Nie pozbywajmy się starych gier

poniedziałek, stycznia 12, 2009

Ostatnio Maks, na babcinym komputerze rysuje obrazki w stylistyce Railroad Tycoon II. Tj. bawi się tylko edytorem plansz. To zrobi zimę, to narysuje buzię i oczka na istniejącej planszy przy pomocy rzeki, ułoży zapętlone niemożebnie linie kolejowe lub odkryje, że można stawiać domki i fabryki oraz najważniejsze - drogi. I malec buduje miasteczka za miasteczkiem. Czasem zbuduje stacje i puści parę lokomotyw.

On jeszcze nie wie, ale w domu czeka na niego Lego Star Wars "the Complete Saga". Pozwolę odkryć mu ten "prezent" za jakiś czas, by tak od razu, po powrocie od babci, nie rwał się do konsoli.

A u mnie? Chęć oddania Ezronymiusa (moja postać z EvE Online) obcym ludziom została (na szczęście) storpedowana przez moją małżonkę oraz przez większą część korporacji w samej grze. A miałem taką piękną wizję wyciągnięcia kilkuset ojro za gadżet doczepiony do tej postaci… ale też znając siebie, za tydzień bym żałował. To jakby sprzedać część siebie. Nie napisałem "sprzedać". Byłoby to sprzeczne z EULA gry! ;-)) Podobnież, szansę dostały dawno nie-grane giery na PS3, które miały być oddane za inne gry. Ale pomyślałem sobie, że muszę przystopować - nowe gry pewnie podzieliłyby los poprzedniczek i po paru wizytach w PS3, wylądowałyby z etykietką "niechcę w nie już grać". Oczywiście, kierując się chwilowym zamroczeniem, dodaję "nigdy". Bo nie mam czasu, bo rządzi jakaś inna gra. A nie jest to prawda.

PS3 kupiłem na lata (vide Playstation 2 które w niezmienionej formie jest na rynku 12 lat i nadal wychodzą na nią nowe tytuły). Maks dorośnie - to sobie pogra. A i mnie, jak trafi za miesiąc, dwa lub dwanaście i będę chciał zagrać, to nie będę się trapił. Tak jak teraz, tęsknię za…

Metal Gear Solid 4: The Guns Of The Patriots. Z tą grą kupiłem konsolę. Niesamowity klimat (skradanka, bohaterem jest żołnierz z sił specjalnych, akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości na Bliskim Wschodzie), wykonanie (dźwięk wielokanałowy, grafika HD) oraz nowy sposób rozgrywki (widok TPP oraz dużo czynności jakie może wykonać postać) z początku mnie onieśmielały. I to tak, że po paru próbach i porażkach (jak tu sterować padem!! Ja chcę myszkę!) gra poszła w odstawkę, by wreszcie zostać przehandlowaną za slahera (tj. siekankę) Devil May Cry 4. Minęło pół roku i przypadkowo trafiłem na recenzję Metal Gear Online. Gry opartej na silniku (i świecie) gry MGS4, której akcja to zmagania 8-mio osobowych zespołów graczy przeciwko sobie. Ściągnąłem z PSN demo. Odpaliłem, pograłem. No i masz. Przez ten czas, pad stał się dla mnie super narzędziem kontroli, lepszym niż klawiatura i myszka. Więc sterowanie postacią przestało stanowić problem. Ale by pograć w MGO trzeba mieć… MGS4 (!!!). Więc czeka mnie kupno MGS4 (przy okazji nakręciłem się na fabułę z MGS4).

By dać odleżeć idei grania w MGO/MGS4 postanowiłem ograć się kompletnie w grę, którą katuję już 3ci miesiąc - Fallout 3 (w pewnym momencie ją też chciałem oddać za inną). F3 to gra bardziej ponura niż poprzednie części. Dużo w niej FPP oraz RPG. Ale właśnie przez widok z bliska, rzeczywistość post-nuklearna nie wygląda już tak zabawnie jak w rzucie izometrycznym 3D z poprzednich części. Tu, wrażenie jest bardzo przygnębiające, szczególnie, że kolor popiołu jest zawsze taki sam - szary. Krwawe zakończenia walk czy widok ohydnych, przerośniętych insektów jeszcze to potęguje. Ktoś pomyślałby - gra już 3ci miesiąc i jeszcze mu mało? A tak. Gra - to pojęcie na wyrost. Raczej to jest 3-4 h w tygodniu, więcej się nie da. No i odkrywam Pustkowia grając na najwyższym poziomie trudności i trenuję się tylko w walce wręcz. Jest to droga przez mękę, ale sprawia frajdę. Moja postać ostro "daje w żyłę", więc z super wysokich statystyk ustawionych na początku gry pozostało ledwie wspomnienie. Powoli, przyzwyczajam się do myśli, że gram wrakiem człowieka, który w walce wręcz jest dopiero dobry jak się "dopali" i ubzdryngoli. A gra - im dalej - tym trudniej, staje się bardziej mordercza. Jak na razie miotam się po południowym wschodzie, bez broni, bez leków. Być może jak znajdę shootgun'a - to pójdzie łatwiej. I tu Fallout 3 broni się - jest to gra bardzo różnorodna, gdzie style gry można zmieniać częściej niż w poprzednich częściach, bo mimo paru, niewybaczalnych błędów (jak brak wagi amunicji, czy zatrzymanie akcji w grze by sięgnąć do plecaka - oba błędy strasznie rażą w rpg) gra się inaczej. No i po każdym loadingu, rzeczywistość gry jest trochę inna (co dla mnie nie ma znaczenia, bo nie gram na zasadzie "optymalizacji" każdej akcji, i jeśli np. walka się nie powiedzie - robię reload stanu gry, by ją lepiej powtórzyć. Load'uję tylko wtedy gdy postać zginie).

Wrogiem Fallouta 3 początkowo miało być Mirror's Edge. Naczytałem się o tej grze (symulator parkoura w trybie FPP, w świecie sci-fi), ściągnąłem demo, komiks. Pograłem trochę w demo. Już miałem wymienić się z kimś na ME oferując F3 właśnie. Ale przyszło otrzeźwienie. Wait, momento… przeca demo odpalałem, racja, z 10 razy, ale za każdym razem przechodziłem może do połowy i potem przerywałem. Czy poza fascynacją nowością, gdyby zakupił pełną grę - grałbym w nią tak jak chociażby w Fallouta? Obiecałem sobie solennie, że najpierw przejdę całe demo Mirror's Edge. Do napisu "koniec, kup pełną wersję". I dopiero wtedy podejmę decyzję. A Fallouta 3 zatrzymam, bo mimo swego mroku i ponuractwa, ta gra ma to coś, co przykuwało mnie na długie godziny do Fallout i Fallout 2.

I do zapamiętania na przyszłość: nie podejmować decyzji o pozbywaniu się gier ad hoc! Dzięki temu, że dawno temu, po tym jak nagrałem się w Railroad Tycoon II, gra bezpiecznie wylądowała na półce, teraz po X latach, mój syn może w niej tworzyć własne miasteczka. I o to chyba chodzi!

Mogą Cię zainteresować...

0 komentarze