Sk8er Boi...

wtorek, kwietnia 07, 2009

Wiedziony instynktem tacierzyńskim, patrząc jak maluch się męczy na pececie wTony's Hawk American Wasteland oraz flashowych deskorolkarzy i po odpowiednim wypytaniu go, co mu się tak naprawdę podoba w tej grze (bieganie, deskorolka, wspinanie się) stwierdziłem, że czas na konsolowe, deskorolkowe szaleństwo. Tym bardziej, że Maks kolejny dzień siedzi w domu i leczy zapalenie gardła, a jego hulajnoga wciąż "odpoczywa" w piwnicy. I dziecko się nudzi (bo ileż można grać w LBP czy wyeksploatowane juz LEGO Indiana Jones/Star Wars).
Jako, że serię o Tony'm to już patykiem nawet nie dotknę (beznadziejna fizyka, grafika i lokacja (free-roaming z 2 ulicami na krzyż!) postanowiłem zainteresować się konkurencją. Dema Skate oraz Skate 2 wylądowały niedzielnym porankiem na konsoli. Po teście, numerem uno została ochrzczona 2ka (bo ma bieganie). Oczywiście, cała operacja wprowadzania nowej gry była tak przygotowana, że była to swoistego rodzaju nagroda dla malca, który dzielnie zniósł wizytę pani doktor oraz pokonał swój strach przed "niedobrymi, bo gorzkimi... łaaaaa!" tabletkami. Poza tym, informacją o kupnie zaskoczyłem nie tylko jego, ale i małżonkę... (tzw "ciche minuty" ;-)).
Zgodnie z prawem Murphy'ego, w Media Markcie wśród setki gier na PS3 (ostatnio cosik obrodziło) nie znalazłem Skate 2. Ratunek był jeszcze w Empiku (i odganiałem mroczną wizję jazdy po mieście w poszukiwaniu tego tytułu). Na szczęście, była, ostatnia sztuka!
Skate 2 to sandbox. Free-roamingowe skate'owanie po mieście niewiele mniejszym od tego w Burnout Paradise. Mieście ludnym, zmotoryzowanym i hordami nastolatków skateujących wszędzie gdzie się tylko da. Fizyka - świetna. Naprawdę trzeba się napracować by zrobić jakąś sztuczkę. Upadki są bardzo realne - widać, że bohater nieźle się pocharatał (dość długa sekwencja powrotu do gry), i to bez tandetnych wytrysków krwi (jak w American Wasteland). Nie gorszy i daje pojęcie jak boleć może upadek, albo co gorsza - potrącenie przez samochód. Tu z żoną i Maksem dość sporo obgadaliśmy te zdarzenia, a mały na pytanie czy jak za parę lat będzie pomykał na deskorolce, to czy będzie jeździł po ulicy, z oburzeniem zaprzeczył. A wiem, że będzie - jak nie deska, to rolki lub cross rowerowy (bo sam miałem takie ciągoty [n rozbitych kolan i urazów głowy to dziś niezła dla mnie kolekcja blizn i wspomnień]).
Okej, dość tego moralizatorstwa!

 

Mogą Cię zainteresować...

0 komentarze