27 21:37:01 ] Admiral Majike > sabre scimitar
[ 2011.05.27 21:37:07 ] claytis > 50man tempest fleet with logi in VFK-IV Merciless fleet
[ 2011.05.27 21:37:58 ] Sylbar > Mandilater cynabal at l-c gate in c4c
[ 2011.05.27 21:38:10 ] Gavinn > you fucking retard its me
[ 2011.05.27 21:38:15 ] Caer Dallben > lol
[ 2011.05.27 21:38:17 ] Deth Goddess > lawl
[ 2011.05.27 21:38:18 ] Tome Bombadile > gang from CR-AQH Solar System went in to XQ-


Wyłączyłam radio, tam gdzie się kierowałam, nie było naszych informatorów, więc nie dostałabym żadnych wartościowych informacji. Żadnych. Albowiem kierowałam się do regionu Placid. Na totalne zadupie wszechświata, porównywane może jedynie z zachodnim Black Rise.

Mantenault. Skoczyłam przez wrota do pierwszego systemu regionu Placid, w strefie granicznej Federacji Gallente, rubieży kontrolowanych przez mafię Serpentis - degeneratów, nielepszych od pokręconych Sansha. Z ludźmi łączy ich jeszcze to, że podobno jedzą sztućcami oraz podobno karmią swoich jeńców. Szkoda, że innymi jeńcami, ale cóż... nie nadarmo każdy cywilny i wojskowy statek ma opcję "selfdestruct".

Graniczny system przywitał mnie... brakiem kogokolwiek w pobliżu. Tu nic nie ma. Zero. Null. A właściwie nie null, a low-sec. O dumnym 0.14. Nie wiem po co wyliczanym, jak nikt tu o zdrowych zmysłach nie wleci. Brak stacji NPC jest na to najlepszym dowodem.

Dwa następne systemy były równie nudne. Siedem planet, każda z wianuszkiem pasów asteroidów. Albo jedna planeta, za to pobijająca ilością księżyców i asteroid stareńkiego Saturna, planety z układu słonecznego, z którego wywodzi się ludzkość. Tej części wszechświeta, o której dawno już wszyscy zapomnieli, a jedyną jej pamiątką jest zapadły wormhole w systemie New Eden, w konstelacji Eve Gate, region Genesis. Swoją drogą - uroczy low-sec, pełen turystów!

Wracając do mej samotnej podróży. Systemy Alamel oraz Odamia nie były do końca puste. Również bez stacji NPC, za to miały gości. Adrenalina uderzyła mi w żyły, buzując jak niedawno wypita puszka Quafee. Skanowanie. Namierzanie. Zmiana pozycji - 1 AU, pół miliona kilometrów, wreszcie 4 tysiące kilometrów od potencjalnej ofiary. Ponowny skan przestrzeni. Crow. Interceptor, super szybka fregata. I zanim pomyślałam, że taki cel jest nie dla mnie, szybki Crow równie szybko znika mi z radaru, a po chwili i z systemu. Bujam się jeszcze z 15 minut i skaczę do Anchauttes...

...system w którym jest - UWAGA - pierwsza stacja w tym cholernym low-sec! A wraz z nią, całe pięć osób w systemie. Spuszczam adrenalinę wraz z wypitym quafee w toalecie. Pew-pew zamienia się w pee-pee. Kwadrans latania po całym układzie, stawiania bookmarków, safespotów i firespotów tylko po to, by przekonać się, że całe towarzystwo leży urżnięte jak martwy klon, przy jednym ze stolików baru "Outlander" na stacji Ishukkone Mining Corp (prawa do wydobycia Veldsparu wykupione u gubernatora Federacji na kolejny 2 lata!). Puszczam mimo uszu propozycję barmana, by zmierzyć się w tańcu na rurze z lokalną pięknością i odlatuję...

*

Pozostawmy na chwilę Ezoko na jej samotnej wyprawie.

