Małpy w kosmosie

poniedziałek, czerwca 15, 2015

Po słabych łowach w hi-secu, zdecydowałem się uderzyć w tereny tyleż bardziej lukratywne co niebezpieczne. Wormhole.

Czarna dziura
W pierwszym wormholu, chyba klasy C1 o ile pamiętam natrafiłem na data site. W pamięci miałem info, że takie data site'y są niechronione, że można się obłowić. Okazało się, że trochę się pomyliłem...

Unsecured Perimeter Information Center
Byłem w ficie nastawionym na czyste pvp, więc i bufor tarczy mniejszy i raczej nastawiony byłem na krótszą walkę. Ale dzięki danym wywiadowczym, wiedziałem w co walić najpierw i jak. Upierdliwe drony sleepersów psuły początkowo mi moje drony, ale potraktowane neuterami energii stały się jakby ospałe (tzn. wydaje mi się, że neuty działają na nie - kiedyś nie działały na NPCe, mogę się w sumie mylić). Dość, że pokonałem wszystkie fale bez zbytniego uszczerbku na swej tarczy.

Cały czas paranoicznie spamowałem klawisz "scan" na direct skanerze, by mnie nikt nie zaskoczył. I nie zaskoczył. A potem żmudnie sprzątałem całe pobojowisko. Oraz rozbroiłem 3 zamknięte i zaszyfrowane puszki. Oczywiście w puszkach było... nic ciekawego nie było (i węgielek na pocieszenie - patrz ostatni post ;-))). Za to z wraków sleepersów, zarówno z tego co zostało jak i z salvagingu wraków (drony salvagujące to jest to!) uzyskałem okrągłe i pocieszne.. 20 baniek! Można by rzec: wreszcie!

Zapuszczałem się w wormhole wiele razy. Dowiedziałem się też, że osławione null-seckowe relic i data site'y pojawiają się czasem w wormhole'ach by ich mieszkańcom żyło się lepiej i dostatniej. Okazało się też, że miejsca takie są puste, pozbawione ochrony sleepersów! Pracowicie rozpracowywałem takie miejsca, otwierałe (i rozwalałem, niestety) kontenery i stałem się bogatszy o... kilkaset tysięcy ISK. Wrrrr... gdzie te bogactwa?

Kolejny data site, tym razem sleeperski, przywrócił mi wiarę w to, że tą metodą można się wzbogacić. Oczywiście, najpierw trzeba przetrwać i przeżyć walkę z gospodarzami. Wiem, że w C2, po lekkiej zmianie fitu mojego Curse daję jeszcze radę (nie pamiętam co to był za site). Ale już w C3 pogoniono mi kota. Postanowiłem jednak nie dawać za wygraną i szukać tych cholernych data siteów i relikt siteów, które są bezpieczne.

Rozochocony, latałem po dziurach. W jednej C1 natrafiłem na aktywność jakiegoś kolesia, który na POSie miał zaparkowanego Iterona (transportowiec) i zmieniał parę razy statki na bojowe (Vexor Navy), górnicze (Prospect) - chwilę go szukałem, wreszcie postanowiłem olać i robić swoje. Gdy już natrafiłem na data site, mimo, że czekała mnie walka ze Sleepersami, postanowiłem zaryzykować. Walczyłem z NPCami, sprawdzając co kilkadziesiąt sekund direct scan czy nie ma jakiś sond czy czegokolwiek. Raz czy dwa mignęło mi w skanie Astero (fregata ekspolarycjna), ale nie pojawiło się... Więc kontynuowałem swoje. I tradycyjnie - z puszek było wielkie G, natomiast z wraków Sleepersów ładne pieniążki. Mając w bagażniku 23 bańki, odleciałem do hi-seka. Podsumowałem sobie zdobycze z wormholi - prawie 50 baniek! Plus nieokreślonej wartości junk oraz BPC micro-jump drivea (na 10 przedmiotów każdy).

Małpa w kąpieli

A w zasadzie - co się dzieje gdy dwie małpy dorwą statki kosmiczne. A było to tak...

W dziurze klasy C2 znalazłem POSa, pięć baniek (warp disruptory) więc system był siedliszczem kogoś agresywnie nastawionego. Ponad dziesięć anomalii w skanie i drugie tyle sygnatur miejsc ukrytych spowodowały jednak, że się skusiłem. I nawet dość szybko znalazłem pierwszy relic site. Ruined Serpentis coś-tam, czyli null-secowy, bez ochrony. Bez ochrony - pomyślałem. A w skanie koło baniek migały mi czasem Astero, a czasem Tengu, a czasem sondy, a czasem znów Astero nazwane dla niepoznaki Tengu. Zignorowałem myśl, że ktoś mógł zauważyć moje wejście (nie jestem przekonany, czy rzeczywiście Curse jest niewidoczne w d-scan...).


