Męka wyboru

piątek, stycznia 30, 2009

Tom Clancy's End War.
Nakręciłem się na strategię RTS Tom Clancy's End War strasznie. Szczególnie nową jakością jaką ta gra wprowadza, czyli, sterowanie głosem. Kupiłem książkę "EndWar" (i przy okazji jeszcze jakąś inną Clancy'ego - obie niezłe i trzymające w napięciu). Ściągnąłem demo. Uruchomiłem swojego bluetoothowego headseta, którego na codzień używam w czasie jazdy samochodem, i peestrójka na szczęście go polubiła. Gra już trochę gorzej. Okazało się, że mikrofon w swej naturalnej pozycji (tj. na uchu) nie spełnia wymogów stawianych przez grę (za cicho, a przecież wrzeszczeć po nocy nie będę!). Ratunkiem było przysunięcie mikrofonu tak z 2 cm od ust (potwierdzam tu spostrzeżenia poczynione przez autora recenzji End War w PSXExtreme. Dopiero po tym zabiegu, gra zaczęła mnie rozumieć (musiałem trzymać headseta ręką, w drugiej dzierżyłem pada. MEGAniewygodnie).
I zaczęły się męczarnie. Rozpocząłem misję w trybie skirmish (potyczka). Z początku szło ok (trza mówić wolno, ze zbyt długimi przerwami między wyrazami - wszak to AI, a nie english-speakers na ventrilo w EvE-Online!). Gdy walka się rozkręcała, lekkie emocje w głosie powodowały reakcję typu "I don't understand, sir!". Ręce (a właściwie - szczęka) mi opadły, gdy nie mogłem wybrać drugiej jednostki (tj. słowa typu "unit", "camera", "hostile" były rozumiane, a zwykły numer 2 ("two") już nie. Żona polewała ostro, gdy za czwartym razem powtarzając "two", wymsknęło mi się "two, kurwa, two!". Wreszcie zrezygnowany, strzeliłem tym headsetem w kąt i za pomocą pada skończyłem rozgrywkę.
I jeszcze filmik (nie mój), ale z misji w którą grałem:

Nie powiem, wizualnie miażdży. Ogląda sie toto jak film jakiś. A trudno nie jest. Mimo, utraty jednostek, po jakimś czasie dostajemy wsparcie. Samo sterowanie skupia się na obserwowaniu (słuchaniu o) statusu poszczególnych jednostek i wybieraniu dla nich celów. Ani razu nie przegrałem. Pod tym względem, giera mnie rozczarowała. Drugie rozczarowanie - to dziwna mapa Europy, która przewija się w demie, gdy powstają Stany Zjednoczone Europy (tu miły akcent, bo wśród kilku flag państw europejskich, dumnie powiewa i nasza!). A dziwna mapa to jakaś hybryda map z przed i po drugiej wojnie światowej (tj. polskie zachodnie granice są z czasów III Rzeszy, natomiast wschodnie - dla odmiany - obecne, z Ukrainą, Litwą i Białorusią, tam gdzie powinny być. WTF?!?
Valkyria Chronicles.
Tę grę wyczaiłem już w recenzji - świat a'la Arcanum (technologia oraz magia), gra utrzymana w konwencji anime (ze świetną grafiką 3D), a pod względem artystycznym - wygląda jak malowana akwarelą. Od strony grywalnej - jest to strategia turowa (w trakcie gry, zasady okazały się bardzo podobne do.... bitewniaka (skirmish) Infinity, co mi się bardzo spodobało). Od strony historii - rewelacja. Historia w świecie alternatywnym (nawet linia brzegowa jest inna), gdzie w Europie, w 1935 roku, wybucha wielka wojna, między wschodnim imperium, a zachodnimi demokracjami. Są i czołgi i "lance", które pełnią rolę anty-czołgowych rakiet. Są karabiny automatyczne i snajperskie. Są odjechane mundury i zbroje bojowe, wyglądające jak zbroje średniowieczne. Czołgi napędzane są jakąś energią (tam gdzie powinien być silnik i jest jakiś świecący na niebiesko generator).
Pograłem w dwie misje - podobnie jak w Infinity, tu też występują punkty akcji dla dowódcy, które generowane są ilością dostępnych żołnierzy (oddziały od 3 do kilkunastu ludków + czołg). Każda z postać ma swoje charakterystyki, a także punkty akcji, które możemy poświęcić na akcje bezpośrednie lub zachować zapas na akcje będące odpowiedzią, na działania wroga w czasie jego tury (podobnie jak opportunity fireInfinity). Z początku wydawało mi się to mało zachęcające - za wolne, jak na grę (tu RTS zdecydowanie gra szybciej), ale po pewnym czasie odkryłem, jaką przyjemność sprawia gra czysto taktyczna. Normalnie, symulacja bitewniaka figurkowego!
Tu i trochę intra do gry, a trochę gameplay'u (fajne są w czasie gry strzały, z podpisami "ratta tatta"):
Command and Conquer Red Alert 3.
A to narazie znam z recenzji i zapowiedzi. Pociągająco zapowiadają się filmiki w grze:
I historia, która za tym stoi. No i kolorowe (bo jednostajnie zielone kolory z EndWar mnie nie jarają) pole bitwy.
Podsumowanie.
I tu mam problem. Bo wiem, że czas i kasę poświęcić mogę na jedną z nich (narazie). Valkyria ma największe szanse, aczkolwiek, demo Red Alert może tu ostro namieszać.
Ot, problem sobie znalazłem!

Mogą Cię zainteresować...

3 komentarze

  1. Red Alerta sobie na razie odpuść ;) . To taki klasyczny erteesik, w którym w zasadzie nic nowatorskiego nie ma - może poza przymusowym "sojusznikiem" ciągnącym Twoją ciężko zarobioną kasę. Filmiki - owszem, niczego sobie - ale gameplay jest jeszcze bardziej zręcznościowy niż kiedykolwiek dotąd (latanie między masą jednostek, żeby użyć ich zdolności) a wymagania pod względem kombinowania są okołozerowe...

    OdpowiedzUsuń
  2. offtop, ale wypasiony: http://www.splitreason.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Snake 4 president rządzi :-)

    A jeśli chodzi o tactica - Valkyrię już chciałem kupić, ale cena w empiku/media mnie zmroziła - 219 zeta, gdy w necie chodzi toto od 159 do 179... Nic,weszło do kolejki. Wczoraj w ramach eksperymentu (popartego filmikami na youtubie) zapuściłem Savage Moon. Nie grałem w życiu w gry "defence tower", ale ta wymiata. Godzina zmęczonych oczu. Dodatkowo "drabina" czyli ogólnoświatowa "liga" wyników dostępna bezpośrednio z gry. A to nakręca. Jak killboard w Eve :D

    OdpowiedzUsuń