Nie po raz kolejny już zastanawiam się, czemu byłem tak niemądry i sprzedałem Ezronymiusa. Wtedy, w początku 2009 roku zaliczyłem parę przelotów morderczym Arazu, krążownikiem zwiadu, który przemierzał przestrzeń jak duch. Ezronymius miał wtedy 25 milionów skill pointów. I cloaking na V. Jeden ruch i znikasz z overview i skanera i lecisz w warpie. Niewidoczny - podlatujesz do nieświadomego rattera, który w swym krążowniku klasy Moa cierpliwie ostrzeliwuje 3 fregaty Serpentis Spy. Na 30 km ujawniasz swą pozycję i mówisz bezgłośnie: poznaj mojego przyjaciela, Warp Distruptor II się nazywa. A to moi maleńcy przyjaciele...

- Jesteśmy hobgobliny! Tech II! Pięć nas jest!
- Wy zawsze mówicie razem?
- TAAAK! (x5)
- To biegnijcie, i pozdrówcie ode mnie pana Serpentisa!

Moa wpada w panikę, NPCe Serpentis - nie. Hobgobliny robią swoje, sensor dampener na Arazu uruchomiony. A Moa nie wpadnie w jeszcze większą panikę. O nie, zrobi to już pilot w swej kapsule. Jeśli zdąrzy.

Na taki scenariusz Ezoko musi jeszcze poczekać. Tymczasem bujam ją do systemu Evaulon, gdzie sytuacja się powtarza: osiem osób a local chat, część skitrowana na stacji, a część w drodze do wrót.

W systemie Aldranette już jest ciekawiej. Fregata Vengeance wciąż jest widoczna na skanie. Czasem przemknie Tengu (cruiser Tech 3, very very very deadly to me!). Fregaty to nie rusza, mnie też. Spotykamy się nos w nos przy stacji (nos, taki do kichania, a nie NOSferatu - taki do robienia kuku). Chwilę czekam, może pilot Vengeance zrobi coś głupiego i ja razem ze gunami stacji zdajdę się na jego loss-mailu? Niestety, nie jest tak dobrze.

Setting up docking perimeter course, good night!

Log off.

poniedziałek, 23 maja 2011

Revenge. Zemsta. Mесть

Leciałem sobie w drodze powrotnej z EL8- (Pure Blind 0.0) małą fregatą z dużym DPSem (133) i wogóle, szybką (1200 m/s na afterburnerze), gdy przy wejściu do systemu Iitanmadan (0.3) zobaczyłem na overview pulsującą na czerwono sygnaturę wrogiego battleshipa. Wbiłem "warp to" na zabookmarkowaną pozycję gdzieś przy tych wrotach, niestety przy wtórze wielkiego kaaaaaaaaaaa-booooooooooooom znalazłem się w kapsule, a fregata klasy Executioner przestała istnieć.

http://kb.lawnalliance.org/?a=kill_detail&kll_id=9735711



Na szczęście gnojek nie odpalił smartbomby drugi raz - to broń obszarowa tworząca sferę wokół strzelającego statku która niszczy wszystko w promieniu... 6,5km. Dzięki temu mogłem uciec kapsułą (wartą ponad 50 mil ISK w implantach). Statek razem z fittem kosztował mnie 3,5 mln ISKów.

Przyjrzałem się dokładnie powyższemu killmailowi, szczególnie analizując sprawcę. Widząc jego statsy - ponad 1300 zestrzelonych kapsuł, ponad 500 fregat i kilkaset innych małych statków, stwierdziłem, że pvp w wydaniu tego pana polega na uzbrojeniu pancernika o masie 105 300 ton w broń, która służy ku temu by likwidować drony (no i małe statki przelatujace obok o masach nie większych niż 1 500 ton) . I która to jednym strzałem zadaje grubo ponad 1500 damage. Co oznacza, że każda fregata, prom czy kapsuła dostaje tylko raz i finito, przerażająco "mocny" killmail zdobyty. W sekundę :/

Sam kiedyś piraciłem i mordowałem. Tylko dla mnie to było nauczenie się trudnej sztuki podchodzenia ofiary, wyszukiwanie jej po kilku systemach, danie jej kilka sekund szansy - zanim zbliżę się prując przez asteroidi na włączonym napędzie MWD. No i robiłem to w krążowniku, który przy battleshipie wygląda jak David przy Goliacie (masa 11 800 ton). Ten tutaj - siedzi w battleshipie, który pewnie jest dofitowany w ciężkie zbroje, na wrotach i ilekroć widzi błysk wrót (ktoś przechodzi) - odpala te swoje Large EMP Smartbomb II.