Wbiłem na site, skaner działał non stop i dosyć szybko rozprawiłem się z puszkami, uzyskując gówniane 2 bańki może? Tymczasem na skanerze było podejrzanie cicho. Olałem, wypuściłem sondy i znalazłem kolejny site - tym razem blood riderskie centrum danych. Oraz dwie dziury. Musiałem szybko przefitować mój statek - tj. zamontować data analyzer w miejsce  relic analyzera w czym pomogło mi przenośnie urządzenie do przerabiania statków: mobile depot. No i poleciałem.

Tym razem w skanie mignęło mi Astero, ale jako, że od dłuższego czasu było cicho, stwierdziłem, że chyba jest ok. Przyleciałem na site i rozpocząłem otwieranie banków danych, jeden po drugim. Tzn. raz jeden otworzyłem (i stuff za 39 tyś ISK...) raz drugi rozwaliłem, bo nie potrafiłem przełamać obrony systemu (potencjalnie, w tych zniszczonych - bo trudniejszych - puszkach mogły być miliony!!!). No i tak sobie otwieram, sprawdzając co jakiś czas direct skaner.

Nagle słyszę... a tu mi coś robi "psiuuu... psiuuu". Ja wielkie oczy, a tu mi zasrany Tengu, czyli krążownik warty 4x więcej niż moje Curse napierdala rakietami prosto w dziub! Okno hackingu zasłania mi większość ekranu, więc go nie zauważyłem. Zanim się zorientowałem, miałem założony warp scrambler i ubytek 5% tarczy!

Adrenalina, ręce się trzęsą, ale cholerstwo namierzyłem, ba nawet wypuściłem właściwe drony (hammerheady) i nawet zaaplikowałem mu dwa neuty oraz nosferatu. Ustawiłem się w kierunku pierwszej lepszej planety by uciec gdy będę miał szansę. I już myślami żegnałem moje ślniące Curse...

Po chwili zorientowałem się, że tengu gryzie moje tarcze wolniej niż moje drony psują jego! Zauważyłem też, że wyszedłem mu z zasięgu scrama, a sam statek wrogi znacznie zwolnił. Więc ucieszony obrotem sprawy wyłączyłem jednego z neutów, bo zaczynało brakować mi energii i wykonałem kretyński w swej głupocie manewr:

1. odpaliłem na krótk MWD (bo mało energii)
2. nie przepaliłem warp disruptora (co w sumie nie miało większego znaczenia bo...)
3. wlazłem na orbitę (która na cele walk ze sleepersami była ustawiona na cholerne 32 km!)

Oto co się dalej stało. MWD posłało mnie do przodu, tak że będąc już ponad 20 km od kolesia wyskoczyłem poza zasięg własnego distruptora! Usłyszałem tylko the capacitor is empty, wyłączyły się NOS i neuter i zobaczyłem jak tengu nagle jest ode mnie 40km, potem 160 km i w chuj daleko...

Nosz jasna dupa! (i jeszcze nie włączyłem nagrywania, ani żadnego screena - poza tym tuż po walce)

Tuż po walce z Tengu
Tyle dobrego, że przekonałem się iż Curse jest statkiem, który potrafi sporo namieszać. To co mu zaaplikowałem, spowodowało, że stracił energię. Puścił mnie i stracił rezon. Moje drony wgryzły mu się w ponad połowę jego tarczy! A jako, że to caldaryjski tarczowiec, to gdybym nie zrobił głupiego błędu - dałbym mu do wiwatu.

No nic, nauka nie poszła w las. I czas na drobną korektę mojego planu ;)

Fly dangerous!

PS: zachęcam niezdecydowanych! Wystarczy kliknąć na portret Ezoko w prawej górnej części bloga by dostać 30 dniowego triala. Pomogę, podpowiem, pokażę co i jak gdy będzie trzeba. Uczcie się na moich błędach :)

Mogą Cię zainteresować...

2 komentarze

  1. wow, widzę, żę się dzieje! Ja czekam na chwlie swobody aby wrócić do gry, pewnie za tydzień spotkamy się w przestrzeni. Obecnie uczę się skanować i przygotowuję sprzęt do eksploracji czy li do ...podkradnij się i zabij drania :-)
    cu in space

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ucz się ucz! Gra mi się rozwija bardzo dynamicznie w pożądanym kierunku :)
      A "soczyste" opowieści niebawem nadejdą!

      Usuń