Ubiłem smoka

wtorek, stycznia 13, 2015

Po 68h gry zacząłem mieć i serdecznie dość i nie mogłem się doczekać co będzie dalej i kiedy wreszcie koniec. Nadal nie mogę się zdecydować, czy mi się podobało, czy był przesyt, czy też może to nie "mój świat"?

Złapałem się na tym, że gry nie mogę odpuścić, bo jak to zrobię, to prędko do niej nie wrócę. Wiem też, że zmęczenie grą u mnie to stan, który pojawia się w każdej grze. Dragon Age się trzyma tym, że pod względem misyjno-fabularnym, Bioware odwaliło kawał dobrej roboty. "Odwaliło" jest idealnym słowem. Bo co się grą zachwycę, to natrafiam na taki syf graficzny i mnie normalnie strzela:

Założę się, że miał być to kopczyk czaszek ludzkich (to nic, że metr na metr)...

... a na nich - ser! Normalna rzecz, przecież jesteśmy pod dnem jeziora.

Rybki, ze strumienia, na pustyni. A poniżej jabłka wielkości piłek footbolowych. Mam wrażenie, że na horyzoncie jest Czarnobyl, a wyziewy pustyni odpowiedzialne są za gigantyzm flory i fauny.

Nowe tereny w które zawędrowałem to pustynia... pustynia pustynię pustynią pogania. Mimo fajnego motywu zwalniania (bo burza piaskowa) i odmowy pójścia dalej (kraj mapy), to trafiają się wewnątrz niewidzialne (irytujące) ściany na skałach, które wyglądają na "wspinalne"....ehhhh... Bioware, chyba zakończę swoją przygodę z tą firmą na DAI. Motyw z terenami inne niż leśne (Syczące Pustkowia, Zachodnie Przejście, Zakazana Oaza) bardzo mi się spodobał i tak sobie pomyślałem, że gdyby tak ktoś na takim silniku wydał remake (lub drugą część) Arcanum Przypowieść o Maszynie i Magyji byłbym wniebowzięty!!! To dla mnie niedościgniony rpg. Czemu? Bo mogłem grać pół-orkiem w garniturze, złotym monoklem i z rewolwerem udoskonalonej konstrukcji. Można było spotkać tępego błędnego palladyna, rasistę i kultywującego magię oraz starą tradycję, bojącego się pary i nauki bo ta, odbiera mu pracę. Oczami wyobraźni widzę taką grę na takim silniku jak Diablo (albo i DAI). Tymczasem...

...po zabiciu smoka z Zaziemia (chociaż, na 17 lvl przy wypasionych broniach to nie jest wyczyn, ale swoje trwa) przypomniał mi się nagle Skyrim. Surowe i proste podziemia krasnoludzkich twierdz i starożytne automaty, to prawie steam punk, ale niestety - w nowożytnej erze Skyrima, to tylko zwykłe fantasy. Wracając do smoka z Dragon Age muszę stwierdzić, że fajna to była walka:

Na sekundę przed ostatnim ciosem...

...i sekundę po. Jak na tak duże stworzenie, korpus znikł bardzo szybko (byle bryłkowiec leży paręnaście sekund, ale widać tu pozazdrościli speedowego spalania smoków Skyrimowi i jest jeszcze szybciej)

W Skyrim smoków dla odmiany było tam za dużo i zabijało się je zdecydowanie łatwiej. Sama gra, po namyśle (zważając na niedociągnięcia DAI) też taka zła nie jest... (tu pojawiła się myśl, by powrócić do Skyrim ;)). .

W każdym razie, czekam końca DAI. I obiecałem sobie, że dość już zakupami "impulsowymi" - zachwyt DAI był podyktowany jedną i drugą recenzją, wyliczeniem, że do Wieśka jest tyle a tyle, i że dam radę. (No niestety, czas to pieniądz, chciałoby się pograć w to i tamto, a czas nie pozwala).

Problemem takiego kolesia jak ja (Real Life First) jest to, że chciałoby się zanurzyć w każdą... grę... ale trzeba wybierać ;) Czas nie jest z gumy! Nowości kuszą, ale jak się spojrzy na półkę wstydu, to nagle przypomina się, że tę i tę grę trzeba skończyć (lub wogóle zacząć!), znowuż pewne tytuły wcześniej ominięte się nagle pojawiają w atrakcyjnej cenie. Lub - pójść po bandzie i wrócić do czegoś po latach.

*

Pierwsza próba reanimacji Arcanum nie powiodła się. Co spowodowało, że zacząłem zastanawiać się nad innymi grami osadzonymi w klimatach Steam Punka. Mam na PS Vita "Gravity Rush", ale gra mnie nie ruszyła - może koncept mieszania grawitacją nie jest moim ulubionym? Grze dam jeszcze szansę, bo powoli powoli idę w niej naprzód, lecz nigdy na tyle długo nie zagram by wsiąknąć. Więc jestem praktycznie na początku. Natrafiłem też na Thiefa - może nie steam punk, ale XIX wieczny klimat ma i to mroczny...

*

Druga próba instalacji Arcanum udała połowicznie. Po poprawkach, nie udała się wogóle i stwierdziłem, że dosyć tej nostalgii i odpuściłem.

*

W między czasie, spoglądając na półkę wstydu natrafiłem na Red Faction Guerilla. A parę tygodni wcześniej, w TV leciał film (na którym usnąłem ;-)): Red Faction Revolution. Czyli, klimat jest i trzeba zagać. Tym bardziej, że zdaje się kiedyś bawiłem się demem RFG, ale jakoś na grę nie starczyło czasu (wpadła przy okazji wymiany kilku tytułów na kilka tytułów). Co się okazało? Że rzeczywiście - nigdy w nią nie grałem. Zacząłem od początku i przez godzinę bardzo dobrze się bawiłem! Wniosek: półka wstydu skrywa niejeden ssskarb...


Mogą Cię zainteresować...

0 komentarze