Co jeszcze wyczytałem z killmaili tego gościa? Historię jego działalności z kilku ostatnich dni. Przyjrzałem się systemom w jakich działał. To wszystko były low-seki w rejonie systemów hi-sec Piak, Ohbochi, Karjatairmon oraz null-sec 93PI-4. I do głowy wpadł mi pewien pomysł.

ZEMSTA!!!

Poniekąd inspirowana tym filmem:



a trochę tym, by powalczyć w małym gangu, razem z corp-mate'ami. I pokazać kolesiowi w battleshipie Rokh, kto tu tak naprawdę rządzi!

W pierwszym odruchu chciałem wziąść i wskoczyć do swojego battlecruisera (Harbinger, masa 13 500 ton - nadal mało, BS przy nim jest 7 razy większy!) i mu przyłożyć do burty swoje 1000 DPS, ale się powstrzymałem. Rokh ma pewnie z kilkadziesiąt tysięcy effective hit points (EHP) więc pewnie trochę by trwało zanim bym go rozwalił, a on przecież nie siedziałby bezczynnie tylko siał tymi swoimi smartbombami.

Powoli - pomyślałem. Killrights na tego gościa mam do 19 czerwca, więc to ja mogę zaatakować, i działa systemowe przy wrotach lub stacjach będą po mojej stronie. Dalej, mam korporację. Jedna czy dwie osoby mogą mnie wspomóc w mej walce wyrównując znacząco szanse. Tym bardziej, że zabicie tego kolesia to będzie początek "czyszczenia" szlaków tranzytowych w tym regionie, co przysłuży się całemu naszemu sojuszowi.

Narazie plan zemsty jest w toku. Mam w tej chwili dwa battlecruisery, więc w przypadku straty - będę mógł szybko wskoczyć w nowy statek. No i dopracowania wymaga taktyka, która musi być dostosowana do tego - czym koleś aktualnie lata i strzela. Dziś zauważyłem, że zmienił smartbomby (bliski zasięg) na pociski dalekiego zasięgu. Co oznacza, że atak musi to uwzględniać - by nie obrywać od smartbomby, muszę na niego skoczyć tak, by mu przyłożyć efektywnie SPOZA jego maksymalnego zasięgu (jakieś 6,5km) oraz nie pozwolić mu uciec (czyli na max. 9km), ponadto - utrzymywać tę odległość. Natomiast, w przypadku pocisków dalekiego zasięgu - mogę sobie pozwolić na maksymalne skrócenie zasięgu, bo dzięki temu zwiększę zadawane mu uszkodzenia oraz będę mógł kraść mu energię. No i będzie można wykorzystać do walki drony, gdyż nie zniszczy ich za pomocą smartbomb. Tyle teoria - praktyka może być inna (np. ma mix smartbomb oraz pocisków) co położy plan (stare wojskowe powiedzenie: "żaden plan nie wytrzymuje kontaktu z wrogiem"). A może nie?

wtorek, 17 maja 2011

Tytan

Dziś minął drugi dzień, odkąd wypchnąłem Ezoko poza bezpieczne terytoria hi-sec. Pracowicie robiłem od wczoraj bookmarki w low-sec, w rejonie takim by dostać się do 0.0 zajmowanego przez Blueprint Haus tylnymi drzwiami (główne wrota Torrinos <-> EC-P8R są permanentnie campowane przez... wrogów).

Nie ukrywam - wizyta w low-sec podyktowana była powrotem stanu umysłu zwanego wanna-be-a-pirate! i chęcią skosztowania tego, co kiedyś w EvE robiłem, czyli solo pvp.

Robiłem sobie bookmarki po całych systemach, latając wszędzie malutką fregatą klasy Executioner uzbrojoną w MWD i cloak - czyli microwarp drive, który dawał mi 3900 m/s oraz stealh, dzięki któremu znikałem ze skanerów wszelkiego rodzaju ZŁYCH PIRATÓW, którzy polowali na niewinne ofiary.

