Witamy na Marsie!

poniedziałek, stycznia 19, 2015

Rzeczywiście, rok 2015 poza Dragon Age, spędzam raczej w kosmosie i ten stan się jeszcze bardziej ukosmosi (patrz poprzedni post). Kto by się spodziewał, że gra, która wpierw przeleżała parę lat na półce wstydu, potem nikt nie będzie chciał jej kupić nawet za 25 pln (ja ją kupiłem za 50 dych może) okaże się taka fajna? Czemu wogóle do mnie trafiła? Bo zachwyciło mnie demo, które o ile pamięć mnie nie myli przeszedłem całe. Otwarty świat, na silniku podobnym do tego, który wykorzystano w Saints Row 2, motyw demolki otoczenia, jeszcze mały uśmiech w stronę fanów  Saints Row 2 (korporacja Ultor, na Marsie - była jednym ze "złych" w history line Red Faction) - więc gra musiała mi się spodobać. No ale się przeleżała - przyczyn należy szukać w innych grach, w które wtedy grałem. Ot, wewnętrzna konkurencja. Za to znużony trochę Dragon's Age Inquisition postanowiłem pograć w coś innego i na nią trafiłem.



Uciskani przez Earth Defence Force Marsjanie (górnicy i podobny lud ciężko pracujący) postanowili wziąć czynny opór przeciw uciskowi. Nasz bohater (wyżej), któremu EDF robi krzywdę (konkretnie bratu) przyłącza się do partyzantów i również stawia czynny opór. Jest górnikiem, jego narzędziem pracy jest power-hammer, czyli młot, któremu nie oprze się ŻADNA struktura ludzką ręką wybudowana na Marsie. Poza tym, karabinki, pistolety, shotguny, spawarki, wyrzutnie rakiet, przylepne miny, pojazdy i inne narzędzia zniszczenia.


W otwartym świecie, jak i w bratnim Saints Row 2 jest co robić - od misji fabularnych, poprzez różnego rodzaju misje poboczne, które robimy po to by wykurzyć EDF z danej dzielnicy ludzkiej kolonii na Marsie. Od przejęcia kuriera, poprzez likwidację oficjeli EDF, budynków EDF, pojazdów EDF lub ogólnie - ich infrastruktury, wreszcie misje wzmacniające naszą Czerwoną Frakcję: uwalnianie zakładników, obrona osiedli, pozyskania sprzętu i danych. Dużo tego jest.

A Mars? Ta terraformowana planeta dostępna jest dla nas na bardzo dużej mapie, w której poszczególne sektory-dzielnice początkowo są dla nas niedostępne, z biegiem czasu i naszych postępów - stają otworem. No i jest tak, że gdzie dotrzemy, to mapę odkrywamy. Jest pod tym względem swoboda duża i niepohamowana, a pomagają nam w tym środki transportu, o dosyć specyficznym (inna fizyka na Marsie ;)) modelu jazdy. Modelu, który ze względu na piach, skały, inną grawitację i balonowe opony praktycznie każdego pojazdu - BARDZO mi się podoba, i przypomina Fuel, grę, którą kiedyś ukochałem.

Grywalnie... się zakochałem. Jak zwykle (u mnie) gra w róbta co chceta sprawdza się czasem spędzonym miło i produktywnie (tu, raczej destruktywnie ;)). Mając mało czasu, RFG jest dobra by sobie strzelić mały sabotaż, wykonać misję jedną czy dwie, obić ryja komuś z EDF (choć tych ktosi to na pęczki jest), zdestabilizować sytuację w danym regionie, a potem ją ustabilizować, instalując tam nasze, czerwone siły. W miarę postępu gry, Ruch Oporu dzięki naszym działaniom rośnie w siłę, dzięki temu, gdy my wszczynamy rozróbę, to szybko przyjeżdża nasze wsparcie (partyzanci) i zaczyna się mocno frontowa akcja. Oczywiście trzeba dbać o to, by przypadkiem nie dostało się naszym, bo wtedy Ruch Oporu zaczyna być złym na nas. Na samym końcu, dzięki połączonym siłą EDF leży i kwiczy.

Po 8 godzinach takiej gry, odblokowałem sobie kolejny duży region (Badlands) i chcę więcej! I będzie więcej - regionów jest kilka (chyba 8), startujemy w Parker (raczej mały), potem jest olbrzymi Dust, Złe Ziemie wyglądają na jeszcze bardziej rozległy teren. Na mapie mignęły mi jeszcze nazwy regionów skrytych za mgłą: EOS, Oaza i jakieś dwa czy trzy.

Fabularnie - z początku jest tak sobie (ruch oporu, walczymy, wyzwalamy itd), by później zaskoczyć (stara kopalnia, z początków kolonizacji planety przez Ultor) więc chcę wiedzieć co będzie dalej.

Grafika (na PS3) jest na tyle plastusiowa, że zupełnie nie razi i nie czuje się przepaści po przesiadce z next gena. Serio, szybko przestaje się widzieć słabsze tekstury (pomaga tu pomarańczowo-czerwony klimat otoczenia, dym i kurz - wszystko jest raczej uwalone, niebiesko-biała ciężarówka, po kilkuset metrach jazdy, staje się pomarańczowo-brudna). Z bugów natomiast trafił mi się parę razy jeden, zupełnie nieuciążliwy - a mianowicie: grę mam w wersji angielskiej, z polskimi napisami, ale czasem, niektóre partyzantki zaczynają gadać po... niemiecku. Uważam to raczej za klimatyczny aspekt, niż błąd (dzieje się to w czasie akcji, i są to randomowe postacie walczące u mego boku).

*

Sama seria Red Faction istnieje od czasów PS2 i 2001 roku. Violition (studio odpowiedzialne za grę) trzaska teraz Saints Row'y (wychodzą 2 na PS4) i mam nadzieję, że mają w planach powrót do otwartego świata na Marsie, bo podoba mi się taka zabawa.

(tia ;-) teraz jestem po 8h gry, zobaczymy jak będzie gdy ją skończę :D).

Mogą Cię zainteresować...

2 komentarze

  1. I jak po następnych 8 godzinach gry ?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak http://graniaczas.blogspot.com/2015/01/mars-zdobyty.HTML
    :-D

    OdpowiedzUsuń