Już miałem opuścić system Daras i skoczyć do następnego - Iitanmadan, gdy wzrok mój spoczął na sekundę na lokalnym czacie systemu. Czat, ku mojemu zdumieniu wybuchnął: z 10 ludków zaczęło robić się 12, 15, 20, 30, 60, 90, wreszcie 103 i zatrzymało się. Do systemu skoczyła wroga flota:

Na szczęście nie skoczyłem na wrota na które zamierzałem. Przeglądnąłem skaner i pogratulowałem sobie w duchu szczęścia: roiło się tam od cruiserów Tech 3, command shipów, battleshipów Tech 2 i recon cruiserów Tech 2. Znalazły się też lotniskowce i... tytan klasy Avatar.

Rzuciłem info o tej "inwazji" na nasz intel-channel, a godzinę później dowiedziałem się, że nasza flota właśnie pobiła tę flotę. Byłem pod wrażeniem. Trzy lata temu, będąc w Hydra Alliance dostawaliśmy raz za razem wciry. Obecny sojusz - "Get Of My Lawn" Alliance - wydaje się być bardziej zorganizowany, jeśli pokonali flotę, w skład której wchodził największy okręt w EvE Online.

*

Dnia następnego dalej bookmarkowałem kolejne systemy low-sec w regionie Lonetrek, aż do granicy z regionem 0.0 - Pure Blind. Dotarłem do wrót systemu 93PI-4 (security class: 0.0) i po zasięgnięciu języka od swoich, że jest bezpiecznie - skoczyłem.

Pusto, mrocznie, bezludnie.

Sięgnąłem po wydrukowaną wcześniej mapę połączeń między systemami - połączeń na skróty, za pomocą jump-bridge'y:

Jump-bridge to ta struktura na górze obrazka, sfera i mrowie sygnatur dział poniżej to POS (Player Owned Strucutre), czyli baza orbitująca wokół jednego z księżyców układu. Gdybym był wrogiem, działa POSa rozniosły by mnie na strzępy.

Skorzystałem jeszcze z 3 jump-bridge'y i dotarłem wgłąb przestrzeni 0.0, do EL8-4Q, rodzinnego systemu mojej korporacji. Stacja kosmiczna, o wdzięcznej nazwie "Dom opieki" unosiła się dumnie nad gorącą powierzchnią drugiej planety układu:

Z ciekawości, włączyłem skaner i ze zdumieniem odkryłem... zresztą, sami zobaczcie film :)


Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

niedziela, 15 maja 2011

Faction stuff!

Faction!

W piątek, robiąc jedną z misji (wciąż 3 poziom) trafiłem swój pierwszy w życiu faction stuff! (faction - sprzęt pojawiający się rzadko, głównie w ciężkich misjach, niedostępny normalnie w produkcji przez to bardzo, bardzo, BARDZO... drogi). Widząc w kolejnym wraku Gallente Mining Laser, ozdobiony w rogu bardzo ładną zieloną ikonką - micha mi się cieszyła, bo już widziałem strumień ISKów wpływających na moje konto.

Zebrawszy tego łącznie z 6 sztuk, sprawdziłem czy ktoś toto sprzedaje w regionie (Essence, ostatnio stacjonuję w Oursualert). Okazało się, że... nikt. Może dlatego, że niektóry sprzęt frakcyjny da się sprzedać tylko przez system kontraktów? Tak też było z tymi laserami. Sprawdziłem okno kontraktów i...

...szczękę zbierałem długo z ziemi. Widziane jeszcze przed chwilą miliardy miliardów zmieniły się w smętne "Gallente Mining Laser x 6 - 250k ISK, bid!". WTF? Ćwierć miliona za frakcyjny sprzęt?!? Inne kontrakty były bardziej zachęcające - milion, dwa... ale nie więcej :( Bez większej nadziei ustawiłem sprzedaż 6 laserów w aukcji z ceną startową 1 000 000 ISK i zobaczę, co będzie za tydzień. Normalne lasery górnicze (Tech 1 i Tech 2) chodzą w cenach od 1000 do kilkuset tysięcy ISKów, ale to niewielka pociecha.

Gwoli wyjaśnienia: sprzęt frakcyjny jest naprawdę drogi. Np fregata Succubus kosztuje z 70 mln ISK, gdy tymczasem podobnej klasy statek - fregata Tech 2 mająca 2,5 raza więcej laserów chodzi po 20 mln ISK. A wersja Tech 1 za całe...120 tyś ISK! 30 milionów kosztuje Battlecruiser, którego tarcze są 10 razy większej pojemności (609 HP vs 5500 HP), 80 baniek trzeba dać za Battleshipa, którego tarcze są jeszcze większej pojemności.

Z czego wynika różnica? Normalne prawa rynku - jeśli coś jest rzadkie, a przy okazji jakościowo znacznie wyprzedza podobny sprzęt oraz ludzie tego chcą, to jest drogie.

Going Faction 2.o
Wczoraj, w jednej z misji dostałem zadanie - uratować dyplomatów. Niby nic dziwnego, ale tym razem było inaczej. Musiałem opuścić battlecruisera i przesiąść się w jakąś fregatę, gdyż takie było wymaganie tej misji.

Fregatę! Coś co ma słabą siłę ognia, tarcze i zbroję tak znikome, że prawie nieistniejące, coś co przeżyje tylko dlatego, że jest małe, szybkie i zwrotne. Misji nie mogłem odpuścić, bo obraziłbym agenta (a to grozi spadkiem notowań w jego korporacji, czyli mniej zleceń, gorsze płatności i wogóle - regres). Niestety, skilli na oczywisty w takim wypadku wybór - Assault Frigate (sprzęt Tech 2, mocny jak diabli) - nie miałem, więc wykombinowałem sobie, że kupię sprzęt frakcyjny. Fregata Tech 1 odpadała od razu, bo toto nie daje radę w misjach levelu 2, a co dopiero w zaawansowanym levelu 3...

Zerknąwszy w market oraz swój portfel, mój wybór padł na niezbyt drogą (ale też nie najlepszą) fregatę Imperial Navy Slicer. Jedyne 24 miliony ISK (1/10 mojej całej kasy).

Dodatkowo 7 baniek na sprzęt i byłem gotowy do drogi. Po aktywacji misji, przyleciałem na miejsce i... dostałem tak ostre wciry od stacjonującej tam floty NPCowej, że ledwo stamtąd uszedłem z życiem. Już widziałem, jak 30,5 mil ISK zamienia się w efektowny fajerwerk.

Problemem była taktyka. Przyzwyczajony do ciężkozbrojnego battlecruisera, którego efektywna obrona (suma wszystkich shieldów, armorów i resistów) wynosiła 27 tyś HP i pozwalała na ignorowanie większości NPCów, nie zwróciłem uwagi, że Slicer ma tylko 3,7 tyś HP. Pierwsze co wyparowało to tarcze, potem trochę wolniej zbroja i gdyby nie zwrotność, nie uciekłbym.

Postanowiłem zaatakować jeszcze raz, tym razem pamiętając, że jestem w małej, zwinnej fregacie. Co się działo dalej, możecie zobaczyć tu (13 minut walki skompresowane do 3,5 minuty):


Największym problemem były fregaty oraz krążowniki - pozbycie się ich, było kluczem do sukcesu. Battleshipy, mimo efektownie wyglądających strzałów - nie robiły mi żadnej krzywdy (nie trafiały), stąd, walkę skończyłem prawie nietknięty - przez ten czas, tarcze zdążyły wrócić do pełnej gotowości.

Mimo, iż była to tylko walka z NPCami, poprzez to, że wyskoczyłem w drogim, kruchym stateczku dała mi ona dużo satysfakcji.

I luv dis game!!

wtorek, 10 maja 2011

Level 3. Stylista Online.

Dotarłem w misjach dalej niż kiedykolwiek. Poziom 3. Daje się ostro we znaki (czyli jest ciężko, ale i treściwie... w kasę :)). Z forów wyczytałem jak zrobić setup statku tak by te ciężkie misje, w których atakują hordy battlecruiserów oraz specjalistyczne krążowniki kończyć szybko i bez strat własnych. Ale o tym za chwilę.

Dobry człowiek posprzątał wczoraj hangary i razem z pajęczynami sprezentował mi to co tam znalazł. Stałem się dzięki temu posiadaczem dużej ilości dron małych, średnich i dużych w tym wersji najbardziej efektywnych, czyli Tech 2. Poza tym stuffu za jak to określił - 500 baniek. "Kasę też chcesz?", a ja: "Dzięki Przemo, ale nie - stałem się już samowystarczalny, nie tak jak kiedyś. W godzinę zarobiłem 20 mln, razem mam już 170."

A pewna dobra kobieta dziś stwierdziła, że ta moja dziunia ma coś z ustami? "O'rly?" pomyślała Ezoko i udała się do stylisty. Najlepszego w systemie Lumierre/Essence.

"Jak ma być?" - zapytał Jean Pierre, fryzjer, stylista i lokalny paser.
"Ma być źle."
"Bardzo?"
"Bardzo."

Inicjacja w pvp wymaga poświęcenia. Najlepiej setki niewolników z Minmatarr, na ołtarzu poświęconym Imperatorowej! Choć może wystarczą zwykłe fajerwerki?

Harbringer to battlecruiser poziomu 2 (nie Tech 2, to poziom w obrębie warstwy Tech 1). Powyżej, setup na "blitzing" misji poziomu 3: microwarp drive, 7 pulse laserów, salvager, medium armour repair oraz dwa aktywne hardenery zbroi (przeciw thermal i kinetic damage). Do tego drony - 10 sztuk Hobgoblinów. Całość sprawia się bardzo dobrze, zjadam npcowe battlecruisery na śniadanie (płacą za głowę 150 tyś ISK), gorzej trochę z ciężkimi krążownikami (270 tyś za łeb) dzięki którym o mało co nie odeszłem w cień. Po godzinie takiego tańca - 20 milionów :)

Fly dangerous!!

niedziela, 1 maja 2011

Level 2

No i wsiąkłem na dobre. W zasadzie to było do przewidzenia. Wszak jestem człowiekem, który nie może żyć bez SF. Zupełnie dziwnym trafem moim ulubionym serialem jest Farscape, zaraz po nim nowa wersja Battlestar Galactica. Star Wars również (choć szczerze powiedziawszy, nie jest to obraz najwyższych lotów). Seria Aliens, Starship Troopers czy niesamowity i przerażający Event Horizon to kolejne perełki. [choć takiego Startreka to szczerze nienawidzę]

Książki jakie czytam to przede wszystkim space opery - cykle Honor Harrigton i Starfire Davida Webera jako jako te najbardziej ulubione (tak, oba czytałem po 2 razy ;-)), a w komiksie rządzi cykl Armada. Nawet sięgając do takiego medium jakim jest muzyka - jedną z moich ulubionych płyt jest "Crimson" Edge of Sanity (długa, ponad 40 minutowa podróż pod niebem obcej planety) i niesamowite albumy Star One, którego muzyka określana jest prostym terminem "space metal". Ambientowego soundtracku z Eve Online już nie liczę ;)

Wreszcie - gry. Dawno temu, jeszcze przed erą komputerów zagrywałem sie w Gwiezdnego Kupca. Solo. I to na 3 wirtualnych graczy :-) Ten, z którym się identyfikowałem - zawsze przegrywał :/ Raz czy dwa próbowałem zagrać z rodziną, ale ogrom tej gry handlowo-strategicznej przerażał. Na małe Atari pamiętam, że miałem jakąś gierkę sci-fi, ale tytułu nie pomnę. Za to Amiga - morze możliwości! Gry, protoplaści Eve - czyli Elite, Elite 2 i najlepsza ze wszystkich Frontier ustaliły raz na zawsze schemat, którym powinna podążać dobra gra "kosmiczna".

Innymi słowy - jestem skazany na tę grę (dzięki temu, że myślałem tylko o EvE, przeżyłem spokojnie aktualną awarię PSN).

Obecne losy Ezoko i O Elizuni wyglądają tak - Ezoko dorobiła się blizn (wszak jest wojowniczką, to blizny mieć musi!), które nie szpecą na szczęście, a dodają charakteru. O Elizunia natomiast wskoczywszy do największej z barek górniczych Tech I - Covetora, przerabia pyroxeres w regionie Domain na strumień ISKów. Zamknąłem też nierentowny handel w systemie Ichoryia/Black Rise, przenosząc wszystko w okolice Amarr/Domain: sukces odniosłem już pierwszego dnia sprzedając większość stuffu i to po bardzo przyjemnych cenach!. Teraz bazuję na tym by sprzedawać dużo, z niewielkim narzutem. Jak sieci handlowe :). Efekt: gdy się loguję, saldo zawsze jest o parę set tysięcy czy nawet milionów ISK wyższe.

A Ezoko poznaje sekrety misji od NPCów: wreszcie odblokowały się misje poziomu 2, i wzrosły zarówno poziom trudności oraz zarobki. Poniżej, jedna z misji przeciw piratom Sansha - na pierwszym planie krążownik Omen:

Omen, po wykonaniu kilkudziestu misji poszedł w odstawkę. To dobry krążownik podstawowy, ale niewystarczający do moich potrzeb. Skierowałem się na drogę walki dronami i potrzebuję statku, które te drony wozić będzie (no i będzie miał oczywiście jakieś bonusy do tych dron). Omen ma hangar dron o pojemności ledwie 15 m3, stąd wejdą tam ledwie 3 najmniejsze drony (podstawą jest obsługa 5 dron na raz).

Szukając nowego sprzętu natknąłem się na parę krążowników, które mają olbrzymie hangary dron. Zaawansowane krążowniki zwiadu - amarrskie Pilgrim i Curse (solo, potrafią rozwalić gracza w battleshipie!) mają hangary o pojemności 150 m3, co pozwoli na albo na dużą flotę małych dron, albo na mix dron małych i średnich. I wysłanie 5 sztuk na raz do walki. Przeszkodą w zdobyciu któregokolwiek ze statków jest... czas szkolenia. Niewiele ponad 34 dni, ale to początek. By nie stracić tak drogiego sprzętu (ok 120 mil ISK) od razu po starcie, trzeba mieć więcej "naumiane". Czas rośnie do 69 dni...

Szukając dalej, znalazłem wśród statków frakcyjnych (bardzo drogi sprzęt pochodzący od frakcji NPC występujących w grze - flot systemowych i pirackich) bardzo ciekawy krążownik Gila. Cena nie jest "zbyt" wysoka - ledwie 109 mil ISK, za to możliwości - drone bay o pojemności 400 m3 (! to więcej niż gallencki battleship Dominix, który jest uważany za drone carriera). Tarcze, pancerz i struktury również niczego sobie, średnio 3x większe niż w normalnym krążowniku. I wymaga niewielkego szkolenia (4 dni). Oczywiście - podobnie jak w przypadku Pilgrima i Curse, bez odpowiednich skilli - stracić można to cacko szybko... nawet za szybko.

Już zacząłem myśleć ciepło o podstawowych krążownikach rasy Gallente (tak, tej której Thoraxem kiedyś latałem jako Ezronymius, oraz tej, której w warstwie fabularnej gry Imperium Amarr wypowiedziało niekończącą się wojnę). Na szczęście, odkryłem wśród amarrskich krążowników podstawowych niepozornego Arbitratora.


Arbitrator kosztuje całe 2,5 mil ISK (tak, o 50x tańszy niż powyższe), nie ma tak wypasionych parametrów jak pozostałe, ale ma jedną zaletę - 150 m3 na drony. Co czyni go doskonałym krążownikiem szkoleniowym przed przesiadką na Gilę lub Pilgrima.

Wczoraj przetestowałem go na misjach. Moje drony zwalczały szkaradzieństwa takie jak na poniższym obrazku (tzw. rogue drone):

Uzbroiłem swój krążownik w tak duże tarcze (podwójne klasy... battleshipa), że efektywna obrona skoczyła z marnych 5 tyś Hit Pointów do 18 tyś HP. To + drony oznacza jedno: po przyleceniu na misję, mogę sobie iść np wyrzucić śmieci, a jak przyjdę - drony (moje) rozwalą wszystko co żyje, a mój ship nie będzie nawet draśnięty. Taki proceder na forum EvE nazywają "AFK ratting".

Sam z rozmysłem stosuję "AFK mining". Nie oszukujmy się... patrzenie jak kopie się asteroidy jest równie interesujące jak patrzenie na schnący obraz :-)

Powyżej, O Elizunia wraca z urobkiem w Covetorze (6,5 tyś m3 pojemności). Dla niej celem jest Hulk (12 tyś m3 ładowni) - już wyskillowany, niestety jeszcze za drogi (200 mil ISK).

Fly